.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

środa, 30 lipca 2014

434. Gdzie jest Leon?

Witajcie!

Czemu postu nie było przez dwa ostatnie dni?
Ano już spieszę z wyjaśnieniami.

Primo - jest za gorąco, aktualnie rozpływam się i nie myślę o niczym innym jak zimna woda i lód z lodówki, a co dopiero siedzieć przy komputerze i tworzyć.

Secundo - robię na pierwszą zmianę, a że dziwi ludzie mają tendencje przyłażenia do szkoły językowej w porannych godzinach, to nie sposób skupić się na notkach i kosmetykach, gdy ktoś mi gada że chce siku, że chce pieniędzy, że chce spać...

Tertio - jest zakończenie miesiąca, z racji na sezon urlopowy i nieobecność dwóch osób z administracji, pewne wesoło obowiązki spadły na mnie. Tak więc nie mam siły myśleć o Leonie i postach z nim związanych...

Byle do urlopu, który - już notabene - za trzy dni!

Kathy

niedziela, 27 lipca 2014

433. Gotujemy w weekend, cz. 12 - lodowy wywrotowiec

Witajcie!

Dziś pora na coś słodkiego z serii: "Gotujemy w weekend".
Bohaterem dnia będzie mój wczorajszy, twórczy wypiek - a raczej zmarźlak - pod nazwą lodowy wywrotowiec.

Czemuż taka wymyślna nazwa?
A temu, że zamiast tradycyjnego kremu na górze, zrobiłam krem na dole.
I to nie byle jaki krem.
Pokusiłam się bowiem o zrobienie czegoś na kształt lodów.
 O dziwo - chyba wyszło.

 Nie, nie byłam pijana, ani otumaniona, że tak zaszalałam.

Po prostu zapragnęłam kulinarnej zmiany.

Oto efekt:

można powiększyć przez "klik" na zdjęcie

można powiększyć przez "klik" na zdjęcie

można powiększyć przez "klik" na zdjęcie
Składniki

a) wierzch:

200 gr płatków kukurydzianych tupu Corn Flakes
50 gr mąki pszennej
50 gr cukru-pudru
ok. 10 śliwek słodkich, bez skórki
1 tabliczka czekolady mlecznej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
50 ml mleka
ok. 20 dag masła

 b) krem:

250 ml śmietanki-kremówki
ok. 100 gr serka mascarpone
50 gr cukru-pudru

c) do dekoracji

garść płatków migdałowych


Czynności:

1. Płatki kukurydziane rozdrabniamy pałką drewnianą vel mielimy na miazgę młynkiem. Można ewentualnie kilka sztuk zostawić coby potem ładnie chrupały.
2. Do zmielonych płatków dodajemy mleko, cukier-puder, roztopione masło, proszek do pieczenia, pokrojone śliwki oraz pokrojoną czekoladę.
3. Wszystko ładnie mieszamy, żeby grudek nie było.
4. Tak przygotowaną masę wylewamy cienką, równomierną warstwą na tortownicę (wysmarowaną uprzednio wcześniej masłem i posypaną bułką tartą) i pieczemy w ok. 220 C przez jakieś pół godziny.
4. Gdy wierzch się nam upiecze, zostawiamy aby przestygł, po czym wyjmujemy go z tortownicy i wstawiamy na jakiejś tacy do lodówki na ok. 20 min.
5. Czas na krem! Śmietankę, cukier i serek miksujemy na sztywno. Jak się ubije, przekładamy do tortownicy na dno i wstawiamy do zamrażarki na jakieś 10/20 minut, tak, by osiągnęła nieco mocy i twardości.
6. Gdy krem dostatecznie nam się zamrozi, kładziemy na górę schodzony wcześniej wierzch, i ponownie wstawiamy wszystko do zamrażarki, najlepiej na całą noc, dzięki czemu rano mamy idealny deser lodowy, który możemy posypać płatkami migdałowymi.
7. I cóż, i żremy!

I co powiecie na taki specjał?

Kathy Leonia



piątek, 25 lipca 2014

432. Piątek!

Witajcie!

O piątku, jak dobrze, że wreszcie jesteś!
Twoje przybycie oznacza, że jeszcze tylko niecały tydzień robocizny, niecałe 100 godzin i...
...urlop!

Piękne dwa tygodnie bez szkoły językowej, głupich kursantów i szefostwa.
O cudownie!

Wyjadę i odpoczywać będę pewnie tylko na działce u dziadka, bo ciężki wydatek w postaci opłacenia prawa jazdy zniszczył mnie finansowo...
 Ale cóż, tak już w życiu jest - coś kosztem czegoś.
Tym razem prawo jazdy wygrało z wyjazdem w góry...

Nie mniej jednak owa gorzką pigułkę przełknęłam i coraz bardziej napalam się do roli przyszłego kierowcy, który kiedyś tam w przyszłości sam sobie będzie jeździł po wszelakich górach i wertepach świata tego.

