.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

drugi blog: http://karia18.blog.onet.pl


INFORMACJA:

Od jakiegoś czasu mam pewien denerwujący problem z aktualizacją nowych wpisów na liście czytelniczej, natomiast - bez obaw - nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

Pragnę dodać ponadto, że z racji na zmianę szablonu, niektóre posty - zwłaszcza recenzje - pozostały jeszcze w tle kodu i koloru HTML ze starego szablonu.
Pracuję nad ujednoliceniem całości.
TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

niedziela, 2 sierpnia 2015

793. Dlaczego nie wolno nakładać maski do włosów na skórę głowy?

Witajcie!

Dziś będzie post ostrzegawczy, którego myślą przewodnią może być na chybcika wymyślona sentencja: Nie rób włosom tego, co Leon!

Mianowicie, dnia wczorajszego, w ramach zabicia sobotniej nudy, zachciało mi się umyć włosy maską do włosów.
Ot, stwierdziłam bowiem, że trzeba w końcu sprawdzić, czy taka taktyka mycia kudłów u osób podatnych na fale sprawdzi się również u mnie.

Produktem, po który więc sięgnęłam, była znana wszem i wobec próbka jednej z kallosowych panien w wersji jagodowej:






Specyfik zacny, krzywdy zrobić nie powinien.

Jak się więc zawzięłam, tak uczyniłam.

Radośnie zabrałam się za mycie kłaków, uprzednio je zmoczywszy w chłodnej wodzie.
Po tym procederze zaczęłam nakładać na kosmyki i skalp maskę, w ilości niezbyt obfitej, aby następnie po kilku minutach wszystko spłukać.

Nie wiem co zrobiłam źle, czy skalpu nie domyłam, czy przedobrzyłam z mazidłem, w każdym razie zaraz po osuszeniu głowy ręcznikiem, poczułam że coś jest nie tak.

Coś mnie piecze, coś swędzi, coś boli na łepetynie...

Mówię sobie w duchu, że pewnie przejdzie, jak tylko kłaki wysuszę...

Niestety nie.

Po wysuszeniu i rozczesaniu wyglądających nawet nieźle kłaków - nie uciekła ich jakaś zatrważająca liczba - kwestia świądu jeszcze bardziej się nasiliła.
Zdawało mi się, że na głowie mam istny tabun pozostałości po ugryzieniach komarów.

Masakra i obłęd!

Zamiast cieszyć się z mięsistych i nawilżonych po eksperymencie z maską włosów, zaczęłam panikować, że po co mi to było, skoro zaraz mi skóra z głowy zejdzie.
I tak w desperacji, wcierać zaczęłam obficie w głowinę aloes i maść na ŁZS...

Dopiero po tym świąd ustąpił i pieczenie znikło...

Teraz wiem, że nigdy więcej nie nałożę maski ani niczego podobnego na skalp.
Co z tego, że włosy wyglądały ładnie, skoro tyle nerwów i stresu mi to przyniosło?

Jednakże, jak tylko dojdę psychicznie do siebie, spróbuję ponowić ów maskowy eksperyment, tym razem z pominięciem skóry głowy.

Miałyście kiedyś podobną sytuację?

Kathy i Leon

55 komentarzy:

  1. A ciekawa jestem, co tam było w składzie... Kiedyś patrzyłam na zawartość jednego z Kallosów i niespecjalnie byłam zachwycona. Jeśli dałaś tego trochę na skórę i potrzymałaś jakiś czas, może dlatego podrażniło? Zauważyłam u siebie, że z maseczką na skórze głowy często miewałam podrażnienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja myję włosy maską i też Kallosem ale Algae, ale nie pomyślałabym żeby nakładać ją na skalp głowy - może dlatego że mam włosy przetłuszczające się. W kazdym razie skalp myję szamponem a włosy od uszu w dół maską i jestem bardzo zadowolona z efektów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może nie powinnaś nakładać maski na skalp ale na włosy juz tak. Musisz pokombinować ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie maska na skalp powoduje straszne obciazenie:P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja kilka razy nakładałam maski na skalp i nic strasznego się nie działo :/ współczuję ;(.

    OdpowiedzUsuń
  6. kiedyś zdarzyło mi się nałożyć maskę na skórę - włosy były potem tłuste nie do zmycia :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Co za paskudna przygoda, współczuję. U mnie maski nie powodują problemów skórnych, ale może jest taka co mnie podobnie załatwi - nie neguje tego.

