GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!



Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się rano, między 7-9!
Aby nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB i Instagramie i Tik Toku.

Uprzejmie proszę o klikanie w reklamy! Was to nic nie kosztuje, a ja zbieram na lepszy aparat :)

Moja ezoteryczna strona na FB: Klik! oraz grupa dla osób zmagających się z ŁZS: Klik

Ceneo.pl

Bielenda

zdrowie

sobota, 30 listopada 2013

268. Pozdrowienia...

Witajcie!

Korzystając z okazji, że ruchu w robociźnie nie ma, pozdrawiam Was serdecznie z padołu ludzi pracujących.
Dzisiejszy dzień będzie mi się wlókł w nieskończoność i pewnie nie raz usnę prawie przy biurku moim.

Mam nadzieję, że bawicie się lepiej niż ja...

Kathy i Leon

czwartek, 28 listopada 2013

267. O doświadczeniu zawodowym...

Witajcie!

Dziś trochę bardziej refleksyjnie będzie.

Porozmawiam z Wami bowiem o finansach...

5 lat temu, zanim zaczęłam pracować i zdobywać własne przychody, to zawsze, gdy potrzebowałam kasy szłam  do babci, mamy tudzież dziadka.
I żuliłam o kilka złotych polskich, że mi trza tyle i tyle.
I co najdziwniejsze nie czułam się z tym źle, mimo że od dawna byłam w wieku pracującym i powinnam była wcześniej już zacząć harówkę robotniczą jak przystało dorosłej osobie.

Mi się jednak nie chciało użerać się z pracodawcą i współpracownikami więc swe pierwsze doświadczenie w biznesie odwlekałam na czas przyszły.

Na drugim roku studiów się jednak zmobilizowałam.

Koniec darmozjadztwa!
Ruszyłam swoje cztery litery i prawie trzy miesiące poznawałam arkana handlu w sklepie obuwniczym…
Co przeżyłam nerwów i stresów to moje.
Co jednak zarobiłam własną, ciężką pracą to też moje.

Dalej była praca w sklepie perfumeryjnym.

Ciężka, stresująca, wyczerpująca, ale i dająca niezmierną satysfakcję.
W końcu świat kosmetyków to mój świat.

Kolejny przystanek na drodze kariery zawodowej?
Cóż, to już był nieco wyższy level, mianowicie pracowałam w call center przez ponad rok czasu.

Byłam również audytorem, copywriterem.

Aż wreszcie wylądowałam w szkole językowej, gdzie ludziom wciskam kursy językowe.

Co mogę rzec, po tych 5 latach bycia na rynku?
Że łatwo i sympatycznie nie jest.

Praca to nie studia, ani nie szkoła.
Nikt się nad nami nie będzie litował, ani  przytulał.
Praca to odpowiedzialność, to liczne zadania do wykonania, to poczucie przynależności do firmy jak i do swego stanowiska.

No i najważniejsze nieco przyjemniejsze aspekty robocizny - własne pieniądze i niezależność finansowa.
To motywuje najbardziej.
Dlatego, choćby nie wiem jak było ciężko, zaciska się zęby i się haruje dalej.

Parafrazując słynne słowa Małego Księcia: "Jesteś odpowiedzialny za oswojenie się z pracą swoją..."

A u Was jak to było z pierwszymi doświadczeniami na rynku pracy?

Kathy i Leon

PS. Obawiam się, że jutro postu nie uda mi się stworzyć.
Tak więc oczekujcie czegoś nowego dopiero w weekend...



środa, 27 listopada 2013

266. Relacja imieninowa

Witajcie!

Spieszę Wam donieść o poranku zimowym, że imieniny się udały.
Wszystko było pięknie i powabnie, nikt się nie upił, nikt nie zrobił rozruby.
W strojach wieczorowych, w ekskluzywnym lokalu, jedliśmy krewetki au naturel i zapijaliśmy to szampanem rocznik Szato de Bordo 1911.
Rozmawialiśmy także o poezji i sztuce czasów nowożytnych.
Francja elegancja...

Ok.
To była wersja oficjalna.

