GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!



Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się rano, między 7-9!
Aby nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB i Instagramie i Tik Toku.

Uprzejmie proszę o klikanie w reklamy! Was to nic nie kosztuje, a ja zbieram na lepszy aparat :)

Moja ezoteryczna strona na FB: Klik! oraz grupa dla osób zmagających się z ŁZS: Klik

Ceneo.pl

Bielenda

zdrowie

piątek, 10 października 2014

501. Dzień chorego leniwca...

Witajcie!

Z racji na przyszłą, pracującą sobotę, dziś oto dzień wolny od szkoły językowej.

Miałam początkowo w planach konstruktywne wykorzystane owego długiego weekendu.
W końcu to aż piątek, sobota, niedziela...
Ile to godzin, sekund i minut beztroski.

Ileż to można zrobić przez ten czas!
Wypad ze znajomymi do pubu, ploteczki, małe zakupy, spacer w parku też nie zaszkodzi.
Do tego porządki, pranie, sprzątanie, małe spa dla siebie...

Niestety, jak to w żywocie bywa, nie ma lekko.
Owe piękne plany zostały hen daleko w Pcimie Dolnym pogrzebane, gdyż przybyły znienacka oddziały katarowe i gardłowe wraz z wsparciem chrypkowym.

Zaatakowały bezczelnie Leona, odbierając mu radość z 3 dni wolnego...
I tak oto zamiast się szwendać po mieście i dobrze bawić, Leon będzie grzecznie sobie siedział w domu pod kocykiem, a towarzyszyć mu będą herbatka z miodem i cytryną oraz polopiryna.

A jak Wasze plany na weekend?
Kto pije, kto baluje, kto łączy się w bólu z zasmarkanym Leonem?

Kathy

czwartek, 9 października 2014

500. Włosowa aktualizacja: październik 2014

Witajcie!

Widzicie tę uroczą cyferkę, stojącą przed dzisiejszym tytułem notki?
Tak, to już 500-tny raz, prawie dzień w dzień, kiedy to Leon nadaje do Was.

Na ową wielką i wiekopomną okazję wypadałoby kilka słów chwalebnych wygłosić.
Niestety, jako żem w stanie rozkichania i rozsmarkania nadal, oszczędzę Wam tejże uroczystej mowy.

Przybywam zatem z włosową aktualizacją.

Tak było we wrześniu:




Tak jest teraz:





Dane poglądowe:

Długość: ok. 60 cm.
 Skręt: zakrętas-po-koczkowy
 Kolor: blondo-rudo-coś.
 Stan: walczę z ŁZS...
Grubość: ok. 7 cm
  Częstotliwość mycia: co 2/3 dni myję
 Olejowanie: co drugie mycie

Produkty używane w październiku, te same co wcześniej: Klik!

 Moje włosy, mimo że wyglądają na zdjęciach całkiem znośnie, mają się obecnie niezbyt kolorowo.
Wrzesień i październik to miesiące pełne stresu, nerwówki i braku czasu.
Prawo jazdy, ruch w robocie i większy nawał obowiązków powodują, że kudełki się bulwersują.

Bulwersacja kudełkowa polega na emigracji i puszeniu się.

Liczę, że jak tylko uporam się z tym prawkiem szanownym to się uspokoję i odetchnę wewnętrznie.
I wtedy też włosiska się ustabilizują emocjonalnie i nie będą zrywać więzi z łączącymi je cebulkami.

A Wasze kudły jak tam?

Kathy Leonia


środa, 8 października 2014

499. Ufff...

Witajcie!

Udało się!
Pokonałam system!
Leon dał radę z teorią na prawko!

Ale lekko nie było...
Oj nie...
Cieknący nos o poranku, stan gorączkowy i milion pięćset zasmarkanych chusteczek w kieszeni.
Do tego niewyspanie i ciężkość umysłowa.
Już miałam odpuścić sobie i ów egzamin i robotę, bo czułam się jak świeże zwłoki, ale po chwili przedumania, sztachnęłam się byłam końską dawką polopiryny i wyruszyłam.