    OdpowiedzUsuń
  8. ja nie nakładam masek i odżywek na skalp bo u mnie skończyłoby się podobnie. wolę sobie tego oszczędzić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też wpadłabym w panikę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. swędzenie skóry głowy to koszmarna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie miałam takiej sytuacji nigdy- maską co prawda skalpu nie myłam, odżywką tak, ale wszystko było w porządku :)) Współczuję jednak przejść z tym :(

    OdpowiedzUsuń
  12. O kurde ;/
    Nie miałam takiej sytuacji.
    Lepiej już?

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wpadłabym na pomysł mycia głowy maską. Efekt widzę irytujący, ale może następnym razem będzie lepszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo lubię maski ale na skórę głowy ich nie nakładam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Matko, nie miałam nigdy czegoś takiego. Straszne...

    OdpowiedzUsuń
  16. Ojej współczuje! Właśnie zawsze się zastanawiam czy powinno się nakładać maskę na skalp... zazwyczaj robię tak, że raz nakładam raz nie. Nigdy nie miałam jakiś niekorzystnych objawów ale i tak się boję. :P

    OdpowiedzUsuń
  17. ja nigdy tak nie nakladalam ;) zawsze od polowy dlugosci:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Moje ŁZS wymaga ode mnie bezwzględnie czystej skóry głowy PO myciu. Tak więc wszystkie maski, cuda i dziwy na głowie lądują PRZED myciem i taki stan zarówno głowie jak i mnie odpowiada.
    Raz zdarzyło mi się umyć włosy maską, dla spróbowania, ale nie domyłam i ogólnie mi się nie podobało.
    Wygląda na to, że u Ciebie jest podobnie.
    Nie żałuj sobie teraz przeciw-ŁZS-owej mikstury, swędzenie, pieczenie i ból do przyjemnych nie należą ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie ma czegoś takiego, że nie nalezy. Zwykle się tego nie robi, ponieważ maski lubią obciążać włosy i dobrze je trzymać mniej więcej od wysokości uszu w dół. Ale reguły nie ma, ponieważ ja np zawsze mająca problem z obciążaniem włosów, znalazłam 2 maski (biovax), które nakładam od skóry głowy do końca włosów i efekt jest idealny.

    Myślę, że mogłaś mieć problem z jakimś składnikiem tej maski lub tez przy tworzeniu próbki coś dostało się do maski. Wydaje mi się, że bezpiecznie nakładać na skórę głowy mozna te kosmetyki, które mają naturalne i bezpieczne składy, wtedy nie ryzykujemy przykrych niespodzianek :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Maski tylko na kudły, ja tez się boje na głowę, na łep tylko oleje :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja maski nakładam na długość żeby nie przetłuścić włosów. Ale nie miałam pojęcia że coś takiego może się stać ;/

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja masek nie używałam bardzo długo, przez to że jestem leniem jeśli o to chodzi :) A o tych maskach dużo dobrego słyszałam, jednak każdy nakłada ją od połowy włosów lub na same końce, więc nie spotkałam się z czymś takim :)

    OdpowiedzUsuń
  23. ja kiedyś nakładałam i maski i odżywki, ale właśnie fryzjerka mówiła,że nakłada się od polowy, a nie przy nasadzie głowy.
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  24. Uczono mnie, że maski są do włosów, a szampon do skóry głowy i jakoś nie mam ochoty zmieniać tych zasad, a i innym tego nie radzę ....

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja stosuję maskę tylko na połowę włosów luba na same końcówki ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Już wiem czego mam nie robić ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Współczuję, kiedyś zdarzyło mi się nałożyć maskę na skalp. Nie było to jednak celowe, zamyśliłam się :D. Jednak efektu nie było takiego jak u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  28. Powiem Ci, że zdarzyło mi się kilka razy tak zrobić i nigdy takiego efektu nie miałam. Raz tylko, kiedy za długo przytrzymałam jajo i naftę kosmetyczną (swoja droga jak to brzmi!) był dramat, ale z maskami nigdy.. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Dobrze było poznać Twoje porady, na pewno przydadzą mi się w przyszłości :))
    Pozdrawiam, stylstynka :*

    OdpowiedzUsuń
  30. nigdy nie nakładam maski na skórę głowy. nawet nigdy nie przyszło mi to na myśl;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja na szczęście nie miałam takiej sytuacji, szczerze nawet nie wpadłabym na to żeby nałożyć maskę na skórę głowy :)

    www.Anita-Turowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  32. Ale Leon narobił :) ja nie dawałam nigdy maski na skalp pewnie dlatego ze mam tłuste włosy i zawsze daje od połowy głowy tylko

    OdpowiedzUsuń
  33. To rzeczywiście dziwne, u fryzjera miałam nakładaną maskę wielokrotnie nic takiego mnie nie spotkało.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie nakladam nigdy maski wiec nie mam takich doswiadczen...

