.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

środa, 31 grudnia 2014

582. W sylwestrową noc!

Witajcie!

Dziś chwalebny dzień wolny od kursantów oraz szefostwa.
Tak bardzo potrzebna chwila wytchnienia i odpoczynku przed zbliżającą się szampańską zabawą do srogich godzin rannych.

Jednakowoż nie leżę do góry brzuchem i nie próżnuję tylko ciężko... gotuję!

Zrobiłam już bowiem w pocie czoła sałatkę warzywną, teraz pora na ciasto, po którym to upieczeniu wybywam jeszcze na zakup trunków do toastów.

Ba!

Nawet już wiem, jak się odzieję na wieczór.

Oto elegancka kreacja sylwestrowa Leona w całości:


Tu zbliżenie na bluzkę:

bluzka F & F, rozmiar 36, 38 zł, Tesco


Tu spodnie:


czarne spodnie no name, rozmiar s, ok. 30 zł, bazarek

Buty:

czarne botki Parfois, rozmiar 36, 50 zł, Allegro



Biżuteria:


bransoletka no name od przyjaciółki; kolczyki rożyczki, 1 zł, Pepco

naszyjnik z granatowym szkiełkiem, ok. 20 zł, Cropp

Sylwestrować będę u znajomych chłopa na działce poza Łodzią.
Ot, typowa domówka.

Dużo tańca, picia, jedzenia i śmiechu.
Trochę dumania przy petardach i hałasowania na dworze...

Zaczynamy już o 17 - o zgrozo - gdyż po co marnować cenny czas uciekającego roku.
Obym tylko wytrzymała do 24 i nie padła zmęczona życiem vel procentami wcześniej.
W tym wieku toż to się bowiem nie godzi zachowywać się jak nieokrzesana gimbaza przecie...

A Wy jakie plany na wieczorne hulanki macie?

Kathy Leonia

wtorek, 30 grudnia 2014

581. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Nie ma to jak dobrze rozpocząć tydzień w zakupowej formie!
Od razu człekowi - a konkretnie mówiąc: babie - robi się miło na duszy, dzięki czemu ma się niespotykaną siłę oraz moc do działania w robociźnie po świątecznej przerwie.

Na poczet takiego udanego więc startu tygodnia pracowniczego, otrzymałam wczoraj długo wyczekiwaną pakę z cudami zakupionymi na ZSK.

A oto co pakunku było:

od lewej: hydrolizat keratyny, 15 ml, ok. 5 zł; spirulina algi morskie, 10g, ok. 8 zł; alantoina, 10 g, ok. 6 zł, marokańska glinka, ghassoul, 50 g, ok. 8 zł.

Produkty w zbliżeniu:



Keratynę kupuję od dwóch lat, dodaję ją do szamponu i - po prostu - uwielbiam.
Pogrubia bowiem mi kudły, odżywia je i powoduje wysyp małych włosków.

Glinkę kupiłam na próbę, gdyż nigdy wcześniej się nią nie bawiłam i nie mogę się doczekać, aż się zaglinkuję.
Liczę po cichaczu, że tenże proszek pomoże oczyścić z wągrów i innych nieprzyjaciół moją tłustą facjatę.

Spirulinę zakupiłam przez Żanetkę moją uroczą, która owe zielone coś wychwalała pod niebiosa.
Leon na razie podchodzi do tego czegoś jak pies do kota, dumając przede wszystkim, w jaki sposób z tego się korzystać.

Alantoina przyda się natomiast do nawilżających kąpieli; wystarczy trochę proszku wsypanego do wody w wannie, a nasza skóra staje się gładziutka jak jedwab.

Kto doradzi Leonowi natomiast jak się spirulinić?

Kathy

PS. Dziś znów do roboty.
O jak mi się nie chce...

poniedziałek, 29 grudnia 2014

580. Prezenty świąteczne, czyli co Leon pod choinką znalazł - edycja 2014 r

Witajcie!

Święta, święta i po świętach - jak to się zgrabnie przyjęło mówić...
Na kolejne przyjdzie nam czekać znów rok cały.

