.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

polecam: http://karia18.blog.onet.pl


INFORMACJA:

Od jakiegoś czasu mam pewien denerwujący problem z aktualizacją nowych wpisów na liście czytelniczej, natomiast - bez obaw - nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

Pragnę dodać ponadto, że z racji na zmianę szablonu, niektóre posty - zwłaszcza recenzje - pozostały jeszcze w tle kodu i koloru HTML ze starego szablonu.
Pracuję nad ujednoliceniem całości.
TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

wtorek, 22 sierpnia 2017

1540. Recenzja: Dax Sun żel po opalaniu łagodząco-chłodzący z D-Pantenolem 10%

Witajcie!

Dziś czas na coś łagodzącego po słonecznych kąpielach.

Będę mówić o Dax Sun żelu po opalaniu łagodząco-chłodzący z D-Pantenolem 10%.

Słowo od producenta: "ŻEL PO OPALANIU ŁAGODZĄCO-CHŁODZĄCY S.O.S. DLA SKÓRY  
10% D-PANTENOLU, AQUA TOUCH EFFECT


ŁAGODZĄCO - CHŁODZĄCY ŻEL PO OPALANIU, SZCZEGÓLNIE POLECANY DO STOSOWANIA PO ZBYT INTENSYWNEJ EKSPOZYCJI NA SŁOŃCE LUB W SOLARIUM.
IDEALNY JAKO PIERWSZA POMOC PO PRZEDWAKOWANIU SŁOŃCA.

INTENSYWNA PIELĘGNACJA – S.O.S. DLA SKÓRY

Żelowa formuła bogata w specjalnie wyselekcjonowane wysoko, aktywne składniki niezwykle, skutecznie niweluje podrażnienia wywołane nadmierną ekspozycją na słońce lub zbyt długą wizytą w solarium. Zawartość 10% D-Pantenolu sprawia, że żel działa jak kojący kompres na uszkodzony naskórek. Przyspiesza proces regeneracji skóry, zdecydowanie poprawia jej nawilżenie. Produkt polecany jest także dla osób z przesuszoną skórą. 


Zawiera:
• D-Pantenol - mocno nawilża i przynosi ulgę. Wyraźnie łagodzi skutki intensywnego opalania takie jak nieprzyjemne pieczenie, zaczerwienienie, wysuszenie skóry czy uczucie ściągnięcia.

• AQUA TOUCH EFFECT- daje przyjemne odczucie chłodzenia. Koi, łagodzi i uspokaja skórę podrażnioną opalaniem.
• Kwas hialuronowy - zapobiega nadmiernej przeznaskórkowej utracie wody, przez co wyraźnie poprawia nawilżenie skóry.
• DNA Complex - dzięki silnemu działaniu antywolnorodnikowemu chroni skórę przed negatywnymi skutkami ekspozycji na słońce.

Żel łatwo się rozprowadza i szybko wchłania.


SPOSÓB UŻYCIA: Żel nanieś obficie na umytą, osuszoną skórę. Czynność powtarzaj w zależności od potrzeb. W miejscach szczególnie podrażnionych bądź przesuszonych nanieś większą ilość żelu.
UWAGA: W przypadku oparzenia słonecznego skontaktuj się z lekarzem.

Przebadany dermatologicznie."

Mazidło w opakowaniu:






Od producenta:





Otworek:





Na dłoni:





Szczegóły:

Cena i dostępnośćprodukt dostałam od  Dax Cosmetics. Normalnie można go ucapić tu, gdzie kosztuje ok. 20 zł. 
  Zapach: przyjemny, delikatny, ciepły.
 Konsystencja: kremidło na skórę.
 Opakowanie i pojemność: opakowanie w stylu tubki, w tonacji niebieskości i zieloności z białymi napisami od producenta. Pojemność: 200 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Takie opakowanie staczy na kilka miesięcy używania.
Działanie: przyjemne. Zacznę od tego, że nie lubię się ze słońcem. Opalam się bardzo rzadko i niechętnie. Można rzec prawie wcale. Niestety obecne dni wypełnione promieniami aż po brzegi, miały nic z moich planów unikania słońca. Na szczęście dzięki  emulsji z 
Dax Cosmetics uniknęłam poważnego przepalenia i przegrzania się. Dzięki dobrej ochronie i odpowiedniej konsystencji, preparat dobrze wnikał w moją skórę, nawilżając ją i chroniąc przez upałami. Wystarczyła rano, po kąpieli, objętość równa ziarnku fasoli, by zabezpieczyć moje ręce, dekolt i kawałek nóg przez spaleniem. Mazidło szybko się wchłaniało, ubrań nie brudziło i do tego ładnie pachniało. Nic mnie także nie podrażniło ani nie uczuliło. Ot wszystko było tak, jak trzeba. Jeśli do tego dodać wydajność, niską cenę i urocze, tubkowe pojemne opakowanie idealne na wyjazd czy do torebki - ot to dopiero jest zacnie! Polecam.
Ocena: 5/5

Produkt ze współpracy, ale recenzja obiektywna.


Miałyście?

Kathy i Leon

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

1539. O blogowych współpracach...

Witajcie!

Dziś skupimy się na zagadnieniu, które jest najchętniej branym pod warsztat tematem, jeśli chodzi o kwestię bycia blogerem.

O czym mowa?

O współpracach blogowych.

Tak więc zapraszam na krótki, Leonowy wywód na ten temat.

1. Współpraca blogowa - jak to działa?

Ano wbrew pozorom to wcale nie takie skomplikowane, jakby się mogło wydawać.
Wszystko bowiem sprowadza się do zasady "coś za coś".
Mianowicie: dana firma/sklep/witryna internetowa kontaktuje się z wybranym przez siebie blogerem, proponując mu darmowe przetestowanie produktów/usługi w zamian za recenzję. Owa opinia wystawiona przez blogera może być płatna lub nie, w zależności od charakteru porozumienia. Obustronna korzyść - bloger ma "coś" za darmo, a firma ma opinię o swym wyrobie.

2. Rodzaje

Współpraca w typie "coś za coś" to tylko jedna z kilku możliwości promowania bloga. Obecnie często spotyka się także współprace na zasadzie wymiany: banerów, linków, fan page, kont społecznościowych. Oprócz tego coraz popularniejsze robią się współprace na zasadzie proponowania blogerowi uczestnictwa w evencie, akcji marketingowej czy nawet wystąpienie na konferencji. To jest chyba moja ulubiona forma współprac. Jedziemy sobie hen daleko, edukujemy się i poszerzamy własne horyzonty myślowe, poznajemy mnóstwo interesujących ludzi i promujemy wśród nich własną osobę i jeszcze nam za to dziękują. Może zdarzyć się także porozumienie na zasadzie jednostronnym, czyli bloger z sentymentu czy po prostu z własnej, dobrej woli poleca dany sklep, witrynę, nie oczekując niczego w zamian.

3. Zalety

Pierwsza zaleta, jaka każdemu blogerowi przychodzi do głowy gdy słyszy słowo "współpraca" to darmowe gifty. Mnóstwo darów losu, od kosmetycznych, przez ciuchowe, aż po jedzeniowe, które gromadzą się nam w domu jak dżdżownice po deszczu i z których to obfitością nie mamy co potem zrobić. Druga zaleta to niewątpliwie możliwość popularyzacji naszego blogaska, który - z założenia - staje się coraz bardziej sławny i rozpoznawalny w sieci. Nie sposób zapomnieć także o kolejnym pozytywie jakim jest zwyczajna radość, samozadowolenie i frajda z tego, że ktoś do nas pisze i ktoś naszego bloga wybierać raczy do testów wszelakich.

4. Wady

Jak są zalety, tak są też i wady... Współpraca z daną firmą nie zawsze bowiem przebiega po naszej myśli. Są bowiem kompanie, które - zanim wyślą blogerowi produkt do recenzji - wstępnie żądają, aby recenzja była pozytywna. W przeciwnym razie straszą, że obciążą blogera kosztami dostawy produktu lub też wydadzą o nim negatywną opinię w Internecie. Ja sama nie zapomnę sytuacji, gdy to w zeszłym miesiąca napisała do mnie firma reprezentująca żele pod prysznic. Treść maila była mniej więcej taka: cześć, masz fajny blog, zrecenzuj nam pozytywnie żele, podaj adres do wysyłki. Uwierzcie mi, długo nie mogłam dojść do siebie po przeczytaniu owej propozycji nie do odrzucenia. Albo kolejny przykład proponowania współpracy. Dostałam także niedawno wiadomość od przedstawiciela kliniki dentystycznej, który to chciał, bym w treść postów o moich perypetiach z leczeniem kanałowym wkleiła linki do jego firmy w zamian za symboliczne... 20 zł. Inne negatywne strony współprac? Niewypłacalność firmy - tu pozdrowienia w szczególności dla kompanii zagranicznych - po skończonym zleceniu, urocze "obrażenie się" za wystawienie ich wyrobowi negatywnej opinii, zmieniane nagłe terminu recenzji, czy proponowanie do testów próbek zamiast produktów pełnowartościowych.

5. "Klik" tu "klik" tam

"Cześć masz fajny blog, poklikaj mi w linki". Oto typowy przykład współpracy za "klik". Im więcej klików w dany produkt, podlinkowany na blogu, tym większe gifty lub bony do wykorzystania od danej firmy otrzymuje bloger. Współpraca typowa dla sklepów zagranicznych, które, łase na napływ nowych klientów, są skłonne ofiarowywać blogerom ciuchy o nikłej wartości pieniężnej w ramach zadośćuczynienia za "kliki". To najbardziej wkurzający dla mnie rodzaj manipulowania blogerem. Ja rozumiem fajnie ciuchy, akcesoria za darmo, ale żebranie o "kliki" i pisanie komentarzy blog w blog z prośbami o "klikanie" jest dla mnie smutne i żałosne. A wystarczyłoby li napisać pod notką coś  w stylu: kto ma chęć i może, niech w linki kliknie i we współpracy mi dopomoże"?.

A Wy coś jeszcze byście dodali do powyższej listy?

Artykuł powstał we współpracy z Kobieceporady.pl

Kathy i Leon


niedziela, 20 sierpnia 2017

1538. Wishlista z Zaful.com!

Witajcie!

Dziś czas na chciej listę z Zaful.com.

Oto co mi się spodobało:

a) sukienka w biało-niebieskie paski:

Flare Sleeve Cut Out Striped Dress - Multi L
Klik!


b) top wiązany:

Stripes Bow Tie Backless Tank Top - Stripe S
Klik!


c) kwiatowy kombinezon:

Cami Floral Chiffon Holiday Romper - White S
Klik!


d) sexi bielizna:

Underwire Sheer Lace Bra And Panty - White M
Klik!

e) etniczne sandałki:

Embroidery Block Heel Two Piece Pumps - Black 37
Klik!

Dla przypomnienia:

a) sukienka w biało-niebieskie paski: Klik!
b) top wiązany: Klik!
c) kwiatowy kombinezon: Klik!
d) sexi bielizna: Klik!
e) etniczne sandałki: Klik!

Klik!
Zniżka 10% na hasło: Zafulxie10 

A Wy co byście wybrali z powyższych rzeczy z  Zaful.com?

Kathy Leonia

sobota, 19 sierpnia 2017

1537. Wyniki letniego rozdania matowych pomadek!

Witajcie!

Dziś pora na wyniki letniego konkursu.

Oto co było do wygrania:


A oto szczęśliwy zwycięzca:

1. Obserwuję jako: Sabina eM
2. Leona na FB lubię jako: Sabina Matusik
3. Leona na Instagramie lubię jako: greenxsm
4. Baner/udostępnienie (link): https://www.facebook.com/sabinka.em/posts/1936130066663077?pnref=story
5. Blogroll (link): https://123binka.blogspot.com/
6. Mail: sabinkaemm@gmail.com

Kochana czekam pilnie na Twe dane adresowe: kathyleonia88@gmail.com

Niedługo kolejny konkurs, więc bądźcie czujni.

