.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

drugi blog: http://karia18.blog.onet.pl


INFORMACJA:

Od jakiegoś czasu mam pewien denerwujący problem z aktualizacją nowych wpisów na liście czytelniczej, natomiast - bez obaw - nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

Pragnę dodać ponadto, że z racji na zmianę szablonu, niektóre posty - zwłaszcza recenzje - pozostały jeszcze w tle kodu i koloru HTML ze starego szablonu.
Pracuję nad ujednoliceniem całości.
TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

środa, 30 września 2015

852. Włosowa aktualizacja - wrzesień 2015

Witajcie!

 Dziś w ostatnim dniu wrześniowym przybywam do Was z aktualizacją włosisków.

Podobnie jak w miesiącach ubiegłych, tj. lipcu i sierpniu, stosuję taryfę minimalną.
Włączyłam jednakże do niej olejowanie, gdyż smutno mi było całkowicie porzucić ową procedurę tłustą.

Co do stanu kudłów, to prezentują się całkiem ładnie.
Zacnie się falują po warkoczykach i spięciach, wyglądają na nawilżone i jędrne.

Nieco martwi mnie delikatny powrót łuski na skalpie, ale sądzę, że to spowodowane brakiem złuszczania łepetyny.
Muszę ewidentnie z powrotem przeprosić się ze Squamaxem: Klik!

Pogadałam, podumałam, teraz foci czas.

Tak było w sierpniu:


Tak się prezentuje wrzesień:





Światło dzienne:



Dane poglądowe: 

Długość: ok. 60 cm (3 cm ciach, ciach!)
 Skręt: wywijas jesienny.
 Kolor: blondo-rudo-coś.
 Stan: walczę z ŁZS...
Grubość: ok. 7 cm
  Częstotliwość mycia: co 2/3 dni myję
 Olejowanie: raz na tydzień olejkiem Babydream: Klik!

Produkty używane do pielęgnacji: te same co w lipcu i w sierpniu: Klik!

A u Was co u kłaków słychać?

Kathy z Leonem



wtorek, 29 września 2015

851. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

W ramach wtorkowego odmóżdżenia po ciężkim poniedziałku, przybywam do Was ze skromnymi łupami zakupowymi.

Wszystkie rzeczy były kupione pod tzw. kwestią chwili, czyt. poprawienia nastroju.

Oto co przywitałam radośnie z kosmetyków:

od lewej: Perfecta Beauty, krem matujący do cery mieszanej 30+, ok. 14 zł, Rossman; All About Beauty balsam do ciała Body Lotion do cery suchej, ok. 5 zł, Tesco; Isana płyn do kąpieli Na Dobre Samopoczucie, ok. 6 zł, Rossman, Love & Desire feromony damskie, ok. 50 zł, Allegro; Tesori d'Oriente perfumy Smoczy Kwiat, ok. 20 zl, Allegro 

A tu z podziałem.

Najpierw feromony:


To pefrumy smocze:


Płyn do kąpieli:



Balsam do ciała:


Krem:



A tu nabytek niekosmetyczny z Biedronki:

Baletki, ok. 15 zł, Biedronka

Z powyższych łupów jestem niezmiernie zadowolona, gdyż za niewielkie pieniądze udało mi się upolować same cuda.

Balsam do ciała i płyn do kąpieli już testowałam.
Pierwsze wrażenie - zapowiadają się zacnie.

Perfumy Smoczy Kwiat niuchnęłam raz i drugi i oniemiałam.
Coś wspaniałego!
Nuta mocnej, głębokiej słodyczy dosłownie zniewala z nóg.

Feromony i krem czekają na swoją kolej.
Dla zainteresowanych: feromony kupiłam, co by - według obietnic producenta - ludzie byli milsi.
A że pracuję z tabunem niewyżytych emocjonalnie i agresywnych kursantów, to wiecie...

Baletki biedronkowe natomiast to jedne z wygodniejszych butów, jakie nosiłam.
Ładnie wykonanie, stabilna podeszwa i urocza kolorystyka - czego chcieć więcej od kamaszy poniżej 20 zł!
Mam tylko nadzieję, że nie rozwalą mi się np. podczas biegu do tramwaju...

A Wy co ostatnio kupiliście?

Kathy i Leon


poniedziałek, 28 września 2015

850. To będzie ciężki poniedziałek...

Witajcie!

I oto definitywnie skończył się weekend.
Z drugą pod rząd sobotą pracującą notabene...

Tak więc odpocząć ani wyspać się nie miałam doprawdy kiedy.
Zawsze były rzeczy ważniejsze do zrobienia niż solidna porcja drzemki popołudniową porą.

A to zakupy, a to porządki, a to ogarnięcie znajomych.
Przy okazji w plan weekendu wkradł się - całkiem przypadkiem i spontanicznie - ów czerwony księżyc tajemniczy, który zapragnęłam ujrzeć na własne oczy przez szybę.
A że takie atrakcje miały miejsce dziś o 4 rano, to siłą rzeczy po tymże wyczynie czuję się dosłownie jak wypruta z sił...

Na domiar złego zaraz  muszę szykować się do robocizny, gdzie tabun dziwnych ludzi będzie czekał do ostatniej chwili na ostatnie dni promocji zakichanych kursów językowych.

Zatem donoszę, że tydzień, który dopiero się zaczął, już zdążył mnie zmęczyć.

Obym tylko przeżyła jakoś te dzisiejsze ciężkie godziny w pracusi i nie usnęła gdzieś po cichu za biurkiem.

A Wy jak się trzymacie?

Kathy Leonia

niedziela, 27 września 2015

849. Niezapomniane spotkanie blogerek w Łodzi!

Witajcie!

Spieszę do Was z informacją radosną i tak chwały pełną, że aż kiszki me się wiercą z niecierpliwości.

Mianowicie dnia 21.11.2015 odbędzie się w mieście Łodzi spotkanie blogerek kosmetycznych!

Pikanterii całemu wydarzeniu dodaje fakt, iż Leon na takowym meetingu będzie uczestniczył pierwszy raz.
Do tej pory tylko wzdychał i tęsknym wzrokiem spoglądał na liczne zjazdy napalonych kosmetycznie niewiast w różnych częściach Polski.

A to na Pomorzu, a to na Śląsku, a to w górach czy jeszcze gdzieś dalej.
A o spotkaniu łódzkim jakoś nikt nie wspomniał...
Albo przynajmniej nic na ten temat Leonowi nie wiadomo.

Ale teraz, wreszcie, po prawie 3 latach publikowania w necie recenzji i pogawędek o mazidłach, oto i Łódź otwiera swe drewniane wrota łajby na oścież, specjalnie na spotkanie blogerek!

Więcej o całym zdarzeniu możecie przeczytać tu, na blogu zacnej Organizatorki - Sylwii:

Klik!

A oto Uczestniczki:

1. Organizatorka - Sylwia Bogaj http://kosmetyczno-mamusiowy.blogspot.com/
2. Paulina FrontczakPawłowska http://laydymami.blogspot.com
3. Daria Jóźwicka http://www.zaraz-wracam.pl/
4. Kathy Leonia http://kathyleonia88.blogspot.com
5. Maria http://maria-n.blog.pl/
6. Agnieszka Winciorek http://pielegnacyjnarewolucja.blogspot.com/
7. Justyna F http://elfiesplanet.blogspot.com/
8. Iza Kornet http://www.thesecretofhealing.pl/
9. Małgosia Ostrowska http://jaskoweklimaty.wordpress.com/
10. Karolina http://bizarre-case.blogspot.com/
11. Ania Grzybowska http://perfectfoundation12.blogspot.com/
12. Klaudia http://www.famousblog.pl/
13. Iza http://szczyptaomnie.blogspot.com/
14. Gosia http://walkaojutro.blogspot.com
15. Milena http://kosmetyczneporadym.blogspot.com.
16. Asia http://jzabawa11.blogspot.com/
17. Ewa Olborska http://www.mocem.pl/
18. Wioleta Gala http://www.mama-bloguje.com/
19. Blanka Adler-Szczecińska http://madameblania.blogspot.com/
20. Iza http://www.podrugiejstroniebrzucha.pl/


Doprawdy nie mogę się już doczekać, kiedy Was poznam!

