.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

niedziela, 30 kwietnia 2017

1426. Gotujemy w weekend, cz. 58 zawijany omlet wytrawny

Witajcie!

Dziś będzie pysznie, zdrowo, ale jakże prosto.

Przygotujemy sobie zawijany omlet wytrawny.

Oto jak to wygląda:





Składniki:

a) omlet


1 jajko
2 łyżki mąki
mleko (według uznania, ja daję zwykle tyle, aby całość masy była lekko płynna)
przyprawy: sól, pieprz

b) farsz

ok. 4 kostki mrożonego szpinaku
2 ząbki rozgniecionego na tarce czosnku
1 duża cebula

4 pieczarki
2 ogórki kiszoneprzyprawy: sól, pieprz, zioła prowansalskie

Czynności:

1.  Warzywa myjemy, kroimy według uznania (tu ciekawostka: im drobniejsze warzywa będą, tym szybciej się podsmażą) po czym wrzucamy na patelnię. Do tego dodajemy mrożony szpinak (mała rada: mrożone brykiety szpinaku polecam wyjąć z zamrażalnika minimum 2 godzin przed przyrządzaniem dania, aby nieco "odtajały"). Całość doprawiamy jak tam nam się widzi solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi i smażymy kilka minut na maśle, aż będą miękkie, czyt. cebula się nam zeszkli, a pieczarki "puszczą" wodę.
2. Gdy warzywa się nam ładnie upichcą, całość patelni, razem z pozostałym sosem maślanym, przelewamy na spodek i odstawiamy na chwilę.

3. Czas na omlet! Na głębokim talerzu, albo w misce, rozrabiamy jajko z mąką i mlekiem oraz przyprawami. Gdy masa będzie półpłynna wylewamy ją na rozgrzaną patelnią - polaną uprzednio łyżką oliwy - i smażymy z obu stron do rumianości.
4. Na upieczony omlet przekładamy nasz farsz.
5. Brzegi omletu zawijamy do siebie i łączymy wykałaczką, by się trzymały.
6. Gapimy się z ukontentowaniem
7. Żremy! 

Wypróbujecie?

Kathy i Leon

sobota, 29 kwietnia 2017

1425. Paznokcie na dziś, cz. 49

Witajcie!

Dziś kolejna odsłona mojej termicznej miłości.

Oto szał niebieskości.

Gdy jest zimno:





Gdy jest ciepło:








Oto bohater manicure:




Jak widzicie moja termiczna obsesja:Klik! ma się dobrze.
To jaki efekt dają na szponach w zależności od ciepła czy zimna jest niebywały.

Co prawda trzeba nałożyć 3 warstwy tego lakieru, aby przejścia między kolorami były widoczne, ale myślę, że nie jest to problematyczne zbytnio.
Trwałość - standardowa jak przy hybrydach, czyli do 2 tygodni.

Do przetestowania mam jeszcze 8 innych połączeń kolorystycznych, także spodziewajcie się niebawem kolejnego termicznego ziomka.

A Wy co dziś na szponach macie?

Kathy i Leon

piątek, 28 kwietnia 2017

1424. Na piątek!

Witajcie!

Dziś sobie zjemy coś dobrego.

Oto co na mnie czeka:








Te pianki przykuły moją uwagę bodajże  w Tesco.

I jak żałuję, iż nie odkryłam ich wcześniej!

Słodycz owa to bardzo udane połączenie puchatej konsystencji pianki i kwaskowej posypki cukrowej na górze.
Nie za ulepkowo, nie za kwaśno.
Po prostu idealne proporcje.

Jeśli spotkacie się z tym przyjemniaczkiem mrugającym do Was znad półek sklepowych to koniecznie to przygarnijcie do serca i kiszek swoich.

A Wy co dziś jecie?

Kathy Leonia

PS. Jako dziecko marzyłam o byciu aktorką.
Teraz, po prawie 20 latach, tamto pragnienie się niejako ziściło, gdyż dostałam pracę w branży filmowo-castingowej.
Dlatego wszystkim i wszędzie powtarzam, że marzenia się spełniają, a dobro do nas wraca.
Wystarczy tylko mocno wierzyć!

czwartek, 27 kwietnia 2017

1423. Recenzja: Lirene Lactima Duo Everyday micelarny fizjologiczny żel do higieny intymnej

Witajcie!

Dziś sobie podumamy o higienie intymnej.

Będę mówić o Lirene Lactima Duo Everyday micelarnym fizjologicznym żelu do higieny intymnej.

Słowo od producenta: "Formuła EVERYDAY stworzona została z myślą o aktywnych kobietach, które na co dzień potrzebują skutecznej pielęgnacji i długotrwałego odświeżeniaokolic intymnych.