Kathy Leonia

piątek, 18 sierpnia 2017

1536. Na piątek!

Witajcie!

Dziś sobie znów połasuchuję.

Oto co będę jeść:


Kaloryczność:


Skład:


Baton w okazałości:


Baton po ugryzie:



Powiem Wam, że już dawno nie jadłam Lionów.

Ostatnio nie wchodzą mi tego typu batony; jakoś za słodkie się dla mnie zrobiły...

Wersja z białą czekoladą również należy do ulepków.
Karmel, czekolada, słodkie nadzienie wafelka...

To za dużo nawet dla miłośników cukru w cukrze.
Chyba o wiele bardziej wolę konsumować żelki.

A Wy co dziś jeść będziecie?

Kathy i Leon

czwartek, 17 sierpnia 2017

1535. Recenzja: Tesori d'Oriente Fiołek z Nepalu woda perfumowana

Witajcie!

Dziś będzie kwiatowo i pachnąco.


Poopowiadam Wam o wodzie perfumowanej Tesori d' Oriente, jaką możecie ucapić np. na Iperfumy.pl.


Słowo od producenta: "Nowy zapach Tesori d'Oriente Fiołek z Nepalu charakteryzowany jest jako symbl skromności i pokory, czyli głównych cech wywodzących się z Nepalu. Zapach Fiołka Nepalskiego jest ceniony przede wszystkim za swą niezwykłą delikatność połączoną ze słodkimi nutami, które nadają perfumom romantycznego całokształtu. Perfumy Tesori d'Oriente to delikatna nura zapachowa, która nadaje harmonii i delikatności każdej kobiecie. "

Bohater w butli:




Od producenta:




Otworek:




Szczegóły:

Cena i dostępność: specyfik dostałam jako prezent, natomiast można go znaleźć na stronie 
Iperfumy.pl, gdzie - wraz z innymi zapachy od Tesori d'Oriente - kosztuje ok. 20 zł

 Zapach: przyjemny, ciepły, głęboki, kwiatowy.
Konsystencja: płynna.
 Opakowanie i pojemność: pojemnik plastikowy, miły dla oka, w tonacji czerni i fioletu z białymi napisami producenta nań. Pojemność: 100 ml.
  Wydajność: bardzo dobra. Produktu wystarczy na jakieś pół roku regularnego psikania.
Działanie: przyjemne. Zacznę od tego, że jestem fanatyczką perfum 
Tesori d'Oriente. Miałam już Smoczy Kwiat, który służył mi jako poprawiacz humory dobry rok czasu. Co natomiast sądzę o wersji fiołkowej? Ano jest równie zacna jak jej smoczy brat, z tymże delikatniejsza i bardziej kwiatowa. Przede wszystkim, uwielbiam tego cudaka za ten głęboki, fiołkowy, ciepły aromat, jaki wydobywa się z flakonika z każdym psiknięciem. Byliście kiedyś na polanie wysoko w górach pełnej dziko rosnących fiołków? Ja byłam. I to nie raz. Dobrze więc wiem, jakie to cudne, oszałamiające zmysły doznanie zapachowe. Dlatego też woń perfum Tesori d'Oriente jest taka magiczna. Wypisz wymaluj - słodycz, ciepło, ukojenie, uspokojenie. Jak na perfumy za niecałe 40 zł ta kompozycja zapachowa oraz tzw. ogon trwałości (prawie 8 -10 godzin na skórze i do dwóch dni na ubraniu są naprawdę godne polecenia. Jeśli jeszcze nie próbowaliście tego zapachu to koniecznie polecam, zwłaszcza że jest naprawdę niedrogi i w różnych wariantach na  Iperfumy.pl dostępny. Tylko ostrzegam: te perfumy rozchodzą się jak ciepłe bułeczki!
 Ocena: 5/5

Miałyście?


Kathy i Leon

środa, 16 sierpnia 2017

1534. Przesyłka z Rosegal, cz. 2!

Witajcie!

Dziś czas na cuda z Rosegal.com.

Oto co do mnie przybyło.

Sukienka w kwiaty:


Klik!