A Wy chadzacie na spotkania blogerek?

Kathy z Leonem

sobota, 26 września 2015

848. O wypadaniu włosów słów kilka...

Witajcie!

I oto nadeszła jesień.
Z jednej strony piękna gra ciepłych, ostatnich podrygów lata w aurze, z drugiej - najcięższa pora roku dla każdej z włosomaniaczek.

Czemu?
A temu, że jak liście z drzew, tak sypią się z głów włosiska nasze…
Rzecz niby zrozumiała, ale żadnej dbającej o urodę i zdrowie pannie nie jest miło, gdy w odpływie wanny czy zlewu widzi istny armagedon uciekinierów z cebulkami…

U mnie w zeszłym roku wyglądało to tak:




Z jednej strony każdy wie, że włosy sezonowo wypadają.
W końcu to wytwór  naskórka martwy, bez życia.
Jeden wypadnie – wyrośnie na jego miejsce nowy egzemplarz.
Ot taki naturalny obieg rzeczy w przyrodzie.

Z drugiej strony, niestety, często taka okresowa emigracja włosów, prowadzi do bardzo poważnej przypadłości, jaką jest łysienie…
Temat poważny, temat wciąż tabu, dotyczący obecnie nie tylko mężczyzn – ach te łyse placki na głowie wśród panów seniorów – ale także kobiet.

Po czym poznać, że sytuacja robi się dramatyczna?
Ot, wystarczy codziennie kontrolowanie stanu naszej głowy.
Jeśli zauważymy pogłębiające się zakola i prześwity skalpu pomiędzy czupryną – wtedy powinna zapalić się nam w głowie lampka ostrzegawcza.

Lepiej jednakże nie leczyć się na własną rękę, gdyż możemy sytuację jedynie pogorszyć.
Kwestię naszego zdrowia i urody powierzmy najlepiej specjaliście.
Bez dermatologa się zatem nie obejdzie!

Dobrze zdiagnozowany powód łysienia – czy to kwestia np. genetyczna (łysienie androgenowe), psychiczna (łysienie plackowate) czy też pourazowa (łysienie bliznowaciejące) -  pozwoli  nam na podjęcie odpowiednich kroków zmierzających do wyleczenia przypadłości i odzyskania dobrego samopoczucia wraz z powrotem bujnej czupryny na naszej głowie.

Jak zatem można uporać się z łysieniem?
Cóż metod jest kilka.
 
Najpopularniejsze i najpowszechniejsze to leczenie doustne. 
Obecnie istnieje naprawdę wiele tego typu preparatów na rynku – począwszy od suplementów diety bogatych w mikro i makroelementy, po leki hormonalne (w przypadku łysienia androgenicznego) czy po prostu witaminy. W przypadku zażywania doustnego musimy niestety liczyć się z kwestią, iż jest to w większości wypadków jedynie pomoc doraźna. Jeśli  bowiem przestaniemy zażywać dany preparat, wówczas wypadanie włosów powróci i to nawet ze zdwojoną siłą.

Inną możliwością radzenia sobie ze skutkami łysienia są kuracje zewnętrzne.
 Szampony, odżywki, wcierki do włosów, maski czy nawet półprodukty. 
Do wyboru, do koloru.  Przy obecnej obfitości produktów w sklepach kosmetycznych czy drogeriach, możemy codziennie używać innego szamponu na wypadanie włosów. 
Niestety, kuracja zewnętrzna podobna jest w efektach do suplementacji, a nawet niekiedy gorsza. Jeśli bowiem przedobrzymy z danym preparatem, możemy zamiast poprawy, spodziewać się zaognienia wypadania.

Jeszcze inną opcją na zakrycie pustych miejsc na głowie są włosowe implanty. 
Sposób prosty i wręcz banalny i niestety jedynie doraźny… 
Peruka czy doczepiane pasma włosów mogą owszem dać nam chwilową namiastkę bujnej czupryny, ale nie sprawią, że włosy odrosną z powrotem…

Kolejna metoda na łysienie niesie już za sobą nieco większą ingerencją w nasz organizm. 
Mowa tu o tzw. przeszczepach, czyli pobieraniu pasków włosów z miejsc na głowie, gdzie rośnie ich najwięcej. Dzięki temu wyłysiałe miejsca zostają niejako zakryte. 
Sposób w swej idei całkiem sympatyczny się zdaje, nie mniej jednak musimy pamiętać o tym, że jest to zabieg chirurgiczny i nie zawsze taki przeszczep może się „przyjąć”.

Większe nadzieje na wyleczenie łysienia daje nam mezoterapia. 
To dość bolesny zabieg polegający na wkłuwaniu w skórę głowę cienkimi igłami odżywczych substancji  (osocze bogatopłytkowe), mających na celu pobudzenie do wzrostu uśpionych cebulek włosa. 
Po kilku takich seriach skalp jest odpowiednio odżywiony i ukrwiony, dzięki czemu nowe włosy mogą prężnie rozwijać się. 

Laseroterapia to kolejna jeszcze metoda na leczenie łysienia. 
Tutaj prym wiedzie światło lasera. Emitacja czerwonej wiązki promieni w głąb skóry głowy pobudza naczynia krwionośne do pracy, dzięki czemu cebulki włosowe zaczynają pracować ze zdwojoną siłą. Wszystko odbywa się szybko, bezboleśnie. 
Zabieg laserem jest, jak dotąd, najskuteczniejszym lekarstwem na wypadanie włosów. Szacuje się bowiem, że ok. 70% pacjentów poddanych działaniu wiązki promieniu zauważyło różnicę. 

Jak widzicie metod na leczenie łysienia jest wiele.
Sęk w tym, by wybrać dla siebie ową właściwą.

A Wy walczycie z wypadaniem włosów?


Więcej na temat leczenia łysienia możecie przeczytać tu: https://www.tourmedica.pl/artykuly-medyczne/metody-leczenia-lysienia/



Kathy i Leon

piątek, 25 września 2015

847. Na piątek!

Witajcie!

Dziś będzie pysznie i zdrowo.

Zamiast słodyczy, raczę się tym oto specjałem:




Pomidorki, bo o nich mowa, to me ulubione, jesienne warzywko.
Pysznie smakują same, jak i w towarzystwie jajecznicy, razowego chlebka i masełka.

Już sam ich zapach powoduje, że człek czuje się szczęśliwy i taki zdrowy.

Pomidory są bowiem niskokaloryczne (15 kalorii na 100 g), dzięki zawartości witaminy C wzmacniają nam odporność, działają także antynowotworowo, wspomagają trawienie, ułatwiają odchudzania, działają moczopędnie oraz upiększająco.

Dlatego Leon apeluje: jedźcie pomidory ludziska!

A Wy co dziś konsumujecie?

Kathy

czwartek, 24 września 2015

846. Recenzja: Be Beauty modelujący puder do twarzy

Witajcie!

Dziś będziemy się brązowić na facjacie.

Rzeknę Wam słów kilka o pudrze modelującym do twarzy z Be Beauty.

Słowo od producenta: "Modelujący puder do twarzy".