MICELARNY FIZJOLOGICZNY żel do higieny intymnej zawiera innowacyjny DUO KOMPLEKS miceli i kwasu mlekowego:


• Delikatnie myje oraz skutecznie i długotrwale odświeża. Formuła micelarna żelu zawiera kompleks łagodnych substancji zmywających, oparty na betainie. Składniki te skutecznie oczyszczają, zapewniając długotrwałe uczucie świeżości i czystości.
• Zapewnia odpowiednią ochronę przeciwgrzybiczą oraz równowagę mikrobiologiczną. Kwas mlekowy, efektywnie regulując prawidłowy balans pH, pomaga przywrócić naturalne, kwaśne pH okolic intymnych. Wspomaga codzienną ochronę przed infekcjami oraz hamuje rozwój bakterii odpowiedzialnych za powstawanie nieprzyjemnego zapachu.
• Zapobiega wysuszeniu i podrażnieniu śluzówki. Aloes oraz glicerynadzięki swym nawilżającym i kojącym właściwościom pomagają w łagodzeniu podrażnień i zapewniają komfort optymalnego nawilżenia skóry.

Żel nie zawiera mydła, barwników, parabenów, jest niezwykle łagodny i bezpieczny dla skóry.

Stosowanie: myjąc, rozprowadzić niewielką ilość żelu na zwilżonej skórze, na koniec dokładnie spłukać wodą. 

Wyłącznie do użytku zewnętrznego.

BEZPIECZEŃSTWO i SKUTECZNOŚĆ potwierdzone w Laboratorium Naukowym Lirene."

Mazidło w opakowaniu:


Od producenta:



Skład:



W butli:





Otworek:




Na dłoni:




Szczegóły:

Cena i dostępnośćprodukt dostałam od Lirene
. Normalnie można go ucapić tu za 13 zł.
  Zapach: pudrowy, delikatny.
 Konsystencja: żelowa.
 Opakowanie i pojemność: opakowanie przezroczyste, plastikowe z pompką z elementami niebieskości oraz bieli i granatowymi napisami od producenta. Pojemność: 300 ml.

Wydajnośćbardzo dobra. Takie opakowanie starczy na kilka miesięcy używania.
Działanie: zacne. Zacznę od tego, że od lat do higieny intymnej używałam starego, dobrego mydełka Bambino i nie szukałam jakoś jego zamienników, bo nie miałam takiej potrzeby. Niemniej jednak, gdy dostałam do przetestowania żel intymny od
Lirene, stwierdziłam, czemu by nie, w końcu nie wygląda groźnie Zaciekawiły mnie także odświeżające i kojące obietnice producenta, jakie miałby ów produkt posiadać. I - ku mojemu zadowoleniu - rzeczywiście takowe miał. Używanie mazidła było naprawdę przyjemnością; specyfik odświeżał, odkażał i przyjemnie pielęgnował delikatne okolice dolne. Takiemu rytuału pielęgnacyjnemu towarzyszył sympatyczny, miły dla nosa zapach. Wspomnę, że specjał był także wydajny, gdyż objętość równa ziarnku fasoli, czyt. jedno naciśnięcie pompką, wystarczało do zaspokojenia toalety intymnej. Dodam, że produkt mnie nie uczulił, ani nie podrażnił. Myślę, że jeszcze do niego wrócę. Polecam.
Ocena: 5/5

Produkt ze współpracy, ale recenzja obiektywna.


Miałyście?

Kathy i Leon

środa, 26 kwietnia 2017

1422. Wishlista z Rosegal.com, czyli v neck skater dress!

Witajcie!

Dziś czas na mały przegląd Internetowego sklepu Rosegal.com.

Skupimy się na cudnych v neck skater dress.

Do wyboru, do koloru.

I to wszystko z prostymi zasadami płatności oraz darmową dostawą na cały świat!

Oto co wypatrzyłam dla siebie w sklepie Rosegal.com:


a) sukienka w niebieski ciapki:


Retro Butterfly Pattern Skater Dress - WHITE 4XL
Klik!



b) kwiatowa sukienka:


Retro Style High-Waisted Floral Print Women's Dress - KHAKI M
Klik!

c) czerwona sukienka:


Retro Back Bowtie Sleeveless Midi Skater Dress - RED 4XL
Klik!

d) sukienka w grochy:


Retro Polka Dot Pattern Skater Dress - BLACK 4XL
Klik!


eczarna sukienka:

Chiffon Panel Plus Size Casual Skater Dress
Klik!





Dla przypomnienia:

a) sukienka w niebieski ciapki: Klik!
b) kwiatowa sukienka: Klik!
c) czerwona sukienka: Klik!
d) sukienka w grochy: Klik!
e) czarna sukienka: Klik!

