.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

drugi blog: http://karia18.blog.onet.pl


INFORMACJA:

Od jakiegoś czasu mam pewien denerwujący problem z aktualizacją nowych wpisów na liście czytelniczej, natomiast - bez obaw - nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

Pragnę dodać ponadto, że z racji na zmianę szablonu, niektóre posty - zwłaszcza recenzje - pozostały jeszcze w tle kodu i koloru HTML ze starego szablonu.
Pracuję nad ujednoliceniem całości.
TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

piątek, 31 maja 2013

146. Recenzja: Cekrogel 30, żel pielęgnujący do skóry głowy

Witajcie!

Dziś zajmę się pewnym aptecznym specyfikiem, którego zadaniem - w założeniu - jest złuszczanie warstw niechcianego naskórka. A ów naskórek to w przypadku ŁZS nic innego jak łuska, o której pisałam tu: Klik! i tu: Klik! a także i tu ino: Klik!

Tymże aptecznym cudem będzie Cerkogel, żel zawierający 30% mocznika i argininę.
Tak o nim rzecze producent: "Cerkogel to produkt, w skład którego wchodzi 30% zawartość mocznika i argininy. Dzięki takiemu połączeniu składników, preparat przeznaczony jest do pielęgnacji suchej skóry głowy z objawami złuszczeń. Unikalna receptura zapewnia intensywne nawilżenie, eliminuje suchość
i nadmierne złuszczenia naskórka. Likwiduje objawy świądu. Najlepiej wsmarować go w skórę głowy na 30-40 minut, po czym wyczesać szczotką".

Bohater postu i łepetyny:


I na ręku:

mój ci jest ten glutek!
Szczegóły:

Cena i dostępność: ok. 17 zł w aptece; taniej na Allegro.
 Zapach: glutek pachnie jak glutek. Glutkowo i aptecznie. Nie podnieca mnie raczej ta woń.
 Konsystencja: uroczo przezroczysta maź.
Opakowanie i pojemność: tubka do wyciskania, 50 gr pojemności.
Wydajność: genialna! Używam go od dwóch miesięcy i jest nadal połowa opakowania! Aby uradować całą skórę głowy wsmarowaniem tegoż specyfiku, wystarczy naprawdę niewielka ilość preparatu- coś jak ziarnko grochu.
Działania: bardzo dobre. Cerkogel świetnie złuszcza moją - pożal się świecie - parszywą łuskę, która po potraktowaniu tymże specyfikiem robi się mięciutka i ładnie odchodzi ze skalpu podczas wyczesania lub też mycia głowy. Producent zaleca nałożenie preparatu na 30-40 minut i wyczesanie go z głowiny. Ja oczywiście robię po swojemu, tj. nakładam Cerkogel na skórę łba na całą noc i dopiero rano się go pozbywam, czyli myje kudełki. Dzięki takiemu przedłużonemu czasu działania, łuska jest idealnie unicestwiona i grzecznie opuszcza skórę głowy. Preparat jest delikatny dla mojego wrażliwego skalpu, nie podrażnia mnie ani nie wywołuje świądu. Nałożony na skalp koi, łagodzi i nawilża skórę głowy. Używam go raz/dwa razy w tygodniu, ostatnio zamiast złuszczania łba olejkiem Salicycol, który ostatnio mnie wkurza. Wszystkim ŁZS-wcom polecam szczerze to apteczne cudo. Cerkogel naprawdę działa jak producent obiecał!
Ocena: 5/5

Kathy Leonia

PS. Dziękuję za ciepłe słowa otuchy pod poprzednim postem.
Cieszę się, że przesyłacie mi pozytywną energię i myślenie.
To daje mi kopa!

PS2. Post automatyczny. Rano - czyli coś około tego momentu - mam rozmowę w moim starym call center.
Zobaczymy co z tych pokojowych konwersacji wyniknie...

czwartek, 30 maja 2013

145. Chcę do pracy!

Witajcie!

Dziś się Wam trochę pożalę...
Miałam wstawić jakąś recenzję, ale szlak ją trafił na razie.

Żałość ma dotyczy braku roboty.

19 maja minęły bowiem dwa miesiące, odkąd się obroniłam.
I co?
I nic…
Jak pracy nie miałam, tak nadal nie mam.
Wykształcenie wyższe humanistyczne nie przekonuje nikogo, aby mnie zatrudnić…

Jak wygląda obecnie mój dzień?
Wstaję rano, konsumuję śniadanie i włączam komputer.
Następnie siedzę kilka godzin przed monitorem, wyszukując zawzięcie strony typu: praca.pl, gazeta.praca, joprapido, absolwent i inne.
Jeśli znajdę jakieś interesujące mnie ogłoszenie, robię głęboki wdech i wydech, by następnie kliknąć „aplikuj”.

Po kilkudziesiętnym powtórzeniu wyżej wymienionej czynności, wyłączam komputer, i zajmuję się jakimiś drobnymi porządkami domowymi.
 A to przyniosę babci zakupy, a to pozmiatam w mieszkaniu, a to poukładam jakieś książki w piwnicy.

W międzyczasie spozieram na telefon.
A nuż zadzwoni jakiś potencjalny pracodawca?
E, głucha cisza…

Cóż trudno, zbliża się nieuchronnie południe.
Trzeba zatem pomóc w gotowaniu obiadu.
Po posiłku – zmywanie.
Co dalej? Telewizja, książka, czy też może jakieś spotkanie ze znajomymi?
E, zostaję w domu.
Przecie na imprezy pieniędzy nie mam…

Szwendam się zatem tu i tam, obijając się o ściany i o domowników.
Nadchodzi powoli wieczór.
Nadal nikt nie dzwonił w sprawie pracy?
No trudno może jutro będzie lepiej…
Godzina 21 dochodzi. Czas zatem na kolację, przejrzenie książki jakiejś i do łóżeczka.
Dzień udany jak zawsze…

I tak oto, według powyższego scenariusza, mijają mi dni wiosenne.
Jednym słowem: codziennie od miesiąca robię to samo: szukam pracy i popadam w rutynę nudy.
Nic więc dziwnego, że dostaję już naprawdę szału z tej bezczynności.
I w tym momencie dręczy mnie jedno, proste pytanie.
Mianowicie, po jaką chorobę było mi te studia kończyć?
Mogłam iść sobie do zawodówki, zdobyć zawód jakiś intratny typu kosmetyczka czy fryzjerka…
Może wtedy bym prędzej znalazła zatrudnienie w branży urodowo-włosowej, niż teraz jako mgr filologii ojczystej…

Pozostaje mi chyba tylko powrócić na stare śmieci do call center, gdzie pracowałam w czasie studiów..
Innych opcji na razie  nie ma...

Kathy Leonia

PS. Moje szukanie pracy nie ogranicza się tylko do wysyłania cv.
Chodzę po gazetach, wydawnictwach.
Wszędzie odzew jest taki sam - "proszę zostawić cv, ale w sumie nie wiemy po co, skoro nikogo nie szukamy".

środa, 29 maja 2013

144. Wielki Google radzi, cz. 3

Witajcie!

W ramach środowego relaksu, mam dla Was kolejną porcję ciekawych fraz, po których trafiacie na bloga mego. Niektóry z owych hasełek wprawiły mnie w niezłą konsternację...
Czasem tak się zastanawiam, czy aby czasem Wielki Google tych wyrażeń celowo nie ulepsza, żeby blogger miał większy ubaw?

