.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

czwartek, 30 kwietnia 2015

699. Recenzja: Neauty Minerals mineralny podkład matujący

Witajcie!

Dziś się pobawimy podkładem mineralnym zacnie.

Będę mówić o specyfiku z Neauty Mineral.

Słowo od producenta: "Neutralny odcień z brzoskwiniowymi tonami, idealny dla jasnej karnacji.
Podkład zapewnia długotrwały efekt matowej twarzy. W zależności od liczby nałożonych warstw umożliwia uzyskanie od lekkiego do średniego krycia. Doskonale wyrównuje koloryt cery oraz pozwala ukryć drobne niedoskonałości."

Skład: Klik!

W pudle:





Na łapie:


Facjata goła:



Facjata z produktem:



Szczegóły:

Cena i dostępność specyfik ten wygrałam w rozdaniu u Kasi. Normalna jego cena w internetowych odmętach to ok. 50 zł.
Zapach bez zapachu.
 Konsystencja kremowy proszek do aplikacji na facjacie tu i tam.
Opakowanie i pojemność: okrągły biały plastik, w tonacji napisowej zgniło-zielonej. Pojemność: 8 g
Wydajność: bardzo dobra. Specyfik spokojnie starczy na jakiś rok częstego użytkowania.
Działanie: średnie. Od powyższego cuda mineralnego liczyłam przede wszystkim na ładnie wyrównanie kolorytu skóry oraz na zacną moc krycia. Z początku wydawało się, że specyfik spełnia powyższe oczekiwania; podczas aplikacji  uroczo wklepywał się w cerę, ujednolicał ją oraz nadawał złudzenie alabastrowości naskórka. Normalnie efekt jak z obróbki graficznej! Niestety ów stan idealny nie trwał wiecznie, gdyż raptem po dwóch, góra trzech godzinach, produkt zaczynał złazić z twarzy, dziwnie rolując się oraz złuszczając. Skóra prezentowała się więc marnie, wyglądała źle i wołała o pomstę do niebios... Nie pomagało pudrowanie, ani ponowna aplikacja podkładu. Chcąc nie chcąc, trzeba było wyrób Neauty z buzi zmyć, po czym przypudrować się dyskretnie jakimś innym tanim pudrem naprędce kupionym, aby można było wyjść ponownie do ludzi. Co z tego, że produkt nie zapycha, jest wydajny i ma szeroką gamę kolorystyczną, skoro jest tak nietrwały... Szkoda mi wydawać 50 zł na coś, co jakością dorównuje zwykłym podkładom z bazarku. Nie polecam i na pewno nie wrócę do tego zioma.
Ocena: 2/5

Miałyście?

Kathy i Leon

środa, 29 kwietnia 2015

698. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Dziś przybywam do Was z zakupami kwietniowymi.

Było to rzeczy potrzebne, niezbędne, dlatego też zdecydowałam się na przygarnięcie ich do serca mego.

Oto i one w całości:

od góry: Bell Look Now HD Powder, prasowany puder matujący, ok. 12 zł, Biedronka; Rexona Oxygen antyperspirant w sztyfcie, ok. 7 zł, Tesco; Lirene Dermoprogram Antiaging intensywny krem przeciwzmarszczkowy pod oczy, ok. 8 zł, Rossman; Prokudent płyn do płukania ust, ok. 4 zł. Rossman; Carex żel antybakteryjny, ok 5 zł, Rossman; zatyczki do uszu 6 sztuk, ok 3 zł, Rossman; zestaw do szycia, ok. 3 zł, Rossman.

Tu rzut aparatu na puder:

Tu z kolei są zatyczki do uszu i zestaw do szycia:


Dezodorant:


Płyn do płukania ust:



 Żel antybakteryjny:


 Kremik po oczy:


 Wszystkie powyższe specyfiki znajdą z pewnością swoje zastosowanie i nie będą zalegały w szafie.

Na początek, w ramach codziennej, porannej pielęgnacji pójdzie dezodorant Rexony, używany i wielbiony przeze mnie od lat niepamiętnych.
Potem, z nonszalancką elegancją, chętnie sięgnę po krem do oczu, co by się nie zmarszczyć za szybko.

