GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!



Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się rano, między 7-9!
Aby nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB i Instagramie i Tik Toku.

Uprzejmie proszę o klikanie w reklamy! Was to nic nie kosztuje, a ja zbieram na lepszy aparat :)

Moja ezoteryczna strona na FB: Klik! oraz grupa dla osób zmagających się z ŁZS: Klik

Ceneo.pl

Bielenda

zdrowie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drapanie się. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drapanie się. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 października 2019

2249. Ecocera Un-Breaker Dry Shampoo suchy szampon do włosy łamliwych i kruchych

Witajcie!

Dziś czas na szampon.

Będę mówić o Ecocera Un-Breaker Dry Shampoo suchy szampon do włosy łamliwych i kruchych.

Słowo od producenta: "ECOCERA UN-BREAKER SUCHY SZAMPON DO WŁOSÓW ŁAMLIWYCH I KRUCHYCH 15G odświeża włosy i pochłania nadmiar sebum.

Wegański, suchy szampon w formie pudrowej mgiełki odświeża włosy i pochłania nadmiar sebum. Dzięki wysokiemu współczynnikowi absorpcji skrobi jęczmiennej i ryżowej, stanowiących podstawę formuły, kosmetyk pozwala szybko i długotrwale odświeżyć włosy. Zawarta w szamponie L-arginina posiada silne właściwości nawilżające, przyspieszające syntezę keratyny oraz stymulujące wzrost włosa. Dodatek oleju arganowego, kondycjonera oraz witaminy E sprawia, że włosy są naturalnie błyszczące i gładkie, zapobiega elektryzowaniu i puszeniu się. Szampon pozostawia subtelny, świeży zapach białej herbaty. Bezpieczny dla środowiska, nie zawiera aerozolu, alergenów ani sztucznych barwników."

Produkt w opakowaniu:






Od producenta:






Skład:



W okazałości:




Otworek:



Szczegóły: 

Cena i dostępność: ów szampon kupiłam na tragach kosmetycznych za ok. 25 zł.

 Zapach: intensywny,sztuczny, mdło-słodki.
Konsystencja: jak chmurka pudru.
Opakowanie i pojemność: plastikowa butla w tonacji biało-zielonej z takimiż napisami od producenta Pojemność: 15 g.
  Wydajność: dobra. Taką butlę zużyje się przez ok. 3 miesiące.
  Działanie: zacne. Zacznę od tego, że długi okres czasu wstrzymywałam się z użytkowaniem suchych szamponów. Sami wiecie: mój wrażliwy przez dawne ŁZS łepek, nie lubił i nie lubi eksperymentów z produktami do włosów, zatem wolałam nie kusić losu, aby koszmar łusek i świądu powrócił... Niemniej jednak, gdy na targach zobaczyłam ów szampon suchy, co na dodatek jest wegański i ma naturalny skład, bez chemicznych ulepszaczy, to stwierdziłam, że muszę go mieć! I była to bardzo dobra decyzja, bowiem od razu, tuż po psiknięciu, włosy wyglądały świeżo i ładnie, jak po umyciu. Szampon rozpyla się delikatną mgiełką, coś jak pył pudrowy, którą następnie należy wetrzeć we w nasadę włosów, tak, aby nadmiar sebum został pochłonięty. Dzięki takiego procederowi, skalp był pozbawiony tłustości, kudełki podniesione u nasady, normalnie cud i miód. Produkt okazał się być delikatny dla wrażliwej skóry głowy i nie wywołał żadnych skutków ubocznych, których obawiał się najbardziej. Wiadomo jednak, że nie można za często używać tego typu suchych szamponów, tylko na wyjątkowo okazje, kiedy to nie mamy np. dostępu do wody i szamponu. Ja na pewno będę wracała do powyższego gagatka, w takowych sytuacjach awaryjnych. Polecam go Wam szczerze, gdyż jest tani, wydajny i dobrze działający.
  Ocena: 5/5

Miałyście?


Kathy i Leon

czwartek, 21 lipca 2016

1143. Recenzja: Dermaglin Bio maseczka do skóry głowy z zieloną glinką kambryjką, olejem jojoba i proteinami jedwabiu

Witajcie!

