Dziś czas na serum.
Będę mówić o Jadwiga serum kolagenowe.
Słowo od producenta: "Aktywnie pielęgnuje każdą pozbawioną wilgotności i elastyczności skórę. Dzięki obecności rozpuszczalnego kolagenu głęboko nawilża i uelastycznia, tym samym wygładza zmarszczki i skutecznie upiększa."
Produkt w opakowaniu:
Od producenta:
Skład:
W opakowaniu:
Otworek:
Na dłoni:
Szczegóły:
Cena i dostępność: ów szampon kupiłam na tragach kosmetycznych za ok. 25 zł.
Zapach:
Konsystencja: jak chmurka pudru.
Opakowanie i pojemność: plastikowa, przezroczysta butla z atomizerem w tonacji kremowej z burgundowymi napisami od producenta. Pojemność: 30 ml.
Wydajność: dobra. Taką butlę zużyje się przez ok. pół roku.
Działanie: średnie. Zacznę od tego, że pierwszy raz miałam do czynienia z tak elegancko wyglądającym serum. Używałam wcześniej o wiele droższych produktów, jeśli chodzi o kremidła czy serum, ale nawet te z wysokiej półki, wyglądały tak jakoś "biednie". Produkt z firmy Jadwiga, mimo, że nie należy do grona elitarnych mazideł, już samą swą prezencją sprawia, że wierzymy w jego działanie. Czy tak faktycznie było? Ano było, jednak efekt nie sprawił, że padłam na kolana, budując powyższemu specyfikowi jakiś kosmetyczny ołtarzyk... Serum spisało się po prostu poprawnie; ot nieco nawilżyło, nieco wygładziło, nieco napięło moją skórę. Buzia wyglądała ładnie i zdrowo, ale nie było to nic nowego dla mnie, gdyż - nieskromnie mówiąc - moja skóra tak się prezentuje na co dzień, po każdym kremie. Warto wspomnieć, że serum samo w sobie szybko się wchłaniało i nie zostawiało po sobie tłustej warstwy; spokojnie można było nakładać nań podkład czy korektor, bez obawy o tzw. rollowanie. Produkt mnie też nie uczulił, ani nie podrażnił. Czy sięgnę po niego ponownie? Raczej nie; zbyt wiele jest gagatków o podobnym działaniu.
Ocena: 3/5
Miałyście?
Kathy i Leon