Klik!


Klik!

Klik!


Sukienka w czarne badyle:

Klik!

Klik!


Klik!

Klik!

Sukienka w czarne kwiaty jest dla mnie idealna i noszę ją ostatnio - szczególnie jak są upały - bardzo często.

Sukienka w czarne badyle to niestety nietrafiony rozmiarowo egzemplarz (mimo że rozmiar 6 jest taki sam jak tej poprzedniej...), ale to pójdzie ona po prostu do szafy mojej mamy.

a) sukienka w czarne kwiaty: Klik!
b) sukienka w czarne badyle: Klik!

A Wam jaka sukienka się podobała najbardziej z tego zamówienia z

Kathy Leonia

PS. Nie zapomnijmy o całej serii vintage dresses, która jest przeurocza.

wtorek, 15 sierpnia 2017

1533. Recenzja: Lirene skarpetki regenerujące dwustopniowy zabieg wygładzający - stopy idealnie wygładzone

Witajcie!


Dziś podumamy sobie o stópek wygładzeniu.

Będę mówic o  Lirene skarpetki regenerujące dwustopniowy zabieg wygładzający - stopy idealnie wygładzone.

Słowo od producenta: "Skarpetki regenerujące Lirene to innowacyjny zabieg w dwóch krokach do samodzielnego wykonania w domu:
- Intensywnie wygładzający gruboziarnisty peeling enzymatyczny - zastosowany przed nałożeniem maseczki, wygładza i oczyszcza skórę z obumarłego naskórka, zwiększając wchłanianie składników aktywnych.
Regenerująca maseczka w formie skarpetek, dzięki zawartości bogatej kompozycji składników odżywczych, błyskawicznie likwiduje szorstkość i spierzchnięcie naskórka, przywracając stopom miękkość i gładkość.

Składniki aktywne:

Efekty:

  • NATURALNE, MIELONE ŁUPINY ORZECHA WŁOSKIEGO, PESTKI MORELI I ENZYM Z PAPAI

    Efektywnie złuszcza i odnawia skórę, wygładzając ją.
  • MASŁO SHEA, OLEJEK MAKADAMIA I 3% UREA

    Przywracają skórze delikatność i elastyczność.
  • Przywrócenie stopom miękkości.
  • Usunięcie martwego naskórka.
  • Likwidacja szorstkości."
Bohater w opakowaniu:




Od producenta:




Skład:





Szczegóły:

Cena i dostępność: produkt dostałam od Lirene. Normalnie można go ucapić tu za 16 zł.
  Zapach: bez zapachu.
 Konsystencja: kremowa w środku.
 Opakowanie i pojemność: opakowanie skrywające parę nasączonych skarpetek oraz peeling do stóp.

Wydajność: kiepska. Takie opakowanie starczy na jedno użycie produktu.
Działanie: przyjemne. Zacznę od tego, że o stópki dbam równie namiętnie jak o dłonie czy skórę na twarzy. Moja skóra na bowiem tendencję do wysychania dosłownie wszędzie, zatem nie chcąc zmienić się na suchy wiór, muszę się kremować. Wiadomo, że pielęgnacja dłoni jest o wiele prostsza niż stóp... Tu więc przychodzi nam z pomocą produkt regenerujący stopy od 
Lirene.  Jak on działa? Ano naprawdę dobrze. Najpierw używamy peelingu, którym złuszczamy martwy naskórek u stóp naszych, by były odpowiednio przygotowane na składniki regeneracyjne zawarte w skarpetkach. Po peelingu czas na skarpetki. Ja je trzymałam nawet 40 min, gdyż tego dnia moje stopy przypominały istną Saharę. Na szczęście duet od Lirene pomógł moim stopom wrócić do żywych. Po takim seansie regeneracyjnym, stopy były miękkie, jędrne i bez zgrubień. Taki efekt utrzymał się ok. 2 dni. Warto dodać, że krem zawarty we skarpetkach mnie nie podrażnił, ani nie zapchał. Produkt naprawdę działa i jest godny polecenia, zwłaszcza, że można go dostać w licznych drogeriach. Polecam.
Ocena: 5/5

Produkt ze współpracy, ale recenzja obiektywna.


