.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

sobota, 31 sierpnia 2013

216. Pozdrowienia...

Witajcie!

Z racji na wolną sobotę dla większości przesyłam Wam pozdrowienia...
... ze szkoły językowej.

Bowiem jakby tygodnia było mało, dowalili mi zmianę i sobotnią.

Trzymajcie się ciepło i nie zapisujcie się na kursy językowe w weekendy zwłaszcza.

Kathy.
Leon ma ochotę zabić klientów.

piątek, 30 sierpnia 2013

215. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!

Wiecie, że ostatnio w moich lumpeksach ukochanych byłam bodajże prawie dwa tygodnie temu?
Stwierdziłam więc, że takie zabiedbanie woła o pomstę do niebios, i czym prędzej udałam się do szmateksu dwa dni temu, aby coś niecoś upolować.

Dostawa wtorkowa była już przebrana nieco, ale i tak udało mi się capnąć to co chciałam.

Oto moje łupy:

sukienka Gino Rosi, rozmiar 6 - 8 zł

biustonosz samonośny Ah Bra, rozmiar L - 1 zł

Szczególnie jestem zadowolona z tego cacka cyckonoszowego.
Od dawna nęciło mnie posiadanie czegoś, co nie będzie uwierało mnie w biuście fiszbinami i haftkami.
I powiem Wam, że stanik ten jest genialny!

Świetnie podtrzymuje cyca, podkreśla ich kształty, nie uwiera, nie pije.
Niestety jest trochę za luźny, więc noszę go na bluzki na ramiączka, ale i tak uwielbiam go od pierwszego wyprania i założenia.

I mam wielką ochotę kupić sobie podobny model, tylko że w rozmiarze s.

Oczywiście podróbkę.
Oryginał kosztuje 200 zł a ja nie należę do klasy wysokiego budżetu i aż tyle nie wydam na staniora.

Kathy wraz z Leonem panem.

środa, 28 sierpnia 2013

214. Leon zdycha powoli...

Witajcie!

Umieram.

Szkoła językowa wysysa ze mnie moce witalne i psychiczne.
Po dzisiejszych 8-godzinach robocizny wszystko mnie boli.

Od łba poprzez oczodoły, mięśnie szyjne i gardłowe, oraz kończyny nożne i imć tyłek.

Za dużo dziś gadałam, za dużo głupich ludzi okłamałam, za dużo rozmów telefonicznych prowadziłam, za dużo tyłkiem kręciłam.

Tak dobrze się domyślacie...
Zaczyna się powoli sezon zapisów na kursy.
Jak dotąd ruch był średni a ludzie mieli w nosie naukę, tak teraz przeżywamy istne oblężenie zainteresowanych.
A my zaczynamy mieć mały armagedon w związku z tym.

Czuję się normalnie jak Murzyn na polach bawełnę zbierający.
A Murzyni niestety postów kosmetycznych nie piszą.

No chyba, że ich czarny mózg kosmetyczną weną się napełni, na co liczę i czekam.

Kathy i czarny Leon

wtorek, 27 sierpnia 2013

213. Warszawa - fotorelacja

Witajcie!

Szkolenie odbyłam.
W pociągu i na dworcu się nie zgubiłam.
Jestem jak Rambo.

W związku z tym, w ramach wtorkowego relaksu, zapodam Wam małą fotograficzną relację z dnia wczorajszego wrażeń pełnego.

Tak więc, startujemy:


interesująca podróż pociągiem. Wszyscy chrapią - Leon czuwa!

A po dojechaniu pora na słitaśnie foty Pałacu Kultury i Nauki:

normalnie jak igła przebijająca nieboskłon

a tu w całej okazałości
Po widokach jakże zacnych, idę się szkolić:

4 godziny o suchych pysku. Nawet herbatki nie podali...
Dlatego po szkoleniu pędęm pognałam na lodziska do Grycana:



A że lodziska zalegać zaczęły na duszy, spalić je jakoś musiałam i zaczęłam szwendać się tu i tam:

bodajże ma to jakąś nazwę fachową, ale ja na to mówię "Skwerek".

a to wejście do crazy Złotych Tarasów.

i urocza jakże fontanna
Niestety, czas nie pozwolił na więcej i musiałam czym prędzej udać się tam, skąd przyjechałam:



Wniosek z powyższej podróży wypływa jeden.
Więcej niż ze szkolenia, wyniosłam z krótkiego zwiedzania stolicy.

