Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!



Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

Ceneo2

niedziela, 24 marca 2019

2103. Gotujemy w weekend, cz. 96

Witajcie!

Dziś czas na coś dobrego.

Oto roladki cynamonowe:





Składniki:

ciasto francuskie

cukier trzcinowy
kandyzowana skórka pomarańczowa
cynamon
jajko


Czynności:

1. Na stolnicy kładziemy ciasto francuskie i równomiernie posypujemy je: cukrem trzcinowym, cynamonem, kandyzowaną skórką pomarańczową.
2. Następnie, gdy całe ciasto francuskie jest ładnie wypełnione powyższymi składnikami, zaczynamy zwijanie ciasta do środka. Ja zawsze zwijam tę część bardziej dłuższą, czyli prostokątną, żeby było więcej ciastek.
3. Gdy mamy ładnie zwinięty rulonik, kroimy go na kawałki ok. 3 cm.
4. Tak pokrojone kawałki kładziemy na blaszce do pieczenia, smarujemy ciasto rozbełtanym jajkiem i pieczemy ok. 20-30 minut w temperaturze 180 C, tak, aby ciasto zaczęło się rumienić.
5. Po upieczeniu wyjmujemy nasze pachnące cynamonem cuda i chwilę je podziwiamy. 
6. Cieknie nam ślinka coraz bardziej.

7. Konsumujemy!

Wypróbujecie?

Kathy i Leon w cynamonie


PS. Wczorajszy brak posta spowodowany był wielkimi porządkami.
Zbliża mi się bowiem bardzo intensywny czas, gdzie cały dzień praktycznie spędzę na planie, zatem musiałam ogarnąć mieszkanie, abyśmy się nie zakurzyli na amen.

piątek, 22 marca 2019

2102. Na piątek!

Witajcie!

Dziś czas na coś dobrego.

Oto co mnie czeka:



Muszę Wam wyznać, że ostatnio na powrót zaczęłam jadać w Green Way.

Na studiach praktycznie co drugi dzień w owej knajpie bywałam i zawsze wychodziłam najedzona po uszy.

Pyszne i zdrowe naleśniki, zupy, pierogi czy krokiety - w dobrych cenach - smakowały mi równie pysznie jak pizza czy frytki.

Powyższe danie to krokiet z kapustą i grzybami, polany sosem grzybowym, podany z bukietem surówek.
Dacie wiarę, że nie zjadłam całej porcji?
Taka była sycąca!

A Wy co dziś jeść będziecie?

Kathy Leonia

czwartek, 21 marca 2019

2101. Beauty Formulas Australian Tee Tree oczyszczająca maseczka do twarzy peel off

Witajcie!

Dziś sobie buzię oczyścimy.

Będę mówić o Beauty Formulas Australian Tee Tree oczyszczającej maseczce do twarzy peel off.

Słowo od producenta: "Maseczka zawiera australijski Olejek z Drzewa Herbacianego, który słynie ze swoich naturalnych właściwości antybakteryjnych i antyseptycznych. 

Naturalne składniki maseczki wnikają głęboko w pory odblokowując je i usuwając martwy naskórek, sebum i inne zanieczyszczenia. Stosowana regularnie pozostawia skórę czystą, świeżą i jedwabiście gładką. Formuła maseczki tworzy przezroczystą powłokę, którą po kilku minutach ściągamy."

Produkt w okazałości:





Od producenta:






Skład:





Otworek:




Na dłoni:





Szczegóły:

Cena i dostępnośćprodukt kupiłam w Naturze za ok. 10 zł.
Zapach: orzeźwiający, eukaliptusowy.
Konsystencja: żelowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, jak tubka, z elementami zieleni, fioletu, bieli i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 50 g.
Wydajność: średnia. Takie opakowanie starczy nam na trzy, góra cztery zabiegi.

