.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

drugi blog: http://karia18.blog.onet.pl


INFORMACJA:

Od jakiegoś czasu mam pewien denerwujący problem z aktualizacją nowych wpisów na liście czytelniczej, natomiast - bez obaw - nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

Pragnę dodać ponadto, że z racji na zmianę szablonu, niektóre posty - zwłaszcza recenzje - pozostały jeszcze w tle kodu i koloru HTML ze starego szablonu.
Pracuję nad ujednoliceniem całości.
TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

czwartek, 31 października 2013

240. Jak czesać długie włosy?

Witajcie!

Ten post jest kolejnym pisanym na szybko w niedziele, dnia 27.10, co by mieć notek kilka na zapas.

Wcześniej było o jedzeniu, zakupach, to dziś dla odmiany coś włosowego.
Zaprezentuję Wam zatem, jak i czym czeszę swe długie kłaki.

Najpierw zapoznam Was z moim wybitnym pogromcom kołtunów, mości grzebieniem:

w całości

ostre zębiska!

zakręcony ogon służy do wieszania - jakby ktoś nie wiedział, tylko głupio się patrzył na owego zawijasa

Jak widać na obrazkach, jest to zwykły, plastikowy grzebień z szeroko rozstawionymi pazurami.
Kupiłam go w Tesco za jakieś 7 zł (firma Goody).

Używam go już od ponad roku i nadal jestem z niego zadowolona.
Dobrze leży w dłoni, delikatnie rozczesuje nawet największe kołtuny, będąc przy tym łagodnym dla mego skalpu z ŁZS.
Jeśli chodzi o budowę owego grzebienia, mimo że to nie produkt  z górnej półki cenowej, jest naprawdę wytrzymały!
Użytkuję go często i gęsto, męcząc nim włosiska splątane swe, a ząbki grzebieniowe trzymają się nadal mocno, żaden się z nich nie nakruszył ani nie obruszył.
 
Taki jeden grzebień mi w zupełności wystarczy na moje codziennie potrzeby włosomaniacze.
Nie mam i nigdy nie miałam parcia na TT czy DTT i nie rozumiem szału na kawałek plastiku za 50 zł.
Za tyle to ja sobie kamasze na zimę kupię...

Ale wracają do rzeczy.

Przyrząd do czesania już znacie.
Pora przejść do zasad ogólnych czesania długich włosów, które to zasady pozwoliłam wypisać sobie w punktach.
Opiszę dzień z mycia włosów (a), jak i dzień bez mycia włosów (b).

Zasady czesania podczas podczas porannego mycia (a):

1. Przed myciem delikatnie dzielę włosy na dwie części i zaczynam rozczesywanie. Najpierw część górna (włosy do ucha) potem część dolna ( włosy od ucha), co by zniwelować kołtuny.
2. Po umyciu, mokre włosy rozczesują metodą tzw. głowy w dół. Czeszę tylko dolną część, górnej części nie tykam.
3.  Zaczynam suszenie chłodnym nawiewem, podczas którego włosy przeczesuję palcuma.
4. Gdy kudły są już suche - ostrożnie powtarzam procedurę czesania, według podziału włosy na dwie części z ptk. 1
5. Rozczesane włosy związuję w kitę, w której paraduję cały dzień. Kolejne czesanie odbywa się dopiero wieczorem, przed pójściem spać, według znanego już Wam schematu (podział włosów do czesania na część górna i dolna).

Zasady czesania w dniu bez mycia (b):

1. Przed wyjściem do robocizny czeszę włosy tak jak w ptk. 1 w dniu z myciem.
2. W pracy powtarzam powyższą czynność dwukrotnie - jeśli chodzę w rozpuszczonych, lub jednokrotnie - jeśli chodzę w związanych.
3. Po powrocie do domu, przed spaniem, znowu robię to samo.

Podsumowując: moje włosy są czesane około 3 razy dziennie.
Więcej nie mam potrzeby ich męczyć.

A Wy jak często czeszecie swe kudły?
Macie jakieś specjalne patenty grzebieniowo-szczotkowe?

Kathy Leonia

PS. Wizytację przeżyłam...
Chyba jestem cała psychicznie...

wtorek, 29 października 2013

241. Trup się będzie kładł gęsto, czyli o wizytacji...

Witajcie!

