Strony
GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE
Oświadczenie
Mój stary blog - Karia18
Szukaj na tym blogu
Bielenda
zdrowie
środa, 10 sierpnia 2022
2960. Makijaż paletką Sensique Creative Eyeshadows
czwartek, 28 października 2021
2794. My Secret Fixer Liquid baza ułatwiająca aplikację
Witajcie!
Dziś czas na bazę pod wszystko.
Będę mówić o My Secret Fixer Liquid baza ułatwiająca aplikację.
Słowo od producenta: "Innowacyjny produkt, który w połączeniu z wybranym kosmetykiem do makijażu zmieni jego formułę na płynną i wodoodporną oraz poprawi aplikację. Dodany do podkładu daje właściwości wodoodporne, natomiast do pomadki przedłuża jej trwałość. Umożliwia aplikację na mokro każdego rodzaju cieni do powiek. Kropla produktu przekształci wybrany cień lub pigment sypki w eyeliner o trwałej formule. Idealny do aktywowania lub rozcieńczania eyelinera w żelu oraz wyschniętego tuszu do rzęs."
Produkt w okazałości:
Cena i dostępność: produkt można znaleźć na stronie sklepu Natura, gdzie kosztuje ok. 20 zł.
Zapach: bez zapachu
Konsystencja: jak lakier do paznokci.
Opakowanie i pojemność: opakowanie w formie przezroczystej, szklanej butelki z aplikatorem pipetkowym i z czarnymi napisami producenta. Pojemność: 6 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Takie opakowanie staczy na ponad rok używania.
Działanie: dobre. Zacznę od tego, że pierwszy raz spotkałam się z tego typu fixerem do wszystkiego. Wcześnie co prawda słyszałam o sławetnym Duraline z Inglota, który przedłuża żywotność tuszom i eyelinerem, ale jakoś nie korciło mnie przetestowanie tego mazidła, czyt. kosmiczna cena. Traf jednak chciał, że buszując sobie razu pewnego w Naturze, znalazłam powyższy fixer z My Secret. Zachęcona pozytywnymi opinia na jego temat, stwierdziłam, a co mi tam, przetestuję go sobie. Co więc o nim sądzę? Ano mam mieszanie uczucia. Z jednej strony faktycznie mazidło szybko i bezproblemowo zreanimowało podeschły tusz do rzęs, czy eyeliner w słoiku. Już kilka kropel wystarczyło, aby na pozór zużyte mascary i specyfiki do robienia kresek odzyskały swoją dawną świetność. Z drugiej strony jednak, czy faktycznie potrzebujemy tego typu fixera? Czy nie lepiej kupić sobie po prostu nowy produkt, a stary wyrzucić do kosza? Na to pytanie już sobie odpowiedzcie sami. Dodam jeszcze, że gagatka stosowałam także razem z różnego rodzajami cieniami do powiek, aby zrobić sobie z nich kolorowe eyelinery. To chyba mój ulubiony sposób wykorzystania fixera, gdyż otwierają się przed nami niezliczone możliwości tworzenia kresek na oczach, a trwałość ich jest godna podziwu. Wspomnę, że specyfik nie podrażnił ani nie uczulił mnie. Nie zmieniał też formuły kosmetyków, z którymi go łączyłam. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to ta okropna tandetna pipeta, która co rusz się zacinała... Ale podsumowując: myślę, że spokojnie możecie fixer ów wypróbować, bo jest wydajny, tani i naprawdę uniwersalny. Pamiętajmy tylko o zdrowym umiarze z jego korzystania, bo tak jak wspomniałam wcześniej: lepiej kupić sobie nowy tusz do rzęs, niż próbować naprawiać ten sprzed roku od otwarcia.
Ocena: 4/5
Miałyście?
Kathy Leonia
czwartek, 4 lutego 2021
2637. Botanic Skin Food odmładzająca esencja porzeczka i liść morwy białej
Witajcie!
Dziś czas na twarzy odżywianie.
Będę mówić o Botanic Skin Food odmładzająca esencja porzeczka i liść morwy białej.
Słowo od producenta: "Odmładzające esencja działa nawilżająco i przeciwrodnikowo, chroni skórę przed skutkami intensywnego trybu życia. Ekstrakty z porzeczki, liści morwy białej i dwóch rodzajów borówki – czarnej i wysokiej – doskonale odżywiają cerę, a lekka konsystencja esencji nie obciąża skóry."