Kathy i Leon

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

212. Stolico, Leon przybywa!

Witajcie!

Jak większość z Was już wie, a tych którzy nie wiedzą, to się zaraz dowiedzą, dziś wybywam na 5-cio godzinne szkolenie do Warszawy.
Szefu szefowej zdecydował bowiem, że nowe osoby są mało wyszkolone i wykwalifikowane i trzeba nas oświecić wiedzą fachowo-tajemną.

Tak więc czeka mnie dzień pełen wrażeń.
Od jazdy kolejami polskimi, po wysiadkę w stolicy, połączoną niechybnie z lataniem po dworcu Centralnym i szukaniem właściwego przejścia podziemnego, po górnolotne myśli wiekopomne na szkoleniu.

Swoją drogą owo szkolenie jawi mi się jako coś mało ważnego.
Bardziej dręczy mnie myśl okrutna, ile ja pamiętam z rozkładu miasta polskich przodków...

Ostatni raz byłam tam bowiem... jakieś 6 lat temu.

No nic.
Będzie wesoło.
Jak mnie nikt nie wyprowadzi na manowce, to wrócę cała, zdrowa i wyszkolona.

Howgh.

Kathy i jej giermek Leon.

PS. Notka automatyczna.
Autorka siedzi se w pociągu i wzdycha woń spalin polskich.



niedziela, 25 sierpnia 2013

211. Gotujemy w weekend, cz. 2 - blondie z kiwi i dżem truskawkowym

Witajcie!

Dziś post dla miłośników obżarstwa wszelakiego.
Zapodam Wam bowiem kolejny odcinek mej serii o wypiekach.

Oto co przyrządziłam dnia wczorajszego i co zalega mi ewidentnie dziś w żołądku :

dzieło w całej krasie

I apetyczny kawałek na talerzu:

niach, niach!

Korzystałam z tego przepisu: Klik!

Tylko oczywiście urozmaiciłam wersję oryginalną, bowiem wydała mi się nieco nudna.
 Dlatego wierzch ciasta ozdobiłam dżemem truskawkowym i plasterkami kiwi.

Jak się podoba?
Kto chce kawałek?

Kathy i Leon

piątek, 23 sierpnia 2013

210. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Mój humor wisielczy nadal ma się dobrze.

Jeszcze 2 godziny do odrobienia mi zostały.
W poniedziałek mam szkolenie w stolicy.
 A dziś przyjeżdża szefu szefowej.

Po prostu świetnie.

Aby więc zapomnieć o tym, co mnie czeka dziś, zapodam Wam małe zakupy, jakie poczyniłam ostatnio.

Oto i one:

spinka i gumka do włosów z Centro, ok. 3 zł każda; lakier srebrny Miss Selene nr 175, lakier różowy Rimmel 60 seconds nr 215.
Ech.
Leon zdechł.

Kathy

środa, 21 sierpnia 2013

209. O nadgodzinach...

Witajcie!

Pamiętacie jak w zeszłym tygodniu skakałam pod niebiosa z radości, że 16.08 był dla mnie dniem wolnym?

Ano był...
Tylko nie do końca.

Dowiedziałam się bowiem, że owe wolne 8 godzin muszę odrobić, gdyż na okresie próbnym nie przysługuje mi ani krztyny dnia wolnego, a prawdziwy urlop dostanę dopiero... w listopadzie.
Na pytanie moje czemu zatem dostałam wolne 16-tego, usłyszałam odpowiedzieć, że mi się przecież należało.

Hahaha, dobre.
Odpoczynek, który muszę odrobić..
Fajnie, że mi o tym szefowa powiedziała już po fakcie.
Równie dobrze mogłabym się obyć smakiem wolności, byleby tylko nie zostawać po godzinach.

Już sam normalny przedział robocizny, czyli 8 godzin jest ciężko wysiedzieć, a co dopiero nadgodziny...

Krew mi się burzy i gotuje, że muszę codziennie zostawać jedną, lub dwie godziny dłużej.

 Kathy i wzburzony Leon

wtorek, 20 sierpnia 2013

208. Włosowa aktualizacja: sierpień 2013.

Witajcie!

