Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!



Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 25 czerwca 2018

1824. Złe bo chińskie?

Witajcie!

Jak wiecie, jestem miłośniczką taniości i promocji.

Nie lubuję i nigdy nie lubowałam się w kosmetykach czy produktach markowych.
Nie są mi one potrzebne do szczęścia, skoro tzw. zamienniki działają u mnie bardzo dobrze.

A lansować się z torebką MK czy pomadkami Kylie Jenner tylko dlatego, że to jest trendy i wielkie sławy Internetu tak robią, uważam za bezsens.

Czemu o tym piszę?

Ano temu, że kilka dni wcześniej pod postem z przesyłką z Rosegal dostałam komentarz od persony, coś w stylu: "chińskie cienie. Powodzenia".

Jak to przeczytałam to zdębiałam.

Zabrzmiało to jak jakaś groźba.

I co z tego, że coś jest chińskie?
To znaczy, że złe?
Że wyrośnie mi trzecie oko, wyskoczy zmutowany pryszcz czy odpadnie powieka?

Ludzie, żyjemy w XXI w.
Chińskie buble z lat 90-tych to przeszłość.

Teraz produkty z zagranicy są naprawdę świetnej jakości.

Nie jedne chińskie produkty do paznokci, cienie do powiek, gadżety urodowe czy ubrania są moimi ulubieńcami.
Ba!
Ich jakość czy komfort użytkowania nie zmienił się po tygodniu, po dwóch, ale nawet po latach, bo ciuchy z Zaful czy Rosegal noszę kilka sezonów.

Świetne, bawełniane składy, dobre wykonanie...

Czego chcieć więcej?

To samo tyczy się produktów makijażowych.
Na każdym podano skład i datę ważności.

Nie jestem ignorantem, umiem czytać.

Dlatego też mała prośba: jeśli coś się Wam nie podoba w moim stylu ubraniowym czy kosmetycznym lub macie odmienne zdanie co do tego, co piszę i wybitnie Was to denerwuje nie musicie tu zaglądać.

Szkoda mojego blogowego miejsca na Wasze zajadłe oczęta i umysły.

Kathy Leonia

niedziela, 24 czerwca 2018

1823. Dwa miesiące bez słodyczy, czyli jak pokonać apetyt na słodkie

Witajcie!

Dziś dokładnie mijają dwa miesiące, odkąd ostatni raz miałam w ustach coś słodkiego.

Skąd taka decyzja i takie wyrzeczenie?

Ano stąd, że odkąd leczę się na grzybicę pochwy, słodycze są zakazane, nawet śladowa ilość, gdyż cukier w nich zawarty powoduje zaognienie dolegliwości, czyt. świąd nie do zniesienia...

Nie muszę mówić, że dla mnie, jako dla żelkowej i czekoladowej maniaczki diagnoza taka była straszna.

Jak to bez niczego słodkiego?
Bez jednego  żelusia, bez jednej kostki czekolady?
A co z lodami, słodkimi napojami, owocami?

Umrę i uschnę na wiór z tęsknoty za słodkim...

I początkowo tak było.

Pierwszy tydzień bez słodyczy był bardzo ciężki.

Śniły mi się czekoladki, cukierki, lody i napoje, a na jawie wciąż wzdychałam do osób na ulicy jedzących batoniki czy loda.
Aby pozbyć się palącej potrzeby kupienia sobie czegoś słodkiego, piłam hektolitry wody.
Wiadomo: pełny brzuch nie domaga się słodkich pożywek.

Drugi tydzień był już w miarę ok.
Dalej miałam ślinotok na widok słodyczy na półkach sklepowych, ale bez problemu omijałam kuszące mnie przekąski.

W mojej diecie antycukrowej pomogła mi także regularność spożywanych posiłków.

Jadłam mniej więcej co trzy godziny.
Śniadanie, drugie śniadanie, obiad, przekąska i kolacja.

Dzięki temu nie byłam poddawana ssącemu uczuciu głodu i kontrolowałam swój apetyt.