    OdpowiedzUsuń
  35. Kurczę u mnie nigdy nic nie podziałało w zły sposób i bardzo współczuję tym co musza na siebie tak uważać.

    OdpowiedzUsuń
  36. Kochana wspolczuje, znam ten bol :/ Ja jak naloze jakis specyfik zbyt blisko lepetyny konczy sie u mnie podobnie - niektore potrafia masakrycznie uczulic. Fajnie, ze wlosieta zadowolone :) Sprobuj koniecznie lepetyne myc myjadlem, a dlugosc maska - pomaga przytrzymywanie jedna reka klaczkow na bok ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Mnie się nigdy coś takiego nie przydarzyło... może jakiś składnik Cię uczulił...?

    OdpowiedzUsuń
  38. Ojej, współczuję :/ Rzadko stosuje maski na włosy, jak na razie nie miałam takich przeżyć :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  39. Jak już coś nakładam, to tylko na końcówki. Włosy u nasady są zdrowe, więc po co cokolwiek na nie nakładać?

    OdpowiedzUsuń
  40. Nigdy nie wpadałam na pomysł nałożenia maski na skórę głowy na szczęście i teraz będę wiedzieć , żeby tego nie robić gdyby mi taki pomysł strzelił do głowy

    OdpowiedzUsuń
  41. Hmm maski stosuję często i bardzo sobie je chwalę ale najpierw myję szamponem włosy potem nakładam maskę. Musiałaś po prostu trafić na jakiś felerny produkt.

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie miałam takiej sytuacji, współczuję Ci :(

    Kiedyś czytałam o myciu włosów lekką odżywką zamiast szamponem. Z tym, że ja nakładałam na skalp i włosy tuż przy nim szampon, a na resztę włosów odżywkę typu Joanna Naturia. U mnie nawet sprawdzał się ten sposób, bo włosy nie były katowane dziennie szamponem z SLS ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Współczuje - dobrze, ze sobie z tym poradziłaś.

    OdpowiedzUsuń
  44. Oj współczuję :( Ja od czasu do czasu myję włosy kallosem (cherry lub blueberry właśnie), ale moja skóra do wrażliwych raczej nie należy.

    OdpowiedzUsuń
  45. ja też myłam ostatnio skalp maską Blueberry, u mnie skończyło się to wzmożonym wypadaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Czuję się winna bo namawiałam do takich eksperymentów, zwłaszcza, że akurat ten kallos najlepiej mi do mycia służył... Nie przewidziałam jednak (a raczej zapomniałam), że Twój skalp wymagania ma większe niż mój :(
    Mam nadzieję, ze żadnych więcej szkód nie będzie Kochana...

    OdpowiedzUsuń
  47. świetny blog, zapraszam do siebie. Miłego dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
  48. Wygląda jak typowa reakcja alergiczna. Sama nigdy tak nie eksperymentowałam, ale też nie zwracał szczególnej uwagi podczas mycia czy kosmetyk aby nie ląduje na skórze. Nigdy nic takiego mi się nie przytrafiło.

    OdpowiedzUsuń
  49. Trzeba się stosować do tego co piszą: jak piszą na włosy - to na skórę nie kłaść. ale może też być tak, że ten produkt Ci w ogóle nie odpowiada i eksperyment "bez skóry" też nie zakończy się powodzeniem...

    OdpowiedzUsuń
  50. Wlasnie mam to samo z blueberry kallos.
    Pozdrawiam Ewa.

    OdpowiedzUsuń

ZAŁOŻENIA GŁÓWNE:

Jak czas pozwala - na niektóre komentarze odpowiadam.
***
Wchodzenie na banery reklamowe i klikanie w linki powoduje uciech na mej facjacie.
***
Jeśli konstruktywnie zaobserwujesz Leona to on zwykł odwdzięczać się tym samym. Nie musisz jednakowoż podawać adresu bloga.
***
Jeśli więc uporczywie linkujesz swoją stronę to wiedz, że trafiasz od razu do SPAMU. Wybitnie mnie to denerwuje.
***
Reklamujące się w komentarzach firmy zostają również uznawane za SPAM i usuwane. Od reklam jest zakładka KONTAKT/WSPÓŁPRACA
***
Komentarze, które są złośliwe, obraźliwe, wulgarne itp. zostają usuwane. Jeśli chcesz komentować - miej pewną godność.