.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

polecam: http://karia18.blog.onet.pl


INFORMACJA:

Od jakiegoś czasu mam pewien denerwujący problem z aktualizacją nowych wpisów na liście czytelniczej, natomiast - bez obaw - nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

Pragnę dodać ponadto, że z racji na zmianę szablonu, niektóre posty - zwłaszcza recenzje - pozostały jeszcze w tle kodu i koloru HTML ze starego szablonu.
Pracuję nad ujednoliceniem całości.
TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

niedziela, 31 lipca 2016

1153. Gotujemy w weekend, cz. 47 ciasto z truskawkami

Witajcie!

Dziś słodkości niedzielnej czas.

Oto co mi wyszło z oparów piekarnika gorących:











Składniki:

2 szklanki mąki
pół szklanki cukru
2 jajka
łyżeczka proszku do pieczenia
pół kg truskawek 
2 łyżki masła

ok. pół szklanki mleka (mleko dodaję zwykle na oko w zależności od konsytencji ciasta)
szczypta soli


Do dekoracji:

wiórki kokosowe
cukier puder (jak ktoś chce)

Czynności:

1. Truskawki dokładnie myjemy, usuwamy szypułki, po czym kroimy wzdłuż/wszerz według naszego uznania na małe talarki. 
2. Do garnka A wrzucamy: mąkę, proszek do pieczenia, masło, mleko i mieszamy. W garnku B ubijamy natomiast całe jajka z cukrem. Następnie do garnka B przelewamy po trochu, ostrożnie - delikatnie mieszając - zawartość garnka A. Po przelaniu całość jeszcze raz delikatnie mieszamy, aby pozbyć się grudek.
3. Masę ciastową przelewamy na blachę do pieczenia 25/30 cm (posmarowaną uprzednio masłem i posypaną bułką tartą). Na tak przygotowaną blachę z ciastem wykładamy pokrojone talarki truskawek. Kto lubi ciasta bardzo słodkie na tak ułożone truskawki może jeszcze sypnąć cukier.
4. Pieczemy jakieś 45 min.
5. Gdy ciasto się upichci, wyjmujemy z pieca, posypujemy cukrem-pudrem lub wiórkami kokosowymi i odstawiamy do wystygnięcia.
6. Popuszczamy pasa
7. Żremy!

Lubicie ciasta z truskawkami?

Kathy Leonia

sobota, 30 lipca 2016

1152. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Pozostajemy w sobotnim szale zakupowym.

Oto porcja nowości z kończących się niestety wyprzedaży:

ołówkowa spódnica z paski, Terranova, rozmiar XS, 30 zł



narzutka ze skórzanymi rękawami, rozmiar uniwersalny, bazarek, 50 zł



sukienka, H and M, rozmiar 36, 20 zł



zielona sukienka, H and M, rozmiar 36, 20 zł



sandałki na obcasie, CCC, rozmiar 36, 80 zł



kapelusz, Terrnowa, 10 zł








okulary, lokalny optyk, 250 zł

perfumy Calvin Klein, 100 zł, Rossman

baletki, rozmiar 36, Biedronka, 30 zł

Zamiast się tłumaczyć, czemu znów tyle nakupiłam, powiem krótko: bo promocja!

Sukienki się na pewno przydadzą, narzutka na chłodne dni jak znalazł, kapeluszem się będę chronić przed upałami, a butkami tuptać wesoło podczas spacerów.

O okularach i perfumach mówić nie będę, bo to rzeczy po prostu niezbędne mi do żywotu poczciwego.

A Wy co kupiliście na promocjach?

Kathy i Leon

piątek, 29 lipca 2016

1151. Na piątek!

Witajcie!

Dziś będzie chrupko.

Oto co zaraz spałaszuję:


Skład:


W opakowaniu:




W gromadzie:

W pojedynkę:


Powyższego przyjemniaczka ucapiłam w Intermarche za ok. 5 zł.

I mogę rzec, że była to miłość od pierwszego looknięcia i gryznięcia.

Bardzo fajny, chrupki smak z delikatną nutą przypraw czosnkowych i oleju roślinnego.
Sycące, apetyczne dla kiszek i bezpieczne dla zębów.

Idealne na początek dnia z kawą z mlekiem.

Jeśli kiedyś na nie się natkniecie, to polecam je skosztować.

A Wy co dziś jecie?