Skład:


Produkt w pudle:


ja mam w numerze 3

Po otwarciu:


Na dłoni:



Twarz goła:



Twarz z produktem:



Szczegóły:

Cena i dostępność: specyfik znalazłam w Biedronce i dałam zań ok. 10 zł
 Zapach: bez zapachu.
Konsystencja: dwukolorowe puderro do modelowania facjaty.
 Opakowanie i pojemność: pojemniczek plastikowy z przezroczystym wieczkiem zamykanym na "klik". Tonacja tylna czarna z białymi napisami. Pojemność: 9 g.
 Wydajność: bardzo dobra. Mazidła starczy spokojnie na rok używania.
Działaniesympatyczne. Zacznę jednakże od tego, że to moja pierwsza styczność z kosmetykami Biedronkowymi z serii Be Beauty. Wcześniej miałam z tej marki li lakiery do pazurów, które - wstyd przyznać - już po pół roku czasu leżą i czekają na swoją kolej w użytkowaniu: Klik!... Na szczęście puder z Be Beatuty od razu po zakupie został wzięty w "obieg". I równie szybko stał się mym ulubieńcem. Przede wszystkim produkt świetnie modeluje nam karnację; wystarczy jedno pociągnięcie pędzla z naniesionym nam specyfikiem i już! Kości policzkowe są podkreślone, rysy stają się opalone, a cała twarz nabiera witalności i jurności. Wspomnę, że puder z Be Beauty idealnie nadaje się do stopniowania efektu; gdy chcemy mieć look a'la tapeciara na wyspach Kanaryjskich  - bierzemy po prostu więcej pudru. Gdy z kolei zależy nam na delikatnym słońca muśnięciu to wtedy wystarczy ostrożne maźnięcie/machnięcie pudrem po kościach policzkowych i roztarcie tegoż. Dodam, że puder jest niezwykle wytrzymały i nawet w gorące dni trzyma się w dobrej kondycji na miejscu naniesienia. Ponadto, specyfik nie podrażnia, nie zapycha, nie uczula. Jeśli do tego dodam wydajność, niską cenę i łatwą możliwość ucapienia - cudo istne.
 Polecam!
Ocena: 5/5

Miałyście?

Kathy i Leon

środa, 23 września 2015

845. Przesyłka od Addicted to books!

Witajcie!

Dziś przybywam do Was z postem chwały i sławy pełnym.
Dostałam mianowicie kilka dni temu uroczą pakę od kochanej Addicted to books.

To co się znalazło w tajemniczym pakunku to nic innego, jak wygrana w konkursie u niej dla blogu.

I tak oto w me łapy wpadła niniejsza książka:



Przyznam się szczerze, że to moja pierwsza styczność z twórczością pani Maggie Stefvatek.
Nie słyszałam nawet o istnieniu takiej autorce wcześniej, ale to nie przeszkodziło mi rozsmakować się w większej już części powieści zaraz po otwarciu paki.

Powiem Wam, że klimat książki prezentuje się sympatyczny.
Jest moc, jest magia, są wróżki.

Jeśli takową lekturę będzie się na dodatek popijało wielkim kubkiem z gorącą czekoladą i bitą śmietaną to uwierzcie mi, poczujecie się jakbyście miały skrzydełka i chciały odlecieć hen w przestworza.
Ach!
Na odmóżdżenie się po ciężkim dniu sezonu zapisowego i walki z klientami - coś wspaniałego.

A Wy co ostatnio ciekawego dostałyście?

Kathy i Leon


wtorek, 22 września 2015

844. Recenzja: Kailas ajurwedyjski krem z himalajskich ziół na problemy skórne

Witajcie!

Dziś przybywam do Was z recenzją pewnego specyfiku kremowego.

Będę mówić o Kailas, czyli ajurwedyjskim kremie z himalajskich ziół na problemy skórne.

Słowo od producenta: " Krem KAILAS to mieszanina odżywiających i nawilżających skórę olejów roślinnych połączona z ekstraktami roślinnymi o działaniu łagodzącym , stymulującym regenerację naskórka oraz mikrokrążenie skórne, a także usuwającymi przebarwienia.