Produkt w okazałości:
Na dłoni:
Szczegóły:
Cena i dostępność: produkt kupiłam w Naturze za ok. 20 zł.
Zapach: delikatny, słodki.
Konsystencja: płynna.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe z pompką, z grafiką owocową i białymi napisami od producenta. Pojemność: 250 ml.
Wydajność: bardzo dobre. Takie opakowanie starczy nam na kilka miesięcy esencjonowania się.
Działanie: zacne. Zacznę od tego, że to już moja pierwsza styczność z produktem Botanic. I myślę, że nie ostatnia! Esencja ta bowiem tak przypadła mi do gustu, że już rozglądam się za innymi mazidłami z tej marki. Czemu tak polubiłam tego gagatka? Ano to istne ukojenie dla mojej tłustej skóry. Jedna aplikacja mazidła - na oczyszczoną wcześniej buzię - przez nałożeniem makijażu sprawia, że moja twarz wygląda na matową przez wiele godzin. I to bez żadnej bazy matującej! Esencja ta daje mi taką wewnętrzną pewność, że moja buzia nie świeci się jak miliony monet ze znanej piosenki. Ale wracając do recenzji. Dodam, że specyfik ten jest bezkonfliktowy dla nałożonych wcześniej podkładu i pudru, przez co nie roluje tychże w trakcie dnia. Jestem tym produktem naprawdę oczarowana; jak tylko mi się skończy, lecę po kolejną buteleczkę. Jedyne co mi się niezbyt podoba to wysoka cena regularna... Ale od czego są promocje w Internecie. Polecam tak czy inaczej tego powyższego przyjemniaczka, bo nie podrażnia, nie wysusza skóra, jest wydajne i łatwo dostępne.
Ocena: 4/5
Miałyście?
Kathy z Leonem
czwartek, 21 stycznia 2021
2629. Catrice The Little Black One Volume Mascara tusz do rzęs
Witajcie!
Dziś czas na rzęs tuszowanie.
Będę mówić o Catrice The Little Black One Volume Mascara tusz do rzęs.
Słowo od producenta: "Wyrafinowana elastomerowa szczoteczka w kształcie elipsy doskonale rozdziela i pogrubia rzęsy. Na skutek specjalnego ułożenia włosków chwyta nawet najmniejsze rzęsy i powleka je czarnym tuszem.
Dodatkowy ogólny walor elastomerowych szczoteczek: nie pozostawiają grudek, a więc formuła tuszu dodaje rzęsom wyłącznie objętości. Dlatego właśnie tego typu szczoteczki są idealne do podkreślania rzęs krótkich, prostych lub bardzo niezdyscyplinowanych."
Produkt w okazałości:
Na oku dwie warstwy:
Cena i dostępność: produkt kupiłam w Naturze za ok. 18 zł.
Zapach: tuszowy.
Konsystencja: czarna maź.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe utrzymane w tonacji biało-czarnej z czernią napisów od producenta. Pojemność: 11 ml.
Wydajność: bardzo dobre. Takie opakowanie starczy nam na pół roku używania
Działanie: dobre. Zacznę od tego, że lubię kosmetyki marki Catrice i często po nie sięgam. Ich taniość idzie w parze z jakością i wydajnością. Nic więc dziwnego, że sięgnęłam po powyższy tusz, gdyż korcił mnie już od dłuższego czasu, przez pozytywne recenzje w Internetach. I była to bardzo dobra decyzja, gdyż jest to produkt naprawdę godny polecenia. Za co go lubię? Ano za to, że bardzo ładnie pogrubia i wydłuża rzęsy sprawiając, że robi się z nich iście soczysty wachlarz. Oko wraz z pomalowanymi rzęsami prezentuje się naprawdę ładnie oraz zgrabnie i to na długie godziny. Nic się przy tym nie odbija, ani nie rozmazuje. Jedyne co mi się nie podoba to fakt, że ta iście urocza szczota nabiera za dużo produktu na swoje włoski... Przez to, po każdej aplikacji tuszu, kilka chwil muszę poświęcić na rozczesywanie rzęs zwykłą, suchą szczoteczką, aby moje oko nie wyglądało jak jakieś sklejone nóżki muszki. Nie mówię, że jest to jakoś bardzo uciążliwe, ale w przypadku porannego pośpiechu, taka procedura może być nieco denerwująca. Niemniej jednak uważam, że czasem warto się pomęczyć i powalczyć z tuszem trochę dłużej, aby osiągnąć ładny efekt na oku. Dodam jeszcze, że tusz Catrice nie podrażnia ani nie uczula wrażliwców. Polecam wypróbować na własnych rzęsach.