Wersja nieoficjalna brzmi, że byłoby owszem wszytko ładnie i pięknie, gdyby solenizantka (czyt. ja) się nie uwaliła pewnym masakrycznie słodkim likierem z radości imieninowej i nie poczyniła czynić różnych dziwnych rzeczy.
Ów trunek wyżłopany był w sumie na pusty żołądek, bo jak wiadomo organizatorzy imprez dbają bardziej o gości, niż o siebie.

Efektem powyższego zaniedbania własnej persony, były późniejszy dzikie tańce i swawole na stole. Następnie, najprawdopodobniej za namową stada bardzo głupich kumpli, solenizantka zaczęła wydzwaniać z własnego telefonu do różnych ludzi i mówić im dziwne rzeczy, które nie koniecznie chcieliby usłyszeć.
 Najlepsze jest to że nic z tych rozmów nic nie pamięta...

No i oczywiście najlepszy był poranek, masakryczny ból głowiny i chęć ukrycia się z lodówce, gdy radośnie została poinformowana o tym, jak to dobrze się bawiła.
Zdjęć Wam nie pokażę, bo będzie obciach.

Kathy i Leon




poniedziałek, 25 listopada 2013

265. Katarzynki!

Witajcie!

Jak większość z Was wie - bądź się domyśla ukradkiem - pierwsza część mego jakże uroczego pseudonimu artystycznego, wywodzi się od imienia - Katarzyna.

Z tego oto faktu, podobnie, jak ponad milion innych Katarzyń na świecie, obchodzę dziś małe święto, zwane powszechnie: imieninami.

Ową imprezę spędzę kameralnie, w gronie rodzinnym.
Ale mam nadzieję, że będziecie towarzyszyć mi duchem.

A to poniżej, to slodki poczęstunek dla Was:

bierzta, jedzta i kosztujta!
Alkoholem Was nie uraczę, bo jeszcze jeden z drugim powie, że blogerów rozpijam niecnie.

Kathy Leonia

niedziela, 24 listopada 2013

264. Recenzja: Isana Body Crem Soft, krem do ciała

Witajcie!

W ową niedzielną porę, zapodam Wam moją opinię o pewnym mazidle do ciała, które to miałam okazję stosować kilka miesięcy temu.
Dopiero teraz niestety udało mi się wziąć się za recenzyję tego czegoś.

Ale może najpierw kilka słów od producenta: "Pielęgnacyjny krem do ciała z olejem jojoba i witaminą E."

Szaleństwo słowne i obietnic pełne...

Ale do rzeczy.
Oto bohater w opakowaniu:


 Na ręku mym:

 

Szczegóły:

 Cena i dostępność: kupiłam to coś z trzy/cztery miesiące temu w Rossmanie na promocji. Kosztowało niecałe 5 zł.
   Zapach: niezbyt miły i przyjemny... Wali wazeliną, naftaliną i jakimś tanim... spirytusem? Połączenie doprawdy szokujące.
Konsystencja: biała maź.
Opakowanie i pojemność:  pojemniczek plastikowy, biały z jasno-niebiesko szatą graficzną. Pojemność ok. 200 ml.
  Wydajność: średnia. Wymazałam ten krem na szczęście bardzo szybko w obrębie jakiś dwóch miesięcy niecałych...
Działanie: jak na zwykły krem do ciała na co dzień - nie zachwycił mnie,a używałam go w sumie od stóp do głów - żeby go jak najszybciej zużyć. Efekty? Trochę nawilżał, trochę zmiękczał mi skórę, trochę odżywiał. Było to niestety krótkotrwałe, gdyż po jakiś trzech/czterech godzinach naskórek znów mi wysychał i wolał o nawilżenie. No i ten zapach... ohydny, straszny, masakryczny. Ble i fuj i masakra. Musiałam zatykać noc podczas aplikacji i podczas czekania na wysychanie. Na szczęście potem krem na skórze już nie śmierdział. Plusy jakieś? Hm... Niska cena na szczęście to raz. Dwa - krem dość szybko się wchłaniał, nie zostawiał tłustej warstwy... Więcej plusów nie pamiętam, i jeśli mam być szczera to nie polecam Wam tego mazidła. Już chyba wolę smarować się wazeliną niż tym śmierdzielem.
Ocena: 2/5

A jakie są Wasze ulubione mazidła kremowe?

Kathy Leonia

Walmart

hx caps

www.uusoccer.ru