Jutro sądny dzień.
Aż mi się skórka gęsia robi na samą myśl o tej środzie...

Czemu tak się sram w sobie?

A temu, że nasza szkoła jedyna i niepowtarzalna na kuli ziemskiej, będzie miała w owym dniu wizytację.
Wizytację ze stolicy.

Innymi słowy: zwali się nam na chatę szefowa z działu HR wraz z specem od marketingu, co to będą łazić i śledzić każdy rusz nasz.
I tak mniej więcej pobawią się z nami ok. 8 godzin, dopóki każdy z pracowników nie osiwieje tudzież nie puści pawia na dostojnych gości.
Oprócz tego wejdą w każdy kąt i każdy zaułek, i nie przepuszczą drobinki kurzu czy też zeschłego liścia w toalecie.

Mam tremę masakryczną, bo nie lubię czegoś takiego.
Sztuczności, udawania słitaśnie wielkiej damy szkoły językowej polskiej.

Muszę się bardzo pilnować by owym gościom ze stolicy z jakimś tekstem tam nie wyskoczyć, bądź żeby im nie napluć w zamiar za brak obiecywanych kokosów z premii.

Tak więc tego, trzymajta kciukasy, żeby zachowała się godnie i dostojnie.

Kathy i zdenerwowany Leon

poniedziałek, 28 października 2013

239. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!

O ludzie świata...
Jak dawno nie było łowów z lumpeksa...

O losie...

Tak być nie może!

Zaraz więc pokażę Wam, co upolowałam w sobotę.

Rzeczy były co prawda mocno przebrane i mocno wybrane, ale moje oko łowcy najlepszego, wyczaiło dwie bardzo zacne rzeczy.

Oto i one:

skórzana torebka na długim pasku, Bozzini - 9 zł

tu z bliska

tu od środka
A to ciuch, na który polowałam całe lato i którego nie mogłam upolować:

spodnie do kolan, Denim, r. 36 - 4 zł

Torebka skórkowa, prezentowana na pierwszym ujęciach jest po prostu moim łupem łupów!
Niezwykle elegancka i szykowna, w stanie wręcz doskonałym, będzie idealna na co dzień i na wielkie wyjście

Spodenki natomiast tak świetnie leżą, że aż tyłek rośnie w siłę!
Dziwne, że w normalnych sklepach nie mogłam podobnych znaleźć za normalną cenę...

Byłby jeszcze i jeden łup.
Mianowicie zwiewna sukieńczyna w kolorze różowo-fiołkowym.
Cud i miód na pierwszy rzut oka...

Jednakże przy drugim rzucie oka, zauważyłam nadpruty zamek i brzydkie plamy na dekolcie.

No cóż, widać nie była mi pisana.
Nie mniej jednak trochę mi łezka się uroniła, jak zobaczyłam zły jej stan materiałowy...

A jak się Wam podobają powyższe łowy?

Kathy i Leon, co właśnie jest w robocie.

niedziela, 27 października 2013

238. Gotujemy w weekend, cz. 3 - tort z kremem budyniowo-śmietankowym

Witajcie!

Niedziela jak to niedziela z reguły bywa dniem leniuchowania do góry brzuchem.
W końcu to święto bez pracy i robocizny tygodniowej.

Jednakże człekowi przywykłemu do ruchu i krzątaniny ciężko wysiedzieć na czterech literach nawet w wolny dzień.
I tak oto w ramach walki z nudą, Leonowi zachciało się czegoś słodkiego.

A że nikt nie przeszkadzał mu w kuchennych eksperymentach, powstało to oto dzieło:





Niestety nie zdążyłam uwiecznić tortu tego w całości, gdyż zanim się obejrzałam, Leon z domownikami i molami połowę dzieła zeżarł.

Na szczęście przepis na biszkopt nie został pochłonięty:



Tak wykonany biszkopt został przekrojony na dwie części, w środek kórych włożono masą budyniowo-waniliową (budyń śmietankowy, śmietanka 18% i cukier waniliowy wymieszane razem).
Na wierzch położyłam bitą śmietanką 36%  a także posypałam migdałami i winogronami.

Niach niach, patrzcie i niech ślinka Wam cieknie!

Kathy Leonia

sobota, 26 października 2013

237. Recenzja: Sensique Trendy Color, błyszczyk do ust

Witajcie!