Kathy i Leon

czwartek, 28 lipca 2016

1150. Recenzja: Perfecta Spa Lody Melba wygładzające masło do ciała

Witajcie!

Dziś będzie pysznie i kremiście.


Zapodam Wam słówko o Perfecta Spa Lody Melba, czyli wygładzającym masełku do ciała.


Słowo od producenta: "Perfecta Spa Masło do ciała LODY MELBA wygładzające

Olejek Monoi de Tahiti - chroni przed czynnikami zewnętrznymi, łagodzi podrażnienia i czyni skóręwyjątkowo miękką i delikatną.
Olejek arganowy - silnie regeneruje i nadaje skórze aksamitną gładkość.
Kwas hialuronowy - intensywnie nawilża.
 

Pyszny, owocowy zapach lodowego deseru MELBA w cudowny sposób kojarzy się z latem i przyjemnościami, w których zanurzamy się z rozkoszą."

Mazidło w pudle:











Od producenta:







Skład:





Po otwarciu:




Na dłoni:





Szczegóły:

Cena i dostępnośćprodukt dostałam od  Blog Media. Normalnie można go ucapić tu, gdzie kosztuje ok. 10 zł. 
  Zapach: przyjemny, słodki, pyszny.
 Konsystencja: kremidło na skórę.
 Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, w tonacji różowo-złotej z takąż zakrętką i biało-żółto-czarnymi napisami od producenta. Pojemność: 225 ml.
Wydajność: bardzo dobra. Takie opakowanie staczy na pół roku używania.
Działanie: przyjemne. Zacznę od tego, że jestem zapachowym łasuchem. Kocham, wielbię zapachy słodkie, pudrowe. Jeśli kosmetyk działa nader średnio, ale jego woń jest dla mnie genialna - kupuję go bez opamiętania. Można rzec, że podobnie jest w kwestii mazidła od Perfecty. Mimo, że masło nie jest jakoś wybitne w działaniu, tak nadrabia to swoim zapachem. A on jest po prostu ach... Wypisz wymaluj, słodki sorbet truskawkowy, zmieszany z lodami waniliowymi i bitą śmietaną, którego echa zostają na skórze przez około 2 godziny... Niebo i uczta dla zmysłów. Wierzcie mi, lub nie, ale ostatnio ilekroć mam ochotę na coś słodkiego, biorę do łap krem ów i sztacham się. Gdyby nie fakt, że jest to wyrób kosmetyczny, z chęcią bym go zjadła! Jakieś inne plusy oprócz cud-woni? Hm, j
eśli natomiast chodzi o właściwości nawilżające, czy pielęgnujące - ot przeciętniaczek. Moja skóra potrzebuje ostatnio dużej dozy nawilżenia, przez co produktem z Perfecty muszę smarować się co trzy mniej więcej godziny. Nie mam w tym nic przeciwko, bo mazidło na całe szczęście się szybko wchłania, jest wydajne - ot objętość równa ziarnku fasoli pokrywa całe moje ramiona i dekolt. Nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha. Można je znaleźć w drogeriach w stosunkowo zacnej cenie. Jednym słowem polecam dla miłośniczek zapachu wymarzonej, letniej słodyczy.

Ocena: 4/5

Produkt ze współpracy, ale recenzja obiektywna.


Miałyście?

Kathy i Leon

środa, 27 lipca 2016

1149. Czy samoopalająca chusteczka z Dax Sun rzeczywiście skórę opali?

Witajcie!

Dziś będzie post eksperymentalny.

Mianowicie jakiś czas temu od Blog Media dostałam chusteczkę samoopalającą marki Dax Sun.

Z racji na to, że opalam się bardzo rzadko, czyt. w drodze do pracy lub z pracy, i unikam słońca jak mogę, moje kończyny dolne wyglądają jakby były skąpane w mące.

Dlatego też, co by ludzi na ulicy karnacją córki Młynarza nie straszyć, od czasu do czasu na nóżki nakładam mazidła brązujące.

O chusteczkach tego typu nie słyszałam nigdy wcześniej, zatem ucieszyłam się bardzo mogąc przetestować tego ziomka.

Oto testowany produkt:






Jak widzicie etat koloryzacji składa się z dwóch części.

Najpierw producent zaleca peeling partii, którą chcemy zabrązowić, aby lepiej naskórek przyjął wytworzony przez chusteczkę brąz.