Dziś maseczki z glinki czas.


Będę mówić o Dermaglin Bio maseczka do skóry głowy z zieloną glinką kambryjką, olejem jojoba i proteinami jedwabiu.


Słowo od producenta: "BIO Maseczka do skóry głowy

  • głęboko oczyszcza skórę
  • normalizuje pracę gruczołów łojotokowych
  • regeneruje i odżywia cebulki włosowe

Zielona Glinka Kambryjska +  jojoba oil + proteina jedwabiu
KURACJA PRZECIW PRZETŁUSZCZANIU SIĘ WŁOSÓW
Maseczka zawiera 98% zielonej glinki kambryjskiej. Głęboko oczyszcza skórę, normalizuje pracę gruczołów łojowych zmniejszając przetłuszczanie się włosów. Działa regenerująco i odżywczo na cebulki włosowe, łagodzi i koi podrażnienia skóry głowy. Zawarte w maseczce proteina jedwabiu „włos w płynie” oraz olej z jojoby doskonale uzupełniają niedobór naturalnych składników budujących strukturę włosa, zapewniają   jedwabisty połysk i zdrowy wygląd włosów.
Zielona glinka jest naturalną kopaliną pochodzącą z głębokich pokładów ziemi. Ze względu na wysoką skuteczność i unikatowy skład soli mineralnych jest najcenniejszą  z glinek.Zawiera „minerały życia”  ( ok. 22 głównie krzem , aluminium, fosfor, wapń, potas, selen, miedż itp.) W sposób naturalny oczyszcza i stymuluje proces regeneracji i odnowy skóry."

W opakowaniu:





Od producenta:







Skład:




W tubce:






Otworek:




Na dłoni:





Szczegóły:



Cena i dostępność produkt dostałam na spotkaniu blogerek o którym pisałam tu: Klik!. Normalnie można je ucapić w drogeriach, gdzie opakowanie kosztuje ok. 16 zł.
  Zapach: glinkowy.
 Konsystencjapapka na łepek.

 Opakowanie i pojemność: opakowanie tubkowe w charakterze wyciskanym w tonacji czarno-różowej z białymi napisami od producenta. Pojemność: 70 g.
Wydajność: dobra. Takie opakowanie starcza na 4 razy.
Działanie:  średnie. Zacznę od tego, że boję się nakładać nowości na swój ŁZS skalp. Nie wiadomo bowiem, jak ma głowina zareaguje. Przez ponad 4 lata choroby wyrobiłam taki sposób pielęgnacji, że wiem 
co mi szkodzi, a co nie. Dlatego też bardzo, ale to bardzo nieufnie podchodziłam do glinki owej. Zastanawiałam się kilka razy, czy aby na pewno chcę ją testować. Na szczęście - o dzięki Ci Leonowa intuicjo - spróbowałam stestować ziomka, ale zrobiłam to na swój sposób. Mianowicie, co drugie, co trzecie mycie, niewielką ilość produktu - ot objętość równa ziarnku fasoli - nakładałam na chwilę na skalp w miejsce newralgiczne. Po ok. 5 minutach, spłukiwałam całość szamponem i odżywkowałam kudełki od ucha w dół. Takie ostrożne stosowanie maseczki sprawdziło się u mnie i nie wywołało efektów ubocznych. Skalp był odświeżony, ukojony i wolny od łuski. I co - najważniejsze - domyty po glince. Gdybym bowiem spróbowała zglinkować całą łepetynę, na pewno bym tego nie zmyła bez ofiar we włosach...  Nie zauważyłam co prawda zmniejszenia przetłuszczania, ale na to jakoś specjalnie nie liczyłam. Produkt jest na szczęście tani, łatwo dostępny i w miarę wydajny. Nie sięgnę jednak po niego ponownie, gdyż za dużo z nim roboty i trzeba uważać, by podczas maseczkowania nie ufajdać całej łazienki, jak i siebie przy okazji. Nie mniej jednak, dla chcących i nie bojących się zapraw murarskich na głowie - polecam.

Ocena: 3/5

Produkt ze współpracy, ale recenzja obiektywna.