Z minionych zostały jedynie miłe wspomnienia, mnóstwo zdjęć oraz - niestety - kilka dodatkowych deko więcej.

Nie sposób jednak zapomnieć o podarkach spod zielonego drzewka.

Oto co Leon w tym roku otrzymał.
Zaczynamy od rodziny:

biała tuniko-bluzka, E.M.G. Collection, rozmiar 36.


czyż nie jest cudowna owa kokardka?

szary szlafrok, Muzzy, rozmiar 36.

urocze wykończenie w środku

dzięki bawełnie - super miękki i przytulny


Od przyjaciółki:

zestaw lakierów do paznokci (lakier i top coat), Wibo


złota bransoletka, marka nieznana


 Od chłopa:

truskawkowa świeczka, Sinnlig


Funpol, Kitty rajstopy imitujące zakolanówki



mrau!
Szczególnie jestem oczarowana szlafrokiem - wspaniałe wykonanie, świetnej jakości bawełna.
Milutki, cieplutki, przytulny...
Nic tylko przyodziać go o poranku i paradować dumnie aż do wieczora!

W drugiej kolejności zachwytów idą kotkowe rajstopy.
Jak je zobaczyłam to padłam z radości i byłam bliska wydawania dziwnie nieokreślonych mruczeń i prychów w kocim stylu.

Bluzka również przypadła mi do gustu, gdyż jest elegancka a do tego przyjemna w dotyku i noszeniu; do robocizny będzie jak znalazł.

Biżuteria, lakiery i świeczka - cóż na pewno będą miały swoje pięć minut.


A Wy co wymacaliście pod choinką?

Kathy Leonia

niedziela, 28 grudnia 2014

579. Recenzja: Miss Sporty Perfect Color Lipstick super trwała szminka do ust

Witajcie!

Oto czas nastał, abym rzekła Wam cosik odnośnie szminkowego pewnego mazidła z Miss Sporty.
Będzie to Perfect Color Lipstick czyli innymi słowy: super trwała szminka do ust.

 Słowo od producenta: "Szminka dostępna w 20 intensywnych odcieniach. Zapewnia długotrwały kolor przez 6 godzin. Specjalna formuła nie wysusza ust i sprawia, że są miękkie i dobrze nawilżone. Szminka jest kremowa i ma bardzo delikatny, prawie niewyczuwalny zapach."

Mazidło w pakunku:



mój odcień to119  Lovely


Na ręku:


Na ustach:



Szczegóły:

Cena i dostępność:
swój egzemplarz zakupiłam w Rossmanie już dawno temu i dałam za niego ok. 9 zł.
   Zapach: przyjemny, naturalnie słodki, ot jakby wgryźć się w arbuza soczystego.
 Konsystencja: twarda, nierozciapująca się.
  Opakowanie i pojemność: granatowo-ciemny pojemnik szminkowy. Pojemność: 4,2 g.
  Wydajność: bardzo dobra;specyfik mam od ponad roku, często do niego wracam, a zużycia w ogóle nie zaobserwowałam.
  Działanie: przyjemne! Mazidło z Miss Sporty spełnia wszystkie podstawowe pokładane w nim nadzieje o pomadce zacnej. Przede wszystkim, ma świetną pigmentację; już bowiem delikatna warstwa produktu na wargach nadaje kolor i uwydatnia ich kształt, bez podkreślania skórek suchych. Usta stają się soczyste, kuszące i takie zmysłowe. Warto dodać, że produkt nie tylko dba o koloryt warg naszych, ale również nawilża i pielęgnując cienką skórę wokół otworu gębowego. Co do trwałości, wyrób z Miss Sporty jest także godny uwagi - spokojnie wytrzymuje na ustach do 5 godzin. Trzeba jednakże uważać podczas jedzenia i picia, gdyż wtedy pomadka ma tendencje do rozmazywania się i uciekania z miejsca aplikacji... Nie jest to jednak dla mnie wielki problem, gdyż chętnie mogę się nią pomazać ponownie.  Gdyby więc tylko mazidło było nieco trwalsze i wytrzymywało próbę posiłkową, mogłabym je sławić w niebiosa... A tak pozostaje mi tylko wychwalanie jej na ziemskim padole. Nie mniej jednak, produkt za niecałe 10 zł a tyle uciechy! Jak jeszcze dodam do tego miły zapach, łatwą dostępność i duży wybór kolorystyczny - ot nie pozostaje Wam nic innego tylko kupowanie!
Ocena: 4/5 

Miałyście?