A Wam która z kreacji z Rosegal.com spodobała się najbardziej?

Kathy Leonia

wtorek, 25 kwietnia 2017

1421. Recenzja: BjuSPA olej marula 100%

Witajcie!

Dziś podumamy sobie o oleistym mazidle.

Będę mówić o oleju Marula 100% z BjuSPA.

Słowo od producenta: "Olej Marula jest wersją naturalną, wytłaczaną na zimno nasion owoców drzewa Marula.
Dzięki temu olej ten zachowuje naturalny kolor, bogactwo składników aktywnych oraz delikatnym charakterystyczny zapach

Ceniony zwłaszcza za silne działanie nawilżające i wygładzające i jest dobrze przyswajany przez skórę. Doskonale sprawdza się w walce z suchą i spękaną skórą, podrażnieniami i oznakami starzenia oraz jako oliwka do masażu dla dzieci. W pielęgnacji włosów wykazuje działanie nawilżające, ochronne i nabłyszczające. Wykorzystuje się go również jako krople do uszu i nosa. Może być stosowany w nawilżających balsamach, mleczkach i masłach do ciała. Świetnie nadaje się do pielęgnacji skóry głowy i włosów.

Olej Marula porównywany jest do Oleju Arganowego ze względu na podobne działanie odmładzające.
W swoim składnie posiada 4 razy więcej Witaminy C niż pomarańcza, kwasy Omega-9, które wspomagają
naturalną barierę lipidową skóry, Witaminę E, która spowalnia proces starzenia oraz flawonoidy
odpowiedzialne za ochronę skóry.

SPOSÓB UŻYCIA:

Jako pielęgnacyjny olejek stosowany samodzielnie do twarzy (również na okolice oczu), 
ciała, włosów lub w połączeniu z innymi preparatami pielęgnacyjnymi. Nadaje się do każdego rodzaju skóry, łącznie z wrażliwą i alergiczną."




Bohater w butli:


Od producenta:






Skład:




Otworek:




Na dłoni:

Szczegóły:

Cena i dostępność produkt dostałam na spotkaniu blogerek o którym pisałam tu: Klik! Normalnie można go ucapić tu za ok. 15 zł. 

  Zapach: bez zapachu.
 Konsystencja: oleista.
 Opakowanie i pojemność: opakowanie szklane z białą zakrętką i takową naklejką z czarnymi informacjami od producenta. Pojemność: 10 ml.
Wydajność: średnia. Taki produkt starczy nam na kilka razy używania.
Działanie: dobre. Zacznę od tego, że nigdy wcześniej nie używałam oleju Marula. Dlatego też produkt od 
BjuSPA niezmiernie mnie zaciekawił. I - rzecz jasna - nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. Stosowałam go różnorodnie, w zależności od potrzeb. Olejowałam nim włosy na noc, nanosiłam na skórę zamiast kremu pod oczy, wcierałam w suche pięty i łokcie, a nawet - dodawałam do kąpieli. Za każdym razem mazidło swoje zadanie spełniało. Nabłyszczało włosy, odżywiało skórę, nawilżało suche miejsca i regenerowało drobne ranki. Produkt nie zapchał mnie, ani nie uczulił. Co do niego mam jednakowoż dwa minusy. Pierwszy - bardzo długi okres wchłaniania się w skórę (dlatego polecam używać go ostrożnie, bo łatwo można się "ufajdać"), drugi - kiepska wydajność (takie 10 ml wystarczyło mi na niecały tydzień). Nie wiem czy do specyfiku wrócę ponownie, bo 15 zł za niecałe 10 ml oleju to całkiem sporo, a dostępność - póki co - tylko w Internetach... Niemniej jednak, polecam spróbować ziomka, bo naprawdę działa.
Ocena: 3/5

Produkt ze współpracy, ale recenzja obiektywna.


Miałyście?

Kathy i Leon


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

1420. Przesyłka z Bionigree!

Witajcie!

Dziś post radości pełen.

Oto co otrzymałam od marki Bionigree:






Powyższy cudak to odżywka nawilżająca włosy oraz skórę głowy.
Myślę, że będzie ona idealna, aby odżywić kłaki po zimowych mrozach.

Dziękuję firmie Bionigree za uroczą, włosową przesyłkę!

A Wy dostaliście coś ostatnio?

Kathy i Leon z odżywką na głowie

niedziela, 23 kwietnia 2017

1419. Gotujemy w weekend, cz. 57 wegańska potrawka z kaszy Bulgur

Witajcie!

Dziś przygotujemy sobie zdrową i jakże smaczną potrawkę z kaszy bulgur.

