Witajcie!
Zachęcona licznymi komentarzami Waszymi, odnośnie tego, aby spróbować się zaprzyjaźnić z moimi poskręcanymi dziwnie włosami, spróbowałam nieśmiało wydobyć z nich coś na kształt skrętu.
Jak się do tego zabrałam?
Hm, można powiedzieć, że jakoś tak nieśmiało zaczęłam.
Z braku czasu i mocy, bowiem, wybrałam rozwiązanie najbardziej ekonomiczne i mało sił pochłaniające.
Mianowicie, zakręciłam sobie włosy metodą na tzw. warkocza francuskiego dobieranego.
I tak związane/zaplecione kudełki, popsikałam małą ilością mgiełki z Gliss Kura, co by się loki ładnie utrwaliły.
I tak oto, ów wyczyn miał miejsce dnia wczorajszego, natomiast dzisiaj czas na efekty.
I tak mi wyszło:
Pomijając fakt, iż włosy wyglądają jak poskręcane i połamane suche strąki badyli jesienną porą, stwierdzam, że nawet taki efekt mi się podoba. W końcu to coś innego niż tylko suche strąki.
Oczywista, zanim wyjdę z domu, wpierw je nieco rozdzielę dłonią i jakoś podepnę z obu stron, tak by nie straszyły otoczenia...
W sumie mogłam potraktować je wcześniej jakąś pianką utrwalającą - a nie mgiełką Gliss Kura -może wtedy byłoby bardziej zacniej wizualnie.
A Wy co o tym sądzicie?
Kathy Leonia
Strony
GOOGLE TRANSLATOR - SELECT LANGUAGE
Oświadczenie
Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Mój stary blog - Karia18
Szukaj na tym blogu
Bielenda
zdrowie
czwartek, 10 kwietnia 2014
środa, 9 kwietnia 2014
367. O maturze...
Witajcie!
Już w sumie za niecały miesiąc nadejdzie dla tysięcy młodych ludzi czas prawdy, czas podejmowania przyszłościowych decyzji, wielkie starcie z polskim systemem edukacyjnym.
Matura.
Egzamin dojrzałości, który łączy ze sobą dwa pewne etapy życia każdego z nas - młodość jak i dorosłość.
Jak ja wspominam swoją maturę?
Niezbyt fajnie...
Był to dla mnie ciężki okres zawirowań emocjonalnych, które oczywista nie pomagały mi się skupić ani uczyć.
A nauki miałam co niemiara.
Polski i ang i biologia rozszerzone...
Najbardziej chyba za skórę zalazła mi matura z j. polskiego rozszerzonego. Mimo czytania szeregu książek, wierszy, opracowań i skoroszytów, na egzaminie dostałam zadanie pisemne, wyssane z palca, o książkach niewiadomego autorstwa różnych zagranicznych pisarzy. Materiał wykraczający nawet poza ramy programowe w klasie humanistycznej...
Pamiętam, że po napisaniu tejże matury, przez całe 3 miesiące, do momentu ogłoszenia wyników, miałam pewność, że tej matury nie zdam.
Że obleje z tego polskiego, i będzie to przypał do kwadratu.
Na szczęście zdałam, ale ile mnie to kosztowało nerwów, nieprzespanych nocy i płaczu to nie macie pojęcia...
Dlatego też wszystkim tegorocznym maturzystom życzę mniejszej dozy podobnych wrażeń, jakie ja miałam swojego czasu na tym egzaminie dojrzałości.
A jakie są Wasze doświadczenia maturalne?
Kathy Leonia
Już w sumie za niecały miesiąc nadejdzie dla tysięcy młodych ludzi czas prawdy, czas podejmowania przyszłościowych decyzji, wielkie starcie z polskim systemem edukacyjnym.
Matura.
Egzamin dojrzałości, który łączy ze sobą dwa pewne etapy życia każdego z nas - młodość jak i dorosłość.
Jak ja wspominam swoją maturę?
Niezbyt fajnie...
Był to dla mnie ciężki okres zawirowań emocjonalnych, które oczywista nie pomagały mi się skupić ani uczyć.
A nauki miałam co niemiara.
Polski i ang i biologia rozszerzone...
Najbardziej chyba za skórę zalazła mi matura z j. polskiego rozszerzonego. Mimo czytania szeregu książek, wierszy, opracowań i skoroszytów, na egzaminie dostałam zadanie pisemne, wyssane z palca, o książkach niewiadomego autorstwa różnych zagranicznych pisarzy. Materiał wykraczający nawet poza ramy programowe w klasie humanistycznej...