Produkt działa również antybakteryjnie oraz przeciwgrzybicznie.
Produkt polecany do pielęgnacji skóry:

  • łojotokowej,
  • trądzikowej,
  • z przebarwieniami
KAILAS zalecany jest także przy problemach z nadmiernie wysuszoną i pękającą skórą orazprzy nadmiernym rogowaceniu skóry.

Łagodzi skutki:

  • ukąszeń owadów,
  • otarć,
  • podrażnień skóry np. po goleniu i depilacji.

Używany też przy:

  • łuszczycy,
  • hemoroidach,
  • grzybicy,
  • kurzajkach,
  • oparzeniach,
  • odleżynach,
  • opuchnięciach


Skład:



Produkt w pudle:




Od producenta:





O ziołach w składzie:






W tubce:



Na dłoni:


Szczegóły:

Cena i dostępność: specyfik dostałam w ramach współpracy od  PPHUD AYURVEDIKProdukt jest dostępny w dwóch pojemnościach: po 8 g (18 zł) i po 20 g (28 zł).
 Zapach: mocny, intensywny, ziołowy, coś a'la Amol.
Konsystencja: kremidło do problemów skórnych.
 Opakowanie i pojemność: sympatyczna butla w białym odcieniu i delikatnej, niebieskiej tonacji z czarnymi napisami. Pojemność: 20 g.
  Wydajność: średnia. Mazidła starczy na miesiąc używania.
Działaniezacne. Zacznę jednakże od tego, że z pewną obawa podchodziłam do ajurwedyjskiego cudaka. Dlaczego? Ano temuż, że używane wcześniej podobnego typu produkty (np. indyjskie oleje, mydła) zwyczajnie mi nie pasowały i uczulały mnie... Produkt Kailas  był więc pewnego rodzaju eksperymentem dla naskórka. Na szczęście spisał się dobrze i nie spowodował wysypki tu czy tam. Używałam go głównie w akcji ratunkowej po incydencie ze spalonymi kończynami dolnymi: Klik! Specyfik cudnie ukoił i zregenerował poparzoną skórę nóg, działając na nią iście jak balsam opatrunkowy. Dzięki kremowaniu Kailasem naskórek ud szybko się nawilżył, odbudował i przestał piec niemiłosiernie. 
Mazidło stosowałam także jako nawilżacz na moje spękane i strudzone obcasami stópki. Kremik ładnie zmiękczał twardą skórę pięt i palców, niejako przy tym chłodząc i łagodząc ogólne zmęczenie dnia codziennego. Wspomnę także, że krem ładnie pachniał, dobrze się aplikował i szybko wchłaniał. Trochę smutno, że tak szybko mi się skończył, nie mniej jednak wpływ na to ma z pewnością częste smarowanie dużych partii naskórka (czyt. nóg). Mam nadzieję, że już niedługo Kailas będzie dostępny stacjonarnie do kupienia. Wtedy spokojnie można wydać na niego te 20 zł od czasu do czasu. Jednym słowem: polecam!
Ocena: 4/5

Produkt ze współpracy, ale recenzja obiektywna.

Miałyście?


Kathy i Leon




poniedziałek, 21 września 2015

843. Jak wygląda prawidłowo zużyty kosmetyk?

Witajcie!

W ten oto poniedziałkowy poranek, przybywam do Was z małą pogadanką odnośnie denkowania produktów.

Kupowanie kosmetyków, użytkowanie ich, zużywanie, wyrzucanie i kupowanie kolejnych - niby rzeczy oczywiste.
Harmonia w przyrodzie zachowana; jedno się kończy, drugie zaczyna.

Niestety nie zawsze jest tak pięknie i kolorowo, jak się zdaje.

Mało to bowiem razy zdarzyło się Wam wywalić tamto czy owo mazidło, bo Was po prostu zdenerwowało i nie sprawdziło się?
Jak często z kolei w ferworze zakupowym zapomnieliście o pewnym cudzie drogeryjnym i - wsadzając je gdzieś hen w odmęty szafek - znaleźliście je dopiero po upływie daty ważności tegoż?
A ile razy wsadzacie do kosza specyfik tubkę kremu, szamponu, sądząc, że już do cna ją wydobyliście?

