GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!



Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się rano, między 7-9!
Aby nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB i Instagramie i Tik Toku.

Uprzejmie proszę o klikanie w reklamy! Was to nic nie kosztuje, a ja zbieram na lepszy aparat :)

Moja ezoteryczna strona na FB: Klik! oraz grupa dla osób zmagających się z ŁZS: Klik

Ceneo.pl

Bielenda

zdrowie

środa, 28 września 2022

2988. Makijaż paletką Affect Naturally Matt

 Witajcie!

Dziś czas na malunek oczu.

W roli głównej wystąpi przed Państwem paleta Affect Naturally Matt.

Oto jak ów gagatek wygląda na oczach:




Paletka, o której mowa:




Jestem nawet zawodolona jak ten makijaż wyszedł.
Ot taki codzienny, delikatny elegancik.

Jeśli chodzi natomiast o samą paletę, cóż, jest ona taka sobie.
Cienie, co prawda fajnie się ze sobą połączyły, ale są okropnie suche, przez co powstaje osyp.
Dlatego trzeba koniecznie pamiętać o dobrej jakościowo bazie pod cienie, aby proces aplikacji i blendowania był łatwy i przyjemny.

Pigment paletki nie jest jakoś oszałamiająco mocny i raczej nazwałabym go przeciętnym.
Trwałość - na bazie - ok. 8 godzin.

Myślę, że dla osoby początkującej, lubiącej bezpieczne odcienie, paleta spisze się bardzo dobrze.
Dla mnie niestety jest ona za słaba...

Miałyście?

Kathy Leonia

wtorek, 27 września 2022

2987. Thierry Mugler Mugler Cologne Cologne balsam do ciała

 Witajcie!

Dziś czas na coś nawilżającego do łapek naszych.

Będę mówić o Thierry Mugler Mugler Cologne Cologne balsam do ciała.

Słowo od producenta: "Cytrusowo- aromatyczne perfumy, zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Energetyzująca , orzeźwiająca kompozycja dla dynamicznych osób. Ten głęboki i pełny niespodzianek zapach to idealna propozycja na każdy dzień. Cologne nawiązuje zapachem do świeżej woni mydła , która jest wspomnieniem z dzieciństwa projektanta, Alberto Morillasa."

Produkt w okazałości:





Od producenta i skład:






Otworek:



Na dłoni:




Szczegóły:

Cena i dostępność: produkt znalazłam w Internetach za ok. 10 zł. Normalna cena to 30 zł.

Zapach: świeży, cytrusowy.
Konsystencja: kremikowa.
Opakowanie i pojemność: opakowanie w charakterze białej tubki z akcentami zieleni i czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 80 ml.
Wydajność: beznadziejna. Taki balsam starczy na dwa tygodnie używania.
Działanie: kiepskie. Zacznę od tego, że lubię buszować na Allegro w dziale kosmetycznym. Szczególnie interesują mnie tzw. wyprzedaże toaletki, w których za przysłowiowe grosze mogę upolować same perełki mazidłowe. Na to właśnie liczyłam i tym razem, biorą udział w licytacji zestawu, gdzie był akurat powyższy kremowy gagatek. Sądziłam, że produkt tak drogiej i luksusowej marki (w końcu to słynny Mugler, ten od zapachu Alien i Angel!) będzie naprawdę istną perełką. Niestety tak nie było... Balsam ów, mimo cudownego aromatu cytrusowego, jest po prostu zwykłym bublem. Nie wiem doprawdy, ile warstw tegoż trzeba nakładać, aby moja skóra poczuła jakiekolwiek nawilżenie... Dacie wiarę, że nawet trzykrotne nałożenie smarowidła na dłonie, łokcie i kolana - i to w ilości porządnej - nie zrobiła zgoła nic? Jedyne co zauważyłam, to ładny zapach, utrzymujący się ok. godzinę w miejscu aplikacji... I to w sumie wszystko. Sucha i spękana skóra dłoni jak była, tak pozostała... Podobnie było ze stopami, które posmarowane balsamem Muglera, również żadnego odżywienia nie doznały. Jestem tym krem bardzo rozczarowana. Myślę, że zużyje go do końca, bo jego aromat jest naprawdę przyjemny, ale moja opinia o całej marce Mugler jest w tym momencie mocno negatywna... Także nie polecam. Chyba, że chcecie wydać 30 zł na coś, co tylko ładnie pachnie na dłoniach. 

Ocena: 2/5

Miałyście?

Kathy Leonia

poniedziałek, 26 września 2022

2986. Wrażenia po operacji mięska cewkowego

 Witajcie!

Dziś przychodzę do Was ze świeżą relacją szpitalną.

Otóż, jak zapewnie wiecie, kilka dni temu miałam zabieg usuwania mięska cewkowego: Klik!
Na całe szczęscie owa procedura chirurgiczna zakończyła się sukcesem i gdy jako tako doszłam do siebie, postanowiłam, że napiszę Wam moje wrażenia po tejże operacji.

Na samym początku zacznę od tego, że wiedziałam mniej więcej jak ó zabieg będzie wyglądał.
Ot wezmą mnie na stół, podadzą znieczulenie miejscowe, wytną laserowo rosnącego tam polipa, trochę tam pojęczę, ale tego samego dnia wyjdę do domu.

Oj, ależ to było mylne przekonanie...

Cała zabawa zaczęła się od samego rana, już w izbie przyjęć.
Miałam stawić się tam na godzinę 8, na czczo, jedyne co wcześniej mogłam pić, to zwykłą wodę.
Pomna zatem tych wytycznych, przybyłam do szpitala punkt 8.
A tam jeden wielki bałagan i burdel.

Na izbę przyjęć samemu dotrzeć nie można, bo połowa budynku jest zamknięta i w remoncie, zatem wszyscy czekają w tzw. poczekalni, przed windą. 
Tak więc wyobraźcie sobie tłum ludzi, który lata z walizkami w jedną i drugą stronę. 
Wszyscy głodni, przejęci, zdenerwowani, totalna dezinformacja i chaos...
Dopiero za jakąś godzinę ktoś do nas zszedł z "góry" i przekazał, że osoby przyjmowane na dany oddział będą zabierane zbiorczo przez pielęgniarkę.
I że mamy czekać.

W takim oto miłym oczekiwaniu, dotrwaliśmy mniej więcej do godziny 10, gdy wreszcie się coś ruszyło i poszczególne grupy osób zaczęły swoją wycieczkę na dany oddział.
Dodam tu na marginesie, że ja, czekająca na przyjęcie na urologię, byłam w tej ostatniej grupie...

Na całe szczęście jakoś dotrwałam, a sama procedura rejestracji przebiegła bardzo szybko i dosłownie za pół godziny byłam już na odpowiednim skrzydle szpitala.

I tu kolejny szok.

Przychodzi do mnie pielęgniarka, aby mi przekazać, że nie wiadomo, czy w tym dniu będę miała zabieg, bo oni mają mało lekarzy, a mnóstwo pacjentów i prawdopodobnie muszę zostać w szpitalu do jutra...

Nie uśmiechało mi się to za bardzo, bo przecież mam małe dziecko w domu, zatem próbowałam delikatnie przekonać ową panią, żeby mój przypadek wzięli pod uwagę jako priorytetowy.
W końcu MADKA POLKA i to karmiąca.

I dacie wiarę, że musiałam być bardzo przekonująca, bo za jakieś pół godziny przyszedł do mnie lekarz dyżurujący, że faktycznie, z racji na tego głodnego maluszka, który czeka na mnie w domu, zaraz mnie zabierają pod nóż.

Ucieszyłam się bardzo i ani się obejrzałam, a już jechałam w wózku na salę.

Tu oczywiście standardowa procedura, trzeba się rozebrać, zasiąść na specjalnym fotelu, przygotować się na dezynfekcję, założenie kroplówki i ukłucie w celu znieczulenia.
W międzyczasie lekarz szykuje lasorowy skalpel, zakłada specjalny parawan ochronny na pacjenta i informuje, że zaczynamy...

Otumaniona nieco znieczuleniem potakuję grzecznie i przygotowuję się na miłe odpłynięcie w niebyt.

Jakie więc było moje zaskoczenie, gdy wraz z zapachem palonego się mięsa - przypominam skalpel laserowy - poczułam tak niewyobrażalny ból, że dosłownie zawyłam?

Chirurg kierujący operacją nieco się zdziwił, przerwał ciachanie, zlecając podanie mi dodatkowej dawki znieczulenia...
Odczekaliśmy kilka chwil, jedziemy dalej z cięciem.
Ja automatycznie wydaję kolejny skowyt, bo cały czas czuję, jak mnie kroją.

Nic to, kolejna dawka znieczulenia.

Jaki efekt?
Cóż, niewiele to dało, gdyż okazało się, że mój sporych gabarytów polip nie dość, to leżał sobie w bardzo newralgicznym, trudno dostępnym do znieczulenia miejscu, to jeszcze był mocno unaczyniony...
Dlatego zastrzyki średnio działały...
Tak więc ja dalej byłam cała we łzach, ale nic więcej zrobić nie można było, bo zwyczajnie w świecie, bym doznała tzw. przedawkowania.