Teraz po dwóch miesiącach, gdy sytuacja z grzybicą jest w miarę opanowana i ma się ku lepszemu powoli pozwalam sobie na coś słodkiego... ale li z fruktozą.

Czereśnie, maliny, borówki, pomarańcze idealnie zaspokajają moje potrzeby.

Do słodyczy natomiast przestało mnie ciągnąć w ogóle.

Jestem na tyle pełna silnej woli, że potrafię bez problemy odmówić kumplowi z pracy, który dzień w dzień pożera paczkę żelek czy tabliczkę czekolady.

Myślę, że dzięki diecie antycukrowej wyleczyłam się z porządnego słodyczoholizmu, który wcześniej poważnie zagrażał mojej wadze i ząbkom (od stycznia do maja +4 kg, teraz natomiast znów odzyskałam dawną wagę).

A Wy jak stoicie ze słodyczową manią?

Kathy Leonia


sobota, 23 czerwca 2018

1822. Termiczne naklejki od Manirouge - rewolucja w manicure!

Witajcie!

Dziś sobie szpony przyozdobimy.

Będą to termiczne naklejki od Manirouge.com

Oto wybrane cuda do naklejenia, czyli wzorek Quince:



Najpierw szpony piłuję i nadaję im kształt pilniczkiem:


Potem odsuwam skórki radełkiem:



Następnie odtłuszczam płytkę paznokcia za pomocą cleanera:



Za pomocą mini heatera rozgrzewam każdą wybraną naklejkę, uprzednio przecinając ją według swego uznania:



Kopytko służy do poprawnego umiejscowienia oraz wygładzenia naklejki na szponie, aby zapobiec tzw. odstawianiu:



Na koniec oliwka na skórki:




I tak prezentuje się efekt końcowy:






Wykonanie manicure zajęło mi ok. 20 minut i to tylko dlatego, że nie ogarnęłam początkowo rozmiaru swych szponów u lewej dłoni tak, aby pasowały do naklejek.

Ale kilka prób i błędów i potem wszystko poszło sprawnie i prawą rękę zrobiłam dosłownie w 5 minut.

Całość manicure wygląda niezwykle elegancko i efektownie; jestem oczarowana tym, jak sprawnie i szybko można mieć trwały manicure na ponad 14 dni.
I to bez bazy czy top coat.

Manirouge.com jest moim odkryciem i hitem.
Lakiery hybrydowe przy tym cudzie wydają się czymś o wiele bardziej czaso i pracochłonnonym.

Polecam wszystkim powyższą metodę zdobienia pazurów.
Gwarantuję satysfakcję i nieustające pytania koleżanek z pracy w stylu "w jakim salonie robiłam paznokcie".

Miałyście?

Kathy Leonia

piątek, 22 czerwca 2018

1821. Na piątek!

Witajcie!

Z racji na to, że już jutro Dzień Ojca, postanowiłam swojemu Rodzicielowi sprawić prezent dla kiszek.

Mianowicie, przygotowałam zupę-krem z brokułów.

Oto jak wygląda:




Wykonanie tego dania jest niezwykle proste a smak naprawdę przepyszny.

Składniki:

1 brokuł ugotowany w osolonej wodzie.
1 cebula
3 ząbki czosnku
olej kokosowy do smażenia

pomidorki koktajlowe do ozdoby
bulion rosołowy drobiowy ugotowany z 1 kostki rosołowej na 3 szklanki wody


Na patelni rozgrzewany dwie łyżki oleju kokosowego i wrzucamy tam pokrojone na drobno: czosnek i cebulę.
Smażymy chwilę, aż cebula się zeszkli i ładnie przyrumieni.

Do tego dodajemy naszego brokuła i chwilę całość razem smażymy, by się przegryzło razem.

Teraz czas na bulion.
Do 3 szklanek wody wrzucamy kostkę rosołową i gotujemy całość aż do wrzenia.

Gdy bulion jest gotowy, wrzucamy tam zawartość patelni i całość blendujemy mikserem na gładką masę.