Ocena: 4/5
Miałyście?
Kathy z Leonem
czwartek, 14 stycznia 2021
2625. Sensique Latte Summer Sensitive Skin Eyeshadow Palette Late Summer paleta cieni do powiek
Witajcie!
Dziś czas na cienie.
Będę mówić o Sensique Latte Summer Sensitive Skin Eyeshadow Palette Late Summer paleta cieni do powiek.
Słowo od producenta: "Paleta stworzona z miłości do cieni. To zestaw 12 mocno napigmentowanych i trwałych kolorów. Dzięki wyjątkowemu zestawieniu zachwycających matów i połyskujących odcieni, można wykonać nimi, zarówno dzienny jak i wieczorowy makijaż. Polecane dla osób o cerze wrażliwej."
Produkt w okazałości:
Makijaż z użyciem cieni:
Szczegóły:
Cena i dostępność: produkt kupiłam w Naturze za 30 zł.
Zapach: bez zapachu.
Konsystencja: typowa dla cieni do powiek.
Opakowanie i pojemność: opakowanie metalowe a'la kasetka z lusterkiem, w tonacji białej z fikuśnymi kwiatowymi zdobieniami i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 14 g.
Wydajność: bardzo dobre. Takie opakowanie starczy nam na ponad rok malowania się.
Ocena: 4/5
Miałyście?
Kathy z Leonem
czwartek, 31 grudnia 2020
2616. Sensique zmywacz do paznokci bez acetonu o zapachu winogron
Witajcie!
Dziś czas na pazurów zmywanie.
Będę mówić o Sensique zmywacz do paznokci bez acetonu o zapachu winogron.
Słowo od producenta: "Sensique łagodny zmywacz bez acetonu do paznokci o zapachu winogron. Doskonale zmywa nawet ciemne emalie. Zawarty w składzie olejek arganowy ma silne działanie odżywcze i wzmacniające."
Produkt w okazałości:
Szczegóły:
Cena i dostępność: produkt jako miniaturkę dorwałam w Naturze za ok. 3 zł. Normalna cena za pełen wymiar specyfiku to 10 zł za 200 ml.
Zapach: przyjemny, winogronowy.
Konsystencja: jasny płyn do zmywania lakierów wszelakich.
Opakowanie i pojemność: butelka estetyczna, plastikowa, w tonacji zielonej z czarnymi napisami. Pojemność: 50 ml (miniaturka).
Wydajność: bardzo dobra. Opakowanie mazidła starczy spokojnie na kilka miesięcy oczyszczania pazurów.
Działanie: zacne. Zacznę od tego, że od jakiegoś już czasu przestałam regularnie robić sobie manicure hybrydowy i coraz częściej sięgam po zwykłe lakiery do pazurów. A co za tym idzie - stosuję także tradycyjne odżywki do szponów oraz zmywacze. Jeśli chodzi o kategorię tychże zmywaczy do paznokci, nie przywiązuję się jakoś specjalnie do danej marki. Produkt ma być wydajny, w miarę tani i robiący swoje. Do tej pory używałam zmywacza z firmy Isany, a gdy ten się skończył, ucapiłam następnie powyższego gagatka z Sensique. I naprawdę się z nim polubiłam! Przede wszystkim, specyfik szybko i bezboleśnie domywa pazury z malunków lakierowych; ot, wystarczy przyłożyć zwilżony płatek kosmetyczny do paznokcia, poczekać chwilkę i gotowe. Płytka pazura czysty, lakieru nie ma, można malować ponownie! Warto dodać, ze zmywacz Sensique jest delikatny dla płytki, gdyż nie podrażnia, nie wysusza, nie uczula. Kolejny ważny plus to uroczy, winogronowy zapach mazidła, który naprawdę mnie oczarował. I to bez grama śmierdzącego acetonu! Jeśli do tego wszystkiego dodam fakt niskiej ceny, świetnej wydajności i dostępności - ot spróbować go musicie! Już teraz wiem, że na pewno sięgnę po produkt w pełnym wymiarze.