Kathy Leonia

PS. Działka Leona jest położona w uroczym zakątku za Andrespolem.
PS2. Leon swą facjatę ukaże przy milionowej odsłonie bloga tego.
PS3. A już jutro - prezentacja prezentowa!

sobota, 27 grudnia 2014

578. Zimowe migawki

Witajcie!

Powróciłam z Głuszy i Dziczy, vel działki za Łodzią.

Dochodzę więc powoli do siebie po trzech dniach Wielkiego Obżarstwa, połączonego z różnoraką indoktrynacją polityczną, jakie to miały miejsce przy stole podczas każdej konsumpcji.
Głównymi prowodyrami rozmów o ojczyźnie byli dziadziuś i tatuś, którzy jak zaczęli rozważać i deliberować o aktualnym złym stanie budżetowym i gospodarczym naszego cudnego i miodo-mlekiem płynącego kraju, tak nie mogli skończył.

Do powyższych dumań dołączył się był także wczoraj i chłop mój, w wyniku czego młode pokolenie tęgo rozprawiało ze starszym, za nic nie mogąc znaleźć miłego dla ucha konsensusu.

Leon jednakowoż z racji na głęboko zakorzeniony uraz do rozmów na tematy polityczne - takie tam od małego spaczenie objawiające się uciskiem w lewej półkuli mózgu, bólem żołądka i ogólnym początkiem stanów depresyjnych -  musiał odpocząć nieco od nadmiaru informacji.

Dlatego też wybył na samotny, mały spacer relaksacyjny.

Oto co wpadło mu w obiektyw:

widok z balkonu

skalniaczek taki WOW

ślad Leona w śniegu

krzaki dziadka

droga dumania

tyle Leon się nadumał!


zimowy lasek

widok z górki

znowu lasek

jeszcze więcej lasku!

Szkoda Pani Pogodo, że powyższego białego puchu nie sprowadziłaś nieco wcześniej na kraj nasz ojczysty.

Nie mniej jednak miło było - choćby w drugi dzień świąt - patrzeć na uroczo sypiący i prószący zewsząd śnieżek.

Kathy i Leon

piątek, 26 grudnia 2014

577. Jak nie przytyć w święta i przeżyć Wielkie Obrażstwo?

Witajcie!

Kilkoro z Was prosiło mnie o rady żywieniowe odnośnie racjonalnego przeżycia Wielkiego Świątecznego Obżarstwa, które notabene już się kończy.

Nie mniej jednak, przed nami jeszcze przynajmniej doba srogiego wyzwania żywieniowego.
Jak zatem znieść najbliższe godziny z głową, aby nie bolało w środku trzewi?

Cóż, metoda jest bardzo prosta, przede wszystkim - zdrowy umiar.
Nie rzucajcie się na jedzenie, jakby było Waszym ostatnim posiłkiem w żywocie.
Apokalipsa głodowa i era zombi jeszcze nie nastały, zdążycie się na nie spokojnie przygotować.

Konsumujcie z rozsądkiem; jeśli już czujecie się pełni po jednej porcji bigosu, nie zapychajcie się dokładkami.
Szkoda kiszek, szkoda żołądka, szkoda bolesnego dumania w toalecie.

Kolejna ważna rada, mianowicie: pomiędzy jednym kęsem a drugim popijajcie dużo wody przegotowanej, aby jedzenie w żołądku dobrze się z cząsteczkami wodnymi połączyło i następnie zacnie trawiło się.

Z kolei, gdy się już najecie i nagadacie z rodziną, warto wybrać się na wspólny spacer.
Dzięki temu nie dość, że nałykamy się potrzebnego tlenu, to jeszcze podumamy sobie miło wśród leśnych ustrojów.

Co natomiast z jedzeniem łakoci?
Czy kusić podniebienia kolejnymi dawkami ciast i ciasteczek babcinych?