Bez zbędnych wstępów pokażę Wam dnia dzisiejszego, jak się mają moje kudły w miesiącu owym.
Od razu zaznaczę, że szału nie ma...
Mimo podcięcia, końcówki nadal wiszą smętnie i widać, że czegoś im brak.
 Nawilżam je, chucham i pielęgnuje a one fochy mają...

Wazony!

Ale może najpierw porównanie z miesiącem ubiegłym.
Tak było w lipcu:


A tak jest teraz:


Dane poglądowe:

Długość: ok. 53 cm. 2 cm poszły pod nożyce.
Skręt: dupa a nie skręt.
 Kolor: blondo-rudo-coś.
 Stan: walczę z ŁZS...
Grubość: ok. 7 cm
  Częstotliwość mycia: co 2/3 dni myję
 Olejowanie: co drugie, trzecie mycie


Produkty do pielęgnacji:

od góry: olejek BabyDream - olejowanie, szampon neutralny Naturia Siberica - mycie, olejek kokosowy - do końcówek, mgiełka z Glis Kura - w dni bez olejowania, aloes - do szamponu, szampon z Vichy na łupież tłusty - do mycia z szamponem z Naturia Siberica.
I tak oto wygląda moja pielęgnacja sierpniowa.
Jak widać, nie ma dużo tych produktów.

I jestem z siebie niezmiernie dumna, że nowych nie kupuję.

A jak Wasze włosiska się mają?

Kathy Leonia

niedziela, 18 sierpnia 2013

207. O promocji w Skarbach Syberii.

Witajcie!

Spieszę do Was w tę piękną niedzielę słoneczną z jakże nowiną wspaniałą.
Otóż zacny sklep internetowy, z jakim mam przyjemność współpracować - Skarby Syberii mianowicie - poinformowały mnie niedawno o aktualnych promocjach, jakie obecnie oferują.

A ja oczywista, nie będę owej informacji trzymała dłużej w ukryciu.

Tak więc oto kilka słów poglądowych od p. Julii:

  - Aktualna promocja w sklepach Skarby Syberii rozpoczęła się 15.08 i będzie trwała do 31.08
  - Przez czas trwania promocji obowiązuje darmowa dostawa przy zakupach powyżej 60 zł. Warunkiem jest "polubienie" profilu Skarbów Syberii na FB (kupon darmowej przesyłki (FACEBOOK) widoczny jest pod podsumowaniem koszyka)
  - Kupony rabatowe znajdujące się na blogach na czas trwania promocji zastąpione są kuponem RABATBLOGOWY (rabat w wysokości 30% dotyczy produktów które nie są obecnie sprzedawane w obniżonej cenie)
- Wiele produktów posiada ceny promocyjne. Są one oczywiście niższe niż możliwe do uzyskania za pomocą kodów rabatowych. 
- Regulamin promocji znajduje się tutaj:
  - Promocji jak zawsze towarzyszy również konkurs. Rozlosowanymi nagrodami będą 3 vouchery o wartości 50 zł na zakupy w naszym sklepie. Warunkiem wzięcia udziału jest udostępnienie na swoim profilu FB postu promocyjnego na swoim profilu FB i wysłanie maila ze zgłoszeniem. 
Regulamin konkursu znajduje się tutaj:
  
Prawda, że powyższe promocje brzmią kusząco?
Kathy Leonia

sobota, 17 sierpnia 2013

206. Hajże na knajpy łodzkie, cz. 1

Witajcie!

Stwierdziłam ostatnio, że zmieniam się w weekendowego smakosza-łasucha.
Jak się ów syndrom objawia?

A tym, że prycham i parskam na normalne obiadki typu rosołek i pomidorowa i marzę o nieco bardziej wykwintnych rarytasach.
Śni mi się nocy pizza, spagetti, naleśniki ze szpinakiem czy steki.
Skąd te sny gastronomiczne?
Odpowiedź jest prosta. To wszystko spowodowane jest monotonią żywieniową w robociźnie.
Od poniedziałku do piątku żyję przeważnie na kanapeczkach z szyneczką i serkiem żółtym, które mi już wyłażą gałkami ocznymi.