Pamiętam, że po napisaniu tejże matury, przez całe 3 miesiące, do momentu ogłoszenia wyników, miałam pewność, że tej matury nie zdam.
Że obleje z tego polskiego, i będzie to przypał do kwadratu.
Na szczęście zdałam, ale ile mnie to kosztowało nerwów, nieprzespanych nocy i płaczu to nie macie pojęcia...
Dlatego też wszystkim tegorocznym maturzystom życzę mniejszej dozy podobnych wrażeń, jakie ja miałam swojego czasu na tym egzaminie dojrzałości.
A jakie są Wasze doświadczenia maturalne?
Kathy Leonia
niedziela, 6 kwietnia 2014
366. Recenzja: Avon Pur Blanca, woda toaletowa 50 ml
Witajcie!
Dziś zaprezentuję Wam pewne pachnidło, które umilało mi całe liceum i początek studiów swoją delikatno-kwiatową nutą zapachową.
Będę mówić o wodzie toaletowej Pur Blanca z Avonu.
Słowo od producenta: "Zapach dla kobiety delikatnej. Zapach pełen bieli, lekki, świeży i zwiewny. Zapach przynosi poczucie pełnej harmonii i spokój ducha.
Kategoria: kwiatowo-ozonowa.
Nuty zapachowe, m.in: ylang-ylang, frezja, mięta, lilia wodna, biała peonia, białe drzewo sandałowe, mleczne piżmo, heliotrop.
Bohater w butli:
Szczegóły:
Cena i dostępność: w katalogach Avonu i na Allegro. Cena ok. 50 zł za 50 ml; w promocji często po 30 zł.
Zapach: dla mnie ten perfum to kwintesencja lat młodzieńczych. Zaraz po psiknięciu czuję przede wszystkim białą lilię, następnie pod nosem pojawia mi się frezja i drzewo sandałowe, które to dominuje później jaka tzw. nuta serca. Piękny, delikatny acz wyrazisty bukiet.
Konsystencja: biały płyn do psikania.
Opakowanie i pojemność: butelka szklana, delikatna i prosta w swym kształcie. Pojemność: 50 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Produkt używany w ilości rozsądnej (ze trzy "psiki" na dzień, wystarcza na jakieś pół roku).
Działanie: jak już wspomniałam wcześniej, Pur Blanca to woń mojej przeszłości szkolnej, czyli czasy jakieś 10 lat wstecz. To moje pierwsze perfumy z Avonu, jakie dostałam za pośrednictwem ciotki-konsultantki na jakie urodziny/imieniny. Zapach spodobał mi się już od momentu pierwszej aplikacji; ta kompozycja kwiatowa nie nudziła mi się naprawdę długi okres czasu i nie pamiętam szczerze ile buteleczek zużyłam od tamtego czasu... z 5? z 8? Za co kochałam Pur Blancę? Przede wszystkim za idealnie dobrane nuty zapachowe. Frezja, sandałowiec, biała lilia, heliotrop... Czego chcieć więcej? Woń niesamowicie do mnie pasowała i jakby stapiała się ze mną; coś jak druga skóra. Nie istniały inne perfumy, które dawały mi poczucie harmonii i spokoju i - paradoksalnie - odwagi i przebojowości zarazem. Zapach - mimo że to woda toaletowa - był bardzo trwały, na skórze i ubraniach wyczuwałam go z jakieś 8/10 godzin. Oprócz trwałości, woda ta była (i jest) tania i łatwo dostępna. Czemu więc pisze o tym cudzie perfumeryjnym w czasie przeszłym? A bo obecnie, mój gust nieco się zmienił; zamiast delikatnych nut, preferuję wonie nieco mocniejsze i ostrzejsze. Dlatego też Pur Blanca obecnie poszedł w odstawkę, i tylko czasem, z sentymentu, wącham sobie korek od produktu... Nie mniej jednak, myślę, że może jeszcze kiedyś do nich wrócę; w końcu nos zmienny jest.
Ocena: 4/5
A Wasze pierwsze perfumy jakie były?
Kathy i Leon
Dziś zaprezentuję Wam pewne pachnidło, które umilało mi całe liceum i początek studiów swoją delikatno-kwiatową nutą zapachową.