Cóż, jesteśmy tylko ludźmi.
Ludźmi łakomymi i lubiącymi słodkości.
Jedna więc mała porcja pachnącego sernika czy makowca - w ramach świątecznego podwieczorku  czy kolacji - nie zrobi nam krzywdy.

Skorzystacie z powyższych wskazówek?

Kathy i Leon

czwartek, 25 grudnia 2014

576. Leon donosi

Witajcie!

 Leon już po Wigilii.

Wielkie żarcie wieczorne przeżył i ma się - póki co - nieco lepiej.

Wirusy przeziębieniowe zostały bowiem w większej części pożarte vel przeżute razem z karpiem, śledziem, pierogami i sałatkami.
Do owych dań, a raczej li do leonowych porcji aby innych domowników nie zabić, zostały dodany czosnek, pieprz i imbir w srogich ilościach.

Jak się więc zjadło jedną czy dwie porcje ostrych i wywołujących łzy potraw, drogi oddechowe Leona się zaczęły powoli oczyszczać, dzięki czemu powrócił smak spożywanych przysmaków.

Oprócz powyższych naturalnych medykamentów na poprawę stanu zdrowia Leona wpłynęły niewątpliwie Wasze zacne życzenia wczorajsze, które - w połączeniu z silną wolą walki z bakteriami - zdziałały cuda i niejako postawiły mnie na nogi.

Tak więc jestem oto gotowa na kolejne porcje debat rodzinnych przy suto nakrytym stole.

 A Wy jak się macie?

 Kathy

PS. Nadaję z działki.
Działka jest w buszu.
Busz jest wrogiem Internetu i zakłóca przekaz, tak więc każda strona ładuje mi się kilka minut.
Zaraz oszaleję!

środa, 24 grudnia 2014

575. Na święta!

Witajcie!

Zaczęłabym standardowo od "Ho ho, Wesołych Świąt", ale primo przy zarazkach głos Leona do intonowania i śpiewania tak nie bardzo się nadaje, a secudno to już trochę zwrot zbyt oklepany.

W obecnych czasach niestety następuje powoli przesyt świąteczny, gdyż już od listopada - niedługo pewnie od września się zacznie - w telewizji czy w sklepach wszystko jest na jedną nutę gwiazdkową prezentowane i wałkowane.
Wszędzie bombki, gwiazdki, śnieg, choinki, Mikołaje i renifery...

Można mieć już dość patrzenia i słuchania ciągle tego samego.
Tu już nie ma treści, została jedynie sama forma.
Wymemłania, wyświechtania, zużyta...

Moje życzenia więc dla Was będą prawdziwe.
Bez sztuczności w uśmiechu czy pozorów dobrej ciotki.

Spędźcie po prostu ten czas z rodziną, w dobrej atmosferze, bez napięć, bez kłótni, bez niesnasek.
Cieszcie się chwilami wspólnymi, dobrym jedzeniem i bliskością siebie nawzajem.

A Wasze marzenia - te większe i mniejsze, te wypowiadane głośno i te w skrytości duszy gdzieś zachomikowane -  niech się powoli spełniają.
Dzień po dniu.

Kathy Leonia

wtorek, 23 grudnia 2014

574. Przedświąteczne wirusy...

Witajcie!

Czy może być coś gorszego niż tłumy ludzi na bazarku zabijających się z lubością o pluskającego beztrosko w beczce karpia?
Czy znajdziecie większe zło od aktualnych, dzikich wręcz kolejek w sklepach z zabawkami rozciągających się do 20 metrów długości i szerokości ?
Czy macie straszniejszą wizję niźli korek w centrum miasta, którego pokonanie - trasa główna 10 metrów - w godzinach szczytu zajmuje środkom komunikacji miejskiej ok. 1 godziny?

Ano pewnie Wy, zalatani, zabiegani, nie znajdziecie nic gorszego niż powyższe kilka przykładów z życia miejskiego obecnie wziętych...
Leon jednakże doznał czegoś, co nikczemnością i złowrogością przewyższa wszystkie inne niegodziwości świata tego.
Mianowicie - złapał wirus.