Dlatego też - coby nie zmienić się w serowego świra - razem z jedną personą postanowiłam, iż raz w tygodniu, w weekend, będziemy zamieniały się w krytyka kulinarnego a'la M. Gessler. Udawać się będziemy bowiem do różnych, łódzkich knajp i w ramach eksperymentów skonsumujemy dania, które jeszcze w życiu swym nie jadłyśmy.

Oczywiście owe posiłki zostaną uwiecznione na zdjęciu słitaśnym, aby publika blogowa też coś z tego miała.

To w ramach wstępu.

A teraz przejdźmy do faktów.

Oto danie na dziś.

mule z ziołami w sosie z białego wina, restauracja Brasil - Manufaktura, ok. 40 zł.
Tak, tak.

Oczy Was nie mylą.
Skosztowałam sobie skorupiaka powyższego.
Taka tam egzotyka.

Wrażenia?

Może zacznę od tzw. dressingu, na wspomnienie którego mam motylki w żołądku.
Czegoś tam boskiego dawno nie jadłam.
Sos z białego wina był bowiem przepyszny, podobnie jak delikatne krążki cebulowe w nim pływające.
 Z przyjemnością maczałam w nim kawałki bagietki i zagryzałam je wyskrobanymi ze skorupy mulami.

Jeśli natomiast chodzi o bohaterów dnia, czyli imć muli  - tu mam mieszane uczucia.
Smak miały dziwny - nieco gumowaty i bagienny.
Kosztując ich, czułam się nieco jak bajkowy Shrek.
Coś mi się ciągnie w ustach, coś mi wali szlamem... Gdyby nie wspomniany wcześniej sos, mule same w sobie są ciężko do zgryzienia i żołądka zapełnienia...

Podsumowując - za cenę 40 zł spodziewałam się czegoś lepszego.

Podoba się Wam taki pomysł łódzkich, kulinarnych eskapad po knajpach?

Kathy Leonia



piątek, 16 sierpnia 2013

205. Recenzja: Bell Lip Tint, szminka w kremie nr 11 i 13

Witajcie!

Dziś oto pora na kosmetyczne dumania.
Zapodam Wam bowiem słów kilka o mazidłach, jakie odkryłam ostatniego czasu.

Mówić będę o popularnych ostatnio bardzo lip tintach z Bell.
W ręce me wpadły dwa odcienie owej pomadeczki, tak więc logiczne wydaje się to, iżbym recenzyje od razu napisała obu kolorów.

Ale najpierw słów kilka od producenta: "Sekret działania produktu to formuła `long lasting`, która sprawia, że kolor trzyma się niezwykle długo od momentu aplikacji. Specjalne składniki zawarte w formule Lip Tint barwią naskórek ust, co gwarantuje efekt przypominający makijaż permanentny. Kolor trzyma się niezwykle długo od momentu aplikacji. Usta wyglądają niezwykle świeżo, naturalnie i kusząco. Dostępny w sześciu odcieniach"

Bohaterki dnia:

od góry: 13, od dołu: 11
 Na ręcu nr 13:

 Na ręcu nr 11:

 Efekt na wargach nr 11:


 Efekt na wargach nr 13:




Szczegóły:

Cena i dostępność: ok. 8 zł w Biedronce.
 Zapach: oba kolorki pachną podobnie - nieco świeżo i nieco owocowo. Ot taki przyjemny dla nosa zapach, który - o dziwo - jest mało chemiczny.
  Konsystencja: maź do maziania. Jedna różowa, druga czerwona wściekle.
Opakowanie i pojemność: biało-różowe opakowanie z napisami od producenta. Pojemność: 10 ml.
 Wydajność: genialna! Smaruje usta i smaruje i nic nie widać, że produktu cokolwiek ubyło. To szminka na lata...
 Działania: fajne. I to bardzo. Dotąd nie byłam przekonana do tego cudu bellowskiego, który zbierał liczne peany na swoją cześć na innych blogach. Ot sceptycyzm. Jednakże odkąd owych lip tintów wypróbowałam, z miłością ich użytkuję. Za co je lubię?  Za zapach, konsystencję i za trwałość! Oba lip tinty spełniają w 100%  pojęcie trwałości pomadkowej - nawet mimo jedzenia i picia kolor trzyma się na ustach ok. 5-6 godzin. Ponadto nie wysuszają warg, nie podkreślają suchych skórek. Odcień 11 to klasyczne mazidło do pracy - świetnie podbija naturalną różowość warg i czyni je apetycznymi. Numer 13 z kolei to opcja wieczorna, gdy z grzecznej pannicy chcemy przeistoczyć się w kuszącą czerwonymi ustami uwodzicielkę. Polecam zdecydowanie oba kolorki, choć aktualnie moim topem jest delikatna 11,  z racji na fakt, że najczęściej się nią maziam.
 Ocena: 5/5

Znacie?
 Macie?