Będę mówić o wodzie toaletowej Pur Blanca z Avonu.
Słowo od producenta: "Zapach dla kobiety delikatnej. Zapach pełen bieli, lekki, świeży i zwiewny. Zapach przynosi poczucie pełnej harmonii i spokój ducha.
Kategoria: kwiatowo-ozonowa.
Nuty zapachowe, m.in: ylang-ylang, frezja, mięta, lilia wodna, biała peonia, białe drzewo sandałowe, mleczne piżmo, heliotrop.
Bohater w butli:
Szczegóły:
Cena i dostępność: w katalogach Avonu i na Allegro. Cena ok. 50 zł za 50 ml; w promocji często po 30 zł.
Zapach: dla mnie ten perfum to kwintesencja lat młodzieńczych. Zaraz po psiknięciu czuję przede wszystkim białą lilię, następnie pod nosem pojawia mi się frezja i drzewo sandałowe, które to dominuje później jaka tzw. nuta serca. Piękny, delikatny acz wyrazisty bukiet.
Konsystencja: biały płyn do psikania.
Opakowanie i pojemność: butelka szklana, delikatna i prosta w swym kształcie. Pojemność: 50 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Produkt używany w ilości rozsądnej (ze trzy "psiki" na dzień, wystarcza na jakieś pół roku).
Działanie: jak już wspomniałam wcześniej, Pur Blanca to woń mojej przeszłości szkolnej, czyli czasy jakieś 10 lat wstecz. To moje pierwsze perfumy z Avonu, jakie dostałam za pośrednictwem ciotki-konsultantki na jakie urodziny/imieniny. Zapach spodobał mi się już od momentu pierwszej aplikacji; ta kompozycja kwiatowa nie nudziła mi się naprawdę długi okres czasu i nie pamiętam szczerze ile buteleczek zużyłam od tamtego czasu... z 5? z 8? Za co kochałam Pur Blancę? Przede wszystkim za idealnie dobrane nuty zapachowe. Frezja, sandałowiec, biała lilia, heliotrop... Czego chcieć więcej? Woń niesamowicie do mnie pasowała i jakby stapiała się ze mną; coś jak druga skóra. Nie istniały inne perfumy, które dawały mi poczucie harmonii i spokoju i - paradoksalnie - odwagi i przebojowości zarazem. Zapach - mimo że to woda toaletowa - był bardzo trwały, na skórze i ubraniach wyczuwałam go z jakieś 8/10 godzin. Oprócz trwałości, woda ta była (i jest) tania i łatwo dostępna. Czemu więc pisze o tym cudzie perfumeryjnym w czasie przeszłym? A bo obecnie, mój gust nieco się zmienił; zamiast delikatnych nut, preferuję wonie nieco mocniejsze i ostrzejsze. Dlatego też Pur Blanca obecnie poszedł w odstawkę, i tylko czasem, z sentymentu, wącham sobie korek od produktu... Nie mniej jednak, myślę, że może jeszcze kiedyś do nich wrócę; w końcu nos zmienny jest.
Ocena: 4/5
A Wasze pierwsze perfumy jakie były?
Kathy i Leon
sobota, 5 kwietnia 2014
365. Recenzja: Mariza kredka do oczu ecru
Witajcie!
Dziś słów kilka o pewnym mazidle do oczu, znanym pod nazwą Mazira kredka do oczu w kolorze ecru.
Słowo od producenta: "Wyjątkowo miękka i delikatna konturówka, bezpieczna nawet dla wrażliwych oczu. Jej unikalna barwa optycznie powiększy każde piękne spojrzenie."
Kredka w okazałości:
I na dłoni:
Szczegóły:
Cena i dostępność: w katalogach Marizy i na Allegro. Cena ok. 7zł za 1,2 g.
Zapach: kredka pachnie... kredką.
Konsystencja: kremowa końcówka w formie kredkowej do pisania; nie za miękka, nie za twarda.
Opakowanie i pojemność: produkt jako kredka. Pojemność: 1,2 g.
Wydajność: genialna. Kredkę tę zakupiłam jeszcze w październiku ubiegłego roku i nadal mam jej... coś ponad połowę! A używam jej dosyć często.