Działanie: kiepskie. Zacznę od tego, że uwielbiam maseczki peel off. Moim nr 1 w tego typu mazidłach, od kilku już lat, był czarny ziomek z Pilaten, którego ukochałam w walce z zaskórnikami. Szybki, działający, wydajny. Czy produkt Beauty Formulas strącił Pilaten z piedestału? Ano nie... Maseczka Pilaten jest bowiem bez porównania lepsza i skuteczniejsza w "wyciąganiu" wągrów z ich trzewi. Specyfik Beauty Formulas nie radzi sobie kompletnie z ową eliminacją... i jedyne co robi to usuwa suche skórki na twarzy. Mimo odpowiedniego przygotowania się do zabiegu - przemycie twarzy ciepłą wodą w celu otworzenia porów  - i pozostawienie mazidła na ok. 20 minut na buzi, ani jeden wągier nie uciekł podczas "zrywania" glutka. Szkoda doprawdy, bo liczyłam na choć delikatny efekt, a nie na całkowitą porażkę w walce z czarnymi kropami. Jedyne co zauważyłam po zabiegu z ową maseczką, to fakt, iż moja skóra była odświeżona i ładnie pachniała eukaliptusem. Warto jednak wspomnieć, że specyfik nie uczulił, ani nie podrażnił mnie. Niestety jego brak działania, kiepska wydajność sprawiają, że nie kupię tegoż gagatka ponownie. 
Ocena: 2/5


Miałyście?

Kathy z Leonem

środa, 20 marca 2019

2100. Modowo z Luvyle!

Witajcie!

Hello!

Dziś czas na modę.

Today is time for a fashion talk.

Oto Luvyle, czyli sklep internetowy z ubraniami dla każdego.

I introduced you Luvyle, a webshop with clothes for every one.

Znajdziecie tu same wspaniałości, między innymi bawełniane sukienki.

Here you can find different clotches, for example strapless bodycon dress:

a) biało-czarna:

a) black & white:

V Neck  Belt Loops  Patchwork  Extra Short Sleeve Bodycon Dresses
Klik!


b) niebieska:

b) blue:

Round Neck  Print Bodycon Dresses
Klik!


Zaciekawiły mnie też z koronkowe sukienki:

I am curious about lace skater dresses:

a) biała:

a) white:

Round Neck Lace Hollow Out Plain Pocket  Skater  Dress
Klik!

b) bordowa:

b) burgundy:

Off Shoulder  Plain  Short Sleeve Skater Dresses
Klik!

A Wam co się spodobało z Luvyle?

Kathy Leonia

wtorek, 19 marca 2019

2099. Oillan Balance nawilżający żel pod prysznic

Witajcie!

Dziś pora na ciała nawilżenie.

Będę mówić o Oillan Balance nawilżającym żelu pod prysznic.

Słowo od producenta: "Delikatna formuła preparatu oparta na łagodnych substancjach oczyszczających (nie zawiera mydła, SLS, SLES, ALS), dzięki czemu nie narusza naturalnej bariery ochronnej skóry. 

Betaina i gliceryna intensywnie nawilżają skórę, chroniąc ją przed przesuszeniem. 

Kwas mlekowy delikatnie zmiękcza i wygładza skórę. D-pantenol łagodzi podrażnienia oraz przywraca komfort."

Produkt w okazałości:




Skład:




Otworek:





Na dłoni:




Szczegóły:

Cena i dostępnośćprodukt dostałam w ramach giftów z spotkania łódzkich blogerek, o którym to pisałam tu: Klik! i tu: Klik! Normalnie można ów produkt ucapić w Internetach, gdzie kosztuje ok. 22 zł w zestawie z balsamem pod prysznic.
Zapach: przyjemny, delikatny.
Konsystencja: żelowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, biało-niebieskie, z elementami różu i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 100 ml.
Wydajność: kiepskie. Takie opakowanie starczy nam na jakieś twa tygodnie regularnego mycia się.

Działanie: średnie. Zacznę od tego, że najbardziej lubię żele pod prysznic, które dają mi wrażenia wizualne i zapachowe, czytaj: kuszący zapach i mnóstwo piany. Wychodzę bowiem z założenia, że wieczorna kąpiel to takie 10 minut czystej formy relaksu, które powinny być idealnie dostosowane pod moje upodobania. Jak więc poradził sobie gagatek od Oillan? Ano poprawnie, ale bez jakiś większych zachwytów. Żel ten jest typowym średniaczkiem myjącym; ot skórę z brudu i kurzu oczyści, delikatnie się zapieni i zapachnie, coś tam nawilży. I to wszystko. Piana, która powstaje podczas mycia, jest - szczerze mówiąc - słabiutka i mało trwała tak jak woń samego mazidła. Aby cokolwiek zaczęło się pienić, trzeba użyć naprawdę sporej ilości tego produktu - przez co wydajność jego spada. Nie mówię, że to źle, bo dla osób o wrażliwych nosach, lubiących produkty delikatne i mało pieniące się, taki żel okaże się być wspaniały i cudowny. Warto wspomnieć, że nie wysusza, ani nie podrażnia skóry. 
Dla mnie niestety ten żel okazał się być niewystarczający i na pewno nie wrócę do niego ponownie.

