Witajcie!
W taką deszczową pogodę jak dziś nikomu nie chce się wyściubić nosa z pościeli.
Najchętniej by się leżało dzień cały na jakimś posłaniu jedwabnym, sączyło się dobrą kawkę i zagryzało ciastkiem, okazjonalnie znajdując czas na podrapanie się na uchem.
Niestety nie dziś te numery relaksacyjne.
Za jakąś godzinę jestem zobligowana bowiem wyjść, by stawić czoła kolejnym jazdom i potyczkom komunikacyjnym na mieście.
Do tego dochodzi robocizna na drugą zmianę, a następnie wesoły powrót nocą przez masakrycznie rozkopane miasto, gdyż jakiś czas temu naszej pani prezydent Zdanowskiej zachciało się tworzyć trasę W-Z.
Trasa ta - dla niezainteresowanych - ma usprawnić za jakieś 2 lata (gdy powstanie o czasie, sasasa) komunikację między jedną dzielnicą a drugą.
Jak na razie końca nie widać pracom budowlanym, i cała Łódź przypomina jeden wielki wykop z chaosem..
Aby więc zachować zimną krew we wszystkich powyższych sytuacjach, niechybnie będę potrzebowała wsparcia małego.
Oto i ów zestaw specjalny:
Od góry:
- kawa, coby się obudzić i nie ziewać
- melisa, coby nie stresować się podczas driftów na zakrętach
Od dołu:
- cukierki Fruittella, coby było miło i słodko
- tabletki z magnezem, coby mózg dobrze pracował i nie parował.
Tylko nie mówcie, że jak to wszystko wypiję/zjem na raz, to mi się pomieszają szare komórki.
Powiadam Wam, że dobrze się mam po takiej końskiej dawce i nic mi nie jest, czyt. jak byłam tak jestem Leonem.
A Wy co zażywacie, aby mieć przysłowiową moc?
Kathy
Strony
GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE
Oświadczenie
Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Mój stary blog - Karia18
Szukaj na tym blogu
Bielenda
zdrowie
czwartek, 21 sierpnia 2014
środa, 20 sierpnia 2014
450. Serum do rzęs Oceanic Long4lashes, efekty po miesiącu.
Witajcie!
Pamiętacie jak jakiś czas temu podniecałam się byłam, jakie to rzekome cud-serum na rzęsy zakupiłam?
Był to specyfik do rzęs z firmy Oceanic o wdzięcznej nazwie Long4lashes.
Kurację miałam rozpocząć już w czerwcu, jednakowoż z racji na artystyczny bałagan i nieład twórczy, produkt ów gdzieś mi się zapodział...
Znalazłam go szczęśliwie dopiero jakiś miesiąc temu, i wtedy też zaczęłam się z nim bliżej zapoznawać.
Dla zapominalskich oto niniejszy bohater:
Obietnice producenta wersja długa: Klik!
Obietnice producenta wersja krótka: produkt ma nam rzęsy wzmocnić, wydłużyć, pogrubić i zrobić z nich istne firany.
Pora na miesięczne efekty.
Tak było w lipcu, oko gołe:
Oko pomalowane:
Tak jest teraz, oko gołe:
Oko pomalowane:
Pełna kuracja winna trwać 5 miesięcy, tak więc jestem dopiero w 1/5 drogi do rzęs idealnych.
Nie mniej jednak to co już zauważyłam:
- rzęsy się wydłużyły,
- nieco pogrubiły,
- są bardziej czarne.
Niestety po upływie jakiś 3 tygodni od rozpoczęcia zabawy z mazidłem, zauważyłam większe wypadanie kłaczków podczas demakijażu...
Mam nadzieję, że to szybko minie, bo nie widzi mi się posiadanie trzech długich rzęs na krzyż.
Za miesiąc kolejna odsłona efektów kuracji.
A Wy co myślicie o powyższych rezultatach?
Kathy i Leon
Pamiętacie jak jakiś czas temu podniecałam się byłam, jakie to rzekome cud-serum na rzęsy zakupiłam?
Był to specyfik do rzęs z firmy Oceanic o wdzięcznej nazwie Long4lashes.
Kurację miałam rozpocząć już w czerwcu, jednakowoż z racji na artystyczny bałagan i nieład twórczy, produkt ów gdzieś mi się zapodział...
Znalazłam go szczęśliwie dopiero jakiś miesiąc temu, i wtedy też zaczęłam się z nim bliżej zapoznawać.
Dla zapominalskich oto niniejszy bohater:
Obietnice producenta wersja długa: Klik!
Obietnice producenta wersja krótka: produkt ma nam rzęsy wzmocnić, wydłużyć, pogrubić i zrobić z nich istne firany.
Pora na miesięczne efekty.
Tak było w lipcu, oko gołe:
Oko pomalowane:
Tak jest teraz, oko gołe:
Oko pomalowane:
Pełna kuracja winna trwać 5 miesięcy, tak więc jestem dopiero w 1/5 drogi do rzęs idealnych.
Nie mniej jednak to co już zauważyłam:
- rzęsy się wydłużyły,
- nieco pogrubiły,
- są bardziej czarne.
Niestety po upływie jakiś 3 tygodni od rozpoczęcia zabawy z mazidłem, zauważyłam większe wypadanie kłaczków podczas demakijażu...
Mam nadzieję, że to szybko minie, bo nie widzi mi się posiadanie trzech długich rzęs na krzyż.
Za miesiąc kolejna odsłona efektów kuracji.
A Wy co myślicie o powyższych rezultatach?
Kathy i Leon
wtorek, 19 sierpnia 2014
449. O smutnym powrocie do rzeczywistości, czyli refleksja krótka nad losem pracowniczym...
Witajcie!
Pierwszy dzień po urlopie był ciężki.
Był wręcz masakryczny...
8 godzin ciągnęło się jak flaki z przeterminowanym olejem, gdyż co 10 minut patrzyłam na zegarek z nadzieją w duszy, że to zaraz koniec mojej zmiany nastąpi.
I jakież to rozczarowanie przeżywałam za każdym takim razem, na prawdę smutną, że przecie godzina 14 tyle ma się do godziny 21 jak wół do smoka.
Szefowa, też nie sprzyjała moim gorzkim, akomodacyjnym starciom pourlopowym z rzeczywistością.
Miast kawkę mi zrobić - wszak głowa firmy winna dbać o dobro pracowników, a już zbolałych pracowników zwłaszcza - to patrzyła się na mnie z miną mało współczującą i z przekąsem kręciła głową.
"Przecie tyle czasu miałaś, żeby wypocząć! Do roboty, żwawo!"
Cóż było począć na takie słowa gorzkie?
Ano nic...
Leon rękawy musiał zakasać, łepetyną poruszyć żwawo, przemyć skronie zimną wodą i działać...
Nikt nie użali się nad nim, że się od robocizny odzwyczaił.
I w tym miejscu tak oto powiadam Wam, że 2 tygodnie to stanowczo za mało, by odpocząć!
Urlop winien trwać przynajmniej miesiąc, w tym: 2 tygodnie wolnego i dwa tygodnie tzw. zapasowe.
Myślę, że wtedy wydajność, jak i siły witalne pracowników wzrosłyby o milion pięćset w skali PKB.
Kto za, kto przeciw, kto się wstrzymał?
Kathy i Leon
PS. Jeśli ktoś chciałby znaleźć się w zaszczytnym gronie tych person, jakich obserwuję, proszę pisać! Mam wielkie i tragiczne opóźnienia, jeśli chodzi o dodawanie ludzi do obserwowanych blogasków...
Pierwszy dzień po urlopie był ciężki.
Był wręcz masakryczny...
8 godzin ciągnęło się jak flaki z przeterminowanym olejem, gdyż co 10 minut patrzyłam na zegarek z nadzieją w duszy, że to zaraz koniec mojej zmiany nastąpi.