Zatem zaciskając zęby, jakoś dotrwałam do końca zabiegu i było mi totalnie wszystko jedno, gdy usłyszałam, że jednak zostaję w szpitalu pod obserwacją aż do jutra.

Na całe szczęscie obsługa szpitalna, troska o pacjenta, posiłki, a nawet czystość sali były na bardzo wysokim poziomie, dzięki czemu pobyt miłą mi bardzo miło.

Co do rekolwalestencji, po zabiegu nie mogłam za bardzo siedzieć, gdyż uciskało to operowane miejsce.
Robienie siku również było bardzo bolesne.
Miałam także krwawienie, które utrzymało się około tygodnia.

Obecnie czuję się już dobrze i wróciłam do pełnej sprawności.

A Wy mieliście jakąś operację?

Kathy Leonia









czwartek, 22 września 2022

2985. Kiss Beauty Brow Styling Soap mydło do brwi

 Witajcie!

Dziś czas na brewek ułożenie.

Będę mówić o Kiss Beauty Brow Styling Soap mydło do brwi.

Słowo od producenta: "Specyfikacja Kategoria: modelujący krem do brwi Kolor: przezroczysty Zawartość netto: 10g Rozmiar: 6 cm * 3,3 cm Okres trwałości: 3 lata Data produkcji: najnowsza Składniki: kwas stearynowy, kwas laurynowy, sacharoza, gliceryna, sorbitol, woda itp. ilość: 1 Instrukcja użytkowania: 1. Najpierw zwilż główkę szczoteczki sprayem. 2. Wyszczotkuj mydło do brwi lekko wilgotną główką szczoteczki (kwota jest umiarkowana, nie za mała, nie za dużo, więc nie tak, aby nie przykleić) 3. Wielokrotnie rozczesz brwi, dzięki czemu każda brwi jest przyklejona z mydłem do stylizacji, aby uzyskać efekt stylizacji."

Produkt w opakowaniu:





Od producenta:





W okazałości:





Aplikator:



Konsystencja:


Szczegóły:

Cena i dostępność: produkt kupiłam na shopee.pl za ok. 3 zł.
Zapach: bez zapachu.
Konsystencja: zbita, przezroczysta.
Opakowanie i pojemność: opakowanie w charakterze pomarańczowego, metalowego puzderka z wieczkiem z czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 10 g.
Wydajność: bardzo dobre. Takie opakowanie starczy nam na ponad rok malowania się.

Działanie: zacne. Zacznę od tego, że odkąd kilka miesięcy temu odkrylam mydełka do brwi, tak nie wyobrażam sobie bez nich makijażowego żywota. To naprawdę iście genialny produkt dla osób, które cenią naturalność i nie lubią mocnego podreślania oprawy oczu. Dzięki takiemu mydełku, możemy stworzyć idealnie równą linię brwi, bez dodatkowej koloryzacji włosków. Taki właśnie delikatny, acz trwały efekt uzyskuję stosując niepozornie wyglądające mydełko do brwi z Kiss Beauty. Produkt jest po prostu stworzony do ujarzmiania niesfornych włosków. Dołączona do zestawu fikuśnie wygięta szczoteczka cudnie zaczesuje i układa każdą, nawet najmniejszą brewką. Wystarczy jedna aplikacja mydełka, aby uzyskać nieskazitelny i precyzyjny łuk, w którym wszystkie kłaczki są równo ułożone. I to na wiele godzin, bez rozmazania czy kruszenia się. Dodam, że specyfik nie zostawia żadnych smug, jest totalnie przezroczysty i absolutnie niewidoczny. Ponadto, nie podrażnia ani nie uczula. Polecam Wam z całego serca wypróbowanie gagatka od Kiss Beauty. Na pewno się w nich zakochacie od pierwszego użycia, bo jego działanie, niska cena, wydajność są zaiste godne pochwały. 

Ocena: 5/5

Miałyście?

Kathy Leonia

środa, 21 września 2022

2984. Operacja mięska cewkowego

 Witajcie!

Dziś czas na zabieg, na który czekałam ponad 3 miesiące...

Będę miała mianowicie usuwane mięsko cewkowe, o którym to pisałam tu: Klik!

Dla tych, co nie lubię za dużo czytać, napiszę w wielkim skórcie.

Pod koniec ciąży, przez nieprawodłową aplikację tabletki z luteiną, wyrósł mi polip na cewce moczowej. Ze względu na stan błogosławiony i połóg, nie mogłam sobie pozwolić na wcześniejsze wycięcie tego dziadostwa, dopiero teraz, jak organizm wrócił do normy, mogę udać się pod przysłowiowy skalpel.

Trzymajcie mocno kciuki, aby wszystko było ok!

Kathy Leonia

Walmart

hx caps

www.uusoccer.ru