Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!



Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się rano, między 7-9!
Aby nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB i Instagramie i Tik Toku.

Uprzejmie proszę o klikanie w reklamy! Was to nic nie kosztuje, a ja zbieram na lepszy aparat :)

Moja grupa na FB o wygranej walce z anoreksją: Klik! oraz grupa dla osób zmagających się z ŁZS: Klik

Ceneo.pl

Bielenda

zdrowie

środa, 31 sierpnia 2022

2972. Mój poród, cz. 2 skurcze porodowe

 Witajcie!

Dziś czas na drugą część porodowych opowieści.
Tu zapraszam na poprzednią: Klik!

Tym razem pora na coś najbardziej spędzającego sen z powiek przyszłym mamom, czyli bólach porodowych.

Najpierw tradycyjnie chwila mądrości z Internetów, które to mianem bóli porodowych określają pierwszą fazę porodu, gdzie to zaczyna rozwierać się szyjka macicy, szykująca się do wydania dziecka na świat. Powszechnie przyjęło się uważać, że ten rodzaj dolegliwości jest jednym z najsilniejszych, jakich może doświadczyć człowiek w swoim żywocie. Ból ten ma charakter trzewny, rozlewający się po całym dole brzucha. Wiadomo, że każda kobieta inaczej przeżywa wspomniane wcześniej nieprzyjemności, ale najczęściej określa się je podobnymi do bólu mentruacyjnego.

Ja owe boleści zapamiętam na pewno do końca życia...

Wszystko zaczęło się mniej więcej o godzinie 16, kiedy to już byliśmy w drodze do szpitala. Poczułam typowy ból dla menstruacji, ot taki, jakbym zaraz miała dostać krwawienia. Nie przejęłam się więc tym za bardzo, bo domyślałam się, że to dopiero początek całej akcji...

Do kliniki dotarliśmy mniej wiecej na godzinę 17, a natężenie dolegliwości było ciutkę większe.
Zostałam wtedy zbadana przez położną, która na wieść o tym, że chyba mam już skurcze, zaczęła się wręcz śmiać, twierdząc, że do tego to jeszcze daleka droga.

Zostałam jednak od razu przyjęta do szpitala, gdzie miałam oczekiwać na dalszy rozwój zdarzeń.
Tu za dużo się nie działo, ot jedynie cały czas czułam coraz to bardziej mocniejszy ból, który pojawiał się regularnie co kilka minut. 

I tak minęła mi godzina 18, 19 i 20.
W międzyczasie rozmawiałam z mężem, zjadłam "pyszną" szpitalną kolację (kanapki z mielonką), popisałam trochę na telefonie z koleżankami i rodziną.
I bardzo dużo piłam wody, bo dosłownie czułam się wyschnięta od środka.

Wszystko nabrało tempa mniej więcej o godzinie 21, kiedy następujące po sobie partie skurczy były już tak intensywne, że dosłownie zapierało mi dech i przy każdej kolejnej fali bólu dosłownie wyłam, płacząc i wbijjąc paznokcie w ramię wspierającego mnie męża.

Kilka razy prosiłam zaglądającą do mnie położną, aby podała mi jakiś środek znieczulajacy, na co ta mówiła, że na znieczulenie jeszcze jest za wcześnie i dopiero mogą mi zrobić zastrzyk (a dokładnie znieczulenie zewnątrzoponowe) około północy...
A to dlatego, że miałam za małe rozwarcie i aby nie spowolnić akcji porodowej wstrzykiwanym medykamentem, trzeba zaczekać, aż otwór wyjściowy otworzy się bardziej.

Nie muszę mówić, że do tej godziny 24 czekałam jak na zbawienie, a czas oczywiście jakby stał w miejscu... Nie jestem w stanie opisać skali intensywności tego bólu, to było coś tak okropnego, jakby mnie rozrywali od środka. Ból okresowy to nic w porównaniu do tego... Człowiek ma ochotę zdechnąć, przeklina wszystko i wszystkich, a najbardziej chłopa, że on tylko sobie zapłodnił, a Ty kobieto cierp i za siebie i za niego... I że już nigdy więcej żadnych dzieci nie chcę.

