Witajcie!
Dziś paznokciowa pora.
Pokażę Wam jak wyglądają moje szpony zaraz po zdjęciu manicure hybrydowego.
Oto jak się prezentują:
Mimo, że początkowe zdjęcia mogą nieco przerażać, to cóż tak niestety wygląda rzeczywistość manicure hybrydowego. Przez kilka tygodni nosimy na szponach ładny, trwały malunek, który jednak nie jest wieczny i który wskutek odrostu paznokcia, należy następnie odpowiednio spiłować/zeszlifować. Ten proces nie jest delikatny i wymaga sporej ilości czasu oraz narzędzi, w wyniku których płytka może na koniec zabiegu wyglądać niezbyt estetycznie.
Nie jest to jednak powód do niepokoju i wystarczy chwila regeneracji z olejkiem lub serum, aby wszystko wróciło do normy. Mój sposób na owe odżywienie to delikatne wcieranie kilka razy w tygodniu w skórki i płytkę paznokcia kropelki olejku lub serum do dłoni. Takie małe SPA gwarantuje mi utrzymanie szponów w dobrym stanie.
Dodam, że oprócz powyższego zabiegu, pomiędzy jedną hybrydą a drugą, robię sobie małe przerwy, np. tydzień, dwa tygodnie, gdzie pozwalam pazurom na odpoczynek od lakierów.
Nie zauważyłam, by manicure hybrydowy wpłynął na pogorszenie się stanu moich paznokci. Są one dalej twarde i mocne; nie pękają ani nie łamią się.
A Wy używacie hybryd czy lakierów normalnych?
Kathy Leonia





