Ocena: 5/5
Miałyście?
Kathy i Leon
wtorek, 22 grudnia 2020
2609. My Secret Face Illuminator Powder Palette paleta czterech wypiekanych rozświetlaczy
Witajcie!
Dziś czas na blask i błysk.
Będę mówić o My Secret Face Illuminator Powder Palette paleta czterech wypiekanych rozświetlaczy.
Słowo od producenta: "Paleta wypiekanych rozświetlaczy odpowiednich dla każdego typu kolorystycznego. Wzmocnią blask skóry oraz sprawią, że twarz będzie wyglądała zdrowo i promiennie. Formuła zapewnia bezproblemową aplikację i doskonałe wykończenie makijażu. Gwarantuje mocny połysk i efekt „tafli”."
Produkt w okazałości:
Na buzi:
Szczegóły:
Cena i dostępność: produkt znalazłam w Naturze na promocji za ok. 30 zł. Normalna cena to 55 zł.
Zapach: bez zapachu.
Konsystencja: zbita.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe z pomadkowym aplikatorem i z białymi napisami producenta. Pojemność: 8 gr.
Wydajność: bardzo dobra. Takie opakowanie staczy na rok lub dwa lata używania.
Działanie: przyjemne. Zacznę od tego, że najbardziej na świecie lubię stosować rozświetlacze wypiekane. Mazidła w formie płynnej średnio mi się sprawdzają i zawsze się nimi ufajdam. Z kolei produkty wypiekane są dla mnie o wiele bardziej bezpieczne i łatwiejsze w stosowaniu. I dlatego tak polubiłam się z gagatkiem od My Secret. Jest to produkt pełen zacności blasku i intensywności krycia, który - w zależności od preferencji - możemy nakładać większą lub mniejszą ilość. Ja osobiście najbardziej lubię nanieść najpierw trochę specyfiku na kości policzkowe i pod łuk brwiowy. Buzia, która jest w ten sposób wykonturowana, prezentuje się zawsze świeżo, zdrowo i promiennie. Dodam, że rozświetlacz od My Secret dobrze współgra z podkładem oraz pudrem, a także nie waży ani nie ciastkuje się w trakcie dnia. Zaiste, jest to produkt wart kupienia, bo jest wydajny i uniwersalny (stosuję również jako cień na powieki). Warto wspomnieć, że specyfik nie podrażnia, nie zapycha. Jedyne co słabo mi się widzi to wysoka cena regularna, ale zawsze można szukać promocji w Internetach. Tak czy inaczej - polecam.
Ocena: 4/5
Miałyście?
Kathy i Leon
wtorek, 27 października 2020
2536. My Secret Loose Eyeshadow sypki cień do powiek
Witajcie!
Dziś czas na blask i błysk na powiece.
Będę mówić o My Secret Loose Eyeshadow sypki cień do powiek.
Słowo od producenta: "Sypki cień o lekkiej konsystencji i dużej zawartości pigmentu.Trwały efekt utrzymuje się przez kilka godzin. Soczyste kolory w wielu wariantach kolorystycznych."
Produkt w okazałości:
Od producenta:
Szczegóły:
Cena i dostępność: specyfik ten można dostać w Naturze za ok. 7 zł za sztukę.
Zapach: bez zapachu jakiegoś specyficznego.
Konsystencja: cieniowa.
Opakowanie i pojemność: plastikowy pojemnik otwierany jak puzderko z czernią napisów od producentów. Pojemność: 3 g.
Wydajność: bardzo dobra. Specyfik spokojnie starczy na rok użytkowania.