Większość ludzi nie zdaje sobie sprawę, jak prawidłowo powinien wyglądać do końca zużyty produkt.
Nie wystarczy bowiem wycisnąć dane mazidło raz, czy drugi.

Specyfik należy dosłownie, cyt. wyssać z opakowania.

U mnie wygląda to tak:





Produkt został przecięty na kilka części, dzięki czemu jego pozostałości mogły "wyjść" ze środka.
Uwierzcie lub nie, ale wydobytego z czeluści kremu starczyło jeszcze na jakieś 2 tygodnie używania.

Dla mnie to najlepszy i najskuteczniejszy sposób wykańczania kosmetyków.
To co kupiłam - zużyję, mając w świadomości pewność, że każda moja złotówka zainwestowana w dane mazidło została wykorzystana.

A Wy jak denkujecie produkty?

Kathy i Leon


niedziela, 20 września 2015

842. Leniwa niedziela

Witajcie!

Dzisiejszy dzień niedzielny należy ewidentnie do poglądu umysłowego znanego poz nazwą: nicmisięniechcizm.

Dlatego też, bojkotując system, Leon wypiwszy poranną kawę zbożową z mlekiem... idzie się wylegiwać dalej.

Pomiędzy więc jednym ziewem a drugim, życzę Wam równie przyjemnego leniwcowania.

Kathy

sobota, 19 września 2015

841. Konferencja Meet Beauty w Warszawie!

Witajcie!

Kilka dni temu otrzymałam wiadomość, że zostałam zakwalifikowana do intratnej imprezy blogowej, jaką jest konferencja Meet Beauty 24.10.2015 r. w Warszawie.

Zgłosiłam się na to wydarzenie całkiem spontanicznie, czując chęć wyjścia z Leonem gdzie dalej w świat szeroki.
Nie spodziewałam się zupełnie, że wśród 250 blogów zostanę wybrana i ja.

Miło i przyjemnie będzie więc ruszyć 4 litery i podążyć na spotkanie innych, zarażonych pasją kosmetycznych panien z całej Polski naszej.

Tak więc cóż, poznajmy się!



Dla zainteresowanych strona wydarzenia: Klik! i wszędobylski FB: Klik!

Kto z Łodzi się wybiera?

Trzeba się zgadać na wspólne zdobywanie stolicy!

Kathy z Leonem

piątek, 18 września 2015

840. Na piątek!

Witajcie!

Dziś, z racji na cudowny koniec tygodnia i zapowiedź... pracującej soboty, trzeba będzie nabrać sił trochę.

Oto co doda mi kurażu przed jutrzejszą walką z kursantami:





Ten oto cudny drink to nic innego jak likier kokosowy.

Mocny, słodki, o kokosowym zapachu wysp tropikalnych.
Już jeden łyk sprawia, że człek czuje się odprężony, szczęśliwy i taki beztroski.

Ów trunek zacnie smakuje sam - nieźle trzepie wtedy - jak i w połączeniu tzw. drinkowym.

Jeśli jeszcze go nie próbowaliście, koniecznie zmieńcie to!

A Wy co dziś żłopać raczycie?

Kathy i kokosowy Leon

czwartek, 17 września 2015

839. Recenzja: Wibo Smooth'n Wear matujący i wygładzający puder do twarzy

Witajcie!

Dziś będzie pudrowo i twarzowo.

Powiem Wam cosik o pudrze do facjaty matującym i wygładzającym znanym pod nazwą Wibo Smooth'n Wear.

Słowo od producenta: "Matujący i wygładzający puder do twarzy z kolagenem i witaminę E."

Skład: niestety, tego nawet Wielki Google nie wie...