Na szczęście wreszcie nadszedł koniec mojej męki i dostałam obiecany zastrzyk znieczulający w kręgosłup - niezbyt miła procedura, wkłuwają się w któryś tam kanał kręgowy - po którym to całe boleści odeszły w siną dal. Znów mogłam oddychać, mówić i uśmiechać się. Jedyne,  co mnie wtedy zaczęło martwić to fakt, że mogę nie czuć zbliżającej się akcji właściwej porodu, czyli parcia.

Nie było tego mi jednak dane doświadczyć, bowiem po kolejnej godzinie oczekiwania na powiększenie rozwiarcia - doszłam do 8 cm - padła decyzja o wykonaniu cesarskiego cięcia.

Czemu?

A o tym w kolejnej części.

A Wy mamusie jak wspominacie Wasze bóle porodowe?

Kathy Leonia

wtorek, 30 sierpnia 2022

2971. Lily Cute Gel Polish lakiery hybrydowe

 Witajcie!

Dziś czas na moc kolorów na paznokciach.

Będę mówić o lakierach Lily Cute, jakie upolowałam na shopee.pl

Słowo od producenta: "Specyfikacja:
Nazwa marki: LILYCUTE
Typ artykułu: żel do paznokci
Składnik: lakier żelowy UV
Pojemność: 7ml
Ilość: 1 butelka
Typ: żel polski
Rozkoszuj się: tak
Utwardzony: lampa LED UV
Zaleta: łatwy w obsłudze

Opakowanie:
1 butelka 7ml LILYCUTE czerwony, cielisty żel polski

Funkcja:
Wykonany ze zdrowych, przyjaznych dla środowiska, bez trujących, ostrych materiałów chemicznych.
Szybko schnie każde światło ultrafioletowe.
Kolor będzie lśniący do 30 dni.
Pozwala na profesjonalny lub domowy artystyczny design paznokci.
Hotting kolory opcjonalne, nadaje się na każdą okazję.
Profesjonalny prezent artystyczny do paznokci dla siebie lub twojej dziewczyny.

Krok po kroku:
1. Oczyść paznokcie, a następnie powierzchnię paznokcia jako normalny proces malowania paznokci.
2. W pełni wstrząśnij żelem, dzięki czemu kolor żelu będzie zrównoważony. (Ważne)
3. Najpierw nałóż żel bazowy, który może sprawić, że polski będzie trwał dłużej, utwardza się lampą UV lub lampą LED. (Jest to konieczne)
4. Nałóż pierwszą warstwę lakier żelowy kolorowy bezpośrednio. Utwardzanie: 30 sekund w lampie LED lub 2 minuty w lampie UV.
5. Zastosuj drugą warstwę lakier żelowy kolorowy. Utwardzanie: 30 sekund w lampie LED lub 2 minuty w lampie UV.
6. Płaszcz bez lakieru nawierzchniowego. Utwardzanie: 30 sekund w lampie LED lub 2 minuty w lampie UV.

Jak usunąć żelowy lakier do paznokci UV:
• Namoczyć paznokcie w misce wypełnionej niewielką ilością acetonu lub owinąć każdy gwóźdź w wacik kosmetyczny nasączony acetonem przez około 5 do 10 minut.
• Produkt zacznie stać się miękki i można go delikatnie złożyć lub zsunąć za pomocą małego drewniany patyczek."

Produkty w okazałości:





Szczegóły:

Cena i dostępność produkty można kupić na shopee.pl za ok. 5 zł każdy. Ja powyższy zestaw dorwałam w promocji za 10 zł.
 Zapach: delikatnie lakierowy.
 Konsystencja: płynna.
Opakowanie i pojemność: butelka mała, czarna, z kolorową etykietką wybranego odcienia i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 7 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Opakowanie mazidła starczy spokojnie na kilka miesięcy malowania.
Działanie: zacne. Zacznę od tego, że uwielbiam testować różne nowe lakiery hybrydowe do paznokci. Wychodzę bowiem z założenia, że nie będę przepłacała za polskie marki mazideł do szponów, które zwykle jedną buteleczkę cenią na 40 zł (!), tylko poszukam tańszego rozwiązania. I tak oto buszuję sobie czy to na AliExpress czy na shopee.pl i niucham okazje cenowe. Tym sposobem trafiłam na produkty marki Lily Cute. I zakochałam się w nich. Te kolory, ten pigment, ta łatwość aplikacji i trwałość są godne podziwu i zachwytu! Chyba jeszcze nigdy nie miałam tak tanich lakierów hybrydowych, które by wytrzymały ponad 14 dni bez żadnego uszczerbku w swojej prezencji. Specyfiki mają fajny, precyzyjny pędzelek, którym szybko i bezproblemowo można nałożyć dany odcień na płytkę paznokcia. Już jedna warstwa kryje cały pazur, ale wiadomo, dla zasady, ja zawsze nakładam wybrany kolor dwukrotnie. Co do zapachu mazideł, bo o to na pewno będą pytania, nie jest on szczególnie nieprzyjemny. Ot wonieje standardowo, jak typowy lakier hybrydowy. Najważniejsze jest, że lakiery mnie nie uczulily ani nie podrażniły. Są tanie, wydajne i mega genialne w swoim działaniu. Na pewno kupię więcej odcieni! Polecam. 
Ocena: 5/5 

Miałyście?

Kathy Leonia

poniedziałek, 29 sierpnia 2022

2970. Przesyłka z wizaz.pl

 Witajcie!

Dziś post radości pełen.

Oto co do mnie przybyło do testów od wizaz.pl:





I w szczególe.

Serum rozświetlające Liftactiv Vitamin C+:



Krem na dzień Liftactiv Collagen Specialist:



Nie ukrywam, że powyższe cuda bardzo przydadzą się w mojej codziennej pielęgnacji.

Po ciąży borykam się z dość widoczną utratą nawilżenia i jędrności na buzi, zatem muszę sięgnać po mazidła solidnego kalibru, które pozwolą mi powyższe niuanse wyeliminować.

Liczę, że duet z Vichy podoła tymże problemom!

Zabieram się zatem na testowanie, aby niedługo stworzyć recenzję.

Dziękuję jeszcze raz wizaz.pl za zacną przesyłkę!

A Wy coś ostatnio dostaliście?

Kathy Leonia

czwartek, 25 sierpnia 2022

2969. NYX Face & Body Glitter Brillants brokat do twarzy i ciała

Witajcie!

Dziś czas na trochę blasku.

Będę mówić o NYX Face & Body Glitter Brillants brokat do twarzy i ciała.

Słowo od producenta: "Brokat Face & Body Glitter dostępne w 12 odbijających światło odcieniach, od rubinowej czerwieni i wielobarwnej purpury, po opalone brązy i żółte złoto."

Produkt w okazałości:







Mój odcień:





Od producenta:



Na dłoni:



Szczegóły:

Cena i dostępność: specyfik ten można dostać w Internecie za ok. 25 zł. Ja swój egzemplarz znalazłam w kalendarzu adwentowym NYX z 2019 r. 
Zapachbez zapachu jakiegoś specyficznego.
Konsystencja: brokatowa, sypka.
Opakowanie i pojemność: plastikowy pojemnik z elementami otwierany jak puzderko z bielą i czernią napisów od producentów. Pojemność: 25 g.
Wydajność: bardzo dobra. Specyfik spokojnie starczy na kilka lat użytkowania.
Działanie: przyjemne. Zacznę do tego, że to moja pierwsza styczność z brokatem 2 w 1, czyli zarówno do twarzy jak i do ciała. Do tej pory raczej rzadko stosowałam takie produkty, bo po prostu nie miałam potrzeby. Teraz też nie odczuwam ciągotek do świecenia się, ale od czasu do czasu, zwłaszcza do jakiegoś mocniejszego makijażu, fajnie byłoby użyć czegoś z mocnym błyskiem. I tak oto w me ręce wpadł mocno zapomniany brokat z NYX. Cieszę się doprawdy, że na niego trafiłam, bo to naprawdę miły w działaniu gagatek. Jest on zmielonym na gładziutko, sypkim pyłkiem, który dobrze się przykleja wszędzie tam, gdzie tego potrzebujemy. Wiadomo, że z bazą - zwłaszcza taką do produktów brokatowych - będzie trzymał się jeszcze lepiej, ale nie każdy takową posiada. Ja zamiast tego używam po prostu odrobiny korektora. Taki proceder sprawia, że brokat fajnie się przykleja do powieki i daje przepiękną taflę wielowymiarowego koloru, ktróy trwa na miejscu ok 6-8 godzin. Specyfik dobrze wygląda w pojedynkę, ale także jako akcent kolorystyczny w zewnętrznym kąciku oka. Mazidło jest uniwersalne i stosuję je nie tylko jako cień do powiek, ale także jako brokat do ciała - na ramiona, czy dekolt - ale i też do manicure paznokci (jako pyłek). Jestem z tego produktu zadowolona i polecam.
 Ocena: 5/5 