Dlatego też, co by tradycji i wymogom stało się zadość, oto najpierw się speelingowałam:



Od producenta:



Skład:



Na nodze:



Gdy nogę się wygładziło, czas na chusteczkę z opalaczem.

Oto ona:



Od producenta:



Po rozpakowaniu:



Po użyciu na nodze lewej:




W zbliżeniu:




Szczerze powiedziawszy, jak dla mnie, efekt opalenia jest nikły.

Nie opaliło mnie się na czekoladkę.

Pewnie powodem jest fakt, iż ma skóra bardzo słabo przyjmuje wszelakie barwniki mające poprawić ich koloryt.
Nawet na słońcu opalam się na czerwono...

Nie mniej jednak, całkiem fajnie było ową ziomkę chusteczkową wraz z peelingiem przetestować, bo dzięki temu wiem, że tego typu specyfiki nie nadają się dla mnie.

Dla osób łatwo opalających się, z naturalnym, nieco ciemniejszym kolorytem skóry z pewnością sprawdzą się lepiej.

A Wy używaliście kiedyś chusteczek samoopalających?

Kathy i blady na nodze Leon

wtorek, 26 lipca 2016

1148. Recenzja: Goldwell InnerEffect RePower szampon do włosów farbowanych

Witajcie!

Dziś podumamy sobie o włosów myciu.


Będę mówić o szamponie z firmy Goldwell InnerEffect RePower do włosów farbowanych


Słowo od producenta: "Stosując szampon delikatnie oczyścisz swoje włosy, jednocześnie dbając o zachowanie intensywnego, promienistego koloru.


Jeżeli Twoje włosy są słabe i delikatne, możesz je wzmocnić korzystając z tej gamy pielęgnacyjnej Goldwell. System ochrony koloru współdziała z filtrami UV i przeciwutleniaczami, aktywne nano - kapsuły optymalizują transport lipidów do wnętrza włosów, a przenikające głęboko do wnętrza włosa proteiny zapewniają objętość, sprężystość i witalność.


Szampon chroni włosy przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych, wzmacnia kolor i delikatnie czyści."



Bohater w butli:





Od producenta:






Skład:




Otworek:




Na dłoni:





Szczegóły:

Cena i dostępność specyfik ten otrzymałam od  Handsome-men.pl. Normalnie można go znaleźć w sklepach fryzjerskich, gdzieś za ok. 55  zł.

    Zapach słodki, przyjemny, pudrowy.
  Konsystencja pachnący glutek.
   Opakowanie i pojemność: butla plastikowa, w tonacji czerwonej z elementami niebieskości i białością napisów od producenta. Pojemność: 250 ml.
  Wydajnośćbardzo dobra. Produkt powinien wystarczyć na kilka miesięcy użytku.
Działanie: przyjemne. Zacznę od tego, że rzadko używam szamponów przeznaczonych do włosów rozjaśnianych. Czemu? A temu, że mój skalp obdarzony ŁZS zwyczajnie nie trawi tego typu produktów i kaprysi, gdy tylko poczuje je na sobie. Powodem owego niepokoju łepetyny moim, powinno poszukać się w składach mazideł do włosów farbowanych, które często-gęsto zawierają składniki drażniące. Na szczęście, w przypadku używania produktu od 
Goldwell, żadne uczulenie czy podrażnienie nie pojawiło się u mnie. Szampon dobrze mył i pielęgnował me włosiska, sprawiając, że ich miodowe refleksy były lepiej widoczne. Specyfika używałam, trzymając go na chwilę po myciu, na partie włosowe od ucha w dół. Objętość równa ziarnku fasoli w zupełności wystarczała, aby kosmyki czuły się dobrze. Jeśli do tego dodam ładny zapach, wydajność i dostępność w sklepach fryzjerskich - ot całkiem zacny ziomek się jawi. Jedyne, nad czym ubolem to cena... 55 zł za szampon to sporo. Dlatego nie wiem, czy sięgnę po niego ponownie. No chyba, że wygram w Lotto.
 Ocena: 4/5 

Produkt ze współpracy, ale recenzja obiektywna.

Miałyście?

Kathy Leonia


PS. Zapraszam do polubienia Leona na FB: Klik!


PS2. Obserwatorzy znowu nawalają...

Ziomek z Obsługi Centrum Pomocy Blogera odpisał, że cyt. "tak po prostu czasem bywa..."