W opakowaniu:





Po otwarciu:



Na dłoni:




Twarz goła:



Produkt na twarzy:



Szczegóły:

Cena i dostępność produkty otrzymałam od Czerwonej FIliżanki. Normalnie można go ucapić w Rossmanie, gdzie kosztuje mniej więcej 13 zł.
 Zapach: ciepły, lekki słodki, acz nieprzeszkadzający.
 Konsystencja puder do pudrowania na facjatę.
Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, w eleganckim zamknięciu na "klik". Tonacja: czarno-przezroczysta. Pojemność: 7 g.
Wydajność: bardzo dobra. Opakowanie specyfiku starczy nam na ok. 3 miesiące codziennego stosowania.
Działanie: średnie. Zacznę jednakże od tego, że to mój pierwszy kontakt z pudrami od Wibo. Nigdy wcześniej nie miałam z firmy tej niczego pudrowego, więc nie byłam także pewna, czy sprawdzi mi się ów ziom. Matujący i wygładzający zarazem? Cóż, brzmiało sympatycznie. Niestety, w trakcie użytkowania aż tak zacnie nie było... Moja cera jest bowiem tłusta niczym olej napędowy do transportu w samolotach imigrantów. Produkt z Wibo zmatowił więc mi skórę jedynie na jakieś 2 godziny. Po upływie tegoż czasu, musiałam - nie chcąc wyglądać jak świecący w słońcu Edward - czynność pudrowania powtórzyć. I tak mniej więcej zabawa mogłaby trwać aż do wieczora... Próbowałam różnej metody nanoszenia specyfiku - na podkład, na korektor, na li suchą skórę. Efekt był niestety zawsze taki sam - najpierw mat i wygładzenie cud-miód jak z obrazka w gazetach, a potem za momencik tłuszczyk tu i tam. Kolejny minus? Brak informacji o składzie produktu. Co tam dodali panowie producenci? Ano mogli zmiksować wszystko jak leci ze śmietnika i podpisać: "Puderrro!". Jakieś plusy dla odmiany? Cóż na szczęście puder - aplikowany nawet kilka razy dziennie - nie uczulił mnie ani nie zapchał. Ponadto ładnie pachniał, był naprawdę wydajny, jest tani i łatwo go ucapić. Nie spisał mi się jednakowoż w kategorii matu i na pewno nie wrócę do niego ponownie. 
Ocena: 3/5 

Miałyście?

Kathy z Leonem

środa, 16 września 2015

838. Przesyłka od Pauliny P.!

Witajcie!

Dziś będzie post radości pełen.

Kilka dni temu do drzwi mego domostwa zapukał kurier pan, dzierżąc w strudzonych dłoniach pewną pakę i dysząc lekko z powodu jej ciężaru.

Oto jak pakunek ów się prezentował po otwarciu:



A tu wszystko w komplecie:

od lewej: 2x Joanna Keratyna maseczka do włosów; Joanna seria hyporalergiczna szapom do włosów ultradelikatny; Joanna Styling Effect pianka do włosów bardzo mocna; Joanna Naturia peeling myjący z żurawiną;
od góry: Bell Royal Mat matująco-kryjący fluid fluid z odżywczym aloesem nr 04 Natural;
od dołu: Bell Fashion Color nr 801; Bell lakiery żelowe nr 03 i 01

Rzut na lakierki:

Szampon:

Pianka do kudłów:
Maseczkowa gromadka:


Pan podkład:

Ziom peeling:



Wszystkie powyższy produkty są cudne i korcą mnie od pierwszego wejrzenia.
Najchętniej zaczęłabym używać wszystkie od razu, nie pomna na zalegające mazidła otwarte w szafkach...

Tak więc siłę woli i zdrowego rozsądku póki co owe ślicznotki będą spokojnie czekały na swoją kolej.
No chyba, że nie wytrzymam i złapię za jakiegoś przyjemniaczka ukradkiem w celach czysto-hedonistychno-kosmetycznych.

Paulinko dziękuję Ci za świetną pakę z racji na wygranie przeze mnie rozdania!

A Wy cosik otrzymaliście w tym tygodniu uroczego?

Kathy i Leon
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...