Miałyście?

Kathy z Leonem


PS. Zapraszam do polubienia Leona na FB: Klik!


PS2. Problem z bloggerem i obserwatorami utrzymuje się w najlepsze nadal...

Napisałam do ziomka z pomocy bloggera, czemu tak jest. 
Zobaczymy, czy tęgi umysł eksperta pomoże rozwikłać tę dziwną przypadłość.

czwartek, 16 czerwca 2016

1108. Recenzja: Batiste suchy szampon do włosów

Witajcie!

Dziś będę mówić o suchym szamponie do włosów.


Bohaterem postu uczynię zatem wyrób z Batiste.


Słowo od producenta: "Dry Shampoo EDEN sugar melon&honeysuckle marki Batiste. Suchy szampon do włosów. Jest doskonałym, szybkim i wygodnym rozwiązaniem zarówno w domu, jak i w podróży. Skutecznie oczyszcza pozbawione życia, nieświeże i matowe włosy zaledwie w 1 minutę! Pozostawia je pachnące, odświeżone i czyste od nasady, aż po same końce. Absorbuje sebum i zanieczyszczenia oraz sprawia, że włosy stają się puszyste, jedwabiście miękkie, i uniesione. Szampon doskonale sprawdzi się w domu, podróży, szpitalu lub przed niezapowiedzianym wyjściem. Jest idealnym rozwiązaniem do zastosowania np. pomiędzy myciami lub wtedy, kiedy nie mamy czasu na umycie włosów w tradycyjny sposób. Produkt posiada ulepszoną formułę, dzięki czemu przyjemny zapach dłużej utrzymuje się na włosach.



EDEN sugarmelon&honeysuckle - jest to zapach słodkiego melona połączonego z wiciokrzewem. Posiada słodką, delikatnie owocową nutę.
EDYCJA LIMITOWANA!
Sposób użycia: 
Mocno wstrząsnąć i rozpylić u nasady włosów z odległości ok 30 cm. Przez kilkanaście sekund wmasować produkt we włosy, aż do całkowitego zniknięcia neutralizującej sebum skrobi. Rozczesać włosy i ułożyć jak zwykle."

Skład:





Specyfik w butli:



moja wersja to Eden



Od producenta:




Jak stosować:





Otworek:





Szczegóły: 


Cena i dostępność: ów szampon otrzymałam w rozdaniu jakimś. Normalnie można go ucapić w Rossmanie, gdzie kosztuje ok. 15 zł

 Zapach: intensywny,sztuczny, mdło-słodki.
Konsystencja: psikasto-wodnista.
Opakowanie i pojemność: plastikowa butla na kształt lakieru do włosów w kalejdoskopowej tonacji z czarnymi napisami od producenta Pojemność: 125 g.
   Wydajność: dobra. Taką butlę zużyje się przez ok. 3 miesiące.
  Działanie: beznadziejnie. Zacznę od tego, że długi okres czasu wstrzymywałam się z użytkowaniem suchych szamponów. Sami wiecie: ŁZS nie lubi eksperymentów. Nie mniej jednak, Leon ciekawym człowiekiem jest. Zatem, gdy otrzymał w rozdaniu ów specyfik, stwierdził, a co mi tam przetestuję. I to był niestety błąd nad błędy... Jedna aplikacja wystarczyła, by skalp mój ześwirował i oszalał. Podrażnienie, świąd, pieczenie, włosów wypadanie... Zgroza i koszmar świata tego! Co z tego, że włosy wyglądały świeżo i ładnie, jak po umyciu, skoro doświadczyłam istnych katuszy? Co z tego, że produkt jest wydajny i łatwo go dostać? Za cenę 15 zł bym miała dobry obiad w McDonaldzie! Specyfik wywaliłam hen do kosza mego i nigdy więcej na niego  nie spojrzę. Wrażliwym głowom zdecydowanie nie polecam... Tu notka o samym podrażnieniu: Klik!
  Ocena: 2/5

Miałyście?


Kathy i Leon

niedziela, 24 kwietnia 2016

1055. O suchym szamponie co mnie uczulił, czyli uwaga na Batiste...

Witajcie!

