GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!



Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się rano, między 7-9!
Aby nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB i Instagramie i Tik Toku.

Uprzejmie proszę o klikanie w reklamy! Was to nic nie kosztuje, a ja zbieram na lepszy aparat :)

Moja ezoteryczna strona na FB: Klik! oraz grupa dla osób zmagających się z ŁZS: Klik

Ceneo.pl

Bielenda

zdrowie

wtorek, 8 listopada 2022

3011. Clinique Surge Hydrating Supercharged Concentrate serum nawilżające

 Witajcie!

Dziś czas na buzi ożywienie.

Będę mówić o Clinique Surge Hydrating Supercharged Concentrate serum nawilżające.

Słowo od producenta: "Co to jest

Ultralekki żel z dodatkiem przeciwutleniaczy, który zapewnia intensywne nawilżenie.

Funkcje

Pomaga nawilżyć suchą skórę i zminimalizować wpływ środowiska, który może prowadzić do przedwczesnego starzenia się skóry.

Kluczowe składniki
Technologia Liquid-Sphere ™ łączy składniki wiążące wodę z przeciwutleniaczami. Fragmenty kwasu hialuronowego i aktywowanej wody aloesowej wypełniają skórę wilgocią.

Jak używać
Nakładaj rano i wieczorem na oczyszczoną skórę."

Produkt w okazałości:







Od producenta:





Otworek:



Na dłoni:



Szczegóły:

Cena i dostępność: 
produkt znalazłam w kalendarzu adwentowym Clinique. Normalnie jego cena to ok. 250 zł za pełen wymiar (95 ml). 
Zapach: delikatny, neutralny.
Konsystencja: lekkiego żelo-kremu.
Opakowanie i pojemność: opakowanie jak tubka, w tonacji blado-brzoskwiniowej, z białymi napisami od producenta. Pojemność mojej miniaturki: 5 ml.
Wydajność: średnia. Takie opakowanie starczy nam na ok. dwa tygodnie używania.

Działanie: 
kiepskie. Zacznę od tego, że to moja kolejna już styczność z mazidłem marki Clinique, które mnie nie zachwyciło. Czemu? Ano temu, że stosując owego gagatka mam wrażenie, że nie robi on nic. Moja buzia nie jest ani nawilżona, ani odżywiona, ani zregenerowana. Ot jakbym się smarowała wodnym wyciągiem z wody... Zachodzę w głowę, o co chodzi w tym produkcie, skoro użytkowanie go nie przynosi żadnych efektów? No chyba, że w tym szaleństwie jest metoda i serum to magiczne placebo, które działa jedynie wtedy, gdy się w nie mocno uwierzy? Coż, są podobno rzeczy na tym świecie, co się filozofom nie śniły, ale żeby wydawać na nie prawie 300 zł i czekać na ów cud skuteczności to doprawdy przesada. Może teraz coś z pozytywów? Ano produkt mnie nie podrażnił, ani nie uczulił. Szybko się wchłaniał i był nieszkodliwy zapachowo. Nie wrócę jednak do niego na pewno, bo dla mnie to po prostu drogi bubelek. Podobne do niego działanie mam bowiem po ochlapaniu się wodą z kranu, która - póki co - jest tania jak barszcz.
Ocena: 2/5

Miałyście?

Kathy Leonia

poniedziałek, 7 listopada 2022

3010. Przesyłka z wizaz.pl

 Witajcie!

Dziś czas na cuda.

Oto co dostałam do testów od wizaz.pl:





A tu w szczególe

Mydło do brwi:





Wodoodporne kredki do oczu:





Nie muszę mówić, że jestem powyższą przesyłką bardzo oczarowana.

Kredki do oczu to coś co kocham i wielbię i codziennie używam.
Także nie mogę się doczekać, aż sobie zmaluję jakąś kolorową krechę.

Mydełko do brwi to także mój must have, który ujarzmi nieokiełzane brwi.