Tym oto miłym akcentem Wam życzę miłego weekendu, a sama zaczynam powoli się szykować do drugiej zmiany.

Kathy i Leon

czwartek, 24 lipca 2014

431. Recenzja: Bell Beauty Lash Conditioner, regenerująca odżywka do rzęs

Witajcie!

Dziś na tapetę produkt, który - według obietnic twórcy - ma uczynić z rzęs naszych istne firany.
I, o dziwo, nie będzie to Long4lashes - które notabene gdzieś mi się zapodziało i nie mogę znaleźć skubańca... - tylko cosik innego.

Mówić będę bowiem o regenerującej odżywce do rzęs Beauty Lash Conditioner z firmy Bell.

Słowo od producenta: "Regularnie stosowana wyraźnie poprawia kondycję słabych, łamliwych i przesuszonych rzęs: odżywia je, regeneruje i wzmacnia, redukując wypadanie. Matowe i pozbawione blasku rzęsy, nabierają intensywniejszego kolorytu i zdrowszego wyglądu. Lekka formuła nie obciąża rzęs, szybko wysycha i umożliwia w krótkim czasie kontynuację makijażu:"

Mazidło w opakowaniu:

można powiększyć przez "klik" na zdjęcie


Szczota:
można powiększyć przez "klik" na zdjęcie


Gołe rzęsy cztery tygodnie temu:

:

Gołe rzęsy obecne:



Szczegóły:

 Cena i dostępność: produkt zakupiłam na tygodniu kosmetycznym w Biedronce za jakieś 10 zł.
   Zapach: bezzapachowy.
  Konsystencja: przezroczysty glutek.
 Opakowanie i pojemność: opakowanie biało-niebieskie; 8 ml pojemności
   Wydajność: bardzo dobra; używam od ponad miesiąca i nie widzę zużycia.
   Działanie:  przyjemne. Produkt stosuję codziennie, rano i wieczorem w dwóch różnych kombinacjach. Opcja wieczorna - na gołe rzęsy po demakijażu, opcja poranna - na gołe rzęsy przed nałożeniem tuszu jako tzw. baza. Zarówno w jednej formie jak i w drugiej, mazidło sprawdza się dobrze. Rzęsy posmarowane na noc mają szansę na delikatne odżywienie, co nadaje im blask i moc; potraktowane z kolei specyfikiem przed tuszowaniem, dostają zacnej oprawy i ramy, przez co ich ogólny "look" wydłuża się nieco. Warto dodać, że owe serum dobrze współgra i z gałkami ocznymi, nie podrażnia mi spojówek, nie spływa z oka. Kolejny plus? Dobra dostępność, niska cena i wydajność. I wreszcie efekty! Systematyczne stosowanie produktu sprawia, że rzęsy się wzmacniają, nie wypadają podczas demakijażu i troszkawo rosną. Myślę, że ta odżywka z Bell to fajny produkt za niskie pieniądze, choć z pewnością jej działaniu daleko od hitów typu Revitalash, czy inne podobne Lashocudocoś.
Ocena: 4/5

Miałyście, znacie?

Kathy i Leon deszczową porą

środa, 23 lipca 2014

430. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!

Sezon wyprzedaży w pełni.
Galeria Łódzka czy Manufaktura wszędzie kusi promocjami z serii: "Last Minute".
Metki i szyldy z czerwonymi, wielgaśnymi literami -70%, -80%...

Nic tylko brać wszystko na tony, bo jak tu się oprzeć?

Ja jednakowoż opierać się owej pukusie, chcąc nie chcąc muszę.
Przez wzgląd na wielkie wydatki w tym miesiącu, czyt. kurs prawa jazdy, pieniądze się rozeszły jak świeże bułeczki.

Tak więc co mogę zrobić aby poczuć nieco klimat wyprzedaży i upolować również szmatek kilka?
Odpowiedź prosta - hajże do lumpeksu!

I tak oto przygarnęłam:


spódnica H and M, stan idealny, rozmiar 38 - 5 zł



bluzka No Name, stan idealny, 10 zł



bluzka No Name, stan idealny, 10 zł
I tak oto za niecałych 30 zł mam 3 świetne ciuchy.
Jak niewiele wystarczy babie do szczęścia!

Teraz pozostaje mi czekać już tylko na wypłatę bo totalnie i absolutnie się odpieniężyłam...

Kathy Leonia

wtorek, 22 lipca 2014

429. Recenzja: Oriflame Master Curl Mascara, podkręcający tusz do rzęs

Witajcie!

Pora na rzęsy.
Będę bowiem mówić dziś o czarnym mazidle do oczu, a konkretnie o Oriflame Master Curl Mascara, podkręcającym tuszu do rzęs.