Ocena: 3/5

Miałyście?


Kathy Leonia

poniedziałek, 18 marca 2019

2098. Soraya Ideal Beauty Body Make Up balsam korygujący wyrównujący koloryt skóry

Witajcie!

Dziś czas na odrobinę brązu na skórze.

Będę mówić o Soraya Ideal Beauty Body Make Up balsam korygujący wyrównujący koloryt skóry.

Słowo od producenta: "Soraya IDEAL BEAUTY BODY MAKE-UP to produkt doskonale łączący funkcję korygującego make-upu, wyrównującego natychmiast koloryt skóry, oraz pielęgnacyjnego nawilżającego balsamu, dzięki czemu skóra od pierwszego użycia kosmetyku wygląda atrakcyjniej.

Rozświetlający pigment dodaje jej blasku, podkreślając efekt "delikatnego muśnięcia słońcem", a Hydrolipid Silk complex (proteiny jedwabiu, emolient oraz kwas hialuronowy) idealne wygładza, pozostawiając na skórze jedwabiste wykończenie i zapewniając jej długotrwałe nawilżenie. 
Dzięki lekkiej i nietłustej konsystencji produkt równomiernie się rozprowadza, szybko wchłania i nie pozostawia smug.
 
Już od pierwszego użycia:
  • poprawia wygląd skóry, wyrównuje jej koloryt i dodaje satynowego blasku
  • retuszuje niedoskonałości tj. pajączki, naczynka, podrażnienia, zaczerwienienia w okolicy przymieszkowej, przebarwienia, odbarwienia, drobne siniaki i blizny
  • intensywnie nawilża 
Wzrost nawilżenia potwierdzony w badaniach instrumentalnych: 
  • +68% po 1h od aplikacji
  • +40% po 24h od aplikacji."

Produkt w okazałości:





Od producenta: 




Skład:




Otworek:



Na dłoni:





Szczegóły:

Cena i dostępnośćprodukt dostałam w ramach giftów z spotkania łódzkich blogerek, o którym to pisałam tu: Klik! i tu: Klik! Normalnie można ów specyfik można ucapić tu, gdzie kosztuje ok. 25 zł.
Zapach: przyjemny, delikatny.
Konsystencja: kremowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, ecru, z elementami niebieskości i czerwonymi napisami od producenta. Pojemność: 150 ml.
Wydajność: dobra. Takie opakowanie starczy nam na jakieś trzy miesiące regularnego samoopalania się.

Działanie: kiepskie. Zacznę od tego, że - jak już większość z Was na pewno wie - nie lubię samoopalaczy. Większość z tychże mazideł się u mnie po prostu nie sprawdza. Dlatego też do kosmetyku Soraya podchodziłam bardzo, ale to bardzo ostrożnie. I w sumie całe szczęście, bowiem produkt nazwany przez ową markę balsamem korygującym okazał się po prostu - cóż chyba muszę to tak określić prosto z mostu - brudzącym bubelkiem. Chcecie wiedzieć czemu? Ano temu, że mazidło nałożone na skórę nie zastyga, nie wysycha, nie tkwi na miejscu, tylko zwyczajnie w świecie ucieka przy najlżejszym dotyku, czy muśnięciu przez ubrania. To trochę tak, jakbyście wysmarowały się mało odpornym na ścieranie fluidem. Efekt tego jest taki, że po aplikacji balsamu na skórę, musimy bardzo, ale to bardzo używać potem podczas ubierania czy rozbierania się, bowiem każdy nierozważny ruch może zakończyć się "ufajdaniem". Dziwi mnie więc idea tworzenia produktu, do którego nie można się potem "dotknąć". Czy aby na pewno takie było założenie producenta? Szczerze mówić wątpię. Produkt co prawda ładnie pachnie, dobrze się rozprowadza po skórze, nie tworząc plam ani zacieków, ale co z tego, skoro jego trwałość jest równa zeru... Ja do tego specjału na pewno nie wrócę i Wam go również odradzam. No chyba, że chcecie sobie zrobić sweet foteczkę opalonych nóżek, a od razu potem się umyć. To wtedy czemu nie.
Ocena: 2/5


Miałyście?

