.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

niedziela, 9 czerwca 2013

155. O bombie, która w Łodzi była...

Witajcie!

Kilka dni temu - bodajże w środę wieczorem - byłam świadkiem wielce groźnego i jakże ścinającego krew w żyłach wydarzenia.
Z początku nic nie zwiastowało takiego feralnego zakończenia dnia.
Ot miły, deszczowy spokojny wieczór.

Wszystko zmieniło się ni stąd ni zowąd, gdy towarzysząca mi od trzech godzin koleżanka, zmęczona gadaniem o marności świata i plotkowaniem o sensie życia, wyraziła chęć udania na lody do Galerii Łódzkiej.
Będąc również spragniona chłodnych, słodkich wrażeń, zgodziłam się na ów niecny dla żołądka plan i z rozkopanej Piotrkowska street poszłyśmy w kierunku Centralu, ku Galerii.

Gdy tak szłyśmy i wymieniałyśmy okolicznościowe uwagi o tym, która wypatrzyła większą dziurę w przebudowanej ulicy, nagle zamarłyśmy z niepokoju.
 Oto do naszych uszu doszedł straszliwy pisk zatrzymywanych samochodów, charakterystyczne dźwięki karetek pogotowia oraz straży pożarnej.
W tej samej chwili - na wysokości pizzeria Centro - zobaczyliśmy przed sobą tłum przepychających się ludzi, którzy wyrażali protest i sprzeciw na widok rozwijanej przed ich oczami taśmy policyjnej.

Armagedon!

Niestety, mimo planów szybciej ucieczki z miejsca zgromadzenia, zostałyśmy przechwycone przez panów milicjantów i zagnane do miejsca zza taśmą.
Na moje pytanie czemu strażnicy miejscy robią ten cały zamęt, pan miły rzekł, że ktoś podłożył tajemniczo wyglądający pakunek pod Urzędem Marszałkowskim - jakieś 100 metrów od miejsca, gdzie był tłum ludzi - i dla własnego bezpieczeństwa należy trzymać się z daleka.
 I przejścia nie będzie, dopóki ładunek nie zostanie rozbrojony.
 Czekamy więc na saperów.

Po tychże słowach przedstawiciela miejskiego nagła cisza zapadła wśród tłumu.
Jakaś kobieta rozpłakała się i z boleścią w głosie wyznała, że zostawiła włączony komputer w pracy i to pewnie może podwoić siłę wybuchu.
Drugi gość rzekł, że niechybnie rzuci go żona, bowiem umówił się z nią pół godziny temu a tu nie ma przejścia.

Panika, boleść, szeptanie rachunku sumienia i żalu za grzechy.
Co robić, co robić.

Stoimy, czas mija, deszcz pada, zimno mi w cztery litery.
 Odechciało się nam lodów...

Teraz oby tylko jak najszybciej opuścić miejsce bombowe i bezpiecznie znaleźć się poza zasięgiem ładunku...

I tak oto w złowrogich nastrojach czekaliśmy na saperów około 2 godziny.
Przyjechali w wielkim, tajniackich wozie, zabrali gdzieś ów pakunek i pojechali w siną dal - otoczeni korowodem policji, karetek i strażaków, aby go gdzieś zdetonować.
Po tym zdarzeniu przejście zostało odblokowane i można było bezpiecznie iść dalej...

Następnego dnia okazało się, że w pakunku były... książki a nie bomba.

Nie mniej jednak przeżyte chwile grozy sprawiły, że poczułam się przez chwilę jak bohaterka jakiegoś filmu sensacyjnego.

Dla zainteresowanych udokumentowane wydarzenie w postaci zdjęć:





Niestety panowie saperowie nie chcieli mi zapozować do ujęcia.

Kathy Leonia, która i bombę z książek przeżyła.