Do ośrodka WORDu szłam zatem jak na skazanie - krok za krokiem, smark za smarkiem, wzdech za wzdechem.
Jak dotarłam tak kichnęłam i się zaczęło.
Weszliśmy do sali, pan egzaminator porozdzielał stanowiska, pełna skupienia cisza - losuje się zestaw egzaminacyjny a tu: "smark", "apsik", "chrząk".

Chwila negujących spojrzeń i pół-uśmiechów, porozumiewawcze kciuki w górę i jedziemy.

Jak tylko pierwsze pytanie ukazało się na ekranie monitora, wiedziałam, że będzie dobrze.
Wysmarkałam sobie normalnie taki zestaw, jaki chciałam.
Tak więc klik, za klikiem, pytanie za pytaniem... chwila oczekiwania pełna napięcia i....

Pozytywny!

Gdy tylko zobaczyłam wynik, odetchnęłam na cały regulator i nawet jakby nos mi się odetkał z wrażenia.
Nawet sam egzaminator spojrzał się na mnie z uśmiechem, podczas gdy w szale otwierałam drzwi od pokoju egzaminacyjnego.
Wybiegłam z sali w skowronkach i podskokach i nawet wielka kolejna do okienka zapisowego nie była mi przykra..

Tak więc wszystko już ustalone i zapłacone.
Za dwa dwa tygodnie egzamin praktyczny.
Kolejne dni pełne stresu i strachu...

Ale już powoli, gdzieś tam w oddali widzę już ten jeden mały dokument, który odmieni życie człowieka skazanego na MPK.

Będziecie dalej mnie wspierać?

Kathy i Leon

wtorek, 7 października 2014

498. Recenzja: Bell Perfect Cover maskujący korektor w płynie

Witajcie!

Było o zakupach, jazdach i żłopaniu piwska, to teraz czas najwyższy na recenzję.

Przybywam do Was ze słowami kilkoma o maskującym korektorze w płynie Perfect Cover od Bell.
Mój nr to 2.

Słowo od producenta: "Pokrywa przebarwienia i niedoskonałości cery, a także skutecznie tuszuje oznaki zmęczenia oraz obwódki pod oczami. Lekka formuła kosmetyku wzbogacona o mineralne pigmenty nie zatyka porów skóry. Elastyczna konsystencja korektora gwarantuje łatwość aplikacji i idealne dopasowanie się do koloru skóry".

Mazidło w tubie.
Każde zdjęcie można powiększyć przez "klik" na nie:


Aplikator:


Na dłoni:




Na facjacie przed aplikacją na nieprzyjaciela:


 Po aplikacji:



Szczegóły:

Cena i dostępność: wytwór ów zakupiłam w Biedronce mniej więcej pół roku temu. Dałam za niego ok. 10 zł.
 Zapach: bez zapachu. Korektor nie "wali" niczym.
.   Konsystencja: jasne, kremowe mazidło, do nakładania na ciemnych i czerwonych wrogów skórnych.
    Opakowanie i pojemność: korektor w jasnej tubie z białymi napisami. Pojemność: 4 g.
    Wydajność: bardzo dobra. Specyfik mam od jakiegoś półrocza i jeszcze go nadal trochę zostało.
    Działanie: przyjemne. Mazidła używam głównie do ukrywania tzw. okresowych syfów na facjacie. W roli kamuflażu ochronnego sprawdza się naprawdę godnie - ładnie rozświetla i maskuje krosty, nadając skórze lekko kremowy, delikatny efekt kryjącej powłoki. Produkt jest idealny do użytkowania z pudrem - raz dwa, wklepane, zapudrowane i gotowe! Cera jak nowa, właścicielka szczęśliwa, czego chcieć więcej? Warto dodać, że ów korektor trzyma się na skórze mniej więcej 7 godzin, nie roluje się podczas późniejszej emigracji z twarzy. Co jeszcze? Nie zapycha, nie podrażnia. Ponadto jest tani, wydajny i łatwo dostępny. To już trzeci produkt z Bell do twarzy (Klik!) (Klik!), którym się zachwycam i szczerze Wam polecam!
  Ocena: 5/5

Miałyście?

