GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!



Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się rano, między 7-9!
Aby nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB i Instagramie i Tik Toku.

Uprzejmie proszę o klikanie w reklamy! Was to nic nie kosztuje, a ja zbieram na lepszy aparat :)

Moja ezoteryczna strona na FB: Klik! oraz grupa dla osób zmagających się z ŁZS: Klik

Ceneo.pl

Bielenda

zdrowie

czwartek, 12 lutego 2015

625. Na Tłusty Czwartek - faworki!

Witajcie!

Z racji na fakt, iż w dniu dzisiejszych Święto Wszystkich Żarłoków Świata Tego,  popularnie zwane Tłustym Czwartkiem, stwierdziłam, iż czas Was czymś ugościć.

Danie wyborne, które Leon stworzył to popularne i znane wszystkim faworki vel chrust.

Oto jak się prezentuje:




Składniki:

3 szklanki mąki
1 łyżka masła
 6 żółtek
 łyżka śmietany
2 łyżki spirytusu 95%
szczypta soli
2 cukry waniliowe
2 łyżki cukru

Do smażenia:

olej/smalec

Do dekoracji:

cukier puder

Czynności:

1. Na stolnicy ugniatamy ciasto z mąki, jajek, masła, cukru, soli, spirytusu i śmietany. Gdy ładnie się nam składniki połączą, formujemy papkę w kulę, którą następnie zawijamy w papier/folię i wkładamy na jakieś 20 minut do lodówki, by skruszała.
2. Gdy ciasto nabierze mocy zimna, wyciągamy je z lodówki i rozwałkowujemy na stolnicy na kształt koła o grubości mniej więcej 0,5 cm.
3. Z owego koła wykrawamy kawałki ciasta na kształt prostokątów - i tu ciekawostka przyrodnicza - im większe figury wytniemy, tym mniej faworków będzie. Gdy już wszystko ładnie i pięknie wyciachamy, w każdym prostokącie robimy nacięcie w środku, przez którą to dziurę przewijamy pasek ciasta, tworząc zacny zawijas.
4. Przygotowane w taki sposób smakołyki smażyły na głębokim i dobrze rozgrzanym tłuszczu po obu stronach, do momentu, w którym nabiorą złotego koloru.
5. Upieczone faworki odstawiamy na talerz - wyłożony papierowym ręcznikiem w celu odsączenia nadmiaru tłuszczu  - i posypujemy cukrem pudrem.
6. Popuszczamy pasa
7. Żremy!

Wypróbujecie?

Kathy i Leon

środa, 11 lutego 2015

624. Recenzja: Floslek żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem lekarskim i aloesem

Witajcie!

Dziś przybywam do Was zza Wielkich Roztopów Śnieżnych, aby rzec słów kilka odnośnie pewnego mazidła do powiek vel pod oczy.

Będę mówić o żelu do powiek i pod oczy z firmy Floslek ze świetlikiem lekarskim i aloesem.

Słowo od producenta: "Łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia, pieczenie spowodowane zabiegami kosmetycznymi takimi jak demakijaż czy henna. Przynosi ulgę i powoduje ustąpienie uczucia tzw. "ciężkich powiek" charakterystycznego dla zmęczonych oczu."

Skład: Klik!. 

Bohater w tubie:


Obietnice producenta:



Na dłoni:


Szczegóły:

Cena i dostępność:
ucapiłam go na promocji w aptece za ok. 6 zł. Normalna cena wynosi mniej więcej 9/10 zł.
  Zapach: tak naturalnie słodki, "przejrzysty" i świeży.
 Konsystencja: przezroczysta, żelowa i glutkowa.
  Opakowanie i pojemność: tuba biała z zielonkawymi napisami. Pojemność: 10 ml.
  Wydajność: średnia. Mazidło używam codziennie - rano i wieczorem - od miesiąca, a już praktycznie dobija dna.
  Działanie: bez szału. Zacznę może od tego, że kupiłam owe cudo pod wpływem wysypu recenzji w blogosferze zachwalających tegoż przyjemniaczka. Że zacnie kojący, że wspaniały wygładzacz cieni pod oczami, że nawet zmarszczki pierwsze niweluje. Cóż, trochę za dużo zadań, jak na skromny produkt za 6 zł, ale co tam, spróbujemy. Wsmarowywałam więc co dnia sumiennie powyższy specyfik, mając w łepetynie wizję idealnej skóry pod powiekami...która niestety się nie ziściła. Nie zauważyłam bowiem nawet miniaturowego rozjaśnienia cieni pod oczami, ani wygładzenia tamtych okolic; mazidło jedynie delikatnie nawilżyło mi okolice koło gałki ocznej. Co natomiast z właściwościami relaksacyjnymi i niwelowaniem oznak zmęczenia? Raczej też tego nie doświadczyłam... Nie podrażnił mnie co prawda ów specyfik, ani nie uczulił, nie mniej jednak podobne rezultaty mogę uzyskać po wazelinie kosmetycznej stosowanej z taką samą częstotliwością... Co więc z tego, że krem jest tani i łatwo dostępny, skoro nie zrobił praktycznie nic dobrego dla mej facjaty? Pozostaje mi dalej szukać kremu idealnego pod powieki...
 Ocena: 2/5 

Miałyście?