Miałyście?

Kathy Leonia

środa, 24 sierpnia 2022

2968. Paznokcie na dziś, cz. 114

 Witajcie!

Dziś czas na manicure po prawie trzech miesiącach przerwy.
Ostatni post tego typu pojawił się bowiem w czerwcu...

Tak więc dziś coś nowego, co udało mi się zmalować podczas drzemki Młodej:







Użyte produkty:



od lewej: Bielenda zmywacz do paznokci i tipsów; Limegirl baza pod lakier hybrydowy; Lily Cute; Limergirl lakiery hybrydowy nr LC 031 i nr LC 101, Indigo Nails Dry Top 

Jak powyższe pazurki powstały?

Ano najpierw zmatowiłam płytkę paznokcia zmywaczem do paznokci z Bielendy, po czym nałożyłam bazę z Limegirl i utwardziłam ją 60 sekund w lampie UV.

Kolejnym krokiem było to, że na wybrane dwa paznokcie nałożyłam dwie warstwy brązowej błyskotki z Lily Cute (każde pomalowanie osobno utwardzona w lampie). Na trzy pozostałe szpony poszedł cudny liliowy odcień również z Lily Cute (dwie warstwy koloru, każda osobno utwardzona w lampie UV 60 sekund).

Wszystko następnie pokryłam tzw. top coat i utwardziłam w lampie UV 60 sekund.

Myślę, że efekt końcowy wyszedł przyjemnie, a całość zdobienia trzymała mi się ok. dwa tygodnie.

A Wy co dziś macie na paznokciach?

Kathy Leonia

wtorek, 23 sierpnia 2022

2967. Ecocera Barley Pressed Powder prasowany puder jęczmienny

 Witajcie!

Dziś czas na buzi zmatowienie.

Będę mówić o Ecocera Barley Pressed Powder prasowany puder jęczmienny.

Słowo od producenta: "Prasowany Puder jęczmienny ECOCERA skutecznie pochłania nadmiar sebum, długotrwale matując cerę oraz zapewniając jej piękny i naturalny wygląd. Utrwala makijaż na cały dzień sprawiając, że skóra wygląda świeżo i promiennie nawet przez 16 godzin. Jest lekki, transparentny, nie bieli skóry, za to doskonale wyrównuje jej koloryt. Nie podkreśla suchych skórek, nie zbiera się w załamaniach. Nie zatyka porów, nie powoduje podrażnień, nie przesusza skóry. Przeznaczony zarówno dla profesjonalnego jak i codziennego użytku, niezbędnik każdego wizażysty. Jest świetnym uzupełnieniem Sypkiego Pudru Jęczmiennego ECOCERA."

Opakowanie zawiera lusterko oraz poręczny puszek.