Także niedługo spodziewajcie się recenzji!

Dziękuję jeszcze raz wizaz.pl za zacną przesyłkę!

A Wy coś ostatnio dostaliście ciekawego?

Kathy Leonia

czwartek, 3 listopada 2022

3009. Pharma Solution krem regenerujący do twarzy kolagen i elastyna

 Witajcie!

Dziś sobie buzię nakremujemy.

Będę mówić o Pharma Solution krem regenerujący do twarzy kolagen i elastyna.

Słowo od producenta: "Działa nawilżająco, uelastyczniająco oraz regeneruje i odbudowuje hydrolipidową warstwę naskórka."

Produkt w okazałości:





Od producenta:





Otworek:


Na dłoni:



Szczegóły:

Cena i dostępność: produkt znalazłam w aptece za ok. 7 zł.

Zapach: delikatny.
Konsystencja: kremikowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie w charakterze białej tubki z akcentami niebieskości i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 50 ml.
Wydajność: kiepska. Taki balsam starczy na miesiąc używania.
Działanie: kiepskie. Zacznę od tego, że lubię testować kosmetyki pielęgnacyjne mało znanych marek. Zawsze bowiem mam nadzieję, że trafię na jakieś perełki, które następnie będę mogła i Wam polecić. Niestety nie tym razem... Upolowany po bardzo niskiej cenie krem, okazał się być zwykłym bubelkiem w działaniu. Coś tam nawilży, coś odżywi, ale jest to nader nikłe, ot jakbym smarowała się tłustą wazeliną. Po aplikacji gagatka na buzię, mam nieodparte wrażenie, jakby jakiś oleisty płyn tkwił mi na twarzy i za nic nie chciał się wchłonąć. Próbowałam stosować mniejsze ilości specjału, ale efekt był taki sam. Zrobienie więc makijażu po czymś takim graniczy z cudem...  Szkoda zatem tracić czas na coś tak przeciętnego. Produkt mnie co prawda nie podrażnił, ani nie uczulił, ale na pewno nie wrócę do niego ponownie. Jednym słowem mówiąc: jestem tym kremem bardzo rozczarowana. Zużyję go jednak do końca, bo nie lubię jak się coś marnuje. Nie polecam. 

Ocena: 2/5

Miałyście?

Kathy Leonia

środa, 2 listopada 2022

3008. Paznokcie na dziś, cz. 115

 Witajcie!

Dziś pazurów pora.

Oto jak prezentowały się w ostatnich dniach:









Użyte produkty:



od lewej: Manirouge cleaner; Limegirl baza pod lakier hybrydowy; Lily Cute; Limergirl lakiery hybrydowy nr LC-031, nr LC-101, nr LC-126, nr 050, Indigo Nails Dry Top 

Jak powyższe pazurki powstały?

Ano najpierw zmatowiłam płytkę paznokcia cleanerem do paznokci z Manirouge, po czym nałożyłam bazę z Limegirl i utwardziłam ją 60 sekund w lampie UV.

Kolejnym krokiem było to, że na wybrane dwa paznokcie nałożyłam dwie warstwy brązowej błyskotki z Lily Cute (każde pomalowanie osobno utwardzona w lampie). Na dwa kolejne szpony zawitał słodki róż również z Lily Cute (dwie warstwy koloru, każda osobno utwardzona w lampie UV 60 sekund), a kciuk został potraktowany przygaszoną czerwienią (dwie warstwy koloru, każda osobno utwardzona w lampie UV 60 sekund).

Wszystko następnie pokryłam tzw. top coat i utwardziłam w lampie UV 60 sekund.

Myślę, że efekt końcowy wyszedł przyjemnie, a całość zdobienia trzymała mi się ok. dwa tygodnie.

A Wy co dziś macie na paznokciach?

Kathy Leonia

wtorek, 1 listopada 2022

3007. OLEIQ hydrolat ogórkowy

 Witajcie!

Dziś czas na buzi tonizowanie.