Kathy i Leon

wtorek, 10 lutego 2015

623. Dzienny makijaż z paletki Lovely Nude Make Up Kit

Witajcie!

Dziś sobie pomalujemy.
A dokładnie mówiąc powieki Leona pokolorujemy przed robotą, co by mógł więcej klientów zachęcić na kursy językowe.

Do tych jakże niecnych, makijażowych celów użyję paletki z Lovely z serii Nude Make Up Kit.

Oto jak powyższa zabawa wyszła:





Użyte kosmetyki:

a) oczy: cienie z paletki Lovely Nude Make Up Kit zaznaczone jak poniżej; baza pod cienie własnej roboty: Klik!

b) użyte cienie:



Zapytacie się pewnie zaraz co po niektórzy, gdzie tusz do rzęs i gdzie kreska na oczodole się podziały?
Czemu tak skromnie i - niejako - goło?
Aby rozwiać Wasze zadumanie, spieszę z odpowiedzią, że owe mazidła zostały celowo pominięte, tak, aby na zdjęciach ukazać piękno li i jedynie powyższej paletki cieni.

Elegancja, klasyka, szyk i czar...
Nie potrzeba kreski czy tuszu do rzęs, by błyszczeć urokiem gałek ocznych!

A Wy co sądzicie o dziele Leona?

PS. Niedługo winny pojawić się nieco obszerniejsze recenzje zarówno tej paletki,  jak i paletki cieni ze Sleeka, oraz z Essence.

Będzie ukazana tam także pigmentacja cieni.
Możecie zatem wyczekiwać z niecierpliwością, aż Leon owe recenzje skleci zacnie.





poniedziałek, 9 lutego 2015

622. Weekendowe migawki

Witajcie!

Słodki urlop dobiegł końca...
Czas powrócić do roboczej rzeczywistości z szefową i kursantami w rolach głównych...

Aby jednakże ponownie wkręcić się w ów szał pracowniczy, trzeba było przede wszystkim się dziarsko zrelaksować w weekend.

Dlatego też wczoraj, po srogim świętowaniu zdanego prawka: Klik! - notka dokumentująca ową libację powali się dla uciechy Waszej w tym tygodniu - udał się był Leon na mały spacer.

Miejscem docelowym był ośnieżony park w okolicach Retkini.

Oto co wpadło w kadr:

sielski krajobraz ławkowy

dumające nad sensem zimy drzewka

chaszcze w dali

chaszcze nad stawem

ponownie zimny staw

ławeczka pod wierzbą

jakiś ziom wędrowiec

takie tam ślady Leona w śniegu

bobry w akcji

"dobre drzewko, takie pożywne!"

zwłoki kory
Uwielbiam spacery po parku gdy jest cicho i pada śnieg.
Głuchość, dzikość i pewna tajemniczość ostoi leśnych zawsze wpływa na mnie pozytywnie, dając kopa do dalszych działań.

Od razu człekowi się lżej oddycha, gdy tak sobie połazi i poszwenda się tu oraz ówdzie.

A Wy jak weekend spędziliście?

Kathy i Leon

niedziela, 8 lutego 2015

621. Gotujemy w weekend, cz. 26 rogaliki z dżemem

Witajcie!

Z racji na smutny fakt kończącego się leonowego urlopu, trzeba czymś pocieszyć duszę - i żołądek.

Dlatego też zapraszam dziś na zacnie rozpływające się w szczęce rogaliki z dżemem.
To niezwykłe proste danie, niezbyt słodkie, idealne do popołudniowej kawy czy herbaty.
 
Oto gotowe dzieła:






Składniki:

a) ciasto

3 szklanki mąki
  3 łyżki cukru
1 margaryna Kasia
5 dag drożdży
 3 jajka
3/4 szklanki mleka

b) nadzienie

dżem truskawkowy
nutella

Do dekoracji:

cukier puder/sezam

Czynności:

1. Na stolnicy ugniatamy ciasto z mąki, jajek, mleka, margaryny, cukru i drożdży. Gdy ładnie się nam składniki połączą, formujemy papkę w kulę, którą następnie przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na jakieś pół godziny - aż wyrośnie.
2. Gdy ciasto nabierze mocy i wielkości, rozwałkowujemy je na kształt koła o grubości mniej więcej 0,5 cm.
3. Z owego koła wykrawamy kawałki ciasta na kształt kwadratów - i tu ciekawostka przyrodnicza - im większe figury wytniemy, tym mniej rogali będzie. Gdy już wszystko ładnie i pięknie wyciachamy, bierzemy nasze nadzienie (dżem tudzież nutella), które rozsmarowujemy cienką warstwą na każdym kwadratów. Brzegi ciastka zwijamy do środka, tworząc kształtne rogale.
4. Każdy smakołyk smarujemy na górze rozbełtanym jajkiem - by nabrał rumieńców.
5. Na blachę do pieczenia (posmarowaną uprzednio masłem i posypaną bułką tartą) kładziemy ostrożnie nasze słodkości i pieczemy mniej więcej 35 minut w temperaturze ok. 180 C. 5. Gdy ciastka się upichcą, wyjmujemy z pieca i odstawiamy do wystygnięcia. Kto chce - niech sobie przypudruje cukrem tudzież posypie sezamem.
6. Popuszczamy pasa
7. Żremy!

Wypróbujecie?

Kathy i Leon

Walmart

hx caps

www.uusoccer.ru