Zatyczki do uszu i zestaw do szycia - ot małe rzeczy, a cieszą.
Przydatne niezwykle - zwłaszcza to pierwsze - jeśli w domu chrapiący brat czy tato.

Płyn od ust oraz żel antybakteryjny z kolei to produkty uniwersalne.
Dla higieny, dla zdrowia, warto je po prostu mieć.

Puder matujący natomiast uratuje Leona przez nagłym atakiem świecenia się na facjacie.

Miałyście coś z powyższych produktów?

Kathy Leonia

PS. Odnośnie pytań pod poprzednim postem - rzęsy mam naturalne, jedyne wspomagane wzrostowo przez odżywkę z Oceanic Long4Lashes: Klik!

wtorek, 28 kwietnia 2015

697. Makijaż paletką Essence 3D Eye Shadow

Witajcie!

Dziś oko sobie pozielenimy.

Będzie to bowiem test paletki z Essence wyprodukowanej pod nazwą 3D Eye Shadow.

Oto efekt końcowy:






Użyte kosmetyki:

a) oczy: cienie Essence 3D Eye Shadow, zestaw nr 6 Mermaid Kiss; eyeliner Lovely Pin Up; tusz do rzęs Loreal Telescopic Clean Definition: Klik! ; baza pod cienie własnej roboty: Klik!

b) użyte cienie:


Co sądzicie o powyższym malunku?

Kathy z Leonem

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

696. Paznokcie na dziś, cz. 3

Witajcie!

Dziś sobie pazury przystroimy.

Oto efekt:






Ziomem, który został wykorzystany do powyższego malunku jest miniaturowy OPI z serii miasta świata.

Oto i on:


Ten lakier jak i jego troje kamratów to wygrana - hen hen z dawnych czasów początku twórczości Leona - u Pure Morning.

Cudaki te zostały odłożone skrzętne w tajne miejsce, gdyż żal było rozpocząć użytkowanie ich.
I tak leżały, smuciły się i czekały na swój dzień.

Dopiero niedawno sobie o nich przypomniałam i zaczęłam namiętnie mazianie się.

Powiem Wam, że są genialne!
Świetne kolory, trwałość betonu, dobre krycie...

Mogłabym ze szczerzącą się szczękę i wzruszonym głosem peany nadobne tworzyć na cześć tych lakierów normalnie!

Na pełniejszą i mniej rozemocjonowaną jednakowoż recenzję zabiorę Was, gdy zaprezentuję w tej oto serii każdego takiego przyjemniaczka po kolei.

Tak więc uzbrójcie się w cierpliwość!

A Wy dziś w co pazury zdobicie?

Kathy Leonia

niedziela, 26 kwietnia 2015

695. Recenzja: Dars Perfection Queen kredka do ust

Witajcie!

Dziś pomalujemy wargi nasze.

Będę mówiła o kredce do ust z firmy Dars z serii Perfection Queen.

Słowo od producenta: "Drewniana kredka do podkreślania kształtu i koloru ust. Różne odcienie."

Skład: brak informacji...

Bohaterka w opakowaniu:



Zbliżenie na nazwę:




ja mam nr 17


Końcówka:



Na dłoni:



Na ustach:



Szczegóły:

Cena i dostępność: specyfik ten dorwałam na bazarku, gdzie dałam za niego ok. 1 zł.
    Zapach bez zapachu.
  Konsystencja kredka do kredkowania usteczek.
   Opakowanie i pojemność: mazidło w formie kredki różowej ze złotymi napisami, niezbyt wyraźnymi. Pojemność: 1,2 g.
  Wydajność: bardzo dobra. Specyfik spokojnie starczy na jakiś rok stosowania.
Działanie: zacne. Zacznę przekornie jednakże od tego, że do tejże kredeczki byłam nastawiona nieco nieufnie. Ot, co może bowiem zrobić produkt za 1 zł? Pewnie tylko jakieś opryszczki nam przysporzy tudzież jakiegoś pryszcza zaprosi... Jakież to szczęście, że racji nie miałam! Mazidło, pochodzące notabene z ruskiego bazarku a nie z luksusowej drogerii, oczarowało mnie niesamowicie. To produkt niezwykle wytrzymały i trwały; wargi nim pomalowane przetrwają spokojnie kilka godzin - ok. 5 - bez żadnego znikania czy rozmazywania się. Niestraszne mu także jedzenie i picie. Dodam ponadto, że kredka dobrze się aplikuje na ustach, jest miękka w swej konsystencji. I teraz punkt kulminacyjny programu - specyfik nie uczula, ani nie podrażnia! Nie wyrosło mi pryszczysko żadne, nie mam warg spuchniętych ani oblazłych ze skóry. Jeśli będziemy używać niniejszej kredki na błyszczyk - wargi się nam nie wysuszą ani suche skórki nie wylezą. A gdy do tego wszystkiego powyższego dodam fakt niskiej ceny, wydajności i uroczego odcienia - ot coś wspaniałego! Jedyne co mi się niezbyt podoba to kwestia braku informacji o składzie specyfiku, a także kiepska dostępność mazidła. Jeśli napotkacie się gdzieś na ów cud kredkowy, spokojnie możecie go brać i testować. 
 Ocena: 4/5 

Miałyście?

Kathy Leonia

sobota, 25 kwietnia 2015

694. Recenzja: Essence I Love Stage Eyeshadow Base baza pod cienie

Witajcie!

Dziś sobie utrwalimy cienie na powiekach.

Będę mówić o bazie pod cienie od Essence z serii I Love Stage.

Słowo od producenta: "Baza pod cienie w limitowanej serii Essence. Utrwala cienie lub korektor. Kolor beżowy, po roztarciu bezbarwny."

Skład: Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Isododecane, Cetyl Peg/Ppg-10/1 Dimethicone, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Polymethylsilsesquioxane, Mica, Dimethicone Crosspolymer, Polyglyceryl-4 Isostearate, Sodium Chloride, Stearoyl Inulin, Cera Alba (Beeswax), Dimethiconol, Ethylhexylglycerin, Trimethoxycaprylylsilane, Triethoxycaprylylsilane, Tin Oxide, Phenoxyethanol, Ci 77491, Ci 77492, Ci 77499 (Iron Oxides), Ci 77891 (Titanium Dioxide). (18.02.2012)

Specyfik w pojemniku: 



Obietnice producenta:


Na dłoni:


Test mocy:

od lewej cień z bazą; od prawej - bez bazy

 Szczegóły:

Cena i dostępność specyfik swój znalazłam w Naturze, gdzie dałam za niego ok. 10 zł.
   Zapach: bez zapachu.
  Konsystencja jasnobrązowe mazidło do cieni utrwalania.
   Opakowanie i pojemność: tubka plastikowa przezroczysta, z czarnymi obietnicami producenta. Pojemność: 10 ml
  Wydajność: bardzo dobra. Produktu używałam grubo ponad pół roku.
 Działanie: przyjemne. Zacznę może od tego, że odkąd zaczęłam produkcję własnej bazy pod cienie: Klik! tak nie sięgałam po kupne tego typu specyfiku. Nie mniej jednak, razu pewnego będąc z Naturze na tzw. szperaniu, natknęłam się na bazę z Essence. I tak stwierdziłam, że co mi w sumie szkodzi, capnę ją do koszyka i wypróbuję sobie. I powiem Wam, że to była dobra decyzja. Produkt z Essence bowiem jest naprawdę zacnym przedłużaczem żywotności cieni na powiekach. Przede wszystkich trzyma w ryzach malunek oczny przez ok. 7-8 godzin. Nadaje się zarówno pod makijaż dzienny, jak i mocniejszy - wieczorowy. Dzięki tejże bazie, wszelakie kolory są żywe, mają moc trwania i nie rolują się. Warto wspomnieć, że mazidło dobrze się aplikuje, szybko się wchłania i nie "przebija" przez kolory cieni. Ponadto baza z Essence jest wydajna - wystarczy ot drobina, by zaczęła "działać" bez zarzutu. Kolejny plus to także kwestia braku uczuleń i podrażnień podczas użytkowania powyższego specjału. Jeśli dodamy do tego łatwą dostępność i w miarę niską cenę - można rzec - że trafiliśmy na cudaka idealnego. Polecam wszystkim gorąco tenże produkt!
 Ocena: 5/5 

Miałyście?