Nie mniej jednak, oto co wypisywali ludzie:

1. mascary z Chin
Jak wszystkim wiadomo, jestem ogólnonarodowym dystrybutorem tanich, chińskich tuszy do rzęs i param się tym zajęciem odkąd tylko pamiętam. Produkty, jakie sprowadzam z Krajów Wielkiego Smoka, są najwyższej niejakości i wysychają po trzech dniach od daty otwarcia pojemniczka. Ale kto by się martwił takimi szczegółami nieistotnymi, skoro ich koszt to li 1 zł plus vat! Na czym więc zarabiam? A na ludzkiej naiwności!

2. płyn do płukania tkanin z Polo Marketu
O ile sobie dobrze przypominam, nie podpisywałam żadnej umowy promocyjnej z niniejszym marketem, aby reklamować ich płyny do płukania tkanin. Ale oczywiście, jeśli tylko wystąpią z taką ofertą, nie mogę jej przecież odrzucić. Jeśli tylko traktat taki będzie opiewał na pokaźną sumę złotych polskich niepodrabianych.

3. ile kalorii ma pomadka z czekoladą?
Kwestia kaloryczności mazideł do ust to jak na razie temat tabu w polskiej kosmetyce. Nikt nie chce o tym mówić otwarcie, ale podobno w niedługim czasie ma nastąpić ogólnokrajowa debata odnośnie wycofania kosmetyków smakowych z obiegu sprzedażowego. Sprawcami tego zamieszania są najnowsze badania, przeprowadzone w Wąchocku na grupie 1000 kobiet o pokaźnej tusz. Przez miesiąc używały one czekoladowych pomadek do ust. Efekty przeraziły wszystkich! W trakcie trwania badania, każda niewiasta przybrała bowiem średnio 10 kg, tłumacząc się tym, że zapach słodkiej pomadki wzmagał u niej łaknienie na słodycze w wyniku czego jadła jak opętana. O zgrozo...

4. zbiory róż praca
Niestety, nie organizuje tego typu zatrudnienia...  Tak więc przepraszam wszystkich napalonych na tę jakże pięknie pachnącą pracę...

5. kathy z leonem
Parafrazując pewną śpiewkę z kreskówki: "To Kathy, to Kathy, to Kathy jest i Leon, Leon, Leon!"

Kathy Leonia

PS. Dla niewtajemniczonych.
Projekt DNO to skrót od mego autorskiego tłumaczenia słowa DENKO - Do Ewidentnego Nieużytku Kolejno Odlicz!
Polega to mniej więcej na tym, że blogerka kosmetyczna zużywa namiętnie nagromadzone latami i wiekami kosmetyki do samego ich dna, po czym nie wyrzuca ich pustych opakowań, tylko pokazuje owe zdenkowane sztuki publice blogowej, i opowiada krótkie recenzje o poszczególnych specyfikach.
Dopiero po tym, zużyte produkty wędrują do zsypu.

wtorek, 28 maja 2013

143. DNO

Witajcie!

Nastała pora wiekopomna na pierwsze w historii bloga tego wielkie DNO, vel. projekt denko.
Wnioskuję, że większość z Was przyzwyczaiła się do tego typu postów w formie zdjęć i krótkich opisów poszczególnych produktów.

Ja stwierdziłam, że to zbyt problematyczny ambaras i postanowiłam, że zrobię projekt DNO po swojemu.
Po prostu, podam Wam poniżej listę pustych specyfików podzielonych na kategorie (ciało, usta, włosy itp.), wraz z odnośnikami do recenzji, a także krótkimi adnotacjami, jeśli np. dany produkt wyrzucam bez czekania na jego DNO.
Myślę, że taki sposób zaprezentowania projektu DNO będzie o wiele bardziej przystępny, niźli jego prekursorska wersja.

Tak więc, oto co wykończyłam, licząc od stycznia tego roku:

WŁOSY:
1. (!) JANTAR, odżywka do włosów i skóry głowy: Klik!
 (wywaliłam po połowie opakowania, bo mi uczulił łepetynę)
2. (!) SEBORADIN Niger Lioton z czarną rzodkwią: Klik!
(wywaliłam po połowie opakowania, bo mi uczulił łepetynę)
3. (-) Szampon  MALWA GLORIA czarna rzepa - do włosów normalnych ze skłonnością do przetłuszczania się i łupieżu: Klik!
4. (!) MRS. POTTER'S  - ekspresowa odżywka bez spłukiwania (aloes i jedwab): Klik!
(szczęśliwie wykończyłam jako płyn do mycia szyb i luster w chałupie)
5. (+) JOANNA Naturia Odżywka bez spłukiwania do włosów suchych i zniszczonych z miodem i cytryną:  Klik!
6. (!) ELFA GREEN PHARMACY Eliksir Ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych oraz farbowanych: Klik!
(wywaliłam po połowie opakowania, bo mi uczulił łepetynę)


PAZNOKCIE:
7. (-) Top coat: EVELINE Classic Colours, nr 51: Klik!


USTA:
8. (-) ORIFLAME Pure Colour Vintage Rose: Klik!
9. (+) ISANA Pearl & Gloss: Klik!
10. (+) ESSENCE Miami Roller Gir: Klik!
11. (!) AVON Color Trend First Date: Klik!
(wywaliłam, bo mi strasznie wysuszałam usteczka)


OCZY:
12. (-) Tusz MAX FACTOR 2000 calorii Dramatic Look: Klik!
13. (-)  Tusz BELL stymulujący wzrost rzęs - Bomb Lashes Maximum Volume Mascara: Klik!
(wywaliłam, bo wysechł po miesiącu od otwarcia...)

CIAŁO:
14. (+) CZTERY PORY ROKU Masło do twarzy i ciała: Klik!

PERFUMY:
15. (-) AVON Slip Into: Klik!


LEGENDA:
+ kupię ponownie
- nie kupię ponownie
! zło wszelakie i trzymam się od tego z dala

Jak widać trochę się tego uzbierało.
Szkoda tylko, że sporo specyfików mi się nie sprawdziło i w przypływie złości wylądowało w śmieciach...

Podoba się Wam taka forma projektu DNO?

Kathy Leonia





poniedziałek, 27 maja 2013

142. Kup sobie ciucha, czyli ponownie efoxcity.com

Witajcie!

Dziś przychodzę do Was ze słowami kilkoma na temat pewnego sklepu internetowego z hen daleka. Miejscem tym jest strona: http://www.efoxcity.com/ .
Już wcześniej pisałam Wam o tym uroczym miejscu: Klik! jak i o drobiazgu, jaki otrzymałam w ramach współpracy z niniejszą witryną: Klik!

Tak więc, gdy otrzymałam kolejną propozycję od przemiłej Blair, aby ponownie zaprezentować sklep: http://www.efoxcity.com/ , nie wahałam się ani chwili dłużej i oczywiście zaraz to uczynię.

Chciałabym Wam zaprezentować przeurocze tanie ubrania , jakie możecie znaleźć w ofercie sklepu.
Oprócz przebogatej oferty dla pań, w skład której wchodzi sprzedaż hurtowa damskich ubrań, sklep ten da także coś dla panów!
Mężczyźni znajdą dla siebie cheap mens clothing, która występują w różnych kolorach i rozmiarach.
Istny raj dla kupujących!

A oto kilka propozycji stylizacyjnych, jakie oferuje sklep http://www.efoxcity.com/:


boskie porcięta i zwiewna, biała bluzka

żółta, ciesząca oko tunika

nowoczesny, męski look dżinsowy

dresowe wdzianko na luzie
Która stylizacja podoba się Wam najbardziej?