Kathy z Leonem

niedziela, 17 marca 2019

2097. Gotujemy w weekend, cz. 95 koktajl śniadaniowy

Witajcie!

Dziś czas na coś pysznego.

Oto moja wersja koktajlu śniadaniowego.

Tak się prezentuje:


Składniki (wychodzi z tego ok. 0,75 litra napoju):

garść mrożonych malin

1 łyżka wiórek kokosowych
3 łyżki płatków orkiszowych
1 łyżka otrębów
1 łyżeczka miodu
dwie szklanki maślanki naturalnej
garść orzechów włoskich

Dekoracja:


bita śmietana

Czynności:

1. Do blendera wsypujemy wszystkie składniki suche: wiórki kokosowe, orzechy włoskie, otręby, płatki orkiszowe. Następnie dodajemy składniki mokre: maślanka, miód, maliny.
2. Całość blendujemy do momentu, aż wszystkie składniki się nam połączą. 
3. Czas na bitą śmietanę! Do wysokiego garnka wlewamy śmietankę 30% i dorzucamy tam fixer do śmietany (ja mam Śnieżkę). Ubijamy całość aż na śmietanie będą pojawiały się wzorki po ubijaniu.
4. Zblendowany koktajl przelewamy do szklanki, dorzucamy na to kleks bitej śmietany.
8. Gapimy się z ukontentowaniem.
9. Jemy!


Wypróbujecie?

Kathy Leonia

sobota, 16 marca 2019

2096. Joanna Keratyna maseczka do włosów z keratyną

Witajcie!

Dziś pora na włosa.

Będziemy mówili o maseczce do włosów z keratyną od Joanny.

Słowo od producenta: "Twoje włosy łamią się i kruszą? Są szorstkie, źle się rozczesują, brak im witalności i zdrowego wyglądu? Zregeneruj je z produktami z keratyną, stanowiącą podstawowy budulec włosa!
Maseczka Keratyna zawiera innowacyjny kompleks keratynowy, który rozpoznaje najbardziej uszkodzone miejsca na powierzchni włosa aby je wzmocnić i uzupełnić ubytki keratyny. Dzięki niej Twoje włosy są chronione i odbudowane dzień po dniu, delikatnie oczyszczone i miłe w dotyku.
Problem
Włosy szorstkie, matowe, łamliwe i zniszczone.
Recepta
Maseczka Keratyna.
Efekt
Włosy zregenerowane, odbudowane, błyszczące i zdrowo wyglądające.
Składniki wiodące
Innowacyjny kompleks keratynowy."

Produkt w okazałości:



Od producenta:



Skład:

Aqua,Cetearyl Alcohol,Glycerin,Quaternium-91,Silicone Quaternium-16,Cetrimonium Chloride,Cetrimonium Methosulfate,Undeceth-11,Butyloctanol,Undeceth-5,Isopropyl Alcohol,Olea Europaea Fruit Oil,Olea Europaea Oil Unsaponifiables,Hydrolyzed Keratin,Hydrolyzed Corn Protein,Hydrolyzed Wheat Protein,Hydrolyzed Soy Protein,Polyquaternium-10,Triethanolamine,Parfum,DMDM Hydantoin,Methylchloroisothiazolinone,Methylisothiazolinone

Na dłoni:



Szczegóły:

Cena i dostępnośćprodukt kupiłam w Tesco za ok. 2 zł.
Zapach: przyjemny, słodkawy, jak cukierki pudrowe.
Konsystencja: kremowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie czarne plastikowe, jak tubka, z elementami pomarańczu, i białymi napisami od producenta. Pojemność: 159 g.
Wydajność: dobra. Takie opakowanie starczy nam na dwa miesiące regularnego maseczkowania się.