Kathy Leonia i jej zmęczone gałki oczne.

środa, 14 sierpnia 2013

204. Długi weekend!

Witajcie!

Uff, dotrwałam do długiego weekendu.

Mimo, że naprawdę było już ciężko...
Atmosfera w pracy z dwoma głupimi pannami jest naprawdę napięta.
Niby się kochamy i ślitaśnimy, ale za plecami się obsmarowujemy.

Ot uroki pracowania z babami.

Ale cóż, muszę chyba jakoś przywyknąć, lub to olewać.

Wiem, że należą mi się kopy w tyłek za niepisanie kosmetycznych wywodów, ale naprawdę nie miałam przez te trzy dni siły na nic.

Na szczęście liczę że się zregeneruję i coś stworzę zacnego.

Tymczasem trzymajcie się ciepło i myślcie o mnie.

Kathy zmęczona z Leonem

niedziela, 11 sierpnia 2013

203. I znów niedziela...

Witajcie!

Wybaczcie braku posta przez ostatnie dwa dni.
Ale musiałam odpocząć od sprzęta komputerowego.

I dziś nadal odpoczywam.

Coś sensowniejszego pojawi się dnia jutrzejszego.

Tymczasem, miłej niedzieli!

Kathy Leonia

czwartek, 8 sierpnia 2013

202. Jak ja nie lubię upałów...

Witajcie!

Wczoraj po prostu myślałam, że się ugotuję, lub zniosę w bólach jajo na twardo.
Albo wyparuję jak woda na pustyni.

Czemu?
No zgadnijcie..
Dobrze się domyślacie...
Upały...

Nienawidzę takiej pogody.
Czuję się jak masło na patelni, lub tłuszcz wyciekający na kartofle.

O ile jeszcze 30 stopni ciepła mogę przeżyć jakoś, to 38 stopni to już lekka przesada.
A taką oto temperaturę w robociźnie pokazywał dnia wczorajszego ciepłomierz wiszący nad biurkiem szefowej.

Nie muszę mówić, że wszyscy pracownicy - jak i kursanci - wyglądali jak siedem nieszczęść.
Mimo przewiewnych ubrań z lekką nutą elegancji, siedzieliśmy w szkole językowej i pociliśmy się jak świnie.
Włosy lepiące się do czoła, ubrania przesiąknięte wilgocią...

Antyperspiranty, dezodoranty czy perfumidła - nic to przy takiej pogodzie.
 Ciało i tak będzie się ochładzać, skoro klimatyzacji brak.

Jedynie picie hektolitrów zimnej wody z kranu - pozdrawiam moje chore gardło z zeszłego tygodnia - jakoś pomogło przetrwać mi te 8 godzin.

A dziś ma być jeszcze bardziej upalniej...

O losie, czemu nie może być stopni 25, lekkiego wietrzyku?

Kathy Leonia








środa, 7 sierpnia 2013

201. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!

Dziś spieszę do Was ze świeżo upolowaną zdobyczą ze szmateksu mego ukochanego i zacnego.
Nie ukrywam, że ów ciuch bardzo poprawił mi wczorajszy, zbity humor wisielczy, bo mało brakowało, a zaczęłabym gryźć ludzi z nerwów i z doła emocjonalnego.

Oto i ciuch ten wspaniały:

sukienka, Top Shop, rozmiar 8 - 5 zł

 Sukienka jest prześliczna i przezgrabna - leży uroczo na mym tyłku i dodaje mi plus 100% seksapilu.
I zaraz ją przyodzieję w dniu dzisiejszym do pracy, mając kodeks ubraniowy w nosie.

Kathy Leonia i jej niezwykle kuszący tyłek.


wtorek, 6 sierpnia 2013

200. Wygrana u Ali!

Witajcie!

Spieszę do Was z radosną nowiną o tematyce czysto-przechwalnej.

Otóż wygrałam w zeszłym tygodniu zacne wielkie nagrody w rozdaniu u Ali R.
Paka przyszła dziś i oto radują się oczy moje nią.

A to, co w niej było:


Ach i och.

Mam zapas kosmetyczny aż do grobowej deski...

Kathy Leonia i jej puszczające powoli nerwy na głupie panny z robocizny...

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

199. O wyprzedażach słów kilka.

Witajcie!

Weekend znowu minął szybko jak błyskawica, przecinająca letnie niebo podczas ulewy.
Był piątek, sobota, niedziela i znów oto poniedziałek nastał...

A ja nawet nie zaszalałam w powyższe dni na kończących się wyprzedażach, mimo otrzymania wypłaty.
Siedziałam bowiem w chałupie i odpoczywałam po chorowaniu.

O zgrozo.

Zaczynam siebie nie poznawać.
Wcześniej - jakieś kilka lat temu - to nawet zapalenie gardła mnie nie powstrzymało przed wyprawą na zakupy wyprzedażowe.
A teraz proszę - jak ładnie siedzę w domu od dwóch miesięcy i nie wydaję pieniędzy.

Czyżby włączył mi się znienacka gen antyzakupoholiczny?

A jak u Was z zakupami wyprzedażowymi? 

Kathy Leonia i 30 stopni na dworze.


niedziela, 4 sierpnia 2013

198. Recenzja: Pirolam, szampon przeciwłupieżowy - ZŁO dla włosów z ŁZS

Witajcie!

Po ciężkiej, tygodniowej chorobie katarowo-gardłowej powracam do Was znów.
Mam nadzieję, że cieszyta się wielce z tego powodu radosnego.

Dziś zapodam Wam recenzyję produktu, który strasznie mnie rozczarował.
Mówić będę o szamponie  leczniczym Pirolam.

Oto on:



A to obietnice producenta:

można powiększyć przez "klik" na zdjęcie
 I na ręcu:


Szczegóły:

Cena i dostępność: ok. 20 zł w w każdej aptece.
 Zapach: brzydki i niefajny. Kojarzy mi się z jakimś starym lekiem na kaszel i gorączkę. Ble.
  Konsystencja: uroczy, cieknący z butelki glutek.
Opakowanie i pojemność: biała butla z mocą obietnic producenta. 60 ml liczy sobie.
 Wydajność: beznadzieja. Produkt jest cholernie niewydajny - żeby umyć łepetynę o włosach mojej długości potrzebuję dużo szamponu do spienienia. Ten produkt starczył mi dosłownie na ok. 6 myć głowy.
 Działania: dno i ZŁO i paradoks. Szampon przeciwłupieżowy powiadacie... To dupa, a nie szampon. Zamiast oczyścić mi bowiem łeb z łupieżu, zaognił ów łupież do stanu masakrycznej apokalipsy. Już po drugim umyciu, głowa zaczęła mi swędzieć niemiłosiernie, a białe łuski sypały się płatami. Drapałam się jak opętana i miałam ochotę wywalić ten produkt do kosza z odpadkami bio. Mimo tej przygody, dzielnie używałam ów specyfik dalej, myśląc naiwnie, że ten stan załupieżenia przejdzie. Niestety... Nic bardziej mylnego. W dalszym użytkowaniu było tak samo... Skóra głowy cierpiała katusze podobnie jak włosy - były matowe, suche i bez blasku. Wypadały. Żadnego odżywienia i nawilżenia. No i ten zapach... Ble i fuj. Resztę szamponu po prostu wylałam, bo mi szkoda było głowy mej. Nigdy więcej nie kupię tego badziewia.
 Ocena: 0/5

Miałyście styczność z tym czymś?

Kathy Leonia

piątek, 2 sierpnia 2013

197. Jestem i dycham.

Witajcie!

Po dwudniowej przerwie od pisaniny mej, spieszę z informacyją, że żyję.
Dycham i oddycham.

Gardło już boli mniej, jest jest w porządku.
Jedyne co, to jeszcze katar mnie męczy i kaszel, ale to już da się przeżyć.
Jutro postaram się już wrócić do normalnego pisania, bez smętów o chorowaniu.

Tak więc trzymajta się.

Kathy - prawie zdrowia - z Leonem.