Kathy Leonia

PS. W ramach współpracy z niniejszym sklepem wybrałam sobie taki oto bajer: Klik!
 PS2. Mama ciasto zjadła, ale marudziła, że za słodkie i za rozciapane.
Ot życzliwość..
PS3. Na komentarze pod poprzednimi postami odpowiem w najbliższych dniach. 

niedziela, 26 maja 2013

141. Słodki Dzień Mamy

Witajcie!

Z racji na fakt, iż dziś jest dzień wszystkich Rodzicielek świata tego, postanowiłam przygotować dla Mej Matuli coś wyjątkowego.

Nie kupowałam czekoladek, perfum czy kremów, bo uważam to za banalne podarunki.
Ja chciałam natomiast dać Jej coś od siebie, żeby wiedziała, że włożyłam w to coś trochę pracy i energii własnej.

I tak oto powstało niniejsze dzieło:






Korzystałam z tego przepisu i z tortownicy o średnicy 24 cm:





Ciasto jest banalne do zrobienia, nie wymaga pieczenia.
Robiłam już wersję oryginalną z pomarańczami a także z brzoskwiniami (przepis ten sam, tylko owoc inny).
Teraz zrobiłam natomiast opcję ananasową i mam nadzieję, że będzie równie pyszna jak pozostałe.

A Wy co dajecie dziś swoim Mamom?

Kathy Leonia

sobota, 25 maja 2013

140. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Jak już wszystkie maniaczki kosmetyczne wiedzą lub udają, że nie wiedzą, Rossman od 23 maja wprowadził szalone przeceny na kosmetyki kolorowe i pielęgnacyjne.
Istny raj dla zakupoholiczek!

Z początku miałam nie iść.
Miałam być dzielna.
Twardo mówiłam sobie, że niczego w sumie nie potrzebuję, a nawet jeśli coś tam mi się marzy, to nie jest jakaś straszna i ostateczna konieczność, żebym to coś miała.

Jednakże oczywiście moje postanowienia poleciały hen do Chin, kiedy to zobaczyłam wczoraj, jakie łupy na owej promocji poczyniły blogerki w Rossmanie.
Oglądając jak szalona, z wypiekami na facjacie, jeden wpis zakupowy za drugim, poczułam wszechwypełniającą mnie zawiść, że też chce takie cuda!
 No i rzecz jasna, poleciałam jak kot z pełnym pęcherzem do mego Rossmana na bazarku, licząc na wielkie łowy tanich kosmetyków.

Ale ale...
Nie było tak pięknie...
Zanim tylko przestąpiłam prób tejże drogerii, wiedziałam, że nie będzie lekko...
 Już przez szyby widziałam tłumy oszalałych niewiast, które przepychały jedna drugą niczym wściekłe mamuty w epoce lodowcowej podczas roztopów.

A gdy weszłam do sklepu, poczułam się jak na wojnie secesyjnej.
Tak bowiem wściekłej, pierwotnej, babskiej zawziętości już dawno nie wiedziałam.
O pomadki, kredki, tusze czy cienie, baby biły się wręcz niemiłosiernie, tratując wszystko co napotkały. Dzieci, kochankowie, mężowie odeszły na plan drugi.
Dla niewiast liczyło się tylko to, co ucapią z półek kosmetycznych.
 Na taki widok sam ochroniarz przeżegnał się z rozpaczy i oddalił się w bezpieczną odległość.

Istny Armagedon!

Nie mogłam pozostać oczywiście w cieniu.
Nie dam się zepchnąć z powrotem do wyjścia!

Ruszyłam z kopyta dziarsko, odepchnęłam jedną babę i drugą, podłożyłam nogę jakiejś babci i dzierżąc torbę przed sobą, niczym walec drogowy, dotarłam do pierwszej lepszej półki z kosmetykami.
Jednak nie mogłam pozwolić sobie na jakieś dłuższe wybieranie produktów, gdyż nowa fala chętnych na tanie zakupy, napierała na mnie z mocniejszą siłą i podnietą.
Ucapiłam zatem tylko to, co akurat było jeszcze dostępne, i odczekawczy pół godziny w kolejce do kasy, mogłam lecieć do domu z  satysfakcją.

Oto co upolowałam:

pomadki WIBO eliksir, nr. 07 i 09 - ok. 5,19 zł za jedną sztukę. Normalna cena to 8, 60 zł za jedną sztukę

pomadki ochronne ISANA, intensiv i sanft rose - ok. 2,50 za jedną sztukę. Normalna cena to 5 zł za jedną sztukę

 Jestem zadowolona i to bardzo.
Za cztery mazidła do ust zapłaciłam niecała 15 zł.
Korciły mnie co prawda i tusze do rzęs, ale uderzyłam się w głowę o półkę sklepową raz i drugi i owa ochota mi przeszła.

A Wy coś kupiłyście na tej szalonie Rossmanowskiej przecenie?

Kathy Leonia






piątek, 24 maja 2013

139. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!

Dziś pora na wielce lubiany przez Was cykl o moich łowach w szmateksie.
Zanim jednak przejdziemy do meritum,  muszę się Wam pochwalić.
Od około miesiąca czy dwóch, podczas takiego lumpeks-turnee kieruję się o wiele zdrowszym rozsądkiem niż kiedyś.
Wtedy to niestety wpadałam w kompletny szał na widok każdej, wtorkowej dostawy i kupowałam mnóstwo ciuchów, ktrórymi podniecałam się krótki czas a których potem nie nosiłam.
I z racji na pęczniejącą szafę musiałam z bólem serca niektóre z moich łupów sprzedać.

Teraz natomiast opamiętałam się i nie biorę już wszystkiego co mi wpadnie w oko w rozmiarze 36; łapię tylko to, co jest naprawdę niepowtarzalne/oryginalne/designerskie/ze znanej firmy.

Dzięki temu mam pewność, że instynkt łowcy nie zginie całkowicie, a zarazem instynkt kupowania będzie poskromiony.

Oto mój wczorajszy skromny łup:


narzutka Top Shop, rozmiar 8 - 2 zł

Uwielbiam takie mgiełkowe, delikatne narzutki na lato.
W chłodniejszy dzień można gustownie okryć nimi gołe ramiona czy plecy, nie tracąc przy tym elegancji.

A Wy jak kupujecie w lumpeksie?
Z mózgiem czy bez mózgu?

Kathy Leonia

PS. Ratunku! Zamieniam się chyba w tuszoholiczkę...
Przez ten oto bowiem filmik: Klik! musiałam zamówić sobie wczoraj ten tusz: Klik!
Nie mogę siedzieć na jutubie i oglądać recenzji tuszów, no nie mogę...

czwartek, 23 maja 2013

138. Po taniości: Recenzja - Essence, kremowa pomadka do ust

Witajcie!

Dziś dalszy ciąg programu po taniości.
Głównym punktem programu będzie kremowa pomadka do ust Essence.

Jest to pierwszy produkt tej firmy, jaki mam do warg, ale wiem już, że nie ostatni!

Ale najpierw słówko od producenta: "Kremowa formuła pomadki sprawia, że niezwykle łatwo się ją nakłada. Stanowi wspaniałe wykończenie makijażu. Dzięki zawartości witaminy E odżywia i ochrania usta. Dostępna w wielu kolorach."