Kathy i Leon

piątek, 24 kwietnia 2015

693. Na piątek!

Witajcie!

Dziś wesoły, piątkowy dzień nam nastaje.

Dlatego, aby tradycji stało się zadość trzeba sobie nieco pofolgować.
Wszelakie imprezy i posiedzenia towarzyskie będą mile widziane.

Leon również będzie się dobrze zatem bawił.
Nie może jednakowoż poszaleć za bardzo, gdyż albowiem jutro sobota pracująca czeka go...

Nie mniej jednak coś niecoś z poniższego barku się wyżłopie:


Ów wesoły arsenał ma starczyć - rzecz oczywista - na kilka głodnych procentów osób.

Tak więc Ci wszyscy, co sądzili iż to zestaw startowy dla Leona, proszeni się o kajanie się i spuszczenie głów w pokorze.

A jakie są Wasze plany piątkowe?

Kathy

czwartek, 23 kwietnia 2015

692. Recenzja: Vipera Color of Rouge róż Classic

Witajcie!

Dziś sobie policzki zaróżujemy tudzież zabrązujemy.

Będę mówić o różu od Vipery pod nazwą Color of Rouge z serii Classic.

Słowo od producenta: "Ożywia cerę, koryguje kształty twarzy, odpowiednio nałożony może łagodzić lub wyostrzać rysy. Klasyczny, jednolity w całości, róż do policzków. Odpowiedni do każdego rodzaju cery.
Dodatkowe informacje od producenta:
Upiększa koloryt cery. Dyskretnie przyciemniając wypukłości i wydatne fragmenty twarzy (czubek nosa, wydatna broda, podbródek itp.) modeluje rysy dodając im subtelności i gracji."


Skład: Collage Talc, Mica, Kaolin, Isopropyl Stearate, Zinc.

Bohater w opakowaniu:


Informacje na odwrocie:

mój odcień to 204

Na dłoni:


Na twarzy:





Szczegóły:

Cena i dostępność: egzemplarz ów wygrałam kiedyś tam w rozdaniu. Normalnie można go upolować na Allegro, gdzie kosztuje ok 10 zł.    

Zapach bez zapachu.
  Konsystencja: puder do konturowania twarzy.
  Opakowanie i pojemność: przezroczysta kasetka, uwypuklająca specyfik. Pojemność:  5,5 gr.
  Wydajność: bardzo dobra. Produkt używam ponad rok i jeszcze jest go mniej więcej połowa.
 Działanie: sympatyczne. Róż z Vipery to mazidło, które naprawdę zapadło mi w serce. Jest to produkt idealny, jeśli chodzi zarówno o efekt delikatnego rumieńca, a także złudzenie zdrowej opalenizny. W obu z tych ról wytwór Vipery spisuje się wręcz idealnie; przede wszystkim pięknie ociepla nam karnację, nadając jej kurażu i świeżości. Skóra prezentuje się dziarsko, jurnie, wygląda zdrowo i tak apetycznie. Specyfik z Vipery jest także trwały - naniesiony na naskórek o poranku, spokojnie przetrwa aż do wieczora. Nie straszne mu małe deszcze czy nie groźne upały; trzyma się dzielnie na miejscu swym. Wspomnę, że produkt nie uczula, nie zapycha, nie podrażnia; jest delikatny i bezpieczny dla naszej twarzy. Dodam także, że róż z Vipery urzeka swoją wydajnością oraz uniwersalnością; spokojnie starczy nam na 2 lata użytkowania. Jeśli do tego mogę dołożyć kwestię niskiej ceny oraz szerokiej gamy kolorystycznej - ot coś wspaniałego! Jedyne co mi się nie podoba to kwestia dostępności li internetowej, nie mniej jednak liczę na to, że kiedyś Vipera będzie możliwa do ucapienia i w formie stacjonarnej. Polecam wszystkim gorąco i z przekonaniem ów wytwór kosmetyczny do facjaty!
 Ocena: 4/5  


Miałyście?