Produkt w okazałości:








Od producenta i skład:



Po otwarciu wieczka:



Na dłoni:



Szczegóły:

Cena i dostępnośćprodukt kupiłam na Allegro za ok. 20 zł.
Zapach: bez zapachu.
Konsystencja: pudrowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, minimalistyczne, w tonacji biało-zielonej z białymi napisami od producenta. Pojemność: 10 g.
Wydajność: bardzo dobra. Takie opakowanie staczy na kilka miesięcy używania.
Działanie: zacne. Zacznę od tego, że lubię produkty marki Ecocera. Miałam od nich już puder ryżowy i bardzo go sobie chwaliłam. Dlatego też, gdy zobaczyłam aukcję na Allegro, gdzie można było ucapić ziomka jęczmiennego i to jeszcze w promocyjnej cenie, nie wahałam się ani chwili. I była to bardzo dobra decyzja. Produkt okazał się świetnym kosmetykiem do matowienia mojej tłustej buzi. Wystarczyła dosłownie jedna aplikacja specyfiku - użyłam do tego gąbeczki - aby uzyskać jednolitą i aksamitną strukturę skóry. Dzięki temu twarz prezentuje się zdrowo, świeżo, bez nienaturalnego efektu maski. Efekt matu, jaki daje, utrzymuje się u mnie ok. 8-10 godz, co jest naprawdę świetnym wynikiem, jeśli chodzi o moją facjatę. Dodam, że mazidło mnie nie podrażniło, ani nie uczuliło. Jest wydajne, tanie i łatwo dostępne. Jedyne co mi się nie podoba to kwestia trudnej dostępności mazidła stacjonarnie (jedynie w Internetach). Tak czy inaczej, polecam.

Ocena: 4/5

Mieliście?

Kathy Leonia

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

2966. Wielkie Zakupisko!

 Witajcie!

Dziś post radości pełen.

Oto przychodzę do Was z moim ostatnim łupem.

Tak się prezentuje ów gagatek:





Cały zestaw w okazałości:



O podobnym zestawie marzyłam już od dawna, zwłaszcza, że mój stary depilator w tym roku kończy ponad 3 lata.

Stwierdziłam więc, że czas najwyższy na coś nowego.

I tak przeglądając ofertę shopee.pl trafiłam na zestaw z marki Geemy. Mamy tu depilator wraz z kilkoma końcówkami dodatkowymi: masażer, szczoteczka do twarzy, pumeks do stóp i golarka.

I teraz najlepsze: dacie wiarę, że to wszystko kosztowało niecałe 120 zł?!
Musiałam zatem to mieć!
Ciekawam tylko co z jakością tegoż zestawu, także zabieram się za testy.

A Wy coś ostatnio kupiliście ciekawego?

Kathy Leonia

czwartek, 18 sierpnia 2022

2965. Avon Care Sun+ Shine Control Sun Cream SPF 50 matujący krem nawilżająco-ochronny do twarzy

 Witajcie!

Dziś czas na ochronę przeciwsłoneczną.

Będę mówić o Avon Care Sun+ Shine Control Sun Cream SPF 50 matujący krem nawilżająco-ochronny do twarzy.

Słowo od producenta: "Wodoodporny ochronny krem do twarzy z filtrem SPF 50 Avon Sun zabezpiecza skórę przed promieniowaniem UV, nawilża ją i dodatkowo matuje.

Zastosowanie: do każdego rodzaju skóry twarzy, przed opalaniem
Działanie: chroni delikatną skórę przed słońcem filtrem SPF 50 UVA/UVB, chroni przed wysuszeniem i zapewnia matowy efekt

Chcesz zapewnić swojej skórze odpowiednią ochronę przed słońcem i jednocześnie zredukować jej błyszczenie? Nasz krem to doskonały wybór - błyskawicznie się wchłania, zabezpieczając skórę przed promieniowaniem UVA i UVB, a przy tym zapewnia jej matowy efekt. Spokojnie, nie wysuszy Twojej skóry dzięki zawartości składników nawilżających. Gotowa na plażę?"