Słowo od producenta: "Pragniesz osiągnąć efekt uwodzicielskich oczu dzięki fantazyjnie podkręconym rzęsom? Nie musisz dłużej czekać! Technologia Curl Protect z formułą wygładzającą rzęsy podtrzymuje efekt podkręcenia nawet do 14 godzin, podczas gdy wyjątkowa szczoteczka w kształcie łuku doskonale rozdziela i wydłuża każdą z rzęs. "

 Mazidło w opakowaniu:




Widok na szczotę:



Rzęsy gołe:



Rzęsy i dwie warstwy tuszu:





Szczegóły:

 Cena i dostępność: katalogi Oriflame, cena: 32,90. Ja swój egzemplarz otrzymałam od Cytruski87 do testów.
   Zapach: typowo, tuszowy.
  Konsystencja: czarna maź, na początku nieco lejąca i wodnista, po ok. 2 tygodniach - idealna do nakładania na rzęsy.
 Opakowanie i pojemność: uroczo różowe ze złotymi napisami o zakręconej czcionce. Pojemność: 8 ml.
   Wydajność: produkt używam od ok. półtora miesiąca, i jak na razie, nie widać końca.
   Działanie: przyjemne. Tusz po tzw. wyleżakowaniu i przeschnięciu, jest naprawdę bardzo fajnym mazidłem. Przede wszystkim ładnie podkreśla rzęsy, rozdziela je i wydłuża, nadając spojrzeniu głębię. Kolejny plus to fakt, że tusz trzyma się cały dzień na rzęsach, nie osypuje się, nie grudkuje, nie tworzy efektu pandy. Co natomiast z tym zachwalanym przez producenta podkręcenie? Hm, szczerze? Mi to tyłka nie urwało... Owszem, jakieś delikatne zawinięcie i wywinięcie rzęs jest, aczkolwiek jak dla mnie specjalnego podkręcającego szału nie ma - moje rzęsy wybredne...  Mimo tego drobnego niuansu, tusz jest wydajny i często można spotkać go na promocji za jakieś 20 zł. Podsumowując - dobra maskara dla niewymagających na co dzień. Także polecam,
Ocena: 4/5

Dziękuję Cytrusce za możliwość przetestowania mazidła.
Tusz otrzymany, lecz recenzja obiektywna.

Kathy i Leon

niedziela, 20 lipca 2014

428. Zaczynamy jazdy...

Witajcie!

Spieszę szybciorem donieść wszystkim ciekawskim, że dzisiejszy, zaliczający próg punktowy w liczbie 60 przekroczyłam.

Co prawda na normalnym egzaminie teoretycznym liczba punktów minimalna wynosi 68, ale pan instruktor specjalnie nam zaniżył ów pułap wymagany. Jego skromnym zdaniem nasza grupa jest - jak to ujął - daleka jeszcze od logicznego i samochodowego myślenia.

Tak więc od sierpnia rozpoczynam jazdy.

I tu od razu radzę dla ludzi z Łodzi tudzież okolic, nie wychodźcie na ulicę.
Zostańcie w chałupach swych.
Tak dla własnego bezpieczeństwo...

Bo jak Leon ruszy to nie będzie przebacz...

Kathy

PS. Post kosmetyczny jutro ino nastąpi

sobota, 19 lipca 2014

427. Niewesoło mi, czyli starcie Leona z testami drogowymi...

Witajcie!

Dziś tylko tak na chybcika, bowiem Leon ma łeb zajęty czymś innym.
Jutro mianowicie wielki dzień, dzień końca kursu teoretycznego i przystąpienia do małego testu teoretycznego.

Kto ładnie wypadnie, temu pan instruktor rozpisze jazdy jako pierwszemu.
Kto nieładnie wypadnie, tego czeka doszkalanie, gdyż nieuka na trasę się nie wypuści...

Także prosi się o trzymanie kciukasów i czego tam możecie, aby Leona wspierać.

Kathy

PS. Po wymyśleniu ckliwej historyji o nagłym zaginięciu podręcznika, poruszony sercem i umysłem pan prowadzący, wielkodusznie wręczył mi drugi egzemplarz.

piątek, 18 lipca 2014

426. Wrrr!

Witajcie!

Miało dziś posta nie być, jednakowoż rzecz się stała tak bulwersująca, że na szybko coś wręcz muszę sklecić...
Niech to szit, niech to szlak...
Wrrrr.
Dupa i tyłek blady...

Miałam się uczyć na prawko pilnie przed jutrzejszym testowaniem na kursie, a tu nici...

Co się stało?

Ano Leon zgubił gdzieś podręcznik kursanta...

Do tej porywającej krew w żyłach sytuacji doszło pewnikiem wczoraj, kiedy to Leon wracał do domu po wieczornej zmianie, i zmęczony/omamiony na widok nadjeżdżającego środka lokomocji, zapomniał wziąć z przystanku tramwajowego reklamówki z podręcznikiem.

I tak sobie jechał do chałupy niczego nie świadomy, że pewna część jego żywota się właśnie gdzieś marnuje w koszu na śmieci...
Dopiero dziś rano, kiedy to chciał Leon się poedukować, skapnął się był, że materiału dydaktycznego brak.

Stąd notka pełna złości i frustracji pełna...

A teraz pocieszcie biednego człowieka wyrażeniem obiektywnej opinii swej.
Mianowicie, czy pan prowadzący będzie na tyle łaskawy, że da mi drugi egzemplarz, czy raczej wyśmieje pod nosem, drzwi zatrzaśnie i powie: "Lasy deszczowe cenne - szanuj podręczniki?".

Kathy i niedobry Leon

czwartek, 17 lipca 2014

425. Leon zajęty...

Witajcie!

W związku z kwestię wagi pilnej, oto niniejszym donoszę, że chwilowo jestem zmuszona porzucić pisaninę częstą, na rzec mniej systematycznej.

Powodem jest niewątpliwie robione obecnie prawo jazdy jak i pewna dodatkowa praca.

Z postem uroczym i cudownym powrócę w sobotę.

Tymczasem trzymajcie się!

Kathy i Leon

środa, 16 lipca 2014

424. Przyszłego kierowcy dumanie...

Witajcie!

Jak już większość z Was wie, zapisałam się byłam na kurs prawo jazdy dający.
Przede mną - myślę - jakieś trzy miesiące intensywnego ogarniania w teorii i praktyce przepisów i kodeksów drogowych.

Pomyślicie, przecie dopiero zaczęła a już się stresuje.
No cóż, może faktycznie jeszcze za wcześnie, abym wszystko przyswoiła od razu i wiedzą błyskała jak nasi panowie bracia na posiedzeniach sejmowych, jednakowoż wolę już coś niecoś obczaić.

A żem pilną osobą, obytą poprzez lata studiowania filologii ojczystej, ślęczenie nad formułkami da się przeżyć.

I tak oto zaczęłam od kilku dni powoli wdrażać się w różnego rodzaju zagadnienia.

Dowiedziałam się już np., że jak będę kiedyś świadkiem wypadku, w którym komuś odetnie palec, jestem zobowiązania ów palec przytulić do łona swego, a następnie owinąć w jałową gazę i w lód. Bo akurat noszę ze sobą lód w zapasowej lodówce przenośnej, a gazę - dobrze wyjałowioną - trzymam w kieszeniach spodni.

Pozostają w tematyce kraks drogowych, teraz już wiem, że jeśli jakaś persona, na moich oczach, zostanie potrącona, ale będzie wydawała oznaki życia, mam ją energicznie poklepać po twarzy i zapytać się "czy wszystko ok". Ileż to czułości trzeba będzie okazać w takim spontanicznym klepaniu, aby potentat na denata ocknął się natychmiast po owym geście...

Kolejna ciekawa informacja będzie z kolei z zakresu tzw. wiedzy bardzo potrzebnej. Czy wiecie bowiem jakie wymiary ma tablica rejestracyjna? Nie wiecie? O jaka szkoda... A ja już wiem! Liczy sobie ona 520 na 114 milimetrów...

O ludu wszelki, mówię Wam, jak czytam niektóre zagadnienia czy przeglądam przykładowe pytania z testu teoretycznego, chce mi się wyć...
Po co mi ta wiedza o odciętych palcach, klepaniu trupa i tablicach rejestracyjnych?
To coś jak uczyć się na egzamin z literatury, kto był kochankiem ciotki z pierwszego rozwodu z murzyńskiej strony Sienkiewicza Henryka...

Kathy i Leon

wtorek, 15 lipca 2014

423. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Uległam i ja.
Biedronkowym łowom...

Miałam być dzielna, miałam oszczędzać, miałam kasę zamknąć w sejfie i nie łazić po sklepach...
Ale oczywiście nie wyszło.

A to wszystko przez Was, niecne persony!

Co weszłam na jakiegoś bloga, to od razu rzucał się w oczy szyld: "moje łupy z Biedronki", albo: "moje zdobycze z Biedronki", albo "Biedronkowe nowości", albo: "w Biedronce byłam i ja".

No szlak by trafił takie wsparcie w leczeniu odwyku zakupowego...
No nie da się powstrzymać, ewidentnie nie da...

Dlatego wręcz nogi same mnie poniosły do Biedronki, gdzie trochę zaszalałam.

Oto efekt w całości:



A tu z podziałem:


suplement diety Beauty Witalss + podróbka TT

Bell, lakiery z serii Lady Code, nr nieznane

TT marzył mi se od dawna, ale 50 zł wydawać nie będę...
Tak więc jak tylko ujrzałam podróbkę owej szczoty-cud, wiedziałam, że trafi w me łapy.

A lakierki? Hm...
Same wlazły do kosza...

Jak z Waszą silną wolą zakupową?

Kathy Leonia

poniedziałek, 14 lipca 2014

422. Mój nowy, książkowy przyjaciel...

Witajcie!

Od dwóch dni mam pewną specjalną osobistość przy swym boku.
Nie rozstaję się z nią ino na krok.

Towarzyszy mi podczas obiadu, śniadania, kolacji, drzemki, relaksu i toalety.
Śnię o nim i myślę o nim praktycznie codziennie.

Czyżby jakiś gorący romans się szykował?
Czyżby me serce oszalało?

Od razu Was uspokajam, że dzieci  to z tego raczej nie będzie.
Chyba że dzieci-rajdowe.

O kim więc mowa?

A o tym przyjemniaczku:


Może nie wygląda jakoś dostojnie i porywająco, ale ma w sobie coś, co sprawia, że muszę poznać go dogłębnie.
Od karteczki do karteczki.

I to niestety nie dla własnej przyjemności... tylko państwowej i kursowej.

Ech, zachciało mi się być kierowcą.

Kathy i Leon

niedziela, 13 lipca 2014

421. Recenzja: Invisibobble, Traceless Hair Ring,

Witajcie!

Będąc z natury osobą podatną na sugestie i różne cud-produkty włosowe, skusiłam się i ja...
Na pewien hit blogowy ostatnich miesięcy.
To produkt nie byle jaki.

Nie jest nim ani szampon, ani odżywka, ale...

...gumka do włosów!

Akcesorium niezwykle przydatne, jeśli Wasze kudły są długie i mają skłonności do radosnego plątania się.

Będę dziś mówić bowiem o gumkach do włosów, Invisibobbles.
Moje to podróbka chińska, od razu zaznaczam.

Słowo od producenta: "Genialna gumka do włosów InvisiBobble Traceless Hair Ring to absolutna rewolucja w spinaniu włosów! Jedyny w swoim rodzaju kształt gumki sprawia, że ciasno utrzymuje włosy, ale nie tworzy widocznych śladów! Nawet, jeśli będziesz nosić ją we włosach przez cały dzień, Twoje włosy pozostaną bez skazy.  Gumka wykonana jest z delikatnego tworzywa, a jej sprężynowa budowa sprawia, że nie ściska włosów. Tak więc w porównaniu do tradycyjnych gumek do włosów jest o wiele bardziej łagodna, nie niszczy struktury włosów i nie łamie ich. Gumka do włosów  InvisiBobble Traceless Hair Ring odpowiednia jest do wszystkich rodzajów włosów. Oryginalny wygląd gumki Invisibobble sprawia, że może być noszona również jako stylowa bransoletka.

Zalety:
- mocno trzyma włosy przez cały dzień,
- nie pozostawia śladów, nie odciska się,
- nie niszczy włosów, nie wplątuje się we włosy"

Gumka w całej okazałości:





A tu jak się sprawują na włosach:



Szczegóły:

Cena i dostępność: Allegro, cena oryginału: ok 20 zł - dwie sztuki; podróbka chińska - ok. 3 zł - 6 sztuk. Dla zainteresowanych - w Łodzi można je nabyć w Chińskim Markecie w Magdzie, na Piotrkowskiej.
Tworzywo: plastik, w kształcie śruby.
Wydajność: genialna! Myślę, że te gumki posłużą mi spokojnie kilka miesięcy, albo i lat.
   Działanie: cudowne! Jako posiadaczka długich, dość niesfornych kudłów szukam gumek do włosów, które fryzurę będą trzymać w ryzach przez cały dzień. Dobrze by było, gdyby akcesorium takie nie uciskało cebulek włosowych, ani nie wyrywało kudłów podczas zakładania czy zdejmowania go. Gumka w typie Invisibobble spisuje się w powyższych aspektach po prostu genialne; każdy kucyk, warkocz czy węzeł trzyma się cały dzień. Nic nie uciska, nic nie wyrywa, nic nie plącze, nic nie odgniata. Produkt - nawet jak na podróbkę - jest na tyle solidnie wykonany, że nawet wysoki kok mu nie straszny. Jednym słowem, dla mnie ta gumka to odkrycie ostatnich tygodni. Uwielbiam, kocham i na nic jej nie zamienię!
Ocena: 5/5

Znacie? Miałyście?

sobota, 12 lipca 2014

420. Prawo jazdy - start!

Witajcie!

Myślę, że ów post post wystarczająco się wychłodził w lodówce, by ujrzeć dziś światło dzienne.
Dlatego też przybywam do Was z informacją wiekopomną.

Mianowicie za jakieś 4 godziny, gdy tylko skończę sobotnią zmianę w robocie, rozpoczynam nowy etap w swym żywocie...
Jak większość inteligentnych się domyśla - tymże zdarzeniem jest początek kursu na licencję "pirata drogowego", którym to określeniem będę się tytułowała, jak tylko uzyskam prawo jazdy.

Dziś pierwszy krok ku szaleńczym eskapadom drogowym, mianowicie start kursu teoretycznego.
Już widzę przed oczyma definicje różnego rodzaju, znaki drogowe i przepisy bezpieczeństwa.

Obym tylko nie oszalała od nadmiaru wiedzy, którą muszę przyswoić...

Trzymajcie za mnie kciuki!

Kathy z Leonem, przyszłym królem szos



środa, 9 lipca 2014

419. Gdzież to post się podział...

Witajcie!

Pewnie większość z Was zastanawia się od dobrych kilku godzin gdzież to wcięło dzisiejszego posta.

Czy sobie polazł na wakacje?
Czy schował się skubany perfidnie?
Czy ma humory i igra z Wami nie pokazując się?

Cóż odpowiedź jest prosta - notki nie ma, bo jest za gorąco.

Notka dzisiejsza poleciała więc z samego rana hen do lodówki, na najwyższą półkę, coby się ochłodzić i być gotowa na jutro.

Kathy, Leon i notka w lodówce

wtorek, 8 lipca 2014

418. Wielki Google radzi, cz. 4

Witajcie!

Jako, że ostatni cykl z Wielkim Google miał miejsce hoho czasu temu, a dokładnie ponad rok temu, pora najwyższa powrócić do tego wesołego cyklu.

Tak więc dziś, w ramach wtorkowego rozluźnienia kilka bujnych myśli z wyszukiwarek internetowych.

1. od czekolady pryszcze za wielkie
To brzmi poważnie. Nie dość , że syf to jeszcze za wielki! Nic tylko płakać nad naszym smutnym losem...

2. ja rive
Hm czyżby jakaś nowa odmiana czasownikowa "rwać"? Spróbujmy: jJa rive włosy, ty riviesz włosy, on rivie włosy... z głowy.

3. moja szokująca historia
Witam, nazywam się Kathy Leonia i mam problem emocjonalny. Nie mogę się zdecydować, czy jestem Kathy z Leonem, czy samym Leonem, czy Leonem z Kathy, czy Kathy za Leonem...


Urzekła Was moja szokująca historia?

Kathy i Leom, co dziękuje za życzenia

poniedziałek, 7 lipca 2014

417. Urodzinowo!

Witajcie!

Dziś Leona jubileusz.
Dokładnie o 4.20 stuknęło mu 26 wiosen.

Wiek powiecie młody, wiek cudowny, najlepsze - można rzec lata.
Ale czas mija, woda płynie, ani chybi się Leon obejrzy a zamiast tych -dzieścia, będzie miał -dzieści i -dziesiąt.
Już zresztą Szanowny Jubilat odczuwa pierwsze oznaki upływające czasu - z imprez wychodzi koło 1 w nocy, nie łazi do klubów, nie miesza trunków i ogólnie żyje o wiele godziwiej niż wcześniej.

Czyżby jakaś ogłada i spokój życiowy nastawał?

Nie mniej jednak, wypijcie Leona zdrowie, żeby ów żył nam jeszcze 10 razy tyle w kwiecie sił i mądrości!

Kathy

niedziela, 6 lipca 2014

416. Leniwy dzień

Witajcie!

Stała się rzecz karygodna.

Zaspałam.
Dzień zmarnowałam.

I to ja, człowiek poranka, który zwykle zrywa się już koło 7 nad ranem, nawet w dzień wolny...
A dziś - o zgrozo - zbudziłam się ok. godziny 11.

I nadal jestem niewyspana.
Czyżby to skutki nocnej balangi ze znajomymi?

Hm wątpię.
Balanga owa zakończyła się ok. 1 w nocy, tak więc srogo nie było.

Trunki pijałam również oszczędnie, coby nie przesadzić.

Wszystkiemu chyba winne ciśnienie i dziwna upalno-deszczowa pogoda.
Może nadchodząca burza przyniesie orzeźwienie...

Też się tak czujecie bez sił?

Kathy i zaspany Leon


sobota, 5 lipca 2014

415. Po taniości: Recenzja - All about Beauty, Gel purifying & refreshing sensitive, żel do mycia twarzy skóra wrażliwa

Witajcie!

Ponowna odsłona serii: "Po taniości". Tym razem gościć będzie w niej żel do mycia twarzy Gel purifying & refreshing sensitive, skóra wrażliwa z firmy All about Beauty.

Słowo od producenta: "Łagodny, nisko pieniący żel do twarzy z aktywną witaminą C. Przeznaczony do skóry ze skłonnością do trądziku. Unikalna formuła żelu, bez soli, oparta o detergenty roślinne, wzbogacona o wyciąg z zielonej herbaty oraz witaminy B5 i aktywną witaminę C pozostawia skórę nawilżoną oraz zachowuje równowagę płaszcza lipidowego. Aktywna witamina C wspomaga walkę z trądzikiem poprzez silne działanie bakteriobójcze; znacząco redukuje także widoczność porów".

Bohater w butli:




Na ręku:



Szczegóły:

Cena i dostępność: sklepy Tesco, cena ok. 4,50 zł; na promocji: 4 zł.
   Zapach: świeży, nieco trawiasto-cytrynowy; nie drażni nosa.
   Konsystencja: glutek do mycia facjaty
 Opakowanie i pojemność: opakowanie plastikowe, z elementami seledynowości i złota; pojemność 150 ml.
   Wydajność: świetna! Jedną butelkę niniejszego cuda kupiłam ze cztery miesiące temu, a została jeszcze połowa... Używam co drugi dzień, na zmianę z pilingiem.
   Działanie: cudowne. Zacznijmy od tego, że to ponownie specyfik do cery wrażliwej z serii All about Face: Klik! , który u mnie sprawdza się idealnie. Nie podrażnia, nie wysusza mi skóry, ale za to delikatnie usuwa zanieczyszczenia dnia codziennego. Kolejne pozytywy? Proszę bardzo - zwężenie porów, brak stanów trądzikowych. Skóra wygląda po nim promiennie i tak jakby szczęśliwie. Produkt użytkuję co rano, aby się pobudzić do wstawania i działania. Jeśli do tego wszystkiego dodam niską cenę, wspaniałą wydajność i łatwą dostępność - ot normalnie geniusz porannego mycia! Polecam i polecam jeszcze raz.
Ocena: 5/5

Miałyście?

Kathy i Leon, który się szykuje już na wieczorne biesiadowanie.

piątek, 4 lipca 2014

414. Wypadanie włosów a suszenie włosów w ŁZS

Witajcie!

Pamiętacie jak narzekałam jakiś czas temu na wzmożone wypadanie kłaków i jakie pierwsze oznaki depresyjności miałam z tego powodu?
Jak chciałam obcinać włosy na krótko i kupować perukę, coby ukryć i przytrzymać uciekające kudły?
Jak zaczynałam chodzić po ścianach i mieć stany lękowe że ostanę się łysa?

Na pewno pamiętacie.

Spieszę jednak donieść, abyście w mękach niepewności nie trwali - że oto nastał radosny dzień, w którym oświeciło mnie czemu tak się dzieje.
Mianowicie, wszystkiemu winne było nie złe odżywianie, nie stres, nie imprezy, ale... suszarka.

A konkretnie mówiąc jej brak.

Brzmi dziwnie?
Ano już spieszę z wyjaśnieniami.

 Zacznijmy może od początku, a mianowicie od tego, że w związku na fakt, że coraz cieplej na dworze, przestałam jakieś dwa miesiące temu suszyć włosiska do końca, mając nadzieję, na poskromienie puszenia się. I rzeczywiście - stan puchości powoli ustawał, ustępując jednakowoż miejsca wzmożonej emigracji włosowej.

Sądziłam że to naturalny stan rzeczy, tak jak zawsze w okresie letnim wzmożonego wypadania...
Teraz jednak coś mi się zdaje, że owe okresy sama sobie powodowałam unikaniem suszarki.

Oświecenie powyższe przybyło do mnie dnia przedwczorajszego, gdy bardzo się spiesząc, ponownie sięgnęłam po suszarkę.
Zaczęłam następnie czesać kudły, przygotowana na ponową wielką emigrację a tu szok - raptem kilka włosków tak jak przed okresem emigracyjnym.

Dziś sytuacja się powtórzyła - włosy wysuszone, mniej uciekinierów.

Dlaczego tak się dzieje?
A dlatego, że ŁZS na łepetynie, jako środowisko grzybotwórcze, bardzo lubi mokre i wilgotne powierzchnie - dotyczy się to nawet i skalpu. Dlatego też włos mokry, włos niewysuszony sprzyja rozrodowi paskudnego grzybacza. Teraz więc wszystko układa się w logiczną całość - więcej grzybów i łuski na głowie - więcej łoju i uciekających kudłów.

Szkoda u licha, że na to nie wpadłam wcześniej, zwłaszcza, że jesienią i zimą i wiosną problem wypadania mi nie dokucza, gdyż susząc włosy, unikam tym samym wilgoci na skalpie.

Tak więc dziewczęta borykające się z ŁZS, suszcie łepetyny!
Lepiej mieć puch na łbie niż zero kudłów...

Kathy Leonia

czwartek, 3 lipca 2014

413. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Jak większość przedstawicielek płci pięknej, wychodzę z radosnego założenia, że tydzień bez zakupów to tydzień stracony.
Dlatego też wybrałam się na łowy.

Tym razem jednak w ręce me wpadły jedynie skromne łupy akcesoryjne do włosów.

Oto i one w gromadzie:


A tu w zbliżeniu:
opaska, ok. 3 zł. bazarek

szczotka do włosów Goody, ok. 10 zł, Tesco

przyrząd do robienia koka, ok. 5 zł, bazarek

Czemu powyższe zakupy poczyniłam?
Ano, szczotka wiadomo, potrzebna do rozczesywania.
A że ów model miał interesujące wypustki masujące łepetynę, stwierdziłam, że spróbujemy.

Opaska z kolei, to produkt niezbędny podczas robienia makijażu, gdy chcemy utrzymać w ryzach nasze kudły, coby się nie uwaliły tym czy innym mazidłem.

Kok-przyrząd natomiast idealnie się nada, gdy nadejdą srogie upały.

Coś Waś zaciekawiło?

Kathy Leonia

PS. Melduję, że załatwiłam wczoraj prawie wszystko. Jeszcze tylko zanieść papierki do Urzędu Miasta co to się zajmuje kierowcami, zrobienie profilu kierowcy i można zapisywać się do szkoły jazdy!

środa, 2 lipca 2014

412. Szybki post na szybko

Witajcie!

Posta tego tworzę w oka mgnieniu, więc może być chaotyczny nieco.
Powodem owego pędu jest fakt, że za jakieś minut dziesięć wybywam załatwiać formalności odnośnie prawa jazdy.

Się zdecydowało to trzeba teraz działać, coby chęć nie przeminęła.
Czeka mnie więc dzień pełen przyjemności, do jakich to mogę zaliczyć: fotografa, lekarza i stanie w kolejce po jakieś tam papierki kierowcy.

Gdy to wszystko już odhaczę w pocie czoła, zamiast legnąć na krótką drzemkę, pędzić będę musiała do pracusi, gdzie zostanę aż do 21.

Cudowny dzień!
Dlatego wybaczcie nieobecność na blogach Waszych.

Kathy i Leon


wtorek, 1 lipca 2014

411. Po taniości: Recenzja - All about Beauty, Facial tonic purifying & refreshing sensitive, tonik do twarzy do skóry wrażliwej

Witajcie!

Dziś przybywam do Was z dawno nie widzianą odsłoną serii"  "Po taniości".

Zaprezentuję Wam mojego tonikowego ulubieńca.
I o dziwo nie będzie to cud-miód z Biedronki, ale cud-miód z Tesco z firmy All about Beauty.

Słowo od producenta: "Bezalkoholowy łagodny tonik, kojąco-nawilżający, zalecany do pielęgnacji wrażliwej, alergicznej oraz skłonnej do podrażnień skóry twarzy, oczu i dekoltu. Delikatna formuła toniku znakomicie nawilża i oczyszcza skórę. Zastosowane substancje aktywne w recepturze: wyciąg z zielonej herbaty, trawy chińskiej gwarantują intensywne nawilżenie a oliwa z oliwek pomaga łagodzić podrażnienia".

Bohater w butli:



Na dłoni:



Szczegóły:

 Cena i dostępność: do upolowania w Tesco, cena: ok. 4,50, na promocji - 3 zł.
   Zapach: delikatny, świeży ach nienachalny.
  Konsystencja: płyn przezroczysty do zmywania makijażu. 
 Opakowanie i pojemność: seledynowa delikatnie butla; pojemność: 200 ml.
   Wydajność: bardzo dobra. Jedno opakowanie starcza mi średnio na trzy miesiące codziennego, intensywnego demakijażowania się.
   Działanie: świetne. Jako posiadaczka wrażliwych gałek ocznych, szukam przede wszystkim produktu, który mnie nie "oślepi" podczas zmywania makijażu. Mam tu na myśli sytuację, gdy to np. podczas pośpiechu zamachniemy się i zamiast na powiekę, mazidło wleci nam do oczu. Zwykle podczas czegoś takiego doznaję przysłowiowej apokalipsy (zaczynam łzawić, mroczki mi się jawią przed oczami i nic nie widzę przez pewien czas) natomiast w przypadku specyfiku z All about face nic takiego się nie dzieje. Jak radzi sobie natomiast z demakijażem? Ano doskonale - mimo nieinwazyjnego składu dla gałek ocznych - tonik świetnie zmywa makijaż (wodoodpornego nie noszę). Wystarczy na chwilę przyłożyć wacik do powieki, potrzeć i już!  Delikatny a zarazem skuteczny? To lubię! Kolejne plusy? Wydajność, niska cena i dostępność. Jak dla mnie to nr 1 jeśli chodzi o toniki demakijażowe. Polecam wszystkim!
Ocena: 5/5

Znacie?

Kathy Leonia