Witajcie!
Dziś czas na coś dobrego.
Będziemy zajadać się gulaszem z mięsa drobiowego z suszonymi grzybami.
Oto jak wyszło:
Składniki:
dwie piersi z kurczaka (ja kupuję takie w opakowaniu z Biedronki zazwyczaj)
olej
łyżka masła
2 ząbki czosnku
2 mniejsze cebule
garść suszonych grzybów
mąka
przyprawy: przyprawa do gyrosa, szczypta soli, pieprzu, ostra papryka
Czynności:
1. Piersi z kurczaka kroimy na drobno, usuwając z nich zbędne żyłki i tłuszczyk, obtaczamy w mące i przyprawie do gyrosa, po czym wrzucamy na rozgrzaną patelnię, na której uprzednio wcześniej rozgrzaliśmy masło z olejem. Smażymy do zarumienienia.
2. Gdy mięsko się ładnie przyrumieni, wrzucamy je do garnka.
3. Teraz czas na cebulkę i czosnek, które również drobno kroimy i smażymy na oleju i maśle, aż się zeszklą. Po tym procederze, wrzucamy wszystko do garnka z uprzednio włożonym wcześniej przesmażonym mięsem.
4. Do zawartości naszego garnka dolewamy wody (tak, aby mięso było zakryte), wrzucamy suszone grzybki, doprawiamy według uznania i gotujemy wszystko ok. 10-15 minut, aż grzybki będą miękkie i całość się ładnie ze sobą połączy i przegryzie.
5. Gulasz najlepiej smakuje na gorąco...
6. ...tak więc zajadamy się!
Wypróbujecie?
Kathy i Leon
Strony
GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE
Oświadczenie
Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Mój stary blog - Karia18
Szukaj na tym blogu
Bielenda
zdrowie
niedziela, 30 grudnia 2018
sobota, 29 grudnia 2018
2021. So Chic! Wild Look wodoodporny tusz do rzęs
Witajcie!
Dziś sobie rzęsy wytuszujemy.
Będę mówić o wodoodpornym tuszu do rzęs z So Chic!, jaki otrzymałam w ramach giftów z konferencji Meet Beauty IV (Klik! i Klik!).
Produkt w okazałości:
Szczota:
Na oku:
Dziś sobie rzęsy wytuszujemy.
Będę mówić o wodoodpornym tuszu do rzęs z So Chic!, jaki otrzymałam w ramach giftów z konferencji Meet Beauty IV (Klik! i Klik!).
Słowo od producenta: " WRR… POSZUKUJESZ EKSTREMALNYCH DOZNAŃ?
Potrzebujesz do tego super trwałej mascary!
Nowoczesna formuła odporna na wodę zapewnia długotrwały efekt wydłużonych rzęs. Precyzyjna silikonowa szczoteczka. Specjalnie dobrane polimery wzmacniają rzęsy, zapewniając efekt subtelnego pogrubienia i wydłużenia. Rzęsy pozostają miękkie i elastyczne przez wiele godzin. Lekka konsystencja nie obciąża nadmiernie rzęs."
Produkt w okazałości:
Szczota:
Na oku:
Zacznę od tego, że to nie pierwsza styczność z z kosmetykami So Chic!
Miałam już od nich inny tusz, pomadkę do ust i bodajże lakiery do paznokci.
Nie było one jakoś oszałamiające w swoim działaniu, ale też nie zraziły mnie do siebie jakoś specjalnie.
Ot takie przeciętniaczki.
Podobnie rzecz się ma z powyższym tuszem Wild Look.
Coś tam wydłuży, coś tak podkreśli, coś tam poczerni...ale nie jest to efekt WOW.
Nie mam rzęs niczym skrzydła motyla, dzięki którym mogę zawojować świat.
Myślę, że to dobry tusz dla nastolatek, które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem i zabawą kosmetykami.
Dla osób siedzących w mazidłach od dłuższego czasu, tego typu średnio produkty nie są już wystarczające.
Wspomnę jednak, że specyfik mnie nie podrażnił, nie uczulił.
Nie odbijał się w ciągu dnia na powiekach ani nie kruszył się.
Silikonowa szczoteczka była całkiem ok, gdyż dobrze rozczesywała rzęsy i pokrywała je czarną maziają w miarę równo.
Nie wrócę jednak do tuszu Wild Look ponownie, gdyż znam o wiele lepsze maskary w podobnej cenie.
Produkt kosztuje ok. 17 zł, ma 8 ml pojemności o można go kupić w sklepie internetowym tu: Klik!
Miałyście?
Kathy Leonia
Miałyście?
Kathy Leonia
piątek, 28 grudnia 2018
2020. Na piątek!
Witajcie!
Dziś piątku czas.
Pora więc się nieco rozgrzać w ten mroźny, zimowy wieczór.
Oto co mnie czeka:
Powyższego cudaka znalazłam jakiś czas temu w Auchan, gdzie przyciągnął mój wzrok jakże uroczą nazwą.