Działanie: kiepskie. Zacznę od tego, że moje włosy keratynę niezbyt lubią. Ten składnik kudełkom jakoś po prostu nie pasuje, bowiem - użyty w nadmiernej ilości - powoduje u mnie efekt tzw. szopy i siana. Dlatego też, chcąc używać produkty keratynowe, muszę bardzo, ale to bardzo delikatnie dawkować je w ilości dosłownie minimalnej. Tak ostrożnie zatem postępowałam w przypadku maseczki od Joanny. Po umyciu głowy, porcję specyfiku równą ziarnku fasoli, wsmarowałam we włosy od ucha w dół, chwilę poczekałam, po czym spłukałam wszystko letnią wodą. Następnie dałam na długość jeszcze kropelkę olejku termoochronnego i wysuszyłam czuprynę chłodnym nawiewem. I co? Ano siano! Soczyście spuszone, przesuszone do granic jestestwa włosiska, wyglądające tak smutno, że aż żal serce ściskał... Niestety podobna sytuacja powtarzała się za każdym razem, gdy używałam maseczki od Joanny. Dopiero, gdy schowałam ów specyfik w ciemny kąt i wróciłam do starej metody mycia włosów, wszystko wróciło do normy. Wniosek nasuwa się sam: maseczka keratynowa jest dla mnie niedobra. Mimo, że ładnie pachnie, mimo że jest wydajna, mimo że jest tania, nie użyję jej ponownie. Osobom mającym podobną reakcje na bliskie spotkania z keratyną, radzę również trzymać się z daleka od tejże maseczki. 
Ocena: 2/5


Miałyście?

Kathy z Leonem

piątek, 15 marca 2019

2095. Na piątek!

Witajcie!

Dziś czas na coś dobrego.

Oto co mnie dziś czeka:



Powyższe specjały z Mcdonalda do zdrowych nie należą, ale w dni takie jak dziś, czyt. plan od rana do wieczora i mnóstwo upierdliwych ludzi do ogarnięcia, muszę czymś się zapchać.

Nawet, jeśli jest to mało fit i na widok czego Ewa Chodakowska czy Anna Lewandowska złapałyby się za głowę i dostały palpitacji serca tudzież udaru w kiszkach.

A Wy co dziś jeść będziecie?

Kathy Leonia


czwartek, 14 marca 2019

2094. Bielenda Professional Hand Program regenerujący krem do rąk

Witajcie!

Dziś pora na dłonie.

Będę mówić o Bielenda Professional Hand Program regenerujący krem do rąk.

Słowo od producenta: "Bielenda Professional HAND PROGRAM Regenerujący krem do rąk 50ml

Przeznaczenie:
 sucha, szorstka i zniszczona skóra dłoni.

Składniki aktywne: Mocznik, D-panthenol, Olej ze słodkich migdałów.

Działanie:

• nawilża, wygładza i odżywia naskórek
• łagodzi podrażnienia
• zapobiega wysuszeniu
• chroni skórę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych
• doskonale się wchłania, nie pozostawiając uczucia lepkości."

Mazidło w okazałości:





Od producenta:






Skład:




Otworek:




Na dłoni:




Szczegóły:

Cena i dostępnośćprodukt kupiłam w Rossmanie za ok. 16 zł.
Zapach: przyjemny, trochę słodki, jak wata cukrowa.
Konsystencja: kremowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, z elementami srebra , czerwieni i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 50 ml.
Wydajność: średnia. Takie opakowanie starczy nam na jakiś miesiąc regularnego kremowania się.

Działanie: zacne. Zacznę od tego, że uwielbiam kremy do rąk. To jedyny produkt, którego kupowania na zapas się nie boję, gdyż wiem, że i tak wszystko zużyję. Mazidła do rąk schodzą bowiem u mnie tonami; dłonie kremuję po kilka, a czasami i kilkanaście razy dziennie. Z kremem od Bielendy na szczęście takiej intensywności w aplikacji nie było. Produkt okazał się na tyle odżywczy i bogaty w treściwe składniki, że wystarczyło dwa razy dziennie posmarować nim dłonie, aby skóra na nich była nawilżona i szczęśliwa. Specyfik był niestety mało wydajny (niecały miesiąc i denko) ale za to szybko się wchłaniał, zostawiając po sobie przyjemny dla nosa zapach. Warto wspomnieć, że kremik mnie nie uczulił, ani nie podrażnił. Myślę, że jest to gagatek wart zakup, tylko w większej pojemności. 50 ml to stanowczo za mało, jak na taki krem do rąk. Ja bym poprosiła od razu pana producenta o wersję 500 ml! 
Ocena: 4/5


Miałyście?