Oto recenzyji pora nadeszła wreszcie po prawie miesięcznej przerwie!
Mam nadzieję, że ukontentowane żeście wszystkie i wszyscy.

Dziś zapodam Wam słów kilka o pewnym mazidle do ust, jakie użytkowałam przez ostatni miesiąc.
Mowa będzie o błyszczyku do ust Sensique Trendy Color.

Słowo od producenta: "Błyszczyk do ust z kompleksem witamin E, C i F. Nowoczesny i lekki, mieni się perłami i diamentowymi kryształkami. Nadaje ustom piękny kolor i intensywny połysk dzięki naturalnym olejkom i woskom. Kompleks witamin odżywia i pielęgnuje naskórek ust, mikrosfery nadają aksamitną gładkość."


Oto bohater dnia w butli:


mój odcień to 124
Na ręcu:


I na ustach:



Szczegóły:

Cena i dostępność: ok. 7-8 zł w Naturze.
 Zapach: niezbyt uroczy. Produkt "wali" chemiczną wonią trudną do określenia. Coś na kształt cukierków z proszkiem do prania.
 Konsystencja: uroczy, klejący się glutek do smarowania warg.
Opakowanie i pojemność: butla z aplikatorem, 12 ml pojemności.
Wydajność: taka sobie. Błyszczyk szybko się "zjada" - mimo ohydnego smaku i notorycznie złazi mi z ust, kiedy te są najbardziej suche. Mam go od miesiąca, została jakaś połowa więc myślę, że na jakieś dwa miesiące starczy.
Działania: takie sobie. Mazidło z Sensique jest tworem bardzo przeciętnym. Oprócz tego, że słabo nawilża usta to strasznie się klei podczas aplikacji i trzeba uważać, aby nie przesadzić z ilością błyszczyka tego. Wargi nasze bowiem pokryte produktem w nadmiarze wyglądać będę jak napompowane chińskim silikonem. Kolejny minus? Zapach i smak. Ble i fuj i ratunku. Jeśli natomiast chodzi o efekt na ustach - bardzo delikatny, coś na kształt pomadki nawilżającej. Podsumowując: produkt ten jest dobry dla osób niewymagających - ot coś nawilży, coś nabłyszczy. Ja niestety do takich nie należę. Dla mnie błyszczykowa rzecz ma usta nawilżać, nie sklejać a także nadać jakiś tam kolor. No i przede wszystkim dobrze smakować... A smak tego błyszczyka jest chyba tylko dla koneserów...
 Ocena: 2/5

Macie? Znacie?

Kathy i Leon

środa, 23 października 2013

236. Jeszcze tylko tydzień...

Witajcie!

Spieszę Wam donieść informację wspaniałą.
Mianowicie już za tydzień skończy się sezon zapisowy i będę mogła odetchnąć, a co za tym idzie częściej pisać.
Bardzo mi tego brakuje, jak i Was mi brakuje.

W natłoku sajgonu w robociźnie cały ów miesiąc został kompletnie pominięty w twórczości kosmetycznej niestety...
Ale już niedługo!
Byle do końca miesiąca i wrócę z kosmetycznym dumaniem.

Tak więc uroczyście ogłaszam, że możecie odliczać pozostałe do końca października dni, kiedy to Leon przybędzie znów.

Kathy Leonia

środa, 16 października 2013

235. Ciężkie czasy...

Witajcie!

Zastanawiam się co powiecie, jeśli znowu napiszę kolejny post o robociźnie.
Czy mnie oskalpujecie żywcem czy oberwiecie ze skóry?

Inne sugestie mile widziane...

Ale wracając do meritum.

Czemu mnie nie ma na blogasku?
A temu, że mam sajgon w szkole językowej i masę różnych spraw do ogarnięcia.

Ów chaos spowodowany jest zmianą migracyjną w obrębie załogi naszej - mianowicie w przeciągu niecałego ostatniego miesiąca sztab pracowniczy uległ załamaniu.
Dwie bowiem osoby odeszły, a w zamian za nie - doszła nowa persona, którą trzeba teraz doszkalać.

Tym samym stałam się niejako osobą o najdłuższym stanie pracowniczym wśród sprzedaży kursów językowych co wcale nie czyni mnie osobą wszystko wiedzącą.
I ja mam uczyć ową nową osobę...