Produkt w opakowaniu:





Od producenta:




Skład:



W okazałości:







Otworek:



Na dłoni:



Szczegóły:

Cena i dostępność: krem kupiłam na shopee.pl w promocji za 10 zł. Normalna cena to ok. 30 zł.
Zapach: przyjemny, słodki.
 Konsystencja: kremowa.
Opakowanie i pojemność: plastikowa, biała tubka z niebieskim akcentem kolorystycznym i granatowymi napisami od producenta. Pojemność: 50 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Takie opakowanie starczy nam na kilka miesięcy używania.
 Działanie: zacne. Zacznę od tego, że do tej pory do pielęgnacji z Avon podchodziłam jak pies do jeża. Ot nie korciły mnie te mazidła kompletnie, po tym jak kilka lat temu szampon marki okropnie wysuszył mi skórę głowy. Niemniej jednak, gdy natrafiłam na promocję powyższego kremu na shopee.pl, stwierdziłam, że a co mi tam, zakupię gagatka, w końcu to tylko 10 zł. I była to świetna decyzja! Moja blada i delikatna skóra bardzo polubiłam się z kremikiem. Czemu? Ano przede wszystkim dlatego, że kosmetyk bardzo szybko się wchłaniał, pozostawiając skórę nawilżoną i jednocześnie zapewniając jej ochronę przeciwsłoneczną. Mogłam wychodzić na spacery z Małą bez strachu o niepotrzebne "spalenie się". Dodatkowo, krem stanowił fajną bazę pod makijaż, przedłużając niejako trwałość podkładu i pudru. Warto dodać, że produkt jest niezwykle wydajny, bowiem dosłownie ociupinka wystarczy do pokrycia całej twarzy. Wspomnę jeszcze, że krem mnie nie uczulił, ani nie podrażnił. Myślę, że na pewno jeszcze do niego wrócę. Jego wydajność, dobra cena, piękny zapach i działanie totalnie mnie przekonały. Także polecam.
 Ocena: 5/5

Miałyście?

Kathy Leonia

środa, 17 sierpnia 2022

2964. Mój poród, cz. 1 odejście wód płodowych

Witajcie!

Dziś wreszcie nastała pora, aby rozpocząć serię porodową.
Sporo osób mnie o takową prosiło, także przybywam z owym materiałem.

Będzie to na pewno kilka osobnych postów, bowiem jedna notka nie jest w stanie oddać tego wszystkiego, co się u mnie działo.

Zatem w pierwszej części skupimy się na odejściu wód płodowych.

Najpierw tradycyjnie chwila mądrości z Internetów, według którego ów proces to nic innego jak rozpoczęcie porodu.
Wiadomo, że u każdej kobiety przebiega to różnie i nie zawsze chlustająca z dróg rodnych woda oznacza rychłe urodzenie dziecka, bo od tego wydarzenia, do porodu właściwego może minąć od kilku do kilkunastu nawet godzin. Tak czy inaczej jednak, z momomentem odejścia wód płodowych, kobieta w ciąży powinna udać się niezwłocznie do szpitala. 

Jak to było u mnie?

Ano sam proceder fizjologiczny nastąpił dość niespodziewanie.

Mianowicie siedziałam sobie na podłodze, po turecku, przeglądając Allegro, a dokładnie ogłoszenia dotyczące telefonów Samsung Galaxy s21 Ultra.
Od jakiegoś bowiem czasu marzy mi się powyższy sprzęt dzwoniący i chciałam zrobić mały rekonesans pod kątem dostępności kolorystycznej jak i cenowej tegoż modelu.

 I tak sobie siedząc, niczego nie świadoma, poczułam nagle dziwną mokrość, jakbym się zsiusiała.

Stwierdziłam, że nic to dziwnego, wszak w ciąży nietrzymanie moczu to rzecz całkowicie normalna, zatem wstałam dość prędko - na ile gabaryty brzucha na to pozwalały - chcąc udać się do toalety.
Jakie było moje zdziwienie, gdy jak tylko się podniosłam, to trysnęło ze mnie niczym z rozlanego wiadra wody.

Dosłownie.

Bezbarwny płyn był wszędzie. Na podłodze, na spodniach, na płytkach. Przemokłam wzdłuż i wszerz, a najlepsze było to, że sam proceder owego lania się wody nie miał zamiaru się skończyć, tylko cały czas trwał i trwał w najlepsze.

Spanikowałam zatem, już wiedząc co się świeci i jak tylko mąż przyjechał z pracy, pojechaliśmy do szpitala. Całą drogę czułam uciekające ze mnie płyny wodne i wpadałam w coraz większą histerię, poganiając męża, żeby jechał szybciej, bo zaraz urodzę.