Kathy Leonia 

środa, 22 kwietnia 2015

691. Wielki Google radzi, cz. 6

Witajcie!

W ramach środowego relaksu, zapodam Wam kilka smaczków z wyszukiwarek internetowych.
Tu znajdziecie wcześniejsze części: Klik!

Dzisiejsze hasła wołają wręcz o pomstę tudzież o przebłaganie w niebiosach...

1. wysychanie i swędzenie skóry kiła
Jak wszyscy wiedzą, kiła to ciężka przypadłość przenoszona drogą płciową. Ot kilka czułych słów i gorących momentów z pierwszym lepszym nieznajomym z dyskoteki, chwila nieuwagi bez zapobiegliwości... I... jako wieczną pamiątkę po gorącej nocy mamy wirusy i bakterie w drogach rozrywkowych. Smutna nowina dla wstrzemięźliwych seksualnie - wy też nie jesteście bezpieczni! Wobec bowiem nagłego postępu technicznego i kulturowego, obecnie wirus kiły grasuje także w Internetach. Jak się strzec nieprzyjaciela? Wchodzić i czytać li Leona! Inne strony są zainfekowane!

2. zakochany w anorektyczce
Och nadobna, chuda babo, adorować Cię zamierzam po wsze czasy! Pozwól mi wniknąć w kości Twe i żołądek. Otulę także tkliwie i jedynie chory umysł Twój. Zaopiekuję się Tobą jak nikt inny. Będziemy razem aż po kres lichego żywota Twego! Z wyrazami miłości - Waćpanna Anoreksja i Donna Osteoporoza.

3. gratulacje kurde no
Zwykle gratuluję się za coś. Za zdanie egzaminu, za zdobycie pracy, za ucapienie nowego chłopa... Można jednakże winszować człekowi także za bogactwo mowy ojczystej. Wyrazy i sformułowania takie jak: "kurde", "kurcze", "kurczątko", "kura" są idealne, aby szerzyć we wszechświecie piękno naszego języka polskiego. Co za kunszt, co za talent, co za gracja słownikowa! Normalnie sam profesor Miodek byłby dumny.

4. szyja
Moja szyja przeszła wiele. Była zaginana, wyginana, zakręcona i wykręcona. Nie były to przyjemne doznania. Wyobrażacie sobie np. sytuacje, gdy Wam się łeb zaklinuje w chaszczach? I nijak nie można go uwolnić? A tu drapieżnik zza rogu się wyłaniać raczy i oczka mu li świecą się namiętnie? Co pozostaje stworzeniu marnemu uwięzionemu w listowiu? Albo zginąć marnie, albo udawać trupa, albo puścić pianę z paszczy. Nikt nie chce spożywać przecie wściekłego mięsiwa... I taka szopka się dzieje za każdym razem, dzień w dzień, noc w noc. I to wszystko przez tę głupią, długą i uciążliwą wypustkę szyjną, której zachciało się urosnąć na metrów kilka i której przeznaczeniem jest bycie istnym zdobywcą wysokości. Ech, nie łatwo być żyrafą, oj nie... 

5. wibrator leczniczy
Na odstresowania, na zły dzień, na niepogodę, na kłótnię z chłopem... Nie masz nic lepszego jak mały, dyskretny przyjaciel wibrujący, który usunie migiem troski Twe i da Ci poczucie spełnienia! Nie masz jeszcze tego cuda? To szybko, szybko, pędź do hipermarketu po... poduszkę wibrującą!

A u Was jak to wygląda z hasłami z wyszukiwarek?

Kathy i Leon

wtorek, 21 kwietnia 2015

690. Recenzja: Bielenda wazelina kosmetyczna

Witajcie!

Dziś będzie tłusto i oleiście.