Bohaterka dnia z bliska:

mój odcień to nr 41 - Femme Fatale
 I na ręku:



A tu na usteczkach:


Szczegóły:

Cena i dostępność: ja kupiłam to mazidło na przecenie w Naturze i dałam za nie ok. 4 zł. Normalna cena tej pomadeczki to jakieś 7-8 zł. Więc i tak nie jest źle!
Zapach: bardzo apetyczny. Wyczuwam nuty czekoladowo-waniliowe. Nic tylko smarować i zaraz potem oblizywać usteczka.
 Konsystencja: twarde i zbite mazidło, któremu nawet srogie upały nie straszne!
Opakowanie i pojemność: bordowy sztyft do wyciskania. Klasyczny, elegancki i minimalistyczny design. Pojemność: 4 g.
 Wydajność: bardzo dobra! Produkt ów mam od grudnia ubiegłego roku i nie widać zużycia. A używam dość  często - czyt. kiedy mam ochotę na bycie słodką bez obżerania się słodyczami.
  Działanie: super! Świetnie nawilża spierzchnięte wargi, czyniąc je gładkimi i ponętnymi. Niweluje ponadto suche skórki! Można powiedzieć, że to produkt dwa w jednym, łączący w sobie cechy pomadki koloryzującej i pomadki nawilżającej. Oprócz właściwości zmiękczających wargi, pomadka z Essence nadaje bardzo fajny kolor ustom naszym, który wytrzymuje ok. 3 godziny bez jedzenia, schodząc równomiernie. No i ten smak! Cud miód i wanilia! Żałuje, że nie kupiłam większej ilości tych pomadek. Jak na obecną chwilą jest to mój szminkowy ideał!
Ocena: 5/5

A jaka pomadka jest dla Was numerem 1?

Kathy Leonia

PS. Stwierdziłam, że dam temu szamponowi: Klik! jeszcze jedną szansę.
Jeśli przez najbliższy tydzień nasilone wypadanie będzie dalej miało się dobrze, wówczas będzie jasne, że to ten specyfik szkodzi moim kłakom.

środa, 22 maja 2013

137. ZaTAGowana

Witajcie!

Dziś bardzo, ale to bardzo zaległy tag.
Jeden z wielu...

Pytania od Kubełkowej Hery: Klik!

1. Kosmetyk bez którego nie przeżyłabyś na bezludnej wyspie.
Perfumy z piżmem! Bez tego produktu nie mogą funkcjonować w cywilizacji, a co dopiero jakbym miała się znaleźć na jakimś odludziu. Poza tym takie pachnidło się przyda na wypadek, gdyby na ową wyspę przydryfował jakiś boski Tarzan żigolo. Nie mogę mu się przecie ukazać w zwiewnej szacie śmierdząca potem. 

2. Ulubione zwierzę, napisz za co je lubisz.
 Jakby pieniążki były zwierzętami, to bym je najbardziej lubiła! A ze zwierząt bardziej realnych to jestem zdecydowaną kociarą. Szczególnym uczuciem darzę koty długowłose. Mogę je miziać i miziać od rana do nocy, aż kot padnie z zachwytu.

3. Co cenisz u ludzi?
To, czy w obecnej lub też przyszłej dalszej chwili będą mi potrzebni. Innych kryteriów w doborze ziomali nie mam.

4. Twoje największe marzenie.
Znaleźć intratną posadę w jakimś wydawnictwie tudzież gazecie i rządzić światem ludzkich umysłów!

5. Czy zwracasz uwagę na skład kosmetyków, które kupujesz? Jeśli tak to na jakie?
To, czy dany skład jest ekologiczny czy nie, raczej mnie nie podnieca. Ważne żeby w mazidłach nie było za dużo parafiny. W szamponach natomiast unikam DMDM Hydantoin - zaognia mój ŁZS.

6. Znajdujesz 500zł na ulicy,na co je wydajesz?
Są dwie opcje. Pierwsza opcja: idę do Sephory i kupuję sobie najdroższy perfum ze sklepu. Opcja druga: idę sobie do sklepu kosmetycznego, kupuję sobie jakiś tani depilator laserowy i mam w nosie wszystkie odrastające włosy świata tego!

7. Jak długo prowadzisz bloga?
Od stycznia tego roku. Na Karii18 piszę natomiast już 7 lat.

8. Czego nigdy byś nie zrobiła?
Nigdy bym nie pocałowała faceta, który nie wie, co to perfumy i dezodorant.

9. Ulubiony film, piosenka,książka.
Film - Hideaways
Piosenka - (aktualnie): Klik!
Książka - "Dziecko ciemności" G. Masterton

10. Czy masz silną wolę, np. jeśli chodzi o dietę i regularne ćwiczenia? Jeśli nie to jak sobie z tym radzisz?
Silna wola do diet pojawia się, gdy zachodzi taka potrzeba. Obecnie - od dwóch dni - jestem na mini-diecie, gdyż przytyłam ostatnio przez nerwy i stres jakieś 3 kg. Owa dieta wygląda tak, że nie jem słodyczy, ostatni posiłek spożywam o 18 godzinie i porzucam picie mojego ukochanego piwa z sokiem... Ale w końcu trzeba się wziąć delikatnie za siebie bo dupa urosła.

11. Ulubiona odżywka do włosów.
Joanna Naturia Miód i Cytryna:  Klik!

Kathy Leonia

PS. Widzicie jaka złośliwość losu?
Nie dość, że wypadają mi włosy to jeszcze dupa się utłuściła...
What the fuck!

wtorek, 21 maja 2013

136. Wypadanie włosów i włosowy dół...

Witajcie!

Muszę się Wam wyżalić...
Mam doła.
I to nie byłe jakiego.
To cholerny dół na tle włosowym.

Dziś rano mianowicie, po umyciu i wstępnym przeczesaniu kudłów uciekło mi bowiem coś około 80 sztuk kłaków...
A co będzie, jeszcze do wieczora, wolę nie myśleć.
O ile dobrze pamiętam taka paranoja z uciekaniem włosów miała ostatni raz miejsce prawie rok temu, kiedy zdiagnozowano u mnie ŁZS.
Wtedy to zaczęła się walka na śmierć i życie, aby włosy przywrócić do stanu użyteczności.
Zdawało mi się, że w miarę udało mi się ów stan pierwotny przywrócić...
Po dzisiejszym wypadaniu masowym, widać, że się myliłam...

Zapytacie teraz, co takiego robiłam z włosami.
A no w sumie to, co zwykle.
Nałożyłam na nie olejek Salicylol (ten sam od pół roku stosowany) na około godzinę, po czym umyłam kudły dwa razy szamponem nowym Pharmaceris H-Keratinum.

Już podczas mycia, w zlewie, widziałam większą ilość uciekinierów zapychających odpływ niż zwykle.

A gdy zaczęłam włosy rozczesywać, to dopiero się zaczął koszmar...
Kudły wyciągałam normalnie garściami.
Jedna za drugą.

Nie wiem u licha co mogło mi zaszkodzić.
Czyżby szampon wzmacniający H-Keratinum mnie tak dobił?

Mam ochotę wywalić ten nabytek z Pharmaceris na zbity pysk do śmietnika, jeśli to on był sprawcą tego porannego wypadania...
Ale jeśli go wywalę, to nici z recenzje i nici z tych 25 zł, które na niego wydałam...

Co radzicie?
Testować ten szampon dalej, czy się go pozbyć?

Kathy Leonia

poniedziałek, 20 maja 2013

135. Depilator - najskuteczniejsza metoda depilacji

Witajcie!

Dziś porozmawiam sobie z Wami o kwestii odwłosowania, powszechnie zwanego pod procederem depilacji.
Od razu uprzedzam, że nie będzie to kolejna paplanina o różnych specyfikach do depilacji, czy też uczone prezentowanie ich wad i zalet.
Na to po prostu szkoda słów i czasu.
Kilka takich sprzętów mogę od podsumować jednym zdaniem.
Mianowicie, golarki, kremy do depilacji czy maszynki są dla mnie jednym wielkim szajsem, który - z racji na kompletną niewydajność i małą skuteczność działania -  nie są warte opisywania.

