Witajcie!
Dziś ponownie przybywam do Was z włosową kwestią emigracyjną.
Tym razem będzie to edycja marcowa, prawie wiosenna.
Dla przypomnienia tak było w styczniu:
Tak natomiast jest w marcu:
Widać wyraźnie, że stres jaki miałam przez najbliższe pół roku - czyt. prawo jazdy, praca, kwestie osobiste - odbił na wypadaniu kudłów w tym miesiącu.
Nie jest to na szczęście ilość aż tak bardzo straszliwa, aczkolwiek i tak smutno na duszy, gdy po myciu głowy człek patrzy na uciekinierów włosowych, pływających radośnie w zlewie.
Zaczynam więc ostrą i dziarską walkę z każdą włosową sztuką, która jest mierna i licha w swym podłożu.
Będę zażywać suplementy, pić mleko, chrupać pestki dyni tudzież orzechy i zażywać więcej ruchu - czyt. spacery.
Mam nadzieję, że moje działania będą owocne i uda mi się wyhodować kitę o grubości pokaźnej.
Wasze kudły jak tam?
Kathy i Leon