Zapodam Wam słów kilka odnośnie mazidła wazelinowego z Bielendy.

Słowo od producenta: "Wazelina kosmetyczna ma działanie natłuszczające, ochronne. Testowana dermatologicznie, posiada atest PZH."

Skład: Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Ceresin, Petrolatum (Nota N), Glycine Soja (Soybean) Oil, Lanolin, Parfum (Fragrance), Amyl Cinnamal, Cinnamyl Alcohol, Citronellol, Geraniol, Hydroxycitronellal, Isoeugenol, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.

Mazidło w pudle:


Na dłoni:

   

 Szczegóły:

Cena i dostępność specyfik tenże znalazłam w Tesco, gdzie dałam za niego ok. 2 zł.
   Zapach mocny, naftalinowy, niczym woń środka na mole.
  Konsystencja tłusta tłustość do natłuszczania skóry.
   Opakowanie i pojemność: puzderko plastikowe, w tonacji biało-zielonej. Pojemność: 25 ml.
  Wydajność: średnia. Produkt używałam w ubiegłorocznym okresie zimowym, gdzie to li po dwóch miesiącach dobił smętnie dna.
 Działanie: takie sobie. Mazidło wazelinowe z Bielendy było dla mnie specyfikiem, dla którego pokusiłabym się wyśpiewywać peany czy hymny pochwalne. Nie zachwyciło mnie bowiem do najwyższego stopnia ochów i achów... Stosowałam ową tłustość - w hojnych ilościach - po wieczornej kąpieli na pięty i łokcie, które u mnie są zwykle miejscami wołającymi o siły odżywcze podczas okresów zimna i chłodów. Wazelina z Bielendy nie zregenerowała jednakże naskórka w powyższych miejscach newralgicznych, nie spowodowała jakiegoś spektakularnego odnowienia. Jedynie co robiła to delikatnie nawilżała i natłuszczała tamtejsze rejony. Nie było to jednak długotrwałe, gdyż po krótkim czasie ponownie odczuwałam suchość i spękanie okolic piętowych oraz łokciowych. Konieczna była wtedy powtórne smarowanie się wazeliną, na której to czynności wydajność i pojemność specyfiku cierpiała srogo. Jeśli chodzi o samą aplikację produktu, tutaj również mam pewne zastrzeżenia, mianowicie czas wchłaniania się. Produkt nie wsiąkał bowiem od razu w skórne otchłanie, trzeba było poczekać kilka, kilkanaście minut, aż dobrze się "rozgości". Zapach mazidła także pozostawiał wiele do życzenia - taka moc naftaliny nie każdemu się spodobać może... Jedyne plusy jakie ratują ów kosmetyk przed totalną porażką to niska cena i łatwa dostępność. Nie polecam Wam tegoż cudaka, bo za 2 zł możecie mieć np. dobrą bułę słodką, aniżeli wazelinę "jadącą" molami...
 Ocena: 2/5 


Miałyście?

Kathy i Leon 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

689. Działkowe migawki

Witajcie!

Korzystając z przedłużone dla Leona weekendu, wybyłam sobie wczoraj na działkę, aby poużywać i napowietrzyć się nieco po ciężkim tygodniu pracy.

Nie był to co prawda wypad jakiś długotrwały - ot raptem kilka godzin - nie mniej jednak nawdychałam się tlenu aż po dziurki w nosie, nasłuchałam się świergotu tokujących ptasząt, a rześki wiater owiał mnie tu i ówdzie radośnie.

Pomyślałam też o Was.

I dlatego poniższą fotorelację poczyniłam:

niebieskie kwiatuszki

pyszne, dumne bratki
pan bratek, co ma parcie na foto

domek dla ptasząt; gdyby był większy Leon sam by tam się wprowadził

prawda, że przytulny?

cudne białe badyle

ziom kwiatek

taka tam dekoracja wiosenno-jesienno-wielkanocna

bratek, co pozował z profilu

kompozycja kwiatowa dziadka mego

Prawda, że człekowi od razu raźniej na duchu, jak pogapi się trochę na cudy przyrody?

Kathy Leonia