Moje wieloletnie doświadczenie depilacyjne nauczyło mnie bowiem, że jedynym skutecznym specyfikiem, który pomoże nam pozbyć się na dłuższy okres czasu niechcianych włosów, jest depilator.
Używam go do depilacji całego ciała, począwszy od pach, nóg a skończywszy na bikini.

Oto moje najważniejsze rady, dotyczące obcowania z depilacją depilatorem:
- przed zabiegiem depilacji i po zabiegu, robię zawsze peeling całego ciała, połączony z dość intensywnym masażem rękawicą do redukowania cellulitu. To zapobiega wrastaniu włosków.
- depilujemy depilatorem tylko i wyłącznie skórę suchą!
- po zabiegu smaruję ciało olejkiem, np. Babydream. Nawilżenia nigdy dość.
- po każdej depilacji depilator dokładnie czyszczę i usuwam z niego włoski, które przywarły do niego. Higiena to podstawa!

A oto pan sprzęt, który czyni ze mnie gładką boginię:



Mój model to depilator Braun Silk-epil Ever Soft.
Dostałam go od rodziców na swoją 18-stkę.
Mimo upływu czasu i odrastających włosów, depilator nadal działa i nie zawiesza się.
Sprzęt nie do zdarcia można rzecz.
Nie wiem niestety ile kosztował, ale myślę, że coś ok. 200 zł wtedy. Sądzę, że teraz też go możecie dostać, np. na Allegro.

Co w nim lubię?
- przede wszystkim, bardzo dobrze wyrywa włosy i nie zostawia mi tzw. maruderów, których potem muszę usuwać pincetką,
- nie sprawia mi bólu (ale to już raczej kwestia przyzwyczajenia). Ot, jadę depilatorem po nodze czy bikini i nie zaciskam zębów z bólu okropnego. Choć na początku muszę przyznać, że depilacja paszek to było nie lada wyzwanie na wytrzymałość...
- jest bardzo prosty w obsłudze. Dwie prędkości pozwalają na regulację doznań depilacyjnych. Szybszej prędkości używam do miejsc niewrażliwych, tj. nogi. Prędkość wolniejsza natomiast, służy mi do depilacji reszty ciała, gdzie są włosy niechciane.
- jest  wydajny i ekonomiczny! Nie muszę kupować setek maszynek czy kremów depilacyjnych. Mam jedno urządzenie do depilacji całego ciała. Czyż to nie piękne?
- jest skuteczny! Depiluję się raz na dwa tygodnie. Włoski wyrastają słabsze, jest ich zdecydowanie mniej niż było wcześniej. Na nogach mam np. tzw. łyse placki, których nie muszę depilować, bo już po prostu tam nie ma owłosienia.

Jedyne co przeszkadza mi w tym sprzęcie to fakt, iż jest strasznie głośny...
Podczas pracy, urządzenie warczy jak wściekły pies na prochach uspokajających...

No ale cóż, można przeżyć.

A Wy jak się depilujecie?

Kathy Leonia

PS. Depilacja całego ciała zajmuje mi mniej więcej 30-40 minut.
PS2. Zapraszam na rozdanie do Cebuleczki: Klik!


niedziela, 19 maja 2013

134. O przesyłce hen z daleka...

Witajcie!

Dziś szybki post na - można powiedzieć - chińskim luzie.

W ramach współpracy ze sklepem efoxity: Klik! otrzymałam wczoraj takie oto cudo:


tu jeszcze zafoliowane
tu odpakowane
a tu na łabędziej szyi mej

Ów kołnierz jechał do mnie prawie miesiąc czasu!
Już myślałam smętnie, że gdzieś zaginął w akcji, ale na szczęście oto doszedł i już jest w rękach mych.

Wygląda naprawdę świetnie.
Masywny, dość ciężki wisior, stylizowany na stare złoto.
Do sukienek i bluzek z głębokim dekoltem - biżuteryjny ideał po prostu.

Dziś przyodzieję i będę szpanować... na mszy w Kościele!

Kathy Leonia

PS. Post automatyczny, jestem na działce tam gdzie cywilizacja nie dociera.
Będę jutro.
Możecie więc trochę potęsknić jak chcecie.

sobota, 18 maja 2013

133. Porozmawiajmy o nieśmiałości...

Witajcie!

 Nieśmiałość.
Strach przed podejmowaniem decyzji, lęk przez nawiązywaniem nowych znajomości.
Druzgocąca kula w przełyku, ilekroć chcemy się odezwać...
Każdy egzamin, rozmowa kwalifikacyjna, czy po prostu wypad na miasto to istna katorga.
Spocone ręce, łamiący się głos i wszechogarniające uczucie bezradności.

Brzmi znajomo?

I to jak...
Problem z nieśmiałością dotyczy bowiem wielu Polaków.
Młodych, dojrzałych.
Tych uczących się, pracujących czy na emeryturze.

Jaka jest zatem główna przyczyna nieśmiałości?
Odpowiedź jest bardzo prosta - brak pewności siebie.
Ten właśnie czynnik blokuje nas przed byciem sobą. Wchodzimy wtedy w ten dziwnie niepokojący stan, kiedy to boimy się odzywać niepytani, uciekamy od spotkań towarzyskich, a jeśli już na jakieś pójdziemy - stoimy wtedy w kącie ze zgaszoną miną winowajcy.

Takie zachowanie nie pomaga w życiu...
Tylko ten, kto jest odważny i nie boi się dążyć do celów wyznaczonych sobie wcześniej, ma w życiu łatwiej.
Taki ktoś ma więcej energii na działanie, teoretycznie szybciej znajduje zatrudnienie i budzi powszechny szacunek tzw. umiejętności bronienia swego własnego zdania.

Ci nieśmiali natomiast, zawsze będą zawsze na drugim końcu, dostając minimalnie satysfakcjonującą posadę, z czyhającym na ich błąd potencjalnym szefem.
Brzmi brutalnie?
Takie już niestety jest „prawo cywilizacji”…
Trzeba walczyć, by osiągnąć to co się chce.

Jak zatem wygrać z nieśmiałością?

- przede wszystkim rzecz najważniejsza - trzeba psychicznie otworzyć się na ludzi i nie brać ich za swoich wrogów. Nie można tkwić w tej skorupie, którą sami sobie zbudowaliśmy.
- znajdźmy sobie jakąś pasję. Może być to taniec, kino, teatr. Rozwijajmy nasze zainteresowania. Gdy już będziemy obeznani z daną dziedziną, wówczas problem konwersacji towarzyskiej nie będzie stanowił już dla nas kłopotu. Wszyscy bowiem wiedzą, że najlepiej rozmawia się o hobby.
- ćwiczmy tzw. rozmowy do lusterka. To świetny sposób na poznanie mimiki naszej twarzy oraz tego, jak jesteśmy odbierani przez drugą osobę.
- wyprostujmy się! Nie chodźmy zgarbieni i zapadnięci w sobie. Prosta sylwetka dodaje odwagi i przebojowości!
- ozdóbmy naszą twarz w uśmiech. To już połowa sukcesu do wygrania z nieśmiałością.
 - powtarzajmy sobie w myślach kilka razy dziennie: Jestem wspaniała, jestem odważna, niczego się nie boję, dam radę. Taka psychiczna motywacja naprawdę działa.

Czemu o tym wszystkim wspominam?
A temu, że jeszcze w liceum, sama byłam osobą strasznie nieśmiałą.
Zastosowałam się jednak do powyższych rad i osiągnęłam sukces.
Otworzyłam się na siebie i innych.