Śmiech na sali ej.
Jak mam szkolić nową osobę, skoro ja sama nie czuję się omnibusem w tej kwestii i jeszcze wiele spraw muszę uzgadniać z kierowniczką...
No , wnioskuję, że po moim szkoleniu już nie będzie tą samą osobą jaką była wcześniej.
 
Tak więc widzicie no, nie mogę się połapać o co chodzi w strukturach firmy mojej, więc tym bardziej świat kosmetyków przestał mnie kręcić od strony recenzjowania.

Liczę jednak, że kiedy tylko sytuacja się uspokoi, kosmetyki na nowo zaczną mnie kusić...

Tymczasem trzymajcie się ciepło moi drodzy i pamiętajcie o mnie!

Kathy & Leon

środa, 9 października 2013

234. Miał być post...

Witajcie!

Miał być dziś post kosmetyczny.
Serio.

Ale się zmył i uciekł... bowiem autorka cały ten tydzień robić będzie po godzin 9-10.

Tak więc tego rozumiecie...

Kathy.
Leon zdechł

niedziela, 6 października 2013

233. O losie...

Witajcie!

Dopadła mnie kosmetyczna niemoc.

Objawia się to mniej więcej tym, że w natłoku zajęć dnia powszechnego - czyt. robocizny, nie mam czasu na myślenie o kosmetycznych specyfikach.
Nawet dzienny make up ogranicza się do pudru, tuszu i czasem lichej kreski na oczodole...

Mało tego!

Nie ciągnie mnie nawet ostatnio do Rossmana i perfumerii wszelakich.
Do tej pory bywałam tam średnio raz w tygodniu, teraz - zero pokus, zero ciągotek.

Zaczynam się zastanawiać czy to pierwsze oznaki pracoholizmu...

Kathy i Leon

czwartek, 3 października 2013

232. Oto imć Jacuś!

Witajcie!

Chcę Wam kogoś przedstawić.

Nie jest to może persona jakaś wybitna czy znana i szanowana wszem i wobec, ale ów osobnik już od ponad dwóch lat kradnie moje serce.
 I to za każdym razem inaczej.

Mowa bowiem o Jacku.

Ten wspaniały osobnik ma jakiś tam rodowód, ale zawsze zapominam jaka to rasa.
Ja go zaliczam do kategorii Wielka Kupa Futra.
Chłop na niego mówi bodajże mniej pochlebnie (typu Brudas, Pierdziel czy Koleś), ale Jacek jest dzielny i wszystko znosi.

Wystarczy zresztą na niego zerknąć, aby ocenić jaki jest uroczy:

Jacuś wersja spokojna
 A to nasza ulubiona zabawa w "dawaj kapcia", cz. 1:

 "Dawaj kapcia" cz. 2

" Mam kapeć jestem zajebisty!"



"Dobry kapeć, ładnie śmierdzi"!


"Hmmm, chyba jednak wolę wąchać swoje nogi"


Ach, czyż nie wspaniałe jest życie kota?

Kathy i Leon

wtorek, 1 października 2013

231. Włosowa aktualizacja: październik 2013

Witajcie!

Hoho, jak dawno nie było aktualizacji kłaków moich...
Cały wrzesień ich nie obfociłam.

Wybaczcie.

Ale błąd ów czym prędzej nadrabiam i spieszę do Was ze stanem kudłów mych w miesiącu obecnym, czyli październiku.
 W sumie nic się z nimi szczególnego nie dzieje - rosną sobie, puszą się i strąkują, a czasem jak się zbytnio wkurzę - to wypadają. P
oza tym standardowo - ŁZS i te sprawy...

Teraz pora na krótkie przypomnienie fotograficzne.
Oto jak wyglądały w sierpniu:


A tak się prezentują obecnie:



Dane poglądowe:

Długość: ok. 55 cm. Rosną sobie jak im się podoba.
Skręt: e tego jakiś chiński.
 Kolor: blondo-rudo-coś.
 Stan: walczę z ŁZS...
Grubość: ok. 7 cm
  Częstotliwość mycia: co 2/3 dni myję
 Olejowanie: co  trzecie mycie

Produkty używane we wrześniu i październiku - te same co w sierpniu: Klik!

A jak Wasze włosiska? Dobrze się mają czy nie bardzo?

Kathy i Leon