Oto jak wyszło:



Składniki:

1 torebka kaszy bulgur
ok. 7 kostek mrożonego szpinaku
połowa czerwonej papryki
2 ząbki rozgniecionego na tarce czosnku
1 duża cebula
2 łyżki masła

przyprawy: sól, pieprz, zioła prowansalskie

Dekoracja:

koperek

Czynności:

1. Kaszę gotujemy na miękko ok. 20 minut w osolonej wodzie. Gdy się ugotuje, wyjmujemy ją z torebki i przekładamy do innego garnka.
2. Warzywa myjemy, kroimy według uznania (tu ciekawostka: im drobniejsze warzywa będą, tym szybciej się podsmażą) po czym wrzucamy na patelnię. Do tego dodajemy mrożony szpinak (mała rada: mrożone brykiety szpinaku polecam wyjąć z zamrażalnika minimum 2 godzin przed przyrządzaniem dania, aby nieco "odtajały"). Całość doprawiamy jak tam nam się widzi solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi i smażymy kilka minut na maśle, aż będą miękkie, czyt. cebula się zeszkli.
3. Gdy warzywa się nam ładnie upichcą, całość patelni, razem z pozostałym sosem maślanym, przelewamy do garnka z kaszą. Tak połączone składniki gotujemy chwilkę, aby wszystkie smaki się połączyły.

4. Gdy uznamy, że konsystencja dania jest odpowiednia, przekładamy stosowną porcję na talerz.
5. Zdobimy koperkiem
6. Gapimy się z ukontentowaniem
7. Żremy! 

Wypróbujecie?

Kathy i Leon

sobota, 22 kwietnia 2017

1418. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Dziś czas na Rossmanowski szał mazideł.

Gwoli wyjaśnienia: początkowo miałam mocne postanowienie, aby nie brać udziału w tej całej promocji - szafki na mazidła mi się wszak nie domykają - ale oczywiście wyszło jak zwykle.

Poszłam do Rossmana po sok, a wyszłam z całą reklamówką cudów i wianków ucapionych po ciężkiej bitwie przy szafie Lovely z tzw. gimbazą.

Oto moje zdobycze wojenne:

od lewej od góry: Lovely Fabulous Kit paletka cieni do powiek, ok. 15 zł w promocji (normalnie 32 zł); Lovely Extra Lasting matowe pomadki do ust nr 01, 02, 03, 04, 06, ok. 5 zł  każda w promocji (normalnie każda po 11 zł);  Lovely Precious Kit paletka cieni do powiek, ok. 15 zł w promocji (normalnie 32 zł).
od lewej od dołu: Bell Hypoalergic puder brązujący nr 02, ok. 9 zł w promocji (normalnie: 20 zł )

I w szczególe.

Cienie:





Pomadki matowe:



od lewej: 1,2,3,4,6.
Bronzer:






Cienie do powiek oczarowały i zamurowały mnie od pierwszego wejrzenia, czyli od momentu, w którym pierwszy raz zobaczyłam je na stronie i potem na półkach sklepowych Rossmana.
Tak chodziłam dookoła nich, próbowałam odcieni, testowałam, aż się zakochałam.
Musiałam je mieć i jak widzicie, na jednej palecie się nie skończyło.

To samo miało miejsce z pomadkami matowymi od Lovely.
Mam od nich już nr 5, kocham go wielbię i szanuję od dawna.
Najlepsza pomadka matowa, z mocą trwałości, koloru i brakiem wysuszania za grosze!
Skorzystałam zatem z okazji i dokupiłam ziomkowi całą jego rodzinkę kolorystyczną.

Z kolei bronzer z Bell to jedyna - można powiedzieć rzecz - która była mi naprawdę potrzebna, bowiem stary produkt z tej serii mi się zwyczajnie skończył...

Uważam, że te 60 zł, jakie wydałam (zamiast 130 zł) to najlepsza inwestycja ostatniego czasu jaką poczyniłam.
Zanim zaczniecie łapać się za głowę i wymawiać mi po to mi tyle mazideł, rzeknę, że co druga osoba kupowała kosmetyki za ponad 500 zł...

Tak więc zakupy Leona były - w porównaniu do reszty - bardzo skromne.

A Wy skusiłyście się na promocję mazideł w Rossmanie?

Kathy i Leon

PS. Dobra rada: w tego typu promocjach dla zachowania zdrowia psychicznego i fizycznego wybierajcie najlepiej Rossmany małe, osiedlowe.
Drogerie Rossman w galeriach handlowych to bowiem istna Rzymska arena pełna krwiożerczych bab, potrafiących zabić w ferworze walki o mazidło...