I już się nie boję mówić wszem i wobec, że przebojowa babka ze mnie!

PS. Wszystkich zainteresowanych tematyką zdrowego odżywiania zapraszam na link podany poniżej, gdzie znajdziemy dokładne i szczegółowe tabele z kaloriami:


Kathy Leonia




piątek, 17 maja 2013

132. Słodka chwila zapomnienia...

Witajcie!

Dziś nie będzie mądrych pogawędek o kosmetykach ani przechwalskich ujęć zakupowych.
Nie będę także dumała nad kwestię bezrobocia w mieście Łodzi i opowiadała Wam jak to przez ostatnie prawie dwa miesiące czuję się jak kot latający z pęcherzem od jednej rozmowy kwalifikacyjnej do drugiej.
Nie wspomnę także o pewnej personie ze studiów, która nie zaprosiła mnie na swój ślub, a ja w ramach rewanżu nie poszłam na jej wieczór panieński, oszczędzając tym samym 100 zł za przysłaby występ z fałszowaniem jakiegoś ruskiego zespołu.

Dziś dla weekendowego rozluźnienia pobawię się natomiast w słodką kusicielkę i przedstawię Wam mój ulubiony smakołyk.

Nie jest nim czekolada, wafelek czy też lody.

Ale taki oto lizaczek zakrętasek, upolowany na bazarku w cukierni:


Czemu właśnie lizaczek skusił moje podniebienie?

Ano temu, że jest niedrogi i łatwo u mnie na osiedlu dostępny, a słodka chwila przyjemności z owym panem trwa naprawdę długo.
Za 2 zł moje podniebienie przeżywa przez kilka dłuższych momentów istną orgię smakową.
Malinka, jabłuszko, cytrynka, grejfrucik, ananasik kumulują się i przenikają nawzajem.

Mało tego.
Przekąska do lizania jest o wiele mniej kaloryczna niż czekoladka.
 Lizaczek zawiera około 100 kalorii, natomiast wybór kakaowy ok. 500 kalorii!
Poza tym, jak dobrze wiemy, gdy zjemy jedną czekoladę zaraz ma się ochotę na następną.
 Efekt takie łasuchowania jest taki, że migiem pochłaniamy całą tabliczkę czekolady, która odkłada się potem w czterech literach.
Smakowanie lizaczka natomiast zaspokaja ochotę na słodycze na naprawdę długi czas. Kilka "lizów" i już człekowi śmieje się dusza.

Niech żyją zatem wszystkie lizaki świata tego!

A Wy jakie macie ulubione słodkości?

Kathy Leonia i jej lizak z bazarku.






czwartek, 16 maja 2013

131. Recenzja: Elfa Green Pharmacy, Eliksir Ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych oraz farbowanych - ZŁO dla włosów z ŁZS

Witajcie!

Po dość długiej przerwie od opiniowania produktów, które kompletnie nie sprawdziły się w przypadku mojego ŁZS, pora na powrót do tego typu postów i ukazanie Wam kolejnego złego członka z tej - można powiedzieć - bandy.
Mowa będzie dziś o spray z Green Pharmacy, znanym jako Eliksir Ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych oraz farbowanych.

Producent obiecuje: " To odżywczy ziołowy eliksir do włosów. Do łamliwych, zniszczonych, zmęczonych, farbowanych włosów. Zawiera: koszyczek rumianku, podbiał zwyczajny, kiełki pszenicy, kłącze tataraku.
Preparat jest naturalnym produktem ziołowym, wyprodukowanym w oparciu o receptury ze starych ksiąg zielarskich. Wskazany do wzmocnienia włosów, zapobiega ich wypadaniu. Eliksir regeneruje mieszki włosowe, powstrzymuje nadmierne przetłuszczanie się skóry. Nie podrażnia skóry, nie wywołuje niepożądanych efektów ani zmian skórnych. Odżywia włosy, zmniejsza łupież i łojotok prowadzący do przedwczesnego wypadania włosów."

Oto ów koleś w butli:


 I na ręku moim:


Szczegóły:

Cena i dostępność: ok. 7/8 zł w Naturze, Rossmanie; taniej w sklepach zielarskich i Allegro.
Zapach: pachnie trochę jak jakiś stary, zwietrzały rumiankowy szampon. Mój nos doszukał się tu także nut mocno alkoholowych. Woń zatem nieprzyjemna i - osobiście dla mnie - odpychająca.
Konsystencja: płyn o konsystencji wody rosołowej.
Opakowanie i pojemność: plastikowa butla, z psikaczem i milionem pięćset obietnic ze strony producenta jakie to cudo mamy w zasięgu ręki. Pojemność 100 ml.
Wydajność: taka sobie - podczas psikania na skórę łepetyny dużo produktu schodzi. Ja miałam go niecały  miesiąc, doszłam do połowy, ale przez wzgląd na beznadziejność działania, produkt wywaliłam do kosza na plastikowe odpady.
 Działanie: po pierwsze - ZŁO dla włosów z ŁZS! Zamiast ukoić skórę głowiny, pan eliksir bardzo mi ją podrażnił i zaczerwienił do tego stopnia, że ratowałam się wsmarowywaniem w skalp wielkiej ilości żelu aloesowego z GorVity. Po drugie, przez owo podrażnienie skalpu, włosy zamiast trzymać się głowy, uciekały sobie tu i tam wesoło. Po trzecie, kudełki, miast pięknie błyszczeć i olśniewać - jak w reklamie - były posklejanie, zestrąkowane i wyglądały na niezbyt szczęśliwie. No i wreszcie po czwarte - zapach preparatu: ohydny, stęchły rumianek z czasów komunistycznych. Nie, nie i jeszcze raz nie dla tego pożal się świecie cuda zielarskiego!
Ocena: 1/5

Miałyście styczność z tym gościem ziołowych?

Kathy Leonia

środa, 15 maja 2013

130. Zdobienia paznokciowe: klasyczny francuski elegancik

Witajcie!

Dziś nie lada gratka dla miłośniczek elegancyji szeroko pojętej.

Zapodam Wam bowiem klasyczny manicure francuski bez żadnych udziwnień kolorystycznych typu oczojebna żółć: Klik!  czy zgniły, trupi kolor: Klik!.
Po licznych dziwnych odgłosach jakoby trupkowe kolory nie pasują do takiej elegancji, stwierdziłam że przerzucę się wyjątkowo na klasykę.

Doceńcie więc moje przejście na jasną stronę mocy.

A oto jak owa klasyka mi wyszła:

jasność wszędzie widzę z bliska!

I z daleka!:

można powiększyć przez "klik" na zdjęcie

Użyte specyfiki:

od lewej: EVELINE Scarlett nr 00, EVELINE Scarlett nr 550

Szczegóły:

- lakier główny: EVELINE Scarlett, nr 00, ok. 6 zł, Biedronka

(powyższy lakier używany jako tzw. baza i top coat, jest całkiem fajny. Przedłuża trwałość lakieru podstawowego i ochrania pazury przez odbarwieniem. Jednakże ten sam lakier EVELINE używany solo, jak tutaj do tego manicure, jest beznadziejny. Musiałam użyć aż trzech warstw, żeby cokolwiek widać było, że jest na szponach. Poza tym strasznie długo czekałam aż wyschnie,a podczas aplikacji musiałam wstrzymywać oddech, bowiem wali acetonem aż miło. Jednym słowem, polecam stosować go jedynie w małych ilościach jako baza i top coat. W przeciwnym razie człek traci na niego nerwy, nos i czas.)
ocena: 3/5

- lakier do kresek: EVELINE Scarlett, nr 550: Klik!

Jak taka francuska elegancja się Wam widzi?