Kathy z Leonem

środa, 13 marca 2019

2093. Przesyłka z Luvyle!

Witajcie!

Dziś czas na cuda.

Oto co do mnie przybyło z Luvyle:

a) sukienka:

Klik!


Klik!


Klik!


Klik!

Klik!


b) botki:

Klik!


Klik!

Klik!

Klik!


Klik!


Sukienka skradła moje serce od pierwszego wejrzenia. Jest bardzo dobrze wykonana; nic się nie ciągnie, nie pruje, ani nie gniecie. Śliczny wzorek dodaje uroku całej kreacji.

Botki, mimo solidnego koturnu, są niezwykle wygodne. Normalnie aż ich nie czuć na stopie podczas chodzenia. Dodatkowo są ocieplane w środku polarem, więc żadne mrozy im niestraszne.

Dla przypomnienia:

a) sukienka: Klik!
b) botki: Klik!

A Wam co się podobało bardziej z tego zamówienia z Luvyle?

Kathy Leonia

wtorek, 12 marca 2019

2092. Recenzja: Perfecta Cera Mieszana krem matujący na dzień i na noc formuła przeciwzmarszczkowa

Witajcie!

Dziś sobie porozmawiamy o kremidle przeciwzmarszczkowym i matującym.

Będzie to Perfecta Cera Mieszana krem matujący na dzień i na noc formuła przeciwzmarszczkowa.

Słowo od producenta: "Przeciwzmarszczkowy krem Perfecta Cera Mieszana polecany jest dla osób po 35. roku życia, do pielęgnacji cery mieszanej, czyli tłustej w strefie T (czoło, nos, broda) i suchej na policzkach.

Krem zawiera Sebum - Inteligent Kompleks, który ogranicza wydzielanie łoju, zwęża średnicę porów oraz zmniejsza ryzyko pojawienia się wyprysków i zaskórników.

Mikroperły matujące chłoną nadmiar sebum.

Aktywna formuła z fito – retinolem stymuluje odnowę komórkową i tworzenie się kolagenu.
Filtry mineralne UVA/UVB chronią przed fotostarzeniem."

Bohater w opakowaniu:




W pojemniczku:



Na dłoni:



Szczegóły:

Cena i dostępność produkt kupiłam w Rossmanie za jakieś 18 zł.
  Zapach: przyjemny, świeży, taki luksusowy.
 Konsystencja: kremidłowa.
 Opakowanie i pojemność: opakowanie szklane w formie puzderka z odkręcanym wieczkiem w tonacji białej i z granatowymi napisami od producenta. Pojemność: 50 ml.
Wydajność: dobra. Takie opakowanie starczy na 3 miesiące używania produktu rano i wieczorem.
Działanie:  zacne. Zacznę od tego, że lubię kremy i matujące i przeciwzmarszczkowe. Jedne są po to, by mą tłustą cerę ogarnąć, drugie - by działać na zmarszczki i im zapobiegać. Zwykle używałam kremów jednego przeznaczenia, czyli albo matującego, albo przeciwzmarszczkowe. Czemu jednakżeby nie spróbować mazidła dwa w jednym - pomyślałam i tak oto w me łapy wpadł ziomek od Perfecty. I polubiłam go od pierwszego użycia. Za co? A za to, że szybko się wchłaniał i cudnie mi skórę pielęgnował: matowił acz nawilżał, niwelując tłustość i błyszczenie na długo. Skóra była jędrna, wesoła i taka zdrowa. Co do działania przeciwzmarszczkowego, spisał się także całkiem dobrze, bowiem drobne "ryski" koło oczu zostały delikatnie wygładzone. Dodam, że mazidło nie uczuliło, ani mnie nie zapchało. Było wydajne - objętość równa ziarnku grochu wystarczała na pokrycie całej twarzy - łatwo dostępne tanie i pięknie pachnące. Jeśli więc szukacie dobrego kremu w niskiej cenie z mocą działania - polecam.

Ocena: 5/5

Miałyście?

Kathy z Leonem

poniedziałek, 11 marca 2019

2091. Bandi UV Expert złote mleczko opalające pod prysznic

Witajcie!

