Dziś będzie post eksperymentalny.
Mianowicie jakiś czas temu od Blog Media dostałam chusteczkę samoopalającą marki Dax Sun.
Z racji na to, że opalam się bardzo rzadko, czyt. w drodze do pracy lub z pracy, i unikam słońca jak mogę, moje kończyny dolne wyglądają jakby były skąpane w mące.
Dlatego też, co by ludzi na ulicy karnacją córki Młynarza nie straszyć, od czasu do czasu na nóżki nakładam mazidła brązujące.
O chusteczkach tego typu nie słyszałam nigdy wcześniej, zatem ucieszyłam się bardzo mogąc przetestować tego ziomka.
Oto testowany produkt:
Jak widzicie etat koloryzacji składa się z dwóch części.
Najpierw producent zaleca peeling partii, którą chcemy zabrązowić, aby lepiej naskórek przyjął wytworzony przez chusteczkę brąz.
Dlatego też, co by tradycji i wymogom stało się zadość, oto najpierw się speelingowałam:
Od producenta:
Skład:
Na nodze:
Gdy nogę się wygładziło, czas na chusteczkę z opalaczem.
Oto ona:
Od producenta:
Po rozpakowaniu:
Po użyciu na nodze lewej:
W zbliżeniu:
Szczerze powiedziawszy, jak dla mnie, efekt opalenia jest nikły.
Nie opaliło mnie się na czekoladkę.
Pewnie powodem jest fakt, iż ma skóra bardzo słabo przyjmuje wszelakie barwniki mające poprawić ich koloryt.
Nawet na słońcu opalam się na czerwono...
Nie mniej jednak, całkiem fajnie było ową ziomkę chusteczkową wraz z peelingiem przetestować, bo dzięki temu wiem, że tego typu specyfiki nie nadają się dla mnie.
Dla osób łatwo opalających się, z naturalnym, nieco ciemniejszym kolorytem skóry z pewnością sprawdzą się lepiej.
A Wy używaliście kiedyś chusteczek samoopalających?
Kathy i blady na nodze Leon
