Dziś sobie poświecimy.
Ale nie byle czym!
Będzie to osobista świeczka Leona z firmy Archisport , którą otrzymałam w ramach giftu na spotkaniu blogerek w Poznaniu: Klik!
Jak wiecie, nie jestem jakąś fanką ani maniaczką świec.
Mogę się na nie popatrzeć na innych blogach i powyobrażać sobie zapachy.
Ale nie korci mnie do robienia zakupów w sklepach typu Yankee za miliony monet w celach wąchania i wdychania oparów świecowych.
Nie mniej jednak, spersonalizowana świeczka od Archisport, a raczej podstawka pod tea light, to miła rzecz.
Ładnie wykonana, z uroczym wyżłobieniem w drewienku, z zapalonym weń tea lightem, uprzyjemnia nastrojowe, wieczorne chwile przy herbacie.
Myślę, że to bardzo sympatyczny gadżet i nie zaszkodzi go u siebie w domu mieć.
A Wy lubicie wdychać świecowe opary?
Kathy i Leon
PS. Dopisek z Gdańska: szwendamy się po bałtyckim nabrzeżu, zbierając muszelki i bursztyn.
Po pysznym grzanym winie nabrałam kurażu i zanurzyłam wczoraj duży palec u nogi w wodzie i mnie - dosłownie - zmroziło.
Chłop natomiast (i to bez % picia!) zmoczył sobie radośnie całą stopę i się jeszcze cieszył, że cyt. "teraz to się na pewno mi noga nie spoci w butach."