Kathy Leonia

PS. Chyba zostanę pisarką.
Napiszę powieść tragikomiczną o szukaniu pracy przez filolożkę polską.
Owo wielkie dzieło będzie się zwać - "O ciężki losie humanistyczny!".

wtorek, 14 maja 2013

129. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!

Po ponad dwutygodniowej przerwie w bojach lumpeksowych, zdecydowałam się dnia wczorajszego wybrać się ponownie do miejsca pełnego ciuchów wszelakich.

Z racji na wtorkową wymianę towaru, w poniedziałek - w dzień najtańszych łowów - nie było już dużego wyboru ubrań zdatnych do użytkowania.
Ale oczywiście coś wypatrzyłam, wymacałam, wyszperałam i nie wyszłam z pustymi ręcami.

Oto mój skromny łup:

tunika z koronką Vero Moda, rozmiar M - 3 zł

Tunika jest przeurocza i przepięknie wygląda do legginsów.
Czuję się w niej bosko!

Jak się nauczę robić ładne zdjęcie ze stylizacjami do lusterka to rzecz oczywista Wam pokażę, jak niektóre z łupów moich wyglądają na mej personie.

Kathy Leonia

PS. A to co dostałam od Testereczki: Klik!, jako żem największa gaduła u niej.
Za przesyłkę jeszcze raz dziękuję!

można powiększyć przez "klik" na zdjęcie.


poniedziałek, 13 maja 2013

128. Jak wyglądają moje włosy zaraz po umyciu?

Witajcie!

Dziś post z lekkim przymrużeniem gałki ocznej.

Stwierdziłam bowiem, że rozchmurzę Was nieco w ten poniedziałkowy, pochmurny dzień, aby perspektywa nadchodzącego tygodnia była nieco milsza.

Co będzie zatem punktem programu?
A to, że pokażę Wam jedyne w swoim rodzaju, nie publikowane nigdy wcześniej, zdjęcie moich mokrych kudełków.

Tylko się nie przestraszcie:



Włoski zostały umyte nowym nabytkiem, mianowicie szamponem Pharmaceris H-Keratinum: Klik! i potraktowane odżywką bez spłukiwania, czyli moją ukochaną Joanną Naturia z miodem i cytryną: Klik!
Są wstępnie ułożone i prawie rozczesane, jeśli rozczesaniem można nazwać rozplątanie największych kołtunów.

Niech żyje mhrok!

Kathy Leonia

PS. Podczas pozowania, przywołałam na swej facjacie straszną minę panny z horroru "The Ring", ale u licha moich aktorskich zapędów coś nie widać na foci.
Nie mniej jednak liczę po cichu na angaż w roli ewentualnej dublerki z 10 części tegoż horroru.

niedziela, 12 maja 2013

127. Po taniości: CF, zmywacz do paznokci

Witajcie!

Dnia dzisiejszego przyszła gratka dla wszystkich miłośników serii: "Po taniości".

Zapodam Wam bowiem recenzję pewnego zacnego a zarazem niedrogiego produktu do zmywania lakieru z paznokci.
Specyfik ów zwie się CF.
Niestety nie wiem, co powyższy skrót oznacza.

Tak natomiast o swym wyrobie mówi producent: "To zmywacz do paznokci z witaminą A, F, E, B.".

Można powiedzieć - tani produkt, krótka opinia.

Nie przedłużając, oto więc i on w butelce:

można powiększyć przez "klik" na zdjęcie

I na ręcu:




   Szczegóły:

Cena i dostępność: zmywacz kupiłam w Tesco. Dałam za niego... 99 gr!
   Zapach: typowy dla zmywacza - z butelki wali acetonem. Na szczęście podczas czynności zmywania lakieru, zapach acetonu nie jest tak intensywny i chwilami mam wrażenie, że go nawet nie czuję. No chyba, że się uzależniłam od wąchania zmywaczy do paznokci.
    Konsystencja: różowo-podobny płyn.
Opakowanie i pojemność: butelka plastikowa, bez zdobień i udziwnień. Pojemność: 100 ml.
     Wydajność: jak na razie dobra. Mam zmywacz ten jakiś miesiąc, używam co kilka dni, a zużycia nie widać jeszcze żadnego.
  Działanie: bardzo fajne! Mimo początkowych obaw, że będzie to jakiś chiński bubel po którym mi pazury odpadną, produkt ten jest najlepszym zmywaczem jaki do tej pory miałam. Rzeknę nawet, że słynny biedronkowy zmywacz z pomką blednie przy tym panu z CF. Czym mnie zatem tescowy specyfik zmywający ujął? Przede wszystkim tym, że już niewielka ilość wystarczy by sprawnie i błyskawicznie usunąć z pazurów resztki lakieru. Po prostu: biorę wacik, chlustam trochę zmywacza, przemywam pazurki raz, drugi i gotowe - szpon czysty! Poza szybkością działania, produkt CF jest delikatny dla mych paznokci i skóry dłoni, bowiem nie wysusza mi płytki pazura, ani nie podrażnia delikatnej skóry wokół szponów. Dla mnie to naprawdę super zmywacz i z przymrużeniem oka znoszę jego acetonowy zapach.
    Ocena: 5/5

Kto więc zaryzykuje wydanie tych 99 groszy i kupi powyższy specyfik?

Kathy Leonia

sobota, 11 maja 2013

126. Pierwsza wygrana!

Witajcie!

Jestem od dwóch dni taka podekscytowana, że szok szoka.
Już dawno tak się nie cieszyłam i nie skakałam z uciechy pod sufit.

Co spowodowało radość moją orgomniastą?

A to mianowicie, że w konkursie u Donny: Klik! wygrałam niespodziewanie nagrodę pocieszenia.
Do tej pory nigdy nic nie wygrałam, mimo że od dziecka startowałam w jakiś konkursach z gazet czy radia.
A tu proszę, taka niespodzianka zacna!

Od wczoraj owe cudeńka już są ze mną.

Poznajcie je:

od lewej: masło do ust Lip Butter Original z Nivea, lakier Bell Air Flow, nr 33 bodajże

Bardzo mnie korci, żeby oba produkty od razu przetestować, ale dzielnie się powstrzymuje.
Bowiem od niedawna mam niepisaną zasadę kosmetyczną, żeby najpierw coś zużyć, żeby móc otworzyć nowe coś.
Tak więc, gdy tylko wykończę moją pomadkę ochronną Lippo: Klik!, zabieram się bezlitośnie za masełko Nivea.
Sasasa.

Wygrałyście coś kiedykolwiek?

PS. Zostałam wczoraj pomylona z tegorocznymi maturzystkami.
Jechałam bowiem w autobusie elegancko ubrana do centrum miasta mego, a tu jakaś babcia mówi do mnie: " Powodzenia na maturach, dziecko!"

PS2. Zapomniałam dodać, że jakiś czas temu od Testereczki: Klik! także otrzymałam cosik kosmetycznego za fakt, że najwięcej konwersuję na łamach jej bloga uroczego. Niestety przez moją sklerozę, kompletnie zapomniałam pochwalić się tym czymś publice, ale na szczęście dzielny, Testerski duch mi o tym przypomniał! Tak więc oczywista pokażę Wam niebawem, co Testereczka ofiarowała mi w darze.

Katy Leonia, The Forever Young Girl!

piątek, 10 maja 2013

125. Wyniki konkursu z pudełka!

Witajcie!

Oto nastał dzień wyczekiwany dzielnie przez tłum miłośników gier i rozdań wszelakich.