Dziś czas na trochę opalenizny.

Będę mówić o Bandi UV Expert złote mleczko opalające pod prysznic.

Słowo od producenta: "Mleczko stopniowo opalające pod prysznic. Intensywnie nawilża i wygładza skórę. Zawiera drogocenne oleje z orzechów arganowych i buriti, dzięki którym skóra wygląda piękniej i emanuje zdrowym blaskiem. 

Delikatnie opalizujące złote mikro drobinki sprawiają, że samoopalanie staje się luksusowym zabiegiem pielęgnacyjnym. Preparat pozostawia na skórze przyjemny, świeży zapach, łatwo się rozsmarowuje. Wyjątkowa formuła pozwala na stopniowanie głębi koloru skóry, bez smug.

Dla uzyskania doskonałej opalenizny:

1. umyj ciało ulubionym kosmetykiem myjącym i spłucz wodą
2. na mokrej skórze rozprowadź równomiernie preparat okrężnymi ruchami
3. dokładnie umyj dłonie
4. odczekaj 3 minuty
5. spłucz preparat ciepłą wodą
6. delikatnie osusz skórę."

Produkt w okazałości:







Od producenta:





Skład:

Aqua/Water, Dihydroxyacetone, Olive Oil PEG-7 Esters, Glycerin, Decyl Cocoate, Polysorbate-20, Sodium Acrylate, Mauritia Flexuosa Fruit Oil, Polyglyceryl-3 PCA, Passiflora Incarnata Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Mica, Isohexadecane, Disodium EDTA, Sorbitan Oleate, Polysorbate 80, Parfum/Fragrance, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, CI 77891, CI 77491 

Otworek:





Na dłoni:





Szczegóły:

Cena i dostępnośćprodukt dostałam w ramach giftów z 
spotkania łódzkich blogerek, o którym to pisałam tu: Klik! i tu: Klik! Normalnie można ów produkt ucapić tu, gdzie kosztuje ok. 40 zł.
Zapach: przyjemny, trochę słodki, jak wata cukrowa.
Konsystencja: kremowa i glitterowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, niebieskie, z elementami szarości i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 150 ml.
Wydajność: dobra. Takie opakowanie starczy nam na jakieś dwa miesiące regularnego samoopalania się.

Działanie: średnie. Zacznę od tego, że nie jestem jakoś przekonana do używania samoopalaczy. Wolę swą naturalną bladość, do której przywykłam i z którą się lubię. Jednakże, zwłaszcza w lato - głównie po namowach koleżanek z pracy - skuszę się czasami na jakiś samoopalacz, użyję go ze dwa razy, po czym stwierdzę, że po co mi to było. Tak właśnie też było z produktem z Bandi. Mimo cudownych i niezwykle kuszących obietnic producenta, produkt nie zrobił ze mnie Mulatki, a raczej Glitterkę. Mazidło zamiast bowiem mnie opalić, obrokatowało mnie. Nie mówię, że wyglądało to źle, gdyż taki złoty poblask brokatu prezentował się całkiem zacnie - zwłaszcza na imprezie, ale to raczej nie jest efekt, jaki winniśmy uzyskać. Może moja skóra jest po prostu odporna na tego typu brązujące specyfiki lub po prostu te trzy minuty, podczas których specyfik ma działać cuda na skórze, jest za krótkim czasem jak dla mnie. Niemniej jednak, po kilku nieudolnych próbach zaprzyjaźnienia się z brązem od Bandi, oddałam owego gościa koleżance. Nie muszę mówić, że ona była zachwycona tymże gagatkiem? U niej bowiem, już po pierwszym użyciu, wyczarował piękną, złotą, niezwykle naturalną opaleniznę. I to bez smug, bez brudzenia ubrań i bez nieprzyjemnego zapachu. Dlatego warto pamiętać, że fakt, iż coś nie sprawdziło się jednej osobie, nie znaczy, że u wszystkich będzie bublem. Ja do tego mleczka opalającego na pewno nie wrócę, natomiast moja kumpela - zapobiegawczo - od razu kupiła sobie dwie tubki tegoż przyjemniaczka na zapas... 
Ocena: 3/5


Miałyście?

Kathy z Leonem

Zarabiaj z Ceneo.pl

Ceneo.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...