Dziś będzie notka smutku pełna...

Mianowicie znów dopadło mnie uczulenie i zaognienie stanu ŁZS.

Wszystkiemu winien ziom, któremu cześć i uwielbienie składa połowa populacji blogerskiej:




 Od producenta:


 Jak używać:


Skład:



Leon myślał więc, że i on dołączy do tegoż grona zadowolonych konsumentek.

Niestety.
Po ok. pół godzinie od spryskania włosów - według powyższej instrukcji -dopadł mnie taki świąd i łupież, że o ludzie świata...

Chciałam się zadrapać do krwi...

Myślałam, że to chwilowe, że przejdzie.
Ale z minuty na minutę było coraz gorzej.

Dopiero umycie włosów pomogło w cierpieniu.
Szampon ów suchy wywaliłam do ciemnego pomieszczenia i patrzeć nań nie mogę.

Nie wiem, co było powodem uczulenia.
Czy skład, czy ŁZS, czy kapryśny skalp...
Wiem teraz jedno - lepiej umyć głowę, niż cierpieć takie męki drapania.

I powiadam Wam - nigdy więcej suchych szamponów do łap nie wezmę!

Ktoś ze zdrowych głów chce odkupić zioma Batiste?

Kathy Leonia

PS. Meet Beauty - WOW!
Relacja w późniejszym czasie, jak tylko ogarnę upominki w torbach i zakwasy w rękach i nogach od łażenia po stolicy.

środa, 25 listopada 2015

908. O lakierze do włosów, co mnie uczulił, czyli uwaga na Isanę...

Witajcie!

Wczoraj było o włosach i dziś będzie o włosach...

A dokładnie  mówiąc o pewnym produkcie, który mym kłakom zaszkodził...

Lakier do włosów - bo o nim mowa - niby oczywista oczywistość.
Ma nam czuprynę ładnie trzymać w ryzach, a do tego nabłyszczać.
Szczytem marzeń jest, jeśli do tego wszystkiego dochodzą jakieś właściwości odżywcze.

Ten poniższy ziom jednak, mimo że ładnie trzymał włosy w ryzach i je nabłyszczał, podrażnił mi skalp.

Oto winowajca:


To skład jego:


A to co producent obiecuje:


 Jeśli taki ma być wyrób do włosów delikatnych, to ja dziękuję bardzo.
Wystarczyło bowiem, bym - naprawdę w małej ilości - spryskała włosy raz i drugi, by zaraz po kilku godzinach poczuć niemiłosierny świąd i szczypanie skóry głowy.
Wrażenia podobne do grasującego stada głodnych komarów, które nienasycone i spragnione, gryzą zachłannie szarpiąc biedną ofiarę...

Myślałam z początku, że cała ta sytuacja spowodowana jest kwestią np. niedomycia głowiny.
Dopiero po którymś razie aplikacyjnej zabawy z Isaną w układanie kudłów, doszłam do wniosku, że winowajcą są nie resztki szamponu, ale pan lakier...

Wystarczyło odstawić zioma, skalp posmarować maścią: Klik! i się wszystko uspokoiło na szczęście.

Nie mniej jednak do lakierów z Isany mam teraz mieszane uczucia i wątpię, czy po nie sięgnę kiedykolwiek znowu...

Miałyście podobną sytuacje?

Kathy i Leon

poniedziałek, 2 listopada 2015

885. Recenzja: Elfa Pharm Vis Plantis Serum do skóry głowy z dziegciem brzozowym

Witajcie!

Dziś przybywam do Was z opinią leonową na temat pewnego serum do łepetyny pomocnego w walce z ŁZS, jaki otrzymałam w ramach współpracy z Elfa Pharm.


Będę mówić o produkcie z Elfa Pharm z marki Vis Plantis, znanym pod nazwą serum do skóry głowy z dziegciem brzozowym.


Słowo od producenta: pielęgnacja skóry z łuszczycą skóry głowy owłosionej, łojotokowym zapaleniem skóry głowy, a także z łupieżem  tłustym.