Miałyście?

Kathy i Leon


PS. Paletka z poprzedniego postu to tańszy zamiennik słynnej Hudy.
Dla mnie jednak jakość tego produktu, pigmentacja cieni oraz ich trwałość są po prostu cudowne.
Makijaż oka trwa cały dzień na posterunku, bez żadnego szwanku.

PS2. Dziś ostatni dzień rozdania: Klik!

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

1532. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Dziś czas na zakupy sierpniową porą.

Oto co ucapiłam:

od lewej: Beauty Glaze cienie do powiek, Aliexpress ok. 30 zł; Beauty Glaze płynne pomadki, Aliexpress, ok. 20 zł


Płynne pomadki:







Cienie w opakowaniu:


W okazałości:


Na łapie:



Powiem Wam, że jestem kompletnie zauroczona powyższymi produktami.

Jak nie trudno się domyślać, to właśnie cienie najbardziej przypadły mi do gustu.
To bogactwo kolorów, tekstur daje nieograniczone wręcz możliwości makijażowe na oku.

Co do pomadek tu sprawa ma się trochę mniej kolorowo, bowiem mazidła nie są zbytnio trwałe i na ustach wytrzymują niecałe dwie godziny, ale w sumie da się jakoś to przeżyć.

A Wy co ostatnio kupiliście fajnego?

Kathy i Leon

niedziela, 13 sierpnia 2017

1531. Gotujemy w weekend, cz. 65 guacamole z suszonymi pomidorami

Witajcie!

Dziś zrobimy coś na szybko.

Oto moja wersja słynnego guacamole.

Tak się prezentuje:




Składniki:
2 kromki chleba
1 miękkie awokado
sok z połówki cytryny
łyżeczka masła
7 suszonych pomidorów
1 ząbek czosnku
przyprawy: sól, pieprz, oregano

Czynności:

1. Awokado myjemy, obieramy ze skóry, usuwamy pestkę, po czym cały środek rozpaćkujemy łyżką. Przekładamy do jakieś miseczki.

2. Pomidory i czosnek kroimy na drobno i dodajemy je do naszej awokadowej paciaji.
3. Wszystko przyprawiamy i mieszamy.
4. Chleb przypiekamy w tosterze lub na patelni, po czym smarujemy go naszą pastą.
5. Gapimy się z ukontentowaniem.
6. Żremy!


Wypróbujecie?

Kathy i Leon 

sobota, 12 sierpnia 2017

1530. Paznokcie na dziś, cz. 65

Witajcie!

Dziś sobotnich pazurów pora.

Oto jak wyglądają:






Użyte produkty:

od lewej: Indigo Nails top coat; Bell Fashion Colot; Miss Sporty Really Me; Wibo Posh Box
Coś mnie ostatnio wzięło na kolor zielony na szponach.

Jak zwykle preferuje odcienie różu lub fioletu, tak teraz zaszalałam i zrobiłam się na seledynowo.

Myślę, że taki odcień w połączeniu z lakierem brokatowym od Miss Sporty i Wibo daje naprawdę fajny efekt.

Całość wytrzymała bez szwanku ok. 8 dni.

A Wy co dziś na pazurach macie?

Kathy i Leon

piątek, 11 sierpnia 2017

1529. Na piątek!

Witajcie!

Dziś sobie coś pochrupiemy słodkiego.

Oto co na mnie czeka:



Skład:



Kaloryczność:


W gromadzie:



W pojedynkę:




Po ugryzie:



Powiem Wam, że ta słodycz tyłka mi nie urwała.

Niby smak podobny do słynnego Snickersa, ale daleko mu do oryginału...

Nadzienie jest suche, karmel mało ciągnący się, a orzeszki jakieś miękkie.
Nawet czekolada smakuje mdło.

Myślałam, że znajdę ambrozję w tym oto snacku, ale grubo się rozczarowałam.
Szkoda mi tym 7 zł...

A Wy co dziś jeść będziecie?

Kathy Leonia