Będę mówić o OLEIQ hydrolat ogórkowy

Słowo od producenta: "Ogórek to warzywo, które chętnie wykorzystywane jest w pielęgnacji skóry. Stanowi źródło cennych soli mineralnych, kwasów organicznych, a także witaminy A, witamin z grupy B, witaminy C oraz E. Ponadto w jego składzie znaleźć można wysokie stężenie enzymów i substancji śluzowatych, co czyni go wartościowym składnikiem kosmetyków do pielęgnacji skóry.Ogórek to warzywo, które chętnie wykorzystywane jest w pielęgnacji skóry. Stanowi źródło cennych soli mineralnych, kwasów organicznych, a także witaminy A, witamin z grupy B, witaminy C oraz E. Ponadto w jego składzie znaleźć można wysokie stężenie enzymów i substancji śluzowatych, co czyni go wartościowym składnikiem kosmetyków do pielęgnacji skóry.

Hydrolat z ogórka intensywnie nawilża, wygładza, zmiękcza i daje uczucie świeżości. Rozjaśnia przebarwienia i zmniejsza zaczerwienienia na skórze. Redukuje wydzielanie sebum i zmniejsza opuchliznę. Jest to również roślinny składnik przeciwstarzeniowy. W pielęgnacji włosów nawilża je i wspomaga kurację przeciwłupieżową."

Produkt w okazałości:







Od producenta:



Skład:



Aplikator:



Na dłoni:



Szczegóły:

Cena i dostępność: produkt znalazłam w październikowej edycji Pure Beauty. Normalnie można go kupić na stronie producenta.

Zapach: nieokreślony.
Konsystencja: płynna.
Opakowanie i pojemność: szklana
 butla w granatowym odcieniu z czarnymi napisami producenta. Pojemność: 100 ml.
Wydajność: bardzo dobra. takie opakowanie wystarczy na trzy miesiące stosowania.
Działanie: dobre. 
Zacznę od tego, że to moja pierwsza styczność z marką OLEIQ. I na pewno nie ostatnia! Jak wiecie bowiem, kocham hydrolaty miłością wszelaką i nie wyobrażam sobie bez tychże mazideł swojej codziennej pielęgnacji. Do tej pory moim ulubionym gagatkiem z tej kategorii jest wersja z kwiatem pomarańczy, która po prostu kradnie serce od samego początku. Jak natomiast wypada wersja ogórkowa? Ano równie dobrze! Przede wszystkim, produkt stosowany na uprzednio umytą i oczyszczoną buzię, fajnie koi i odświeża, pozostawiając uczucie takie, jakbyśmy miały na twarzy rozpylone krople rosy. Twarz potraktowana tymże hydrolatem wyglada zdrowo, rześko i jest gotowa na przyjęcie porannej pielęgnacji. Produkt można użytkować również i na skórę głowy - wówczas mamy działanie przeciwłupieżowe i nawilżające. To zastosowanie bardzo przypadło mi do gustu, bowiem po ciąży zmagam się z bardzo suchym skalpem i potrzebuję solidnej dozy odżywienia w tychże rejonach. Specyfik psikałam więc na łepetynkę dwa, trzy razy w tygodniu po umyciu włosów, po czym delikatnie go wcierałam. Mimo takiej bezpośredniej aplikacji nic mnie nie podrażniło, ani nie uczuliło. Dodam, że hydrolat jest wydajny, uniwersalny i łatwo dostępny. Jedyne co mi przeszkadza to niezbyt przyjemny zapach - ot taki dziwny, nieokreślony przerosły ogórek. Wiem jednak, że tego typu wonie są typowe dla naturalnych kosmetyków, zatem musimy tenże niuans przeboleć. Tak czy inaczej polecam gagatka, nawet jeśli jego zapach średnio pasuje naszym nozdrzom!
Ocena: 4/5

Miałyście?

Kathy Leonia

Walmart

hx caps

www.uusoccer.ru