I jakież to rozczarowanie przeżywałam za każdym takim razem, na prawdę smutną, że przecie godzina 14 tyle ma się do godziny 21 jak wół do smoka.
Szefowa, też nie sprzyjała moim gorzkim, akomodacyjnym starciom pourlopowym z rzeczywistością.
Miast kawkę mi zrobić - wszak głowa firmy winna dbać o dobro pracowników, a już zbolałych pracowników zwłaszcza - to patrzyła się na mnie z miną mało współczującą i z przekąsem kręciła głową.
"Przecie tyle czasu miałaś, żeby wypocząć! Do roboty, żwawo!"
Cóż było począć na takie słowa gorzkie?
Ano nic...
Leon rękawy musiał zakasać, łepetyną poruszyć żwawo, przemyć skronie zimną wodą i działać...
Nikt nie użali się nad nim, że się od robocizny odzwyczaił.
I w tym miejscu tak oto powiadam Wam, że 2 tygodnie to stanowczo za mało, by odpocząć!
Urlop winien trwać przynajmniej miesiąc, w tym: 2 tygodnie wolnego i dwa tygodnie tzw. zapasowe.
Myślę, że wtedy wydajność, jak i siły witalne pracowników wzrosłyby o milion pięćset w skali PKB.
Kto za, kto przeciw, kto się wstrzymał?
Kathy i Leon
PS. Jeśli ktoś chciałby znaleźć się w zaszczytnym gronie tych person, jakich obserwuję, proszę pisać! Mam wielkie i tragiczne opóźnienia, jeśli chodzi o dodawanie ludzi do obserwowanych blogasków...
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
448. To będzie ciężki tydzień...
Witajcie!
To co dobre, szybko się kończy...
Urlop mogę uznać za historię.
Dziś ponownie do roboty się udaję, by stawiać czoła wszystkim starym śmieciom kursowym.
Oprócz tego - przez robocizną - będę miała jeszcze 2 godziny jazdy o porannej porze - we wtorek, czwartek i sobotę.
I jakby tego było mało, w sobotę mam przymusową robotę również - postanowienie szefostwa szefów.
Tak więc nie pozostaje mi nic innego, jak się rozdwoić i roztroić.
Mam nadzieję, że melisa plus energetyki dadzą jednakowoż radę...
Kathy i Leon
To co dobre, szybko się kończy...
Urlop mogę uznać za historię.
Dziś ponownie do roboty się udaję, by stawiać czoła wszystkim starym śmieciom kursowym.
Oprócz tego - przez robocizną - będę miała jeszcze 2 godziny jazdy o porannej porze - we wtorek, czwartek i sobotę.
I jakby tego było mało, w sobotę mam przymusową robotę również - postanowienie szefostwa szefów.
Tak więc nie pozostaje mi nic innego, jak się rozdwoić i roztroić.
Mam nadzieję, że melisa plus energetyki dadzą jednakowoż radę...
Kathy i Leon
niedziela, 17 sierpnia 2014
447. Gotujemy w weekend, cz. 14 tarta z kremem, truskawkami, orzechami laskowymi i posypką
Witajcie!
Jak to w niedzielę zwykle bywa, pora na łasuchowanie.
Dziś przychodzę do Was z przepyszną tartą z kremem, truskawkami, orzechami laskowymi i posypką.
Oto jak wyglądała po upieczeniu:
Składniki:
a) ciasto
1,5 szklanki mąki pszennej
80 gr masła
50 gr cukru pudru
2 jajka
łyżeczka proszku do pieczenia
b) krem
truskawkowy krem do tortów (np. Dr Oetkera)
1 szklanka mleka
30 sztuk orzechów laskowych
ok. szklanka dojrzałych truskawek
c) posypka
gotowa posypka do tortów, np. Dr Oetkera
Czynności:
1. Truskawki dokładnie myjemy i rozgniatamy mikserem/tłuczkiem na uroczą mazię.
2. Orzechy miksujemy na pięknie pachnący pył orzechowy.
3. Na stolnicy ugniatamy ciasto z mąki, jajek, masła, cukru pudru i proszku do pieczenia. Gdy ładnie się nam składniki połączą, formujemy papkę w kulę i wkładamy na ok. 30 min do lodówki, coby się schłodziło nieco.
4. Po ochłodzeniu, ciasto wyjmujemy, wałkujemy i wykładamy nim formę do tarty/tortownicę (posmarowaną uprzednio masłem i posypaną bułką tartą). Tak przygotowaną blachę z ciastem nakłuwamy delikatnie widelcem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy jakieś 20 min.
5. Gdy ciasto się upichci, wyjmujemy z pieca i odstawiamy do wystygnięcia.
6. Czas na krem! Miksturę truskawkową robimy zgodnie z przepisem na opakowaniu (dodajemy do niej mleko) i miksujemy na najwyższych obrotach ok. 3 min. Gotową papkę mieszamy z rozdrobnionymi orzechami laskowymi.
7. Na upieczone i wystudzone ciasto kładziemy na spód rozgniecione wcześniej truskawki. Na nie ładujemy kremik truskawkowy z orzechami.
8. Całość posypujemy posypką.
9. Tak przygotowany wypiek wkładamy do lodówki na jakieś 3 godziny.
10. Żremy!
Wypróbujecie?
Kathy Leonia
PS. Od jutra koniec urlopu i do roboty...
Chlip, chlip...
Jak to w niedzielę zwykle bywa, pora na łasuchowanie.
Dziś przychodzę do Was z przepyszną tartą z kremem, truskawkami, orzechami laskowymi i posypką.
Oto jak wyglądała po upieczeniu:
Składniki:
a) ciasto
1,5 szklanki mąki pszennej
80 gr masła
50 gr cukru pudru
2 jajka
łyżeczka proszku do pieczenia
b) krem
truskawkowy krem do tortów (np. Dr Oetkera)
1 szklanka mleka
30 sztuk orzechów laskowych
ok. szklanka dojrzałych truskawek
c) posypka
gotowa posypka do tortów, np. Dr Oetkera
Czynności:
1. Truskawki dokładnie myjemy i rozgniatamy mikserem/tłuczkiem na uroczą mazię.
2. Orzechy miksujemy na pięknie pachnący pył orzechowy.
3. Na stolnicy ugniatamy ciasto z mąki, jajek, masła, cukru pudru i proszku do pieczenia. Gdy ładnie się nam składniki połączą, formujemy papkę w kulę i wkładamy na ok. 30 min do lodówki, coby się schłodziło nieco.
4. Po ochłodzeniu, ciasto wyjmujemy, wałkujemy i wykładamy nim formę do tarty/tortownicę (posmarowaną uprzednio masłem i posypaną bułką tartą). Tak przygotowaną blachę z ciastem nakłuwamy delikatnie widelcem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy jakieś 20 min.
5. Gdy ciasto się upichci, wyjmujemy z pieca i odstawiamy do wystygnięcia.
6. Czas na krem! Miksturę truskawkową robimy zgodnie z przepisem na opakowaniu (dodajemy do niej mleko) i miksujemy na najwyższych obrotach ok. 3 min. Gotową papkę mieszamy z rozdrobnionymi orzechami laskowymi.
7. Na upieczone i wystudzone ciasto kładziemy na spód rozgniecione wcześniej truskawki. Na nie ładujemy kremik truskawkowy z orzechami.
8. Całość posypujemy posypką.
9. Tak przygotowany wypiek wkładamy do lodówki na jakieś 3 godziny.
10. Żremy!
Wypróbujecie?
Kathy Leonia
PS. Od jutra koniec urlopu i do roboty...
Chlip, chlip...
Subskrybuj:
Posty (Atom)