I to nie komputerowy, ani leniwcowego.
Tylko takie najprawdziwszego, przeziębieniowego...

Ból głowy, katar, zapchane gardło, mętny wzrok.
Zamiast więc cieszyć się z nadchodzących świąt, Leon chrycha, dycha i smarcze w boleściach.

Jakby tego było mało, dziś jeszcze czeka go dzień pracujący, gdyż szefostwo się nie zlitowało i harować do późna przykazało.
Zupełnie jakby centrala miała jakieś chore wizje, że tłumy miejskiej tłuszczy przylecą w ostatniej chwili z karpiem i śledziem w reklamówkach a pomarańczami w zębach i będą zapisywać się na kursy językowe...

Tak więc aby przygotować się na istny szał zapisów oto mój arsenał pomocniczy:


Herbatka z bzu czarnego i lipy - na zbicie gorączki i przegnanie bóli mięśniowych - już się ładnie parzy, zapije się ją zaraz rutinoscorbinem i przegryzie polopiryną.
I jakoś to będzie.
Oby przeżyć do 21...

Kathy i Leon w boleściach

poniedziałek, 22 grudnia 2014

573. Co kupiłam rodzinie na prezenty świąteczne?

Witajcie!

Z racji na fakt, że już za dwa dni Wigilia a pewnie połowa z Was jeszcze nie zakupiła ostatecznych prezentów dla bliskich, stwierdziłam, że zapodam Wam trochę pomysłów Leonowych.

Oto co ucapiłam dla mej wesołej familii:

a) mama

Z rodzicielką nie miałam większych problemów, gdyż słyszałam jakiś czas temu, jak mówiła o kremiku do twarzy, że jej się marzy. Znalazłam więc specyfik przeciwzmarszczkowy z Ziaji SPF 50+; mama  - w przeciwieństwie do mnie - bardzo lubi ową firmę: Klik!

b) tata

 Dla taty też wiedziałam co zakupić. Wiadomo, facet się goli więc potrzebuje czegoś pod ową czynność. Co może być lepszego niż pianka do golenia? Myślę, że Gillette to solidna firma, więc na pewno nie zaszkodzi tatowej facjacie: Klik!

c) brat

Brat to również chłop co się goli. Z racji na to, że tata dostanie piankę, brat otrzyma maszynkę. Coby była równowaga w przyrodzie. Myślę, że z kompletu takich ostrzydeł z Gilletta brat będzie zadowolony: Klik!

d) babcia

Babuszce się przyda jakiś uroczy zestaw do domu, do łazienki. Coś za zasadzie tego z Home & You: Klik!

e) dziadek

Dziadziuś, miłośnik kawy, musi dostać swoją porcję kofeiny świątecznej. Coś podobnego w puszce, z tymże ładniej zapakowanego, wyszperałam w Piotrze i Pawle: Klik!

A Wy jak stoicie z upominkami?

Kathy Leonia

niedziela, 21 grudnia 2014

572. Recenzja: Ziaja krem CC wyciszający na podrażnioną wrażliwą skórę z rozszerzonymi naczynkami

Witajcie!

Dziś oto nastała pora na wywód odnośnie kremu CC z Ziaji, które to mazidło wygrał Leon u Kaczmarty w rozdaniu.

Słowo od producenta: "Nowoczesne połączenie kompleksowej pielęgnacji z działaniem korygującym niedoskonałości skóry. Jest uniwersalnym rozwiązaniem na szybką poprawę wyglądu skóry wrażliwej na czynniki zewnętrzne oraz dla osób z rozszerzonymi naczynkami i skłonnością do czerwienienia się.
Dba o prawidłowe nawilżenie, ochronę i regenerację. Ma lekką konsystencję, łatwo się rozprowadza i natychmiast wtapia w skórę.


Działanie:
- wyrównuje koloryt skóry i podkreśla jej naturalny odcień,
- zmniejsza widoczność rozszerzonych naczynek,
- zawiera escynę i witaminę C przeciwdziałające teleangiektazjom,
- ukrywa zaczerwienienia, przebarwienia i nierówności naskórka,
- nawilża, uelastycznia oraz łagodzi podrażnienia,
- chroni przed promieniowaniem UV i fotostarzeniem,
- pozostawia skórę rozświetloną, wypielęgnowaną i promienną. 