PS. A to mały podarunek od Pure Morning. Dziękuję kochana bardzo bardzo:


PS2. Strasznie wolno mi Internet dziś chodzi...
Od dwóch godzin próbuję Was odwiedzić i nie mogę komentować normalnie postów Waszych, bo ciągle błąd połączenia wyskakuje.
I jak tu się nie wściec?

40 komentarzy:

  1. ooooo to straszne dobrze, że to był fałszywy alarm. Masakra

    OdpowiedzUsuń
  2. faktycznie jak z filmu xd

    coś ostatnio tych pakunków trochę dostajesz ;p
    a dopiero narzekałaś że nic

    OdpowiedzUsuń
  3. To się strachu najadłaś...

    Fajne kolorki lakierów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj jaki prezenzt! zazdroszczę

    OdpowiedzUsuń
  5. ale jazda:D normalnie myślałam,że to z cyklu " mamy Cię" hehe

    OdpowiedzUsuń
  6. No to nieźle Was nastraszyli. Sama bym chyba umarła ze strachu tam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nieźle.. pomylili bombę z książkami ... no ale coś się tam u Ciebie w Łodzi działo ;) a co do internetu, mój też szwankuje ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapraszam do łodzi tylko tu takie atrakcje;p

      Usuń
  8. ale ciekawie dzień spędziłaś :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Do brze, że fałszywy alarm. :)
    Mi też ostatnio coś zrywa połączenie z internetem. :/

    OdpowiedzUsuń
  10. hahah, jezusie, przygoda zycia XD

    OdpowiedzUsuń
  11. nic nowego - u mnie było to samo jakis czas temu. Tyle tylko, że ja bylam w pracy w tym czasie ;/ ktos zadzwonił, że w galerii jest bomba.... 3 h ewakuacji, straże, saperzy itd...kilka godzin stania w zimnie, sklepy zamknięte... okazało się, że jakiś gówniarz miał imprezkę i zachciało mu się żartów ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o matko ... to się musieliście wściec potem..

      Usuń
  12. Normalnie CSI Łódź :D
    Się działo się :D
    Nie wiedziałam, że Łódź tak zaskakuje :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Przed urzędem? szkoda, zę to nie była bomba i szkoda, ze nie pierdolnęła^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja kilka dni temu mialam takie problemy z netem, wsciekalam sie strasznie.
    co do bomb podkladanych to w mnie w parcy ( a pracuje w inststytucju publicznej) tak mniej wiecej raz na miesiac czy raz na dwa miesiace sa falszywe alaramy bombowe, nigdy nic nie znalexli..
    ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. oj biedna,ale dałaś radę odwiedzić mój blog :D a dzień miałaś pełen wrażeń, haha. Rozrywka zapewniona ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. To musiało byś straszne przeżycie.
    cieszę się, że kosmetyki już doszły :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Z mojego akademika we zeszłym roku ewakuowano nas wszystkich, bo ktoś zadzwonił, że jest bomba... A to było tuż po tym, jak parę ulic dalej ktoś podłożył prawdziwą bombę, więc musieli to potraktować poważnie. Pozazdrościć lakierów :)

    OdpowiedzUsuń

ZAŁOŻENIA GŁÓWNE:

Jak czas pozwala - na niektóre komentarze odpowiadam.
***
Wchodzenie na banery reklamowe i klikanie w linki powoduje uciech na mej facjacie.
***
Jeśli konstruktywnie zaobserwujesz Leona to on zwykł odwdzięczać się tym samym. Nie musisz jednakowoż podawać adresu bloga.
***
Jeśli więc uporczywie linkujesz swoją stronę to wiedz, że trafiasz od razu do SPAMU. Wybitnie mnie to denerwuje.
***
Reklamujące się w komentarzach firmy zostają również uznawane za SPAM i usuwane. Od reklam jest zakładka KONTAKT/WSPÓŁPRACA
***
Komentarze, które są złośliwe, obraźliwe, wulgarne itp. zostają usuwane. Jeśli chcesz komentować - miej pewną godność.