I stało się.
Rossman znów wprowadził swoją szaloną promocję prawie 50% obniżki na zasoby kosmetyczne...
Najpierw szminki, potem pudry, następnie tusze.
Armagedon i paranoja zakupowa dla każdej maniaczki mazideł!
Leon z początku na takową informację prychnął pod nozdrzami, myśląc sobie, że przecie ma milion pięćset rzeczy i nic mu nie potrzeba...
Ale traf chciał, że ni stąd, ni zowąd skończył mu się dezodorant do kamaszy - wiecie, grube i ciężki kozaczki lubią sobie śmierdzieć - tak więc trzeba było udać się do przybytku Rossmanowego szaleństwa.
A jak już się wlazło do paszczy lwa, to nie sposób z niej wyleźć bez trofeum nadprogramowych...
Oto ów skromny łup:
Tu dezodorantos:
Puderro:
I lakierro ustne:
A tu na dłoni kolorek zioma z wyżej:
Powiem Wam, że ucapienie pudru i lakieru do ust za niecałe 15 zł to wyczyn zacny i chwały wszelakiej godny.
Pudry z Synergena bardzo lubię i używam ich kiedyś namiętnie, a że mój obecny z Wibo dogorywa: Klik! - wreszcie! - tak więc kupienie zastępcy tegoż było wręcz wskazane i musowe.
Zakup lakieru do ust z Wibo był z kolei kwestią ładnego odcienia delikatnego różu, który chętnie noszę na co dzień.
A że 5,50 zł to nie majątek, poświęciłam się i zamiast jednego piwka sobotnią porą więcej, będę mieć kuszące usteczka za to.
A Wy co kupiłyście na promocji Rossmanowskiej?
Kathy i Leon