Mieliście bowiem zgadnąć co mieści się w niniejszym pudełeczku:


Nagrodą była ta oto pasta cukrowa:



Tak więc co było w pudełeczku?

A to:

czyli wszystkie propozycje tych osób, jakie pofatygowały się pofantazjować o zawartości pudełka!

Oto te osoby:

można powiększyć przez "klik"

Tutaj losy pogniecione ładne i zgrabnie:

w kupie siła!

A tu szczęśliwiec wybrany:


Sanderko bądź łaskawa napisać do mnie maila (kathyleonia88@gmail.com) ze swoimi danymi adresowymi!

Wszystkim uczestnikom gratuluję pomysłowości.
Niektóre z Waszych koncepcji przyprawiły mnie o tzw. ryk śmiechu z głębi trzewi.

Kathy Leonia

PS. Post automatyczny.
Szwendam się dziś po rozkopanej Piotrkowska street.

czwartek, 9 maja 2013

124. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Przyznać się Wam muszę, że w tym miesiącu normalnie nieco zaszalałam z zakupami i nie miałam o dziwo wyrzutów sumienia.
Owe małe wariactwo portfela wynika z otrzymania zacnego przelewu, w zamian za zwrot podatku za rok ubiegły.
Dlatego też póki kasetka pełna jest, póty kupuję, ale - rzecz jasna - tylko to, co najpotrzebniejsze.

Na wielki rajd po sklepach pozwolę sobie dopiero, jak ktoś mnie gdzieś zatrudni.

Przechodząc do meritum. Oto co zakupiłam w ostatnim tygodniu:


Produkty, patrząc od strony lewej:
a) Szampon PHARMACERIS H-Keratineum. Skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych, ok. 25 zł, Allegro.
b) Tusz do rzęs Maybelline The Falsies Volum' Express Mascara, 20 zł, Allegro.
c) Skoncentrowane serum 3 w 1 do rzęs Advance Volumiere Eveline, 9 zł, Biedronka.

Czemu powyższe zakupy poczyniłam:
a) co by włosiska wzmocnić, izby nie uciekały w ferworze desperacji z łepetyny
 b) aby z rzęs mych chińskich uczynić firany do nieba
 c) żeby dać kopa rzęsiskom do wzrostu i żeby wyglądały jak rzęsy, a nie jak kłaczki

Jestem szalenie zakupoholiczna, mówię Wam!

Kathy Leonia

PS. A już jutro wyniki mego boskiego rozdania z pudełka!

środa, 8 maja 2013

123. Włosowa aktualizacja: maj 2013

Witajcie!

Przyszła pora upragniona na co miesięczną spowiedź włosową.
Cóż tym razem mogę rzec o włosiskach swych?

Ano nadal mnie denerwują.
Puszą się, odstają na wszystkie strony no i uciekają nadal.
Za te wszystkie niuanse winię pogodę rzecz oczywista a nie siebie, bo o dziwo jestem naprawdę grzeczna i troskliwa względem kudełków.

Tak oto się prezentują obecnie:


Tak było miesiąc temu:



Dane poglądowe:

Długość: taka sama jak w kwietniu, tj. przed zapięcie od stanika - ok. 51 cm. Pod nożyce poszło bowiem ok. 2 cm
 Skręt: w maju akurat włosy się fochnęły i postanowiły, że nie będą się zawijać
 Kolor: ciemny blond + jasny blond
Stan: walczę z ŁZS...
Grubość: ok. 7 cm...
 Częstotliwość mycia: co 2 dni myję sobie, sobie
 Olejowanie: co drugie mycie

Produkty używane w maju - te same co w kwietniu: Klik!

 A jak tam Wasze włosiska?
Też Was denerwują?

Kathy Leonia

wtorek, 7 maja 2013

122. Zdobienia paznokciowe: czarny francuski trupek

Witajcie!

Z racji tego, że dawno ale to naprawdę dawno, nie pokazywałam publicznie moich koślawych zdobień lakierowych, stwierdziłam, że czas najwyższy to zmienić.

Dlatego dziś, zaprezentuję Wam moją wariację francuskiego manicure zatytuowaną roboczo "czarny francuski trupek".
Czemu taka nazwa mroczna?
A temu, że którejś z Was kolor lakieru podstawowego tak się uroczo skojarzył.

Mniejsza jednak o skojarzenia, oto bowiem moje dzieło:





Użyte specyfiki:

od lewej: Lakier WIBO art liner nr 13, WIBO Express growth z serii candy pastel trend, nr 413

Szczegóły:

 - lakier główny: WIBO Express growth z serii candy pastel trend, nr 413: Klik!
- lakier czarny do kresek: Lakier WIBO art liner nr 13: Klik!

Co sądzicie?
 Elegancki trupek mi wyszedł?

Kathy Leonia

poniedziałek, 6 maja 2013

121. Co jeść zamiast chipsów?

Witajcie!

Dziś trochę odmienny post.
Nie będzie kosmetycznych dywagacji, ani perfumowych dumań.

Dziś zajmę się kwestią jedzeniową, a dokładnie mówiąc - kwestią chipsową.

Te kawałki chrupiących ziemniaczków, wypiekane na głębokim tłuszczyku, były moim wielkim i ogromnym nałogiem spożywczym, który prześladował mnie odkąd tylko pamiętam.
Słony smak Laysów, Cheetosów, Crunchipsów towarzyszył mi od zawsze w czasach tzw. doła lub złego samopoczucia.
Chrupanie chipsów uspokajało mnie, koiło moją rozdygotaną emocjonalnie duszę i dawało chwileczkę zapomnienia.
Wiedziałam, że to niezdrowe, tuczące i ogólnie mówiąc okropne, ale nałóg był silniejszy.
Gdy zjadłam jedną paczkę chipsów, zaraz sięgałam po następną.
Istny obłęd...

Moje ulubione smaki?
Paprykowe, cebulowe, solone, pikantne.
Można powiedzieć wszystkie!

Oczywiście taka kuracja nie była dobra dla mego organizmu, który zawalony nadmierną ilością soli i konserwantów, protestował.
Miałam silny trądzik, rozszerzone pory, ziemistą cerę i problemy fizjologiczne z oczyszczaniem jelita grubego. Ponadto byłam ospała, chodziłam ciągle wściekła i nie miałam na nic ochoty.
Do tego dochodził oczywiście zaogniony stan ŁZS i atak wściekłych drożdżaków na skalpie.

Na szczęście przywołałam się do porządku, po tym jak się przeraziłam jak wygląda ma cera i włosy...
Od ponad pół roku jem chipsy sporadycznie, tj. raz na dwa/trzy tygodnie i tylko w ilości odpowiadającej pojemności dłoni.

Co chrupię zamiast tego?

Zaraz Wam pokażę:


pestki dyni (witaminy: C, D, B1, B2, PP, cynk, fosfor)

suszone morele (żelazo, wapń, fosfor, witaminy: PP, B i C oraz błonnik)

orzechy laskowe (witaminy: B, E, A, F, fosfor, magnez)

suszone śliwki (witaminy: E, C, K. błonnik, siarka)

Powyższe produkty oprócz faktu, że wspaniale smakują, są także zdrowe i pożywne.
Stanowią doskonały substytut  słonych chipsów i mogą być chrupane kilka razy na dobę.

Od kiedy stosuję takie zamienniki tłustych, cieniutkich ziemniaczków, mój organizm dochodzi powoli do ładu i jest zadowolony.
Cera i włosy poprawiły mi się, jelitka pracują aż miło. 
Mam więcej energii i już nie ziewam o godzinie 20 wieczorem.

A Wy jesteście/byliście uzależnieni od niezdrowych przekąsek?

Kathy Leonia