Doprawiamy na koniec tym co lubimy, czyli: solą, pieprzem, ostrą papryką, oregano.

Podajemy z pomidorkiem koktajlowym lub grzankami.

A Wy co dziś jeść będziecie?

Kathy Leonia

czwartek, 21 czerwca 2018

1820. Revlon ColorStay Make Up for Combination Oily Skin 24 H podkład dla cery tłustej

Witajcie!

Dziś sobie podumamy o podkładzie.

Będzie to  Revlon ColorStay Make Up for Combination Oily Skin 24 H podkład dla cery tłustej.

Słowo od producenta: "Revlon ColorStay Makeup for Combination/Oily Skin 24Hrs to wyjątkowo trwały, mocno kryjący podkład do cery tłustej, mieszanej i normalnej. Beztłuszczowy, nie zatyka porów. Lekka i delikatna konsystencja zapewnia skórze maksymalne poczucie komfortu. Zawiera SPF 6.

Występuje w dużej gamie kolorystycznej. 
Nowa formuła Revlon ColorStay zapewniająca 24 - godzinną trwałość."

Produkt w okazałości:


Od producenta:





Skład:

Aqua, Cyclomethicone, Trimethylsiloxysilicate, Butylene Glycol, Boron Nitride, Dimethicone, Alcohol Denat., Peg/Ppg-18/18 Dimethicone, Nylon-12, Tribehenin, Isododecane, Polyisobutene, Sodium Chloride, Cetyl Peg/Ppg-10/1 Dimethicone, Bisabolol, Serica, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Malwa Sylvestris Extract, Lilium Candidum Bulb Extract, Lactobacillus/Eriodictyon Californicum Ferment Extract, Cymbidium Grandflorum Flower Extract, Serica, Alumina, Polydimethylsil Oxane/Polymethylsilesquioxane Copolymer, Ethylene Brassylate, Methicone, Trisiloxane, Sorbitan Sesquioleate, Tetrasodium Edta, Methylparaben, Propylparaben.
[+-]:Mica (CI 77019), Titanium Dioxide (CI 77891), IronOxides(CI 77491, 77492, 77499).


Otworek:



Na dłoni:



Na twarzy:



Zacznę od tego, że na ten podkład miałam już ochotę dawno.

Gdyby nie jego cena regularna, poleciałabym po ziomka od razu, po obczajeniu pierwszego, zachwalającego go filmiku na Youtubie.

Ale moja dusza oszczędna mówiła mi: "weź się ogarnij kobieto, poczekaj na promocję".

I tak oto, po pewnym czasie upolowałam ów podkład za niecałe 30 zł, na jakiejś promocji.
I całe szczęście, że więcej za niego nie dałam, bo dopiero bym była zdenerwowana...

Czemu?

Ano temu, że podkład przeznaczony dla cery tłustej tak ją wysusza, że po jednym dniu noszenia produktu na buzi, cera z tłustej, robi się nam sucha.
Jak pustynia...

Początkowo nie chciałam wierzyć, że nagła zmiana typu cery to wina podkładu.
Ale skoro pielęgnacji nie zmieniłam, to ewidentnie nie ma nic innego, coby krzywdę mi zrobić mogło.

Produkt aplikowałam cienką warstwą za pomocą pędzla do podkładu.
Na twarzy nosiłam go ok. 10 godzin, przy czym - po mniej więcej 4/5 - już zaczynałam się świecić ponownie i musiałam nosek sobie przypudrować.

Trwałość nieskazitelna 24 godziny?
O panie producencie, chyba pana poniosła fantazja...

Podkład ten rozczarował mnie więc bardzo.

Nie dość, że wysuszył mi cerę, podrażnił, to jeszcze nie spełnił obietnic matu w nim podkładanych.

Nigdy do niego nie wrócę i Wam go odradzam.

Specyfik kosztuje ok. 70 zł, ma 30 ml pojemności i można go dostać w drogeriach.

Miałyście?

Kathy Leonia

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
TRANSLATE
Select language