Kathy Leonia

PS. To ten oto ów bezczelny post, co sam się opublikował w sobotę.
Wybaczta za zamieszanie.

poniedziałek, 6 października 2014

497. Recenzja: Max Factor Creme Puff Pressed Powder, puder prasowany

Witajcie!

Dziś pora na recenzję.
W ramach odstresowania i odzarazkowania się - chyba Leon będzie chory - zapodam Wam słów kilka o pewnym pudrowym specyfiku. Będzie to puder prasowany z Max Factor z serii Creme Puff Pressed Powder.

Słowo od producenta: "Intensywnie kryjący puder w kamieniu, nadający twarzy idealne zmatowienie. Z łatwością uzyskasz efekt wspaniałej cery dzięki ekskluzywnemu wykończeniu makijażu. Puder dodatkowo łączy w sobie właściwości podkładu w kremie i pudru. Idealny jest dla każdego rodzaju skóry. Dzięki milionom cudownych cząsteczek odbijających światło uzyskasz efekt nieskazitelnego, matowego wykończenia oraz delikatnego, subtelnego blasku. Przy zastosowaniu różnych technik aplikacji produktu sama możesz wybrać styl odpowiedni dla siebie: nakładając go na krem – uzyskać możesz świeżą bazę; nakładając na podkład – osiągnąć wytworny, profesjonalny „look”; lub stosując go jako produkt do makijażu typu „wszystko w jednym” – aby nadać twarzy dopracowany, olśniewający blask."

 Bohater na zdjęciu.
Każde można powiększyć przez "klik" na nie:

mój odcień to 05 Translucent

Na dłoni:


Na twarzy:


Szczegóły:

Cena i dostępność: zakupiłam swój egzemplarz w Rossmanie na promocji z tuszem 2000 kalorii: Klik!. Za całość dałam 50 zł, podczas gdy normalna
cena pudru wynosi ok. 40 zł a tuszu 30 zł.
  Zapach: bardzo intensywny, niczym mocno-kwiatowe perfumy; chwilami dla nosa nieprzyjemny...
  Konsystencja: urocze zbite coś do nakładania pędzlem.
 Opakowanie i pojemność: plastikowy pojemnik w złotej tonacji i z czarnymi napisami. Pojemność: 21 g.
  Wydajność: bardzo dobra. Pudry używałam ponad rok czasu.
   Działanie: przyjemne. Od pudru oczekuje się zwykle dwóch rzeczy - przede wszystkim matu i braku podrażnień. Jeśli chodzi o tę pierwszą kwestię - specyfik z Max Faktora sprawdza się zacnie. Przede wszystkim uroczo otula skórę delikatną mgiełką matu i uwalnia od świecenia/błyszczenia przynajmniej na kilka godzin. Cera jest świetlista, wygląda naturalnie i zdrowo. Można go używać na podkład, krem BB lub nawet solo - nigdy nie zawiedzie. Co natomiast w kwestii podrażnień? Tu również plus dla Maxa, gdyż nie zasyfił, ani nie uczulił mnie. Gdybym jeszcze do owej recenzji dodała kwestię świetnej wydajności - mógłby się puder ten jawić za ideał... Ale niestety nie będzie tak pięknie. Są pewne dwa minusy, które sprawiają, że więcej tego produktu nie kupię. Zarzut nr 1 - wysoka cena bez promocji i ciężka dostępność mojego odcienia - notabene najbardziej popularnego w tym kraju. Zarzut nr 2 z kolei, który również nie mogę przeboleć to zapach. Za mocny, za intensywny, za drażniący; puder ma służyć do matowienia, a nie do wąchania...
 Ocena: 3/5

Miałyście?

Kathy i Leon

Walmart

hx caps

www.uusoccer.ru