.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

INFORMACJA:

Nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

niedziela, 30 czerwca 2013

173. Recenzja: Joanna Naturia, odżywka bez spłukiwania do włosów farbowanych z makiem i bawełną

Witajcie!

Spieszę Wam donieść, że wczorajszy sobotni egzamin z niemieckiego przeżyłam i - miejmy nadzieję - dobrze sprawdziłam się w roli pilnującego.
Choć patrząc na swą facjatę i emocje wypisane na niej, stresowałam się nie mniej niż zdający.

W ramach niedzielnego relaksu zatem, pora na recenzyję odżywki, która towarzyszy mi od ponad miesiąca. Będę mówić o produkcie z Joanny, znanym jako seria Naturia.
 Moja odżywka to ta bez spłukiwania do włosów farbowanych z makiem i bawełną.

Słowo od producenta: "Odżywka Naturia powstała w oparciu o starannie dobrane składniki naturalne, które pielęgnują włosy farbowane. Sprawdzona receptura zapewnia włosom zdrowy i piękny wygląd.
- Mak - posiada właściwości nawilżające i korzystnie wpływa na połysk włosów.
- Bawełna - bogata w proteiny działa na włosy kondycjonująco."


Bohaterka dnia:

w butli
 I na ręku moim:



Szczegóły:

Cena i dostępność: Odżywkę tę - podobnie jak jej cytrynową siostrę: Klik! kupiłam w Tesco za ok. 4 zł.
 Zapach: przyjemny, delikatny. Trochę wonieje cytrusami, trochę słodyczą miodową, trochę kwiatami. Niestety, owa woń nie utrzymuje się na włosach...
Konsystencja: dość lejąca, kremowa maź do nakładania na włosiska po umyciