.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

drugi blog: http://karia18.blog.onet.pl


INFORMACJA:

Od jakiegoś czasu mam pewien denerwujący problem z aktualizacją nowych wpisów na liście czytelniczej, natomiast - bez obaw - nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

Pragnę dodać ponadto, że z racji na zmianę szablonu, niektóre posty - zwłaszcza recenzje - pozostały jeszcze w tle kodu i koloru HTML ze starego szablonu.
Pracuję nad ujednoliceniem całości.
TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

piątek, 28 lutego 2014

351. Moje zmarszczki pod oczami, czyli odmładzanie z Derma Wand!

Witajcie!

Tak jak obiecałam wczorajszego dnia, dziś pokażę Wam, jakie bruzdy zdążyły mi zagościć na facjacie mniej więcej pół roku temu.

Oto moje zmarszczki rozpaczy:









Bardzo ich nie lubię, i staram się je maskować korektorem, delikatnie wypełniając ich "głębię", ale to mało daje.

Dlatego podejmuje wyzwanie Derma Wand (Darsonval):




Jego liczne zalety opisuje producent:

"OPIS:
Darsonval przy pomocy leczniczych mikroprądów D’arsonvala wytwarza cząsteczki ozonu, które mają silne działanie bakteriobójcze. Efektem jest usunięcie z powierzchni skóry wszelkich bakterii. Zabieg zwiększa wchłanianie substancji aktywnych oraz ujędrnia skórę i redukuje zmarszczki. Darsonval stosowany jedynie kilka minut dziennie sprawi, że nasza skóra będzie wyglądać młodziej.
Efekty:
  • oczyszcza i dezynfekuje skórę
  • zabija bakterie odpowiedzialne za powstawanie trądziku
  • ujędrnia i odmładza skórę
  • stymuluje proces złuszczania martwego naskórka
  • dotlenia skórę
  • stymuluję mikrokrążenie
Urządzenie wyposażone jest w 4 końcówki:
  • elektroda prętowa -do usuwania pojedynczych zanieczyszczeń, rozluźnienia pojedynczych miejsc
  • elektroda grzybek - do całej powierzchni skóry, oraz do trudniej dostępnych powierzchni np. wgłębienia wokół nosa (bruzdy nosowej).
  • elektroda łyżeczka - stymuluje cyrkulacje krwi i metabolizm, zwiększa przenikanie aplikowanych produktów (trudno dostępne miejsca), dotlenia skórę.
  • elektroda grzebieniowa -do rewitalizacji skóry głowy, pobudza porost włosów, zapobiega ich wypadaniu.

ZASTOSOWANIE:
  • redukcja zmian trądzikowych
  • zwiększa absorpcję substancji leczniczych zawartych w kosmetykach
  • rozgrzewa komórki skóry
  • działa bakteriobójczo
  • wspomaga gojenie się opryszczki
  • odmładza skórę
  • działa przeciwbólowo
  • zmniejsza zastój krwi i limfy w organizmie
  • wzmacnia i regeneruje uszkodzone cebulki włosów
  • przyspiesza porost włosów
  • ujędrnia skórę
  • redukuje zmarszczki
  • powoduje procesy regeneracji i odnowy
  • stymuluje powstanie nowych komórek (blizny, rany, wrzody).
  • ujędrnia, wygadza i wzmacnia skórę
  • sprawia, że skóra przestaje była workowata i zwiotczała
  • powoduje, że pory stają się mniej widoczne
  • wspomaga dotlenienie skóry
  • likwiduje opuchliznę i sińce pod oczami
  • działa odprężająco na skórę i pomaga pozbyć się zbędnego napięcia mięśni twarzy (Klik!)

Mam nadzieję, że to cudo zadziała na moje zmarszczki i będę przez długie lata cieszyła się nieskalaną cerę młodej i uroczej dziouchy.

Kathy z Leonem



czwartek, 27 lutego 2014

350. Wielkie zakupisko!

Witajcie!

Pozwólcie mi, że się czymś niechlubnie pochwalę.

Otóż jakiś czas temu, pojawiły mi się pod oczami pierwsze zmarszczki.
Nie są na szczęście jakoś bardzo widocznie, ale niezmiernie mnie irytują i na koniec dnia się niestety bardziej jakoś uwydatniają.

Dlatego też desperacko poszukiwałam sposobu na to, by te głupie bruzdy szybko wyeliminować z mej facjaty.

Oglądałam namiętnie kilka razy to oto wideo: Klik!

I tak oto, zdecydowałam się na zakup tego oto cacka.

Upolowałam swój model na Allegro za jakieś 100 zł:





mój mały wibrator na zmarszczki!

I jest już u mnie i zaczynam testy.
Miejmy nadzieję, że sobie oka nie wybiję...

Jutro zamieszczę zdjęcia ukazujące aktualny stan moich zmarszczek po oczyskami..

A Wy słyszałyście o tym produkcie? A może testowałyście?

Kathy i Leon pomarszczony

środa, 26 lutego 2014

349. A w środę...

Witajcie!

Dwa dni za mną.
Kolejne dwa dni przede mną.

I pewnie jeszcze sobota harująca...

Nie wiem czy Wy też tak macie, ale w tym tygodniu jestem jakoś strasznie zmęczona.
Czy to kwestia pogody, ciśnienia czy przesilenia jakiegoś, ale po prostu padam.

I mam ochotę wszędzie spać i ziewać.
Bez kawy, energetyka nie jestem w stanie egzystować.

Masakra jakaś...

Oby mi to szybko przeszło, bo skończę jako tzw. dzienne zombi.

Kathy i Leon

wtorek, 25 lutego 2014

348. Sprzedam, cz. 1

Witajcie!

Ostatnio stwierdziłam, że chyba mam wszystkiego za dużo...
Za dużo ciuchów, kosmetyków i ogólnie szpargałów wszelakich.

Tak więc przyszedł czas najwyższy na wiosenne porządki.

Wszystkie rzeczy/sprzęty są w stanie zacnym, wydam je w dobre ręce po kosztach.

Oto wesoła gromadka:
1.

gorset H i M, stan idealny rozmiar 34, - 30 zł





3.
sukienka Top Shop, stan idealny, rozmiar 6 - 20 zł


5.
lokówko-suszarka MPM produc stan idealny  - 20 zł

6.
sukienka Asos, stan bardzo dobry, rozmiar 36 - 30 zł

7.
bluzka Vero Moda, stan dobry, rozmiar M - 5 zł

8.
bluzka No Name, stan bardzo dobry, rozmiar 36 - 8 zł

9.

torebka F i F, stan idealny - 30 zł

10.

sukienka F i F, stan bardzo dobry, rozmiar 34 - 15 zł

11.

sweter H i M, stan idealny, rozmiar S - 10 zł

12.
marynarka, stan dobry, rozmiar 36 - 30 zł


Tych rzeczy jest zdecydowanie więcej, jak i samych zdjęć. Ale nie mogę niestety nic więcej dodać, coś  się zacięło w blogerze u licha i zdjęcia się mulą... Kto chce natomiast więcej zdjęć, jak i szczegóły rozmiarowe/wymiarowe dotyczące powyższych produktów, proszę pisać,

Koszt przesyłki - list polecony ekonomiczny w zależności od gabarytów od 8-11  zł.

Rezerwacja jak i pytania: kathyleonia88@gmail.com

Kathy Leonia







poniedziałek, 24 lutego 2014

347. O poniedziałku...

Witajcie!

Cudowne dwa dni wolnego minęły znowu tak szybko jak torpeda.
Kolejny tygodnia początek przed nami...

I ponowne starcie z klientelę różnego typu i różnych charakterów i o różnych pretensjach...
Tak...
Uwielbiam to.

A Wy jak się macie w ten dzisiejszy, piękny czas?

Kathy i Leon

niedziela, 23 lutego 2014

346. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!

Bez zbędnych tłumaczeń wyznań Wam, iż dnia wczorajszego zrobiłam byłam wypad do mego lumpeksu
kochanego.
Poszłam tam głównie w celu poszwendania się, albowiem nic konkretnego oczywista nie miałam kupować.

Ale jak to zwykle bywa, kilka rzeczy wpadło mi w oczęta me.
Tylko kompletnie teraz nie wiem, gdzie je schowam.
Chyba powieszę sobie na klamce w pokoju...

Nie mniej jednak oto co kupiłam:


spódnica czarna rozkloszowana, Miss Twins, rozmiar 36 - 9 zł


spódnica czerwona, Hennes, rozmiar 36 - 5 zł

spódnica w kratę, No Name, rozmiar s - 3 zł

Jakoś tak naszło mnie na łupy spódnicowe.
Stwierdziłam, że już wiosna niebawem, tak więc nóżki trzeba godnie wystawić spod spodni i zaprezentować ino miastu i światu.

Wszystkie powyższe rzeczy są w naprawdę dobrym stanie, jedynie w czarnej sztuce ekspres szwankuje i trzeba go przeszyć, ale dam radę.
Gdzie indziej bym znalazła 3 prawie nowe kiecki za - bagatela - niecałe 20 złotych!

A jak Wasze łupy?

Kathy Leonia

PS. Post o braku prądu został opublikowany przez przypadek. Był on bowiem w archiwum, stworzony kilka tygodni temu, kiedy to rzeczywiście napięcie u nas szwankowało. Ale teraz wszystko jest ok, tak więc płakać nie musicie, że zniknę nieoczekiwanie.

sobota, 22 lutego 2014

345. Recenzja: Nivea BB Cream, 5 w 1 upiększający krem nawilżający cera jasna

Witajcie!

Mniej więcej jakiś rok temu całą sferę blogową - jak i drogeryjną - napadła istna BB-mania.
Co post, to notka na temat miliardowej odmiany BB kremu.
Co sklep z kosmetykami, to promocja na powyższe cud mazidło.

Zwykle nie przykładam jakiejś większej uwagi do tego typu wielkich hitów kosmetycznych, ale tym razem stwierdziłam, że i ja wypróbować muszę.
I tak oto - bodajże miesiąc temu - zakupiłam swój pierwszy polski BB produkt.
To Nivea BB Crem, 5 w 1,  upiększający krem nawilżający do cery jasnej.
Używałam go sumiennie przez ostatnie 30 dni i przez ten okres czasu już pewnie opinie o tym czymś mam.

Dzisiejszego dnia nastała więc pora, aby rzec Wam co o wyrobie Nivei myślę.

Może najpierw słowo od producenta: "Zapewnia wszystkim typom skóry nawilżenie, a ponadto chroni i wygładza cerę. Równomiernie pokrywa wszelkie niedoskonałości. Łączy w sobie zalety kilku produktów. Unikalna formuła zapewnia pięć ważnych właściwości, aby natychmiast nadać Twojej skórze idealny wygląd oraz efektywne, głębokie nawilżenie:
- wyrównuje koloryt skóry i zmniejsza widoczność porów,
- pokrywa niedoskonałości takie jak oznaki zmęczenia, cienie pod oczami, przebarwienia, zaczerwienienia i drobne zmarszczki,
- rozjaśnia skórę, poprawiając naturalny koloryt skóry,
- dzięki innowacyjnej formule Hydra IQ zapewnia idealne nawilżenie,
- dzięki filtrowi przeciwsłonecznemu SPF 10 pomaga chronić skórę przed wpływem środowiska związanym z działaniem promieni słonecznych i przedwczesnym starzeniem."


Mazidło w butli:

można powiększyć poprzez "klik" na zdjęcie
 Na dłoni:




Na twarzy:


można powiększyć poprzez "klik" na zdjęcie

Szczegóły:

Cena i dostępność:  BB krem od Nivei kupiłam w Rossmanie za ok. 15 zł.
  Zapach: przyjemny, świeży. Pachnie zupełnie jak typowy krem niveowski, np. ten: Klik!. A ja akurat tę oto woń bardzo lubię.
  Konsystencja: fluidowa, ciapowata.
  Opakowanie i pojemność: pojemnik biały z niebieskimi i beżowymi napisami. Pojemność: 50 ml.
     Wydajność:  genialna. Ten produkt starczy mi chyba na rok albo i dłużej. Do pokrycia mazidłem całej twarzy wystarczy mi dosłownie kropelka produktu.
   Działanie: w porządku. Jeśli produkt za 15 zł całkiem zacnie otuli mi twarz delikatnym matem, nada cerze nieco blasku i koloru, a przy tym wytrzyma więcej niż 4 godziny bez rolowania się - to mogę być z niego nawet zadowolona. Oprócz tego, krem z Nivei fajnie nawilżał mi skórę w ciągu dnia, nie podrażniając jej przy tym, ani nie zapychając. Jeśli chodzi o kwestie techniczne, czyli nakładanie, używałam do tego po prostu paluchów. Brałam  mały kleks kremu na czoło, kleks na policzki i brodę, rozcierałam, wklepałam i już. Sama aplikacja była bardzo przyjemna, mazidło ładnie pachnie, dobrze się rozprowadza po fajcacie i nie zostawia smug na buzi. Minusy? Kiepska trwałość... Produkt nie wytrzyma niestety na buzi całego dnia - po trzech, czterech godzinach zaczyna się nieco rolować, a po 6 godzinach z kolei wygląda już nieestetycznie. Trzeba się wtedy przypudrować, bo inaczej można towarzystwo wystraszyć... Podsumowując, specyfik BB od Nivea jest godny wypróbowania; jak za taką cenę i wydajność możecie go spokojnie przetestować. Może Wasze cery będą współpracowały z powyższym krem nieco dłużej, niż moja facjata...
Ocena: 4/5

Miałyście? Używałyście?

Kathy z Leonem

piątek, 21 lutego 2014

344. Piątek!

Witajcie!

O jak dobrze, że już piątek.
O jak dobrze, że już weekend.
O jak dobrze, że dwa dni wolnego...

O jak dobrze, że zaraz idę spać i będę miała w nosie klientów, szefową i głupie szefostwo-szefostwa.
O jak dobrze, że jutro napisze jakąś twórczą notkę.

Trzymajcie się ciepło!

Kathy i Leon

czwartek, 20 lutego 2014

343. Klient płaci, klient wymaga...

Witajcie!

Jest pewna naleśnikarnia w moim mieście.
Nastrój i wystrój jest tam naprawdę cudowny, zatem nic dziwnego, że owo miejsce stało się stałym punktem spotkań grona moich znajomych.
Nigdy nie miałam nic do zarzucenia temu lokalowi: bowiem obsługa i jakość potraw były na najwyższym poziomie…
 Do czasu…

Traf chciał, że tydzień temu, tradycyjnie wybrałam się z kilkoma koleżankami do naszej naleśnikarni.
Oczyma wyobraźni już widziałam te boskie naleśniki, podawane z sosami i surówkami, zawsze mile satysfakcjonujące moje podniebienie.
Byłyśmy zresztą tak głodne jak wilki, więc nawet jakby naleśniki smakowały dniem wczorajszym byłoby nam wszystko jedno.
Zwykle o tej porze jest sporo miejsc wolnych, tak więc udało nam się znaleźć godne pozycje, prawie tuż przy kasie.
Zadowolone rozsiadłyśmy się wygodnie i czekamy na kartę dań.
Powolnym kocim krokiem minęły nas dwie kelnerki zajadle konwersujące ze sobą.
M. dyskretnie uniosła w tym momencie rękę: Możemy kartę prosić?
Kelnerka (widać że wyjątkowo podbuzowana) miast kulturalnej odpowiedzi i standardowego powitalnego „dzień dobry miłym paniom” odparowała, że się nie rozdwoi i mamy czekać.
Eee no tak, pogawędki z kumpelą ważniejsze…
Ale nic to czekamy dalej.

Mija 15 minut.

Karty nadal nie dostałyśmy, mimo że panna kelnerka wędrowała kilka razy w te i we wte oscentacyjnie unikając naszego stolika.
M. w końcu nie wytrzymała i sama udała się do kasy prosić o kartę, którą dostała bez żadnego słowa wyjaśnienia czy nawet przeprosin za opieszałość.
Powróciła z triumfem, o mało nie wpadając na ową Jaśnie Pannę Kelnerkę, która widać postawiła już chyba krechę na nasze całe zgromadzenie, gdyż mruknęła niepochlebny wyraz pod nosem i z prędkością torpedy podeszła do sąsiedniego stolika (który wypełnił się o wiele później od naszego) i ze słodkim głosikiem zaczęła dopieszczać klientów polecając im pewne potrawy.

No nic to poczekamy dalej na rozwój zdarzeń, w końcu mamy już kartę. Kilka chwil jednie zajęło nam wybieranie naleśników i wypatrywać ponownie zaczęłyśmy owej miłej kelnerki.
Ta nadciągając z tacą pełną napojów dla stolika obok, widząc nasze głodne spojrzenia specjalnie wykręciła głowę do tyłu, wyładowała raz-dwa ową tacę i ubrana w zachęcający uśmiech podążyła szybkim truchtem w drugą stronę sali przyjmując zamówienia od gości, którzy PONOWNIE przybyli PÓŹNIEJ od nas.
No nie tego za wiele.

Nie dość że nasz głód sięgnął zenitu, a czekanie sporo przerosło nasze oczekiwania (40 minut czekania na zrobienie zamówienia przy naprawdę małym zapełnieniu sali???) to poza wrogimi spojrzeniami (heloł co takiego zrobiłyśmy?) nie zainteresował się nami nikt. W tym czasie dwie urzędujące na sali panny kelnerki zdążyły obsłużyć podczas kilka stolików w zasięgu naszego wzroku a my nie dość że nie uraczone zostałyśmy nawet głupim „w czym mogę pomóc” to jeszcze obdarzone zostałyśmy spojrzeniami typu „zaraz się stąd wykurzę taka i owaka”.
Cóż nam pozostało czynić.

Wkurzone na maksa odsunęłyśmy krzesła i czyniąc wiele zbędnego hałasu opuściłyśmy ten lokal, nie pożegnane nawet głupim „do widzenia” czy „pocałujta nas w cztery litery”.

I tak oto mam właśnie uraz na czas jakiś do dań zwanych naleśnikami...

Miałyście podobnie niemiłą sytuację?

Kathy Leonia

środa, 19 lutego 2014

342. Recenzja: Kobo Long Lasting Glass Shine, długotrwały błyszczyk zwiększający objętość ust

Witajcie!

Jako że dawno nie było notki o mazidłach do ust, myślę, że czas najwyższy, aby takową stworzyć.
Dziś więc, opowiem Wam trochę o błyszczyku do ust z firmy Kobo o wdzięcznej nazwie Long Lasting Glass Shine.

Słowo od producenta: "Błyszczyk zwiększający objętość ust. Formuła błyszczyka zawierająca nowoczesny składnik Kiosmetine zwiększa objętość ust - widoczny efekt 3D. Zawarte w formule naturalne woski, olejki, polimery i mikrosfery nawilżają, pielęgnują, dają natychmiastowy efekt wygładzenia i lustrzanego blasku."

Mazidło w opakowaniu:


Rzut na pędzelkowy aplikator:


Na ręku:



I na ustach:




Szczegóły:



Cena i dostępność:  błyszczyk ów kupiłam kilka miesięcy temu w Naturze i dałam jakieś 7 zł za niego.
  Zapach: produkt niestety "wali" sztucznym aromatem jakiejś chińskiej słodyczy... Coś jakby woń wanilii zmieszać z aromatem dętki od roweru.
 Konsystencja: jasnoróżowe glutowate coś z drobinkami brokatowymi.
  Opakowanie i pojemność: pojemnik plastikowy przezroczysto-czarny. Pojemność: 9 ml.
    Wydajność:  no jakoby genialna.  Używam i używam i nie mogę zużyć... A smaruję się błyszczykiem kilka razy w ciągu dnia.
  Działanie: średnie. I to bardzo. Wyrób Kobo jest bowiem typowym przeciętniakiem jeśli chodzi o smarowidła do ust. Coś tam wargi nawilży, trochę koloru im nada i minimalnie nabłyszczy. Ale bez szału. Trwałość jest również kiepska - pół godziny i produktu już nie ma i trzeba radośnie bawić się w ponowne nakładanie mazidła. A co natomiast ze zwiększeniem objętości ust zgodnie z hasłem reklamowym? Cóż... To chyba tylko taki slogan twórczy, nie mający pokrycia w rzeczywistości. Kolejny minus? Smak i zapach... Ohydny, wstrętny i sztuczny... Wystarczy raz przypadkiem posmakować produktu, by mieć uraz do tej "ambrozji" na cały przyszły żywot. Tak więc nie i nie i jeszcze raz nie dla błyszczyków z Kobo. Trzymajcie się od nich z daleka... Brrr i zgroza...
   Ocena: 2/5

Kathy Leonia

wtorek, 18 lutego 2014

341. Wypadanie włosów podczas mycia: aktualizacja 2014

Witajcie!

Dziś będzie cosik dla włosomaniaczek.
Zaprezentuję Wam bowiem zaktualizowany stan wypadania moich włosów podczas mycia.

Ostatnio wyglądało to tak:

kwiecień 2013 r: Klik!
Teraz się to prezentuje następująco:


Jak widać niestety, trochę więcej zaczęło mi włosów lecieć - zarówno przy myciu jak i czesaniu - o czym wspominałam już we włosowej aktualizacji z miesiąca luty: Klik!.
Wszystkiemu winne są stres i mało regularne posiłki...

Ale cóż, walczę dzielnie z włosiskami, staram się jeść od jakiś dwóch tygodni o stałych porach dniach, piję pokrzywę i skrzyp, łykam witaminki.
I mam nadzieję, że  kudły będą się dziarsko trzymały łepetyny.

A jak Wasze włosiska?
Też uciekają?

Kathy Leonia

poniedziałek, 17 lutego 2014

340. Recenzja: Miss Sporty, Just Clear Mascara, transparentny tusz do rzęs

Witajcie!

Dziś będzie kosmetycznie.
Zapodam Wam słów kilka na temat pewnego mazidła do rzęs, znanego pod nazwą: Miss Sporty, Just Clear Mascara, transparentny tusz do rzęs.

Słowo od producenta: "Maskara Just Clear nadaje rzęsom naturalny wygląd i blask. Żelowa formuła pielęgnuje nadając piękny kształt i połysk. Nie rozmazuje się ani nie klei. Testowana oftalmologicznie:.

Bohater w okazałości:



Szczota:



Na ręku:



Razem z tuszem do rzęs:



 Szczegóły:


Cena i dostępność:  powyższy produkt kupiłam z 8 miesięcy temu w Rossmanie i dałam za niego ok. 10. zł.
  Zapach: w sumie bez zapachu. Neutralne coś.
 Konsystencja: glutek przezroczysty, który ma tendencję do tzw. fajdania się, w wyniku czego po kilku miesiącach zawartość nie wygląda estetycznie...
 Opakowanie i pojemność: Plastikowy pojemnik o skromnych zdobieniach. Pojemność: 8 ml.
    Wydajność: bardzo dobra. Mazidła tego używałam prawie rok czasu i nic się z nim nie działo niedobrego, czyt. nie skisło.
   Działanie: bardzo fajnie. Produkt nakładałam co dziennie rano na rzęsy, przed nałożeniem tuszu takiego właściwego. W takowej oto formie niby-odżywki, wyrób z Miss Sporty spisał się naprawdę zacnie. Przede wszystkim, dobrze rozdzielał i podkreślał mi rzęsiska, nie sklejając ich przy tym. Dzięki temu, w połączeniu z tuszem, efekt firanek na oczodole był wyrazisty, acz naturalny. Mazidła tego używałam również do brwi, aby je ładnie ujarzmić i utrzymać wszystkie włoski na swoim miejscu. I w tym przypadku byłam zadowolona z działania smarowidła; brwi się błyszczały a włoski nie wychodziły poza nadaną im ramę. Warto wspomnieć także o cenie, która - jak na wydajność tuszu - jest bardzo przystępna. Byłby to więc produkt idealny zarówno do brwi jak i rzęs, gdyby nie jeden, mały szkopulik. Mianowicie przezroczyste opakowanie, przez które widać wyraźnie nieestetyczny wygląd specyfiku po kilku miesiącach użytkowania... Rozumiem, idea transparencji zarówno w kwestii produktu jak i otoczki zewnętrznej.. Ale myślę, że gdyby opakowanie było w jakimś kolorze, nic by się przecie nie stało złego samemu glutkowi w środku... Mimo tego, jest to produkt godny wypróbowania i szczerze go polecam.
   Ocena: 4/5

Miałyście? Znacie?

Kathy i Leon

niedziela, 16 lutego 2014

339. Niedzielny Jacek.

Witajcie!

I już niedziela nastała.

Co by tu w takim pięknym słonecznym dniu porobić?

Może pobawimy się od rana w tzw. "kot zdechł?":


Nie?
Mało twórcze?
Hm...
To może mnie pogłaszczesz i podrapiesz zza uszkiem?
Zobacz jak ładnie się nastawiłem!:


Też nie?

No to już naprawdę nie wiem..
 Sama się baw ze sobą, mam focha prych!:



Kathy i Leon i Jacek, który się sfochał.

sobota, 15 lutego 2014

338. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Kolejne zakupy popełniłam w tym tygodniu...
O zgrozo...

Tym razem jednak były to ubrania.
Jak dobrze swoją drogą, że nie kupuję tylko i wyłącznie kosmetyków.

Nie mniej jednak, za poniższą rozpustę sklepową winę ponosi stres w robociźnie, który musiałam jakoś rozładować.
I tak oto zaszłam sobie do Terranovy i akurat trafiłam na promocje.

A babę nic tak nie pocieszy jak fatałaszki!
 
Oto moje łupy:

Terranova, spodnie typu dżins, rozmiar 34 - 39.99 zł

Terranova, spodnie typu a'la bojówki, rozmiar S - 17,99 zł

Terranova, sweter fioletowy, rozmiar S - 17, 99 zł

Terranova, spodnie szare, rozmiar 36 - 12, 99 zł

Jeśli Wy macie gdzieś Terranovę w pobliżu to gnajcie tam co tchu!
Jest wielka, masakryczna wyprzedaż wszystkiego.
Za te powyższe ciuchy i to naprawdę dobrej jakości, zapłaciłam w sumie ok. 100 zł.
W normalnych warunkach sklepowych wydałabym trzy razy tyle...

Spodnie na pewno się nie zmarnują i będą użytkowane na co dzień jak i od święta.
A sweterek będzie mnie ogrzewał w chłodne dni tej zimo-wiosno-ciapy.

A Wy coś upolowałyście na promocjach?

Kathy i Leon

piątek, 14 lutego 2014

337. Na Walentynki...

Witajcie!

Skoro już wszędzie napływają te sterty serc czerwonych to i ja nie będę gorsza.

A macie:



Kocham Was wszystkich czytelników moich miłością ogromną i wszelaką!
Dziękuję że jesteście ze mną.

Ach, to takie słitaśne!

Kathy i Leon




czwartek, 13 lutego 2014

336. Gdy nadchodzi PMS...

Witajcie!

W życiu każdej kobiety, co miesiąc, przychodzi taki pewien stan ducha i ciała, kiedy to piękna i zadbana zwykle dama zmienia się w istny wulkan pierwotnych emocji.

Dziwne wahania humoru, nieokiełzane wybuchy zazdrości i gniewu, fontanna łez pomieszana z szaleńczym śmiechem. Napady agresji i krzyku, ustępujące chwilami niepohamowanej czułości. Poczucie bycia brzydką, nieatrakcyjną i okropną i grubą. Chęć schowania się przed światem w jakieś małej norce i zapadnięcia w sen zimowy.

Wszystko to powyższe chcąc nie chcąc prowadzi w międzyczasie więc do tzw. doła lub też focha.

A co najlepsze na zły nastrój?

Jedzenie!

Oto jak sobie dogadzam, kiedy dopada mnie ów pierwotny stan kobiecości:


Delicje, czekoladka, i chrupeczki.
Czego chcieć więcej?

Chyba tylko, żeby tyłek nie przybrał na wadze...


A Wy jak radzicie sobie z PMS?

Kathy i Leon