Rozwiązanie: działanie dziegciu brzozowego, znanego od wieków naturalnego składnika z niezwykłego drzewa jakim jest brzoza, pomaga w postępowaniu uzupełniającym i kontrolowaniu wymienionych problemów

Serum o dobrych własnościach redukujących, bogate w emolienty i składniki odbudowujące naturalną barierę ochronną. Nie zawiera barwników, parabenów i kompozycji zapachowej, ma charakterystyczny zapach. Regularnie stosowane stopniowo reguluje pracę gruczołów łojowych, redukuje oznaki łupieżu oraz zapobiega jego ponownemu powstawaniu. Zmniejsza przetłuszczanie się włosów. Przyspiesza resorbowanie się zmian grudkowo-łuszczących skóry głowy, poprawia jej nawilżanie, elastyczność i komfort. Skóra jest mniej podatna na świąd.

Dziegieć brzozowy - zawartość 0,5%: naturalny, brązowy, gęsty, oleisty, o specyficznym zapachu, pozyskany w procesie suchej destylacji kory brzozowej, sprawdzony w tradycji ludowej do pielęgnacji skóry z problemami

Składniki wspierające:
  • Roślinna betaina  - reguluje nawilżanie i elastyczność naskórka, ułatwia złuszczanie
  • Oliwa z oliwek - poprawia stan bariery hydrolipidowej, uszczelnia przestrzenie międzykomórkowe
  • Olej lniany - bogaty w kwasy omega- 3,6,9, odbudowuje płaszcz ochronny skóry
  • Pantenol - zwiększa syntezę lipidów, wzmacnia barierę ochronną, nawilża, łagodzi, działa przeciwświądowo

Sposób użycia:

Po umyciu głowy szamponem nakładać cienką warstwą 1 raz dziennie na miejsca zmienione, 3 razy w tygodniu. Nie wcierać. Zmyć po 5 minutach. W przypadku nasilonych zmian pozostawić na 6 - 8 godzin. Serum może plamić tkaniny.

Uwaga: Przed zastosowaniem należy wypróbować działanie na niewielkim obszarze skóry, nie stosować na otwarte rany i w ostrych stanach zapalnych skóry, nie stosować w czasie ciąży i ze steroidowymi kremami przeciwzapalnymi. Do zewnętrznego stosowania, w razie dostania się do worka spojówkowego przemyć dokładnie wodą. Dziegieć posiada własności fotodynamiczne, dlatego w trakcie stosowania preparatu nie opalać się i nie korzystać z solarium.

Skład: 

Aqua, Propylene Glycol, Cetyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Betaine, Linum Usitatissium Seed Oil, Olea Europea Fruit Oil, Aminopropyl Dimethicone, Betula Alba Oil, Panthenol, Citric Acid, Dmdm Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate.

Mazidło w pudle:




Od producenta:






W butli:




Na dłoni:





Szczegóły:

Cena i dostępność: płyn otrzymałam jak produkt ze współpracy z 
Elfa Pharm. Normalnie można go ucapić właśnie tam, gdzie kosztuje jakieś 15 zł.
 Zapach: mocny, dziegciowy, niezbyt uroczy.
Konsystencja: kremowa maź do niwelowania łuski.
 Opakowanie i pojemność: brązowa butla z elementem estetycznie wyglądającej gałązki brzozy nań oraz z biało-żółtymi napisami. Pojemność: 200 ml.
 Wydajność: bardzo dobra. Produkt spokojnie starczy na ponad pół roku użytkowania.
Działanie: zacne. Zacznę może od tego, że to nie pierwsza moja przygoda z produktem dziegciowym. Wcześniej raczyłam używać podobnego szamponu - również z Green Pharmacy - ale z racji na woń uciążliwą, nie mogłam go zdzierżyć... Jestem bowiem estetką zapachową - zarówno w życiu codziennym, jak i pielęgnacyjnym nie znoszę, jak coś brzydko pachnie. To samo tyczy się kosmetyków. Dlatego też do serum Vis Plantis podchodziłam bardzo, ale to bardzo ostrożnie. Na początku rzeczywiście było ciężko przyzwyczaić się do woni dziegciu, natomiast potem jakoś "poszło". Szczęście bowiem, że mazidło jest na naszej głowie li minut ok. 10 - to jeszcze da się znieść. Produkt więc stosowałam głównie rano, przed myciem głowy. Aplikowałam go sobie na dłonie i wcierałam paluchami cienką warstwą w łepetynę. Po czym - zależnie od stanu łuskowego - zmywałam po ok. 10-15 minutach. 
Dzięki temu łuska była zniwelowana, skóra głowy czysta, a i nos nie cierpiał zbytnio. Mazidło mnie nie uczuliło, nie podrażniło, nie wysypało. Specyfik dobrze się zmywał, nie zostawiał - na szczęście! - zapachu na włosach. Wszystko było zacne i fajne. Jeśli do tego dodam wydajność, taniość i łatwą, internetową dostępność - ot polecam ŁZSowym głowom! Jedyne co niezbyt mi się widzi, to ten zapach dziegciowy... Wiem natura, wiem samo zdrowie... No cóż. Jeśli coś ma pomagać, to trzeba czasem i takiż smrodek znieść w pokorze.
Ocena: 4/5