Nie dość bowiem, że ma być on winem korzennym, to jeszcze, jako tytułowy grzejnik, winien grzać od środka.
Musiałam więc zakupić owego cudaka, aby przetestować, by faktycznie będzie mi ciepłej.
I było!
Fajny, aromatyczny smak - coś jak pierniczki lub ciasteczka korzenne - nie za słodki dla podniebienia.
Idealny trunek do romantycznego, zimowego wieczoru we dwoje.
Polecam Wam z czystym przekonaniem, że i Wam posmakuje!
A Wy co dziś pić/jeść będziecie?
Kathy Leonia
Dziś piątku czas.
Pora więc się nieco rozgrzać w ten mroźny, zimowy wieczór.
Oto co mnie czeka:
Powyższego cudaka znalazłam jakiś czas temu w Auchan, gdzie przyciągnął mój wzrok jakże uroczą nazwą.
Nie dość bowiem, że ma być on winem korzennym, to jeszcze, jako tytułowy grzejnik, winien grzać od środka.
Musiałam więc zakupić owego cudaka, aby przetestować, by faktycznie będzie mi ciepłej.
I było!
Fajny, aromatyczny smak - coś jak pierniczki lub ciasteczka korzenne - nie za słodki dla podniebienia.
Idealny trunek do romantycznego, zimowego wieczoru we dwoje.
Polecam Wam z czystym przekonaniem, że i Wam posmakuje!
A Wy co dziś pić/jeść będziecie?
Kathy Leonia
czwartek, 27 grudnia 2018
2019. Tołpa Green Oils żel micelarny do mycia twarzy i oczu
Witajcie!
Dziś czas na mycie buzi.
Będę mówić o żelu micelarnym Green Oils z Tołpy do mycia twarzy i oczu, jaki otrzymałam w ramach gifów z Meet Beauty.
Słowo od producenta: "Łagodnie oczyszcza nie powodując dyskomfortu związanego z naruszeniem bariery ochronnej. Usuwa zanieczyszczenia i makijaż, również oczu. Przeciwdziała suchości i łagodzi podrażnienia. Pozostawia skórę gładką, nawilżoną i odświeżoną.
0%
sztucznych barwników
PEG-ów
SLS-u
mydła
parabenów i donorów formaldehydu
tak:
naturalny kolor
roślinne składniki aktywne
fizjologiczne pH
konserwanty
opakowanie bezpieczne dla środowiska – poddawane recyklingowi."
Mazidło w okazałości:
Od producenta:
Skład:
Na dłoni:
Zacznę od tego, że z Tołpą mam mieszane doznania.
Raz ich mazidła bardzo dobrze mi się spisywały, a raz ich używanie to była jakaś masakra.
Na szczęście powyższy żel micelarny mogę zaliczyć zdecydowanie do tej drugiej kategorii.
Przede wszystkim polubiłam go za to, jak dobrze i szybko myje moją twarz, oczyszczając ją z resztek makijażu czy tzw. zanieczyszczeń miejskich.
Produkt jest wydajny, dobrze się miesza z wodą, delikatnie pieni, tworząc idealną mieszankę do mycia.
Skóra po takim myciu wygląda zdrowo, promiennie; nie jest przesuszona, a wręcz jakby delikatnie nawilżona.
Pory wydają się być zmniejszone i schowane, drobnych krostek brak.
Ponadto, podczas regularnego stosowania żelu z Tołpy zauważyłam , że zmniejszył mi "świecenie się" mojej twarzy w ciągu dnia, dzięki unormowaniu wydzielania sebum.
Warto wspomnieć, że mazidło mnie nie podrażniło ani nie uczuliło.
Jest naprawdę godne uwagi, ze względu na świetne działanie i dobry skład.
Produkt kosztuje ok. 17 zł, ma 150 ml pojemności i można go dostać na stronie Tołpy: Klik!
Miałyście?
Kathy Leonia
Dziś czas na mycie buzi.
Będę mówić o żelu micelarnym Green Oils z Tołpy do mycia twarzy i oczu, jaki otrzymałam w ramach gifów z Meet Beauty.
Słowo od producenta: "Łagodnie oczyszcza nie powodując dyskomfortu związanego z naruszeniem bariery ochronnej. Usuwa zanieczyszczenia i makijaż, również oczu. Przeciwdziała suchości i łagodzi podrażnienia. Pozostawia skórę gładką, nawilżoną i odświeżoną.
0%
sztucznych barwników
PEG-ów
SLS-u
mydła
parabenów i donorów formaldehydu
tak:
naturalny kolor
roślinne składniki aktywne
fizjologiczne pH
konserwanty
opakowanie bezpieczne dla środowiska – poddawane recyklingowi."
Mazidło w okazałości:
Od producenta:
Skład:
- Aqua,
- Disodium Cocoamphodiacetate,
- Propylene Glycol,
- Polysorbate 20, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer,
- Poloxamer 184,
- Peat Extract, Linum usitatissimum Seed Oil*,
- Eryngium Maritimum Callus Culture Filtrate,
- Glycerin,
- Sodium Hydroxide,
- Sodium Chloride,
- Disodium EDTA,
- Parfum,
- Salicylic Acid,
- Sorbic Acid,
- Benzyl Alcohol
Na dłoni:
Zacznę od tego, że z Tołpą mam mieszane doznania.