Działanie: super! Mazidło to jest wielofunkcyjne. Jako rozświetlacz, stosuję go pod łuk brwiowy i na kości policzkowe. Już mała ilość produktu, delikatnie rozprowadzona i roztarta w danym punkcie na twarzy, doda naszej cerze blasku i takiego zdrowego wyglądu. Kredka sprawdza się także jako mazidło na linię wodną, "otwierając" i powiększając optycznie nawet małe ślepia. I wreszcie trzecie zastosowanie produktu - jako jasny cień w kącikach oczu. Oprócz wielofunkcyjności wielbię genialną wydajność, trwałość i taniość produktu. Jeśli do tego dodam fakt nadzwyczajnej miękkości podczas aplikacji - same przyznacie, iż to mazidło kredkowe idealne! Polecam Wam szczerze to kremowe cudo, jego zakup odmieni żywot Wasz!
Ocena: 5/5
Miałyście? Słyszałyście?
Kathy z Leonem
Dziś słów kilka o pewnym mazidle do oczu, znanym pod nazwą Mazira kredka do oczu w kolorze ecru.
Słowo od producenta: "Wyjątkowo miękka i delikatna konturówka, bezpieczna nawet dla wrażliwych oczu. Jej unikalna barwa optycznie powiększy każde piękne spojrzenie."
Kredka w okazałości:
I na dłoni:
Szczegóły:
Cena i dostępność: w katalogach Marizy i na Allegro. Cena ok. 7zł za 1,2 g.
Zapach: kredka pachnie... kredką.
Konsystencja: kremowa końcówka w formie kredkowej do pisania; nie za miękka, nie za twarda.
Opakowanie i pojemność: produkt jako kredka. Pojemność: 1,2 g.
Wydajność: genialna. Kredkę tę zakupiłam jeszcze w październiku ubiegłego roku i nadal mam jej... coś ponad połowę! A używam jej dosyć często.
Działanie: super! Mazidło to jest wielofunkcyjne. Jako rozświetlacz, stosuję go pod łuk brwiowy i na kości policzkowe. Już mała ilość produktu, delikatnie rozprowadzona i roztarta w danym punkcie na twarzy, doda naszej cerze blasku i takiego zdrowego wyglądu. Kredka sprawdza się także jako mazidło na linię wodną, "otwierając" i powiększając optycznie nawet małe ślepia. I wreszcie trzecie zastosowanie produktu - jako jasny cień w kącikach oczu. Oprócz wielofunkcyjności wielbię genialną wydajność, trwałość i taniość produktu. Jeśli do tego dodam fakt nadzwyczajnej miękkości podczas aplikacji - same przyznacie, iż to mazidło kredkowe idealne! Polecam Wam szczerze to kremowe cudo, jego zakup odmieni żywot Wasz!
Ocena: 5/5
Miałyście? Słyszałyście?
Kathy z Leonem
piątek, 4 kwietnia 2014
364. Gdzie mnie wcięło.
Witajcie!
Nie ma chyba słów w obecnej polszczyznie, którymi bym mogła wyrazić mój żal i kajanie się tym, że zniknęłam tak nagle i niejawnie ze światka blogowego.
Powodem mego wsiąknięcia było tylko i wyłącznie nagromadzenie się wszystkiego.
I przesyt wszystkim.Musiałam ochłonąć, odetchnąć, przedumać kilka spraw.
I może nie udało mi się jeszcze niektórych kwestii ogarnąć, myślę, że nadszedł czas by do Was wrócić.
Postaram się tworzyć regularnie, może nie codziennie, ale kilka razy w tygodniu.
Pierwszy, normalny post kosmetyczny już jutro.
A tymczasem, trzymajcie się i myślcie ciepło o mnie.
Kathy z Leonem
Nie ma chyba słów w obecnej polszczyznie, którymi bym mogła wyrazić mój żal i kajanie się tym, że zniknęłam tak nagle i niejawnie ze światka blogowego.
Powodem mego wsiąknięcia było tylko i wyłącznie nagromadzenie się wszystkiego.
I przesyt wszystkim.Musiałam ochłonąć, odetchnąć, przedumać kilka spraw.
I może nie udało mi się jeszcze niektórych kwestii ogarnąć, myślę, że nadszedł czas by do Was wrócić.
Postaram się tworzyć regularnie, może nie codziennie, ale kilka razy w tygodniu.
Pierwszy, normalny post kosmetyczny już jutro.
A tymczasem, trzymajcie się i myślcie ciepło o mnie.
Kathy z Leonem
Subskrybuj:
Posty (Atom)