Do szpitala dosłownie biegliśmy, znacząc całą drogę moim mokrym śladem.

W rejestracji rzuciłam tylko, że ja na porodówkę muszę lecieć, bo wody mi odeszły, na co panie w rejestracji zaczęły się uprzejmie uśmiechać, mówiąc że to nie tak szybko się dzieje i wpierw muszę papierki przyjęcia powypełniać. Dodam, że cały czas miałam świadomość tego, że jestem cała mokra, od majtek, wkładki, poprzez spodnie i podłogę, gdzie stałam, a tu mi jeszcze jakieś dokumenty każą wypisywać.

Na całe szczęście kwestie formalne szybko były za nami, zatem już legalnie mogłam udać się na porodówkę, myśląc, że zaraz będzie koniec ciążowej przygody i lada moment urodzę.

Cóż, tak się oczywiście nie stało, bowiem od momentu przyjęcia, czyli godziny 17:00, do momentu porodu, czyli 2:50, miało jeszcze trochę czasu upłynąć...

Ale o tym opowiem w kolejnej części.

A u Was mamuśki jak to było z porodem?

Kathy Leonia




wtorek, 16 sierpnia 2022

2963. La Mei La 3D Lash Flaring Slender Mascara wydłużający tusz do rzęs

 Witajcie!

Dziś czas na rzęs pomalowanie.

Będę mówić o  La Mei La 3D Lash Flaring Slender Mascara wydłużający tusz do rzęs.

Słowo od producenta: "La mei la 3D Lash Flairing Slender Mascara
Long wearing formula."

Produkt w opakowaniu:





W okazałości:





Szczota:



Szczegóły:

Cena i dostępność: produkt kupiłam na Shopee.pl za ok. 3 zł.

Zapach: tuszowy.
Konsystencja: czarna.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, kremowe, z silikonową szczoteczką i z brązem napisów od producenta. Pojemność: 12 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Taki tusz starczy nam na kilka miesięcy używania.
Działanie: kiepskie. Zacznę od tego, że tusz do rzęs to mój ulubiony kosmetyk w codziennym makijażu. Nie wyjdę bowiem z domu bez porządnie podreślonych rzęs. W swoim kosmetycznym żywocie przetestowałam mnóstwo tego typu mazideł do makijażu i jak tylko pojawi się coś nowego w tej kategorii produktów, to zaraz kupuję. Na gagatka z La Mei La trafiłam przez przypadek, podczas przeglądania shopee.pl. Specyfik zwrócił moją uwagę ze względu na niezwykle malutką i fikuśną szczoteczkę. Pomyślałam, że fajnie byłoby to przetestować, bo a nuż trafi mi się perełka za grosze. I całe szczęście, że nie był to drogi nabytek, bo bym była strasznie zła... Tusz okazał się strasznie dziwny w swojej formule, która ma tendencje do kruszenia się. Zauważyłam to już po pierwszej aplikacji, gdy po mniej więcej dwóch godzin od wykonania makijażu, tusz zaczął się paskudnie rolować i złazić. Czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłam... Miałam wrażenie, jakbym zbierała resztki gumki szkolnej z moich oczu. Na całe szczęście nic mnie nie podrażniło ani nie uczuliło, ale niesmak stosowania produktu pozostał. Co do owej fikuśnej szczoteczki, jej do zarzucenia nic nie mam, zatem po wywaleniu opakowania z tuszem, sam aplikator porządnie wyczyściłam i stosuję dalej. Jest to naprawdę zacny gagatek, który fajnie wyczesuje i podkręca rzęsy, a nawet nadaje się do wyczesywania brwi. Także podsumowując: produkt z La Mei La to bubel, jeśli chodzi o formułę i więcej na pewno go nie kupię. Nie polecam.

Ocena: 2/5

Miałyście?

Kathy Leonia

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

2962. Przesyłka z wizaz.pl

 Witajcie!

Dziś post radości pełen.

Oto co do mnie przybyło do testów od wizaz.pl:





I w szczególe.