Raz ich mazidła bardzo dobrze mi się spisywały, a raz ich używanie to była jakaś masakra.
Na szczęście powyższy żel micelarny mogę zaliczyć zdecydowanie do tej drugiej kategorii.
Przede wszystkim polubiłam go za to, jak dobrze i szybko myje moją twarz, oczyszczając ją z resztek makijażu czy tzw. zanieczyszczeń miejskich.
Produkt jest wydajny, dobrze się miesza z wodą, delikatnie pieni, tworząc idealną mieszankę do mycia.
Skóra po takim myciu wygląda zdrowo, promiennie; nie jest przesuszona, a wręcz jakby delikatnie nawilżona.
Pory wydają się być zmniejszone i schowane, drobnych krostek brak.
Ponadto, podczas regularnego stosowania żelu z Tołpy zauważyłam , że zmniejszył mi "świecenie się" mojej twarzy w ciągu dnia, dzięki unormowaniu wydzielania sebum.
Warto wspomnieć, że mazidło mnie nie podrażniło ani nie uczuliło.
Jest naprawdę godne uwagi, ze względu na świetne działanie i dobry skład.
Produkt kosztuje ok. 17 zł, ma 150 ml pojemności i można go dostać na stronie Tołpy: Klik!
Miałyście?
Kathy Leonia
środa, 26 grudnia 2018
2018. Kalendarz adwentowy z Loreal - czy warto kupić?
Witajcie!
Dziś czas na kolejny kalendarz adwentowy.
Mój pochodzi ze strony Zalando, gdzie kosztował ok. 168 zł.
Oto jak wyglądał:
A tak się prezentuje zawartość:
Produkty do paznokci:
Produkty do ust:
Produkty do twarzy:
Produkty do oczu:
Tzw. bubelki:
Lista zawartości kalendarza: Klik!
Powiem Wam tak, żeby gdybym nie znalazła promocji na powyższego gagatka, na pewno bym go nie kupiła.
Jego ceny na Allegro i w Internetach wahały się bowiem w granicach od 250 do 450 (!) zł.
Dopiero, gdy trafiłam na promocję -20% na Zalando, gdzie ze zniżką ów kalendarz kosztował 168 zł, stwierdziłam, a co mi tam, biorę!
I dzięki temu nie żałuję zakupu, bo zawartość kalendarz zwraca się i to prawie dwukrotnie!
Mamy tu m.in. kilka podkładów do twarzy, róż, sześć produktów do paznokci, śliczne konturówki do ust, tusz do rzęs, kredkę czarną na linię wodną, paletę cieni.
Jedyne, co wzbudziło mój niesmak to próbki podkładów i kremu CC, jakiś konkursowy los na wejściówki na targi kosmetyczne i tandetna figurka wieży Eiffela.
Niemniej jednak uważam, że jak za 168 zł kalendarz jest warty zakupy, zwłaszcza, że kosmetyki marki Loreal są naprawdę dobrej jakości i nie ma wśród nich bubelków.
A Wy ile kalendarzy adwentowych zakupiliście?
Kathy Leonia
Dziś czas na kolejny kalendarz adwentowy.
Mój pochodzi ze strony Zalando, gdzie kosztował ok. 168 zł.
Oto jak wyglądał:
A tak się prezentuje zawartość:
Produkty do paznokci:
Produkty do ust:
Produkty do twarzy:
Produkty do oczu:
Tzw. bubelki:
Lista zawartości kalendarza: Klik!
Powiem Wam tak, żeby gdybym nie znalazła promocji na powyższego gagatka, na pewno bym go nie kupiła.
Jego ceny na Allegro i w Internetach wahały się bowiem w granicach od 250 do 450 (!) zł.
Dopiero, gdy trafiłam na promocję -20% na Zalando, gdzie ze zniżką ów kalendarz kosztował 168 zł, stwierdziłam, a co mi tam, biorę!
I dzięki temu nie żałuję zakupu, bo zawartość kalendarz zwraca się i to prawie dwukrotnie!
Mamy tu m.in. kilka podkładów do twarzy, róż, sześć produktów do paznokci, śliczne konturówki do ust, tusz do rzęs, kredkę czarną na linię wodną, paletę cieni.
Jedyne, co wzbudziło mój niesmak to próbki podkładów i kremu CC, jakiś konkursowy los na wejściówki na targi kosmetyczne i tandetna figurka wieży Eiffela.
Niemniej jednak uważam, że jak za 168 zł kalendarz jest warty zakupy, zwłaszcza, że kosmetyki marki Loreal są naprawdę dobrej jakości i nie ma wśród nich bubelków.
A Wy ile kalendarzy adwentowych zakupiliście?
Kathy Leonia
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















