Witajcie!
Dziś post radości pełen.
Oto co wpadło w moje łapki podczas łowów zakupowych na Bee.pl.
Tym razem padło na mazidła z Mglife:
I w szczególe:
Od producenta i skład:
Po otwarciu:
Na dłoni:
Ta sól to istne ukojenie dla zbolałego ciała i ducha po ciężkim dniu pracy. Nic tak nie zrelaksuje i nie uspokoi jak długa, gorąca kąpiel z dodatkiem porządnej garści tegoż produktu. Taki rytuał pielęgnacyjny z solą podniesie nas na duchu i doda brakującej energii. A to wszystko dzięki zawartości dobroczynnych składników takich jak olejek eteryczny z mięty pieprzowej oraz mieszanka soli epsom. Powyższe połączenie zapachowe to skuteczna forma aromaterapii nie tylko dla zmęczonych i zapracowanych, ale także zakatarzonych z pierwszymi oznakami przeziębienia, bólów głowy czy mięśni.
Skład:
Po otwarciu wieczka:
Na dłoni:
Tak jak rośliny do życia potrzebują wody, tak ja nie wyobrażam sobie żywotu bez serum do ust. Moje wargi mają bowiem okropną tendencję do przesuszania się, przez co sumiennie muszę dbać o ich nawilżenie, niezależnie od pory roku. Serum do ust z pomarańczą to naprawdę przyjemne i treściwe mazidło, które faktycznie działa. Wystarczą zaledwie dwie aplikacje produktu: na noc przed pójściem spać oraz rano przed makijażem, aby moje usta przez cały dzień wyglądały soczyście i zdrowo. Produkt ma w swoim składzie same zacne składniki, m.in: nierafinowane masło kakaowe, nierafinowany olej kokosowy, organiczny olej arganowy, a także witaminę E.
Skład:
Po otwarciu wieczka:
Z naturalnymi dezodorantami miałam do tej pory niezbyt udane przygody. Jakoś takoś mi nie podchodziły za bardzo. Dlatego też byłam nieco sceptycznie nastawiona do powyższego gagatka i nie bardzo wierzyłam, że będzie działał zgodnie z moimi potrzebami. Jakież było więc moje zdziwienie, gdy po pierwszym już użyciu, na koniec dość intensywnego dnia, moja skóra pod pachami pozostała świeża i czysta oraz przyjemnie pachnąca takim soczystym grejfrutem! Produkt skutecznie zapobiegł nieprzyjemnemu zapachowi, a naturalne składniki w nim zawarte, m. in.: ziemia okrzemkowa, glinka biała, masło shea, witamina E, dodatkowo dbały o moją skórę pod pachami.
Od producenta:
Po otwarciu wieczka:
Jako maniaczka zapachowa nie mogłam przejść obojętnie wobec tejże świeczki. To egzotyczne połączenie mango, ananasa oraz pomarańczy jest tak kuszące i tak zniewalające zmysły, że dosłownie człowiek może się zatracić w marzeniach o jakiejś bezludnej, tropikalnej wyspie. Świeczka pachnie naprawdę intensywnie i wystarczy dosłownie kilka minut od momentu jej rozpalenia, aby całe mieszkanie, napełniło się tym rajskim aromatem. Bawełniany knot produktu spala się równomiernie, nie dymi, przez co wydajność świeczki jest naprawdę godna podziwu.
Skład:
Po otwarciu wieczka:
Na dłoni:
Jestem ogromną miłośniczką wszelkiego rodzaju balsamów i kremów do ciała. Wybrane partie mojego ciała mają bowiem nieprzyjemną tendencję do przesuszania się, zatem muszę dbać o nie praktycznie codziennie. Próbowałam już mnóstwo mazideł nawilżających, niektóre były w porządku, inne niekoniecznie. Jak mi się sprawdził powyższy cytrynowy gagatek? Ano bardzo dobrze! Na pewno jego pozytywne działanie to efekt zawartych w składzie m.in.: masła shea, masła mango, olejów: ze słodkich migdałów, pestek winogron, kokosowego. To wszystko razem wymieszane daje solidną porcję odżywienia i regeneracji nawet dla tak newralgicznych miejsc jak stopy, łokcie, kolana, łydki. Produkt szybko się wchłania, cudownie pachnie i jest mega wydajny.