Produkt ze współpracy, ale recenzja obiektywna.

Miałyście?

Kathy i Leon



środa, 12 sierpnia 2015

803. Walka i leczenie ŁZS, cz. 4 letnia aktualizacja skalpu

Witajcie!

Dziś przybywam do Was z postem na temat stanu mego ŁZS na łepetynie.

Ostatni temu typu wywód miał miejsce w listopadzie ubiegłego roku: Klik!

Wtedy skalp wyglądał tak:






Teraz prezentuje się następująco:






Myślę, że jest znacząca poprawa.

Łuska przestała być widoczna, nie ma nigdzie oznak tłustego, żółtego osadu na łepetynie.
Czasem zdarzy się pojedyncze ziarnko łupieżu, ale nie wygląda to groźnie.
Co do wypadania włosów, myślę, że sytuacja też jest w normie.
Nie ukrywam, że to pewnie zasługa suplementów, jakie zażywam, np. ten ziom: Klik!

Aktualną pielęgnację przedstawiłam tutaj: Klik!
Opiera się ona głównie na minimalizmie i systematyczności mycia kudłów.

Tu z kolei pisałam o wizycie u dermatologa, który jakiś czas temu przepisał mi mazidła apteczne na głowę: Klik!
Powiem Wam skrycie, że nawet ich nie kupiłam.
Nie było potrzeby - za jakiś tydzień od wizyty skalp przestał kaprysić, ogarnął się w sobie i - póki co - jest zadowolony.

Cieszę się niezmiernie, że udało mi się zapanować nad ŁZS łepetyny.
Nawet nie wiecie, jakie to wspaniałe uczucie móc przestać się drapać i zaprzestać wyciągania fragmentów łuski z włosów.

A u Was jak skalp się ma?

Kathy i Leon

niedziela, 2 sierpnia 2015

793. Dlaczego nie wolno nakładać maski do włosów na skórę głowy?

Witajcie!

Dziś będzie post ostrzegawczy, którego myślą przewodnią może być na chybcika wymyślona sentencja: Nie rób włosom tego, co Leon!

Mianowicie, dnia wczorajszego, w ramach zabicia sobotniej nudy, zachciało mi się umyć włosy maską do włosów.
Ot, stwierdziłam bowiem, że trzeba w końcu sprawdzić, czy taka taktyka mycia kudłów u osób podatnych na fale sprawdzi się również u mnie.

Produktem, po który więc sięgnęłam, była znana wszem i wobec próbka jednej z kallosowych panien w wersji jagodowej:






Specyfik zacny, krzywdy zrobić nie powinien.

Jak się więc zawzięłam, tak uczyniłam.

Radośnie zabrałam się za mycie kłaków, uprzednio je zmoczywszy w chłodnej wodzie.
Po tym procederze zaczęłam nakładać na kosmyki i skalp maskę, w ilości niezbyt obfitej, aby następnie po kilku minutach wszystko spłukać.