Sposób użycia:

Delikatnie wklepać w skórę twarzy i szyi przed makijażem". 

Mazidło w butli:



Obietnice producenckie:


Na dłoni:



Szczegóły:

Cena i dostępność:
swój egzemplarz wygrałam, natomiast zwykła cena jego to ok. 10 zł w Rossmanie.
   Zapach: dziwny; ni to świeży, to ni słodki, ale przyjemny.
 Konsystencja: jasna maź do nakładania na facjatę.
  Opakowanie i pojemność: biały pojemnik z czarnymi i zielonymi napisami. Pojemność: 50 ml.
  Wydajność: bardzo dobra; produkt codziennie użytkowany - objętość równa ziarnku groszku zielonego - będzie nam służył przez kilka miesięcy.
  Działanie: kiepskie i to bardzo. Zacznę może od tego, że sama tego kremu bym nigdy nie zakupiła, gdyż ziajowe produkty do twarzy zawsze mnie niemiłosiernie zapychały... Z racji jednakże na fakt wygrania produktu, stwierdziłam po chwili zadumy, że w sumie co mi szkodzi, może skóra ma się zmieniła w strukturze swej i polubi nieoczekiwanie krem CC ów? Tak więc jak pomyślałam, tak zrobiłam i zabrałam się za testowanie. I to niestety był błąd... Wystarczyły bowiem jedyne dwa tygodnie codziennego, porannego smarowania, aby twarz się zbuntowała i rozjarzyła radośnie syfami pryszczowymi na czole, policzkach i brodzie... Zamiast promieniować zdrowiem, urodą i nawilżeniem, wyglądałam jak krater wulkaniczny... Gdzie podkreślenie naturalnego kolorytu skóry, gdzie ochrona, gdzie pielęgnacja się ja pytam? Aby powrócić do stanu używalności w kontaktach z klientami w robociźnie, musiałam odstawić czym prędzej CC-wroga i ratować się maścią cynkową tudzież korektorami antybakteryjnymi... Teraz na szczęście się już wszystko uspokoiło, ale na samą myśl o kremie z Ziaji mam dreszcze i odruchy wymiotne... Co z tego, że specyfik tani, łatwo dostępny i nawet ładnie pachnący... Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że firma Ziaja jest dla mnie niczym czosnek dla wampira. Tak więc nie polecam, nie kupię i nie spojrzę nań nigdy więcej. 
Ocena: 2/5 

Miałyście?

Kathy Leonia

sobota, 20 grudnia 2014

571. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Dnia wczorajszego musiałam czymś ukoić mą pełną jęków i stęków duszę cierpiącą.

I tak oto nogi same zaniosły mnie do drogerii Hebe, gdzie jest obecnie mnóstwo cudności kosmetycznych w przecenach iście oszałamiających.

Z początku miałam ochotę wykupić całą półkę tych wszystkich specyfików - ach te skrzące zestawy kosmetyczne, perfumeryjne, myjące - ale powstrzymałam się dzielnie, gdyż to by było zgubne dla portfela mego.

Dzięki temu w ręce Leona wpadły tylko takie dwa cuda:

od góry: tusz Bourjois Volume 1 Seconde Mascara, ok. 39 zł; pomadka w pisaku Bourjois Color Boost nr 01 Red Sunrise, ok. 20 zł

Zbliżenie na tusz:


Zbliżenie na pomadkę:


Kolor na dłoni:


Tusz mnie korcił od dawna, aczkolwiek musiałam wykończyć swój stary, aby móc zakupić nowy egzemplarz.
Niedługo spodziewajcie się zatem recenzyji.

Pomadka z kolei - mimo bardzo mocnego wyglądu w opakowaniu - na ustach jest bardzo delikatna, nadając subtelny acz elegancki odcień wargom naszym.

 Wróciwszy do domu po powyższych łowach, Leon od razu poczuł się bardziej raźnie i miał siłę przygotować się psychicznie na dzisiejszy sobotni dzień pracujący.

Kathy