Działanie: zacne. Zacznę do tego, że uwielbiam mocny pigment i soczysty blask w cieniach. To właśnie ów połysk decyduje o tym, czy dane mazidło będzie moim ulubieńcem czy też trafi do pudła z bublami. Cień do powiek z My Secret należy zdecydowanie do tych przyjemnych w stosowaniu specyfików. Ten świetlisty, chłodny odcień srebra, jaki kryje się w niepozornym puzderku, jest po prostu niesamowity. Najprostszy makijaż z delikatną smugą tego cienia na środku powieki, nabiera wielowymiarowości, tajemniczości i głębi. I to wszystko za sprawą jednej aplikacji produktu! Co do samej aplikacji cienia na powieki, tu trzeba uważać i dozować ilość pyłku bardzo ostrożnie, bo sypkie gagatki mają to do siebie, że lubią się wysypywać na całe biurko, albo na naszej ubrania. Dlatego też absolutnie koniecznie używajcie jakiejś lepkiej bazy (np. NYX) pod takie pyłkowe cienie, coby się ładnie trzymały i nie uciekały. Warto dodać, że dzięki bazie pod cienie, takowe wytrzymają spokojnie kilka godzin w stanie idealnym, bez osypywania się czy rolowania. Jako ciekawostkę wspomnę, że powyższego cudaka używam także jako rozświetlacza na kości policzkowe. W tej roli spisuje się równie zacnie i daje mi bardzo naturalny look świeżej i zdrowej skóry. Dodam, że produkt My Secret mnie nie podrażnił ani nie uczulił podczas stosowania. Uwielbiam, kocham i polecam i na pewno kupię inne kolory z tej serii cieni. Spróbujcie, a nie pożałujecie!
Ocena: 4/5
Miałyście?
Kathy i Leon
wtorek, 13 października 2020
2528. Kobo Professional Mineral Series Blush mineralny róż na policzki
Witajcie!
Dziś czas na rumieńce.
Będę mówić o Kobo Professional Mineral Series Blush mineralny róż na policzki.
Słowo od producenta: "Mineralny róż na policzki. Odpowiedni poziom pigmentacji pozwala wymodelować kształt twarzy i ożywić jej koloryt. Bezzapachowy.
01 Cold pink02 Fuchsia pink
03 Raspberry pink
04 Peach pink
05 Pastel coral
06 Dark chocolate."
Produkt w okazałości:
Na buzi:
Szczegóły:
Cena i dostępność: produkt można znaleźć na stronie w Naturze za ok. 20 zł.
Zapach: delikatny, lekko kwiatowy.
Konsystencja: pudrowa, kamienna.
Opakowanie i pojemność: opakowanie w kształcie plastikowego, przezroczystego puzderka z czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 3 g.
Wydajność: bardzo dobre. Takie opakowanie starczy nam na ponad rok używania.
Działanie: bardzo dobre. Zacznę od tego, że nie wyobrażam sobie codziennego makijażu bez odrobiny blasku na kościach policzkowych. Takie coś, to mój istny must have w make up. Po prostu muszę mieć delikatną chmurkę skrzenia na sobie, żeby czuć się bardziej pewnie i kobieco. Do owego błysku i blasku używam różnych mazideł i niekoniecznie muszą być to rozświetlacze. Jeśli widzę bowiem, że róż czy bronzer ma podobne tony delikatnego, słonecznego opalizowania, to również i je chętnie zapodam sobie na buzię. Róż z Kobo zatem świetnie sprawdza się jako uniwersalny produkt do konturowania i ocieplania twarzy. Mazidło daje mi zarówno delikatny efekt nieśmiałego rumieńca jak i subtelny blask. Wszystko to razem uroczo łączy ze sobą, wyglądając tak, jakbym codziennie spacerowała w słońcu, osadzającym mi się na policzkach. Uwielbiam, kocham, adoruję ten wielofunkcyjny specyfik. Dodam, że róż ten używam czasami jako cień na powiekach w dniach, gdy chcę mieć tzw. make up no make up. W tej roli produkt spisuje się równie zacnie. Nie mogę zapomnieć o tym, że róż z Kobo jest niezwykle przyjemny w aplikacji i dobrze napigmentowany; musimy uważać, aby nie przesadzić z jego nakładaniem! Ponadto, specyfik trzyma się na ok. 8 godzin i to bez rolowania czy ciastkowania się naniesionego wcześniej podkładu czy pudru. Warto wspomnieć o tym, że produkt jest wydajny, nie zapycha ani nie podrażnia. Polecam!
Ocena: 5/5
Miałyście?
Kathy Leonia











