Nie wiem co zrobiłam źle, czy skalpu nie domyłam, czy przedobrzyłam z mazidłem, w każdym razie zaraz po osuszeniu głowy ręcznikiem, poczułam że coś jest nie tak.

Coś mnie piecze, coś swędzi, coś boli na łepetynie...

Mówię sobie w duchu, że pewnie przejdzie, jak tylko kłaki wysuszę...

Niestety nie.

Po wysuszeniu i rozczesaniu wyglądających nawet nieźle kłaków - nie uciekła ich jakaś zatrważająca liczba - kwestia świądu jeszcze bardziej się nasiliła.
Zdawało mi się, że na głowie mam istny tabun pozostałości po ugryzieniach komarów.

Masakra i obłęd!

Zamiast cieszyć się z mięsistych i nawilżonych po eksperymencie z maską włosów, zaczęłam panikować, że po co mi to było, skoro zaraz mi skóra z głowy zejdzie.
I tak w desperacji, wcierać zaczęłam obficie w głowinę aloes i maść na ŁZS...

Dopiero po tym świąd ustąpił i pieczenie znikło...

Teraz wiem, że nigdy więcej nie nałożę maski ani niczego podobnego na skalp.
Co z tego, że włosy wyglądały ładnie, skoro tyle nerwów i stresu mi to przyniosło?

Jednakże, jak tylko dojdę psychicznie do siebie, spróbuję ponowić ów maskowy eksperyment, tym razem z pominięciem skóry głowy.

Miałyście kiedyś podobną sytuację?

Kathy i Leon

środa, 7 stycznia 2015

589. Wypadanie włosów podczas mycia - aktualizacja styczeń 2015

Witajcie!

Dziś nastała pora, aby pokonwersować sobie o wypadaniu włosisków podczas mycia.
Ostatni taki post stworzyłam bodajże w październiku zeszłego roku: Klik!
A tu macie edycje jeszcze wcześniejsze, czyli luty zeszłego roku: Klik! oraz kwiecień dwa lata temu: Klik!

Jak to się prezentuje obecnie?
Cóż, mogę nieśmiało rzec, że jest pewna poprawa.

Nie wiem, czy to przez zmianę tabletek na kudły (odstawiłam jakieś dwa miesiące temu Skrzypowitę i sztacham się obecnie Silicą) czy też przez rozsądne, częściowe wykluczenie z diety moich ukochanych czipsów i paluszków słonych - nie było to łatwe uwierzcie mi - czy też przez przyjęcie postawy życiowej tzw. tomiwisizm na wszelakie stresy egzystencjalne, ale jest lepiej.

Nie zamykam już oczu podczas mycia włosów, nie płaczę łzami rzewnymi jak bóbr, nie mam nastrojów depresyjnych.

Oto bowiem obecny stan:


Tu macie porównanie jak było w październiku ubiegłego roku:



Tutaj z kolei luty 2014 r.:



A tu kwiecień 2013 r.:


Myślę, że najbardziej o pomstę woła zdjęcie z października ubiegłego roku, kiedy to zlew dosłownie był zapychany kłakami, a Leon wył z rozpaczy podczas mycia głowy...

Mam nadzieję, że taka sytuacja już się nie powtórzy.

Staram się także wychodzić z założenia, że jesteśmy tym czym jemy i tym jak się zachowujemy.
Stąd ograniczenie niezdrowych, słonych przekąsek - zaognia to u mnie stan ŁZS, a to powoduje z kolei wzmożone wypadanie kudłów - a także wrzucenie bardziej na luz w sytuacjach stresowych.

Wiem jednakże, że z tym drugim to bywa różnie, nie mniej jednak staram się podchodzić do każdej rzeczy bez większych emocji.

Prawo jazdy?
Cóż, to nie egzamin na studia, mogę zdawać ile wlezie.

Zła szefowa?
Cóż, baba ma hormony, przejdzie jej.

Marudni kursanci?
Cóż, nie wyspali się, jutro będzie zacniej.

Na dniach zapodam jeszcze aktualizację wypadania kudłów podczas czesania.

A u Was jak wypadanie włosisków się ma?

Kathy Leonia

Walmart

hx caps

www.uusoccer.ru