Eucerin Hyaluron-Filler Krem na dzień SPF 15 do skóry suchej:







Eucerin Hyaluron-Filler Krem na noc do każdego rodzaju skór:





Nie muszę mówić, że powyższa przesyłka uradowała mnie wielce.
Takie kremy pielęgnacyjne idą u mnie bowiem jak woda, zwłaszcza teraz, gdy to po ciąży moja cera z tłustej zrobiła się sucha.

To właśnie sprawia, że potrzebuję porządnej dawki nawilżenia i odżywienia, coby zniwelować wiecznie zmęczony i niewyspany look mojej facjaty.
Liczę, że duet mazideł z Eucerin pomoże mi w tej nierównej walce.

Do pierwszych testów już przystąpiłam, zatem niebawem spodziewajcie się recenzji.

Tymczasem jeszcze raz dziękuję wizaz.pl za zacną przesyłkę!

A Wy coś ostatnio dostaliście?

Kathy Leonia

czwartek, 11 sierpnia 2022

2961. NYX Slip Tease Lip Lacquer kryjący błyszczyk do ust

 Witajcie!

Dziś czas na usteczka w kolorze.

Będę mówić o  NYX Slip Tease Lip Lacquer kryjący błyszczyk do ust.

Słowo od producenta: "Luksusowe kryjące błyszczyki są dostępne w bogatych kolorach z lakierowym wykończeniem. Aplikator w kształcie klepsydry sprawia, że każdy z nich łatwo i gładko się rozprowadza, zapewniając intensywne i równomierne pokrycie ust kolorem. Pomadki mają miętowo-waniliowy zapach."

Produkt w okazałości:





Od producenta:



Mój odcień to STLL16 Last Frontier:



Aplikator:



Na dłoni:



Na ustach:



Szczegóły:

Cena i dostępność: pomadkę znalazłam w kalendarzu adwentowym NYX z 2019 r. Normalna jej cena to ok. 35 zł.
Zapach: przyjemny, słodki.
 Konsystencja: pomadkowa.
Opakowanie i pojemność: plastikowy, przezroczysty pojemnik z aplikatorem jak błyszczyk z czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 3 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Takie opakowanie starczy nam na rok używania.
 Działanie: zacne. Zacznę od tego, że od kilku już miesięcy lubuję się w pomadkach o ciemnych odcieniach czerwieni i brązów. Te bowiem kolory sprawiają, że moje zielone oczy wyglądają na bardziej kocie, dzięki czemu całość makijażu nabiera od razu pazura i takiej sexownej, tajemniczej otoczki. Wiadomo, że na co dzień - zwłaszcza przy małym dziecku - nie maluję się obecnie tak często jak kiedyś, ale gdy tylko jest okazja na tzw. wyjście z chaty, wtedy sięgam po takowe odcienie. Dlatego też błyszczyk NYX jest dla mnie mazidłem idealnym! Ten piękny, głęboki, soczysty odcień burgundowej czerwieni jest niezwykle efektowny i daje niesamowity efekt na ustach. Wargi nasze prezentują się soczyście, świeżo, jakby były gotowe od razu do rozdawania pocałunków.  Już jedna warstwa produktu sprawia, że usta są pokryte kolorem, który jest naprawdę intensywny i nie blednie w trakcie dnia. Z racji na formułą błyszczykową, gagatek z NYX niestety nie jest zbytnio trwały i zwykle po jedzeniu i piciu zaczyna nam uciekać... Nie jest to dla mnie coś bardzo dokuczliwego, bo zawsze w torebce mam ze sobą małą kosmetyczkę z lusterkiem, przez co mogę aplikację specyfiku powtórzyć. Rozumiem jednak, że jest sporo kobiet, które taka reaplikacja mazideł do ust drażni, przez co formuły błyszczykowe u nich odpadają. Ja jednak wraz z upływem lat przestaję być aż taka kapryśna, jeśli chodzi o makijaż usta. Ale wracając do recenzji. Warto dodać, że błyszczyk mnie nie uczulił, ani nie podrażnił. Myślę, że z pewnością go zużyję do ostaniej kropelki. Także polecam.
 Ocena: 4/5

Miałyście?

Kathy Leonia

Walmart

hx caps

www.uusoccer.ru