Witajcie!
Dopadła mnie wiosenna chyba depresja, tudzież zasmucenie duszy.
Czuję się jakaś taka wypluta i przeżuta.
Ciężko mi ów stan przyrównać do jakiś typowych objaw medycznych, ale myślę, że to po prostu zmęczenie i znużenie...
I przede wszystkim praca...
Potrzebuję urlopu, odpoczynku, relaksu.
Dni mijają mi jeden za drugim, tydzień za tygodniem, weekend za weekendem.
Wszystko mi się zlewa w jeden taki ulepek zdarzeń.
Mam poczucie że jestem gdzieś obok, poza prawdziwą mną.
Że to co obecnie robię, nie jest tym, czego bym chciała i pragnęła...
Wysyłam znowu masowo w świat cv, byleby tylko nie utknąć na zawsze w tej szkole i nie robić za panią mgr-sprzedawcę kursów.
Ech, wybaczcie smęty, ale musiałam się wyżalić...
Kathy i Leon
Strony
GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE
Oświadczenie
Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Mój stary blog - Karia18
Szukaj na tym blogu
Bielenda
zdrowie
wtorek, 25 marca 2014
sobota, 22 marca 2014
362. Weekend!
Witajcie!
O jak dobrze, że weekend...
O jak dobrze, że sobie odpocznę od robocizny i trochę poszwendam się po mieście.
Pogoda na szczęście dopisuje i słońce nas od piątku rozpieszcza.
Cieszy mnie to niezmiernie i raduje, bowiem nie ma jak słoneczne, wolne dni.
Tak więc idę ładować akumulatory, a coś twórczego stworzę jutro jakoby.
A co u Was?
Kathy z Leonem
O jak dobrze, że weekend...
O jak dobrze, że sobie odpocznę od robocizny i trochę poszwendam się po mieście.
Pogoda na szczęście dopisuje i słońce nas od piątku rozpieszcza.
Cieszy mnie to niezmiernie i raduje, bowiem nie ma jak słoneczne, wolne dni.
Tak więc idę ładować akumulatory, a coś twórczego stworzę jutro jakoby.
A co u Was?
Kathy z Leonem
środa, 19 marca 2014
361. Trochę słodkości na środe...
Witajcie!
Pamiętacie jak narzekałam, że w poniedziałek miałam przymusowy spacerek przez pół miasta?
Jakby było śmiesznie, taka sama sytuacja zdarzyła mi się dnia wczorajszego...
Mianowicie tramwaj, którym jechałam nagle zmienił kurs, bowiem wypadek miał miejsce kilka przystanków dalej..
I oczywiście trzeba było wysiąść gdzieś w tzw. "szczerym polu" i dalszą trasę do robocizny pokonywać już na pieszo..
Uwielbiam to.
Dlatego, aby ukoić moje zdenerwowanie i zestresowanie, po pracy zakupiłam sobie coś na poprawę humoru:
Jak zjadłam kilka sztuk, humor od razu mi się polepszył.
Dzięki temu jakoś przetrwam - mam nadzieję - do piątku...
Kathy Leonia
Pamiętacie jak narzekałam, że w poniedziałek miałam przymusowy spacerek przez pół miasta?
Jakby było śmiesznie, taka sama sytuacja zdarzyła mi się dnia wczorajszego...
Mianowicie tramwaj, którym jechałam nagle zmienił kurs, bowiem wypadek miał miejsce kilka przystanków dalej..
I oczywiście trzeba było wysiąść gdzieś w tzw. "szczerym polu" i dalszą trasę do robocizny pokonywać już na pieszo..
Uwielbiam to.
Dlatego, aby ukoić moje zdenerwowanie i zestresowanie, po pracy zakupiłam sobie coś na poprawę humoru:
Jak zjadłam kilka sztuk, humor od razu mi się polepszył.
Dzięki temu jakoś przetrwam - mam nadzieję - do piątku...
Kathy Leonia
poniedziałek, 17 marca 2014
360. O tym, jak wichura miasto zablokowała...
Witajcie!
Nie wiem jak u Wy, ale ja mam już po dziurki w nosie tych okropnych wiatrów i beznadziejnej pogody ostatnich dni.
Myślałam, że już słoneczko i ciepłota zagości na dobre w naszym kraju, no ale cóż, jakże byłam w błędzie...
Od soboty nagle nastąpiła zmiana pogody i zamiast uroczej wiosennej aury, znowu deszcz, zimno i mokro wszędzie...
A na dodatek jeszcze te wiatry.
W Łodzi jak pan Wiatr zaczął dokazywać od soboty to tak sobie pofolgował, iż złamał bezczelnie krzyż na jednym z kościołów w centrum miasta.
A złamany krzyż na cokole, to zagrożenie dla miasto i awaria komunikacyjna.
A jak awaria komunikacyjna to autobusy zastępcze, jeżdżące nie wiadomo gdzie i kiedy.
Do tego dodajmy jeszcze masakryczne korki wzdłuż i wszerz, a co za tym idzie złość i nerwy mieszkańców.
Mnie oczywista to wszystko powyższe dziś spotkało.
Miast przybyć wcześniej do robocizny i z uroczym uśmiechem otworzyć szkołę, z wywieszonym językiem wędrowałam na chybcika ponad pół godziny na piechotę, bo mój szanowny tramwaj jechał inną trasą, a zastępczy pojazd przybyć nie raczył.
Mówię Wam, nie ma jak poranny jogging w deszczu, zimnie i deszczu o 7 rano, kiedy to patrząc na zegarek próbuje się pokonać czas i przestrzeń, aby zdążyć w porę doczłapać do placówki edukacyjnej...
A jak już w końcu dotarłam do pracy to wyglądałam jak zmokła i wściekła kura.
Zero elegancji i gracji...
Kursanci dopiero mieli ubaw ze mnie.
Ogarnęłam się i ochłonęłam dopiero po jakiejś godzinie od przybycia, ale i tak humor mam zepsuty na cały dzień.
Emocje nie z tej ziemi.
Oby więcej taki przytraf mi się nie zdarzył...
Kathy i styrany joggingiem Leon
Nie wiem jak u Wy, ale ja mam już po dziurki w nosie tych okropnych wiatrów i beznadziejnej pogody ostatnich dni.
Myślałam, że już słoneczko i ciepłota zagości na dobre w naszym kraju, no ale cóż, jakże byłam w błędzie...
Od soboty nagle nastąpiła zmiana pogody i zamiast uroczej wiosennej aury, znowu deszcz, zimno i mokro wszędzie...
A na dodatek jeszcze te wiatry.
W Łodzi jak pan Wiatr zaczął dokazywać od soboty to tak sobie pofolgował, iż złamał bezczelnie krzyż na jednym z kościołów w centrum miasta.
A złamany krzyż na cokole, to zagrożenie dla miasto i awaria komunikacyjna.
A jak awaria komunikacyjna to autobusy zastępcze, jeżdżące nie wiadomo gdzie i kiedy.
Do tego dodajmy jeszcze masakryczne korki wzdłuż i wszerz, a co za tym idzie złość i nerwy mieszkańców.
Mnie oczywista to wszystko powyższe dziś spotkało.
Miast przybyć wcześniej do robocizny i z uroczym uśmiechem otworzyć szkołę, z wywieszonym językiem wędrowałam na chybcika ponad pół godziny na piechotę, bo mój szanowny tramwaj jechał inną trasą, a zastępczy pojazd przybyć nie raczył.
Mówię Wam, nie ma jak poranny jogging w deszczu, zimnie i deszczu o 7 rano, kiedy to patrząc na zegarek próbuje się pokonać czas i przestrzeń, aby zdążyć w porę doczłapać do placówki edukacyjnej...
A jak już w końcu dotarłam do pracy to wyglądałam jak zmokła i wściekła kura.
Zero elegancji i gracji...
Kursanci dopiero mieli ubaw ze mnie.
Ogarnęłam się i ochłonęłam dopiero po jakiejś godzinie od przybycia, ale i tak humor mam zepsuty na cały dzień.
Emocje nie z tej ziemi.
Oby więcej taki przytraf mi się nie zdarzył...
Kathy i styrany joggingiem Leon
niedziela, 16 marca 2014
359. Recenzja: Loreal Super Liner BlackBuster, tusz do kresek w markerze
Witajcie!
Dziś przyszła pora na mazidła kreskowo-powiekowe.
Maziałam się nim sumiennie przez ok. 4 tygodnie, tak więc zdanie na temat tego czegoś już mam.
Będę więc mówić o tuszu do kresek w markerze, znanym pod nazwą Super Liner Blackbuster z firmy Loreal.
Słowo od producenta: " Black - Buster to pierwszy Eye - Marker od L’Oréal Paris! Atramentowa formuła linera do kresek daje trwały efekt głębokiej czerni, jednocześnie zapewniając łatwy demakijaż bez mocnego wycierania. Dzięki wyjątkowej formie markera aplikacja jest bardzo prosta i szybka. Blackbuster jest odporny na błędy."
Mazidło w butli:
Zbliżenie na końcówkę:
Na ręku:
Na oku:
Szczegóły:
Cena i dostępność: w Rossmanie i na Allegro. Cena ok. 30 zł za ok. 9 ml.
Zapach: pachnie mi - u licha - tanim spirytusem.
Konsystencja: zacna, czarna, pisakowa maź.
Opakowanie i pojemność: plastikowy pojemnik a'la długopis. Czarno-złote opakowanie, z pojemnością 9 ml.
Wydajność: średnia. Produkt szybko zasycha i wysycha w pojemniku (szkoda, że nie na oku...) i w rzeczywistości po miesiącu od zakupu specyfik nadaje się tylko do kosza.
Działanie: beznadziejnie.. Zacznijmy może od tego, że ja od eyelinera oczekuję ładnego koloru czerni, dobrego aplikatora kreującego cienkie kreski, szybkiego zastygania mazidła na powiece i dobrej trwałości. Produkt z Loreala spełnia jedynie wymóg łatwej i szybkiej aplikacji; cienka kreska wychodzi nam bowiem równo i zacnie, a jej kolor jest czarny niczym heban... Niestety, ów idealny stan trwa jedynie jakieś pół godziny, po którym to czasie kreska zaczyna nam się rolować i - dosłownie - znika nam z oczu. Gdy wtedy spojrzymy w lustro, zobaczymy jedno wielkie rozmazanie i żałość... Próbowałam stosować produkt na bazę pod cienie, czy na puder - efekt końcowy był taki sam. Jestem bardzo rozczarowana, bo za te 30 zł oczekiwałam zdecydowanie czegoś lepszego... Produkt ponadto niezbyt ładnie "wali" tanią wódką tudzież bimbrem i jest strasznie niewydajny - przez zasychanie w butli. Moim skromnym zdaniem to coś nie zasługuje na nazwę super-linera, a raczej najbardziej adekwatnym przydomkiem byłby super-bubel. Także zdecydowanie nie polecam!
Ocena: 1/5
Miałyście? Słyszałyście?
Kathy Leonia
Dziś przyszła pora na mazidła kreskowo-powiekowe.
Maziałam się nim sumiennie przez ok. 4 tygodnie, tak więc zdanie na temat tego czegoś już mam.
Będę więc mówić o tuszu do kresek w markerze, znanym pod nazwą Super Liner Blackbuster z firmy Loreal.
Słowo od producenta: " Black - Buster to pierwszy Eye - Marker od L’Oréal Paris! Atramentowa formuła linera do kresek daje trwały efekt głębokiej czerni, jednocześnie zapewniając łatwy demakijaż bez mocnego wycierania. Dzięki wyjątkowej formie markera aplikacja jest bardzo prosta i szybka. Blackbuster jest odporny na błędy."
Mazidło w butli:
Zbliżenie na końcówkę:
Na ręku:
Na oku:
Szczegóły:
Cena i dostępność: w Rossmanie i na Allegro. Cena ok. 30 zł za ok. 9 ml.
Zapach: pachnie mi - u licha - tanim spirytusem.
Konsystencja: zacna, czarna, pisakowa maź.
Opakowanie i pojemność: plastikowy pojemnik a'la długopis. Czarno-złote opakowanie, z pojemnością 9 ml.
Wydajność: średnia. Produkt szybko zasycha i wysycha w pojemniku (szkoda, że nie na oku...) i w rzeczywistości po miesiącu od zakupu specyfik nadaje się tylko do kosza.
Działanie: beznadziejnie.. Zacznijmy może od tego, że ja od eyelinera oczekuję ładnego koloru czerni, dobrego aplikatora kreującego cienkie kreski, szybkiego zastygania mazidła na powiece i dobrej trwałości. Produkt z Loreala spełnia jedynie wymóg łatwej i szybkiej aplikacji; cienka kreska wychodzi nam bowiem równo i zacnie, a jej kolor jest czarny niczym heban... Niestety, ów idealny stan trwa jedynie jakieś pół godziny, po którym to czasie kreska zaczyna nam się rolować i - dosłownie - znika nam z oczu. Gdy wtedy spojrzymy w lustro, zobaczymy jedno wielkie rozmazanie i żałość... Próbowałam stosować produkt na bazę pod cienie, czy na puder - efekt końcowy był taki sam. Jestem bardzo rozczarowana, bo za te 30 zł oczekiwałam zdecydowanie czegoś lepszego... Produkt ponadto niezbyt ładnie "wali" tanią wódką tudzież bimbrem i jest strasznie niewydajny - przez zasychanie w butli. Moim skromnym zdaniem to coś nie zasługuje na nazwę super-linera, a raczej najbardziej adekwatnym przydomkiem byłby super-bubel. Także zdecydowanie nie polecam!
Ocena: 1/5
Miałyście? Słyszałyście?
Kathy Leonia
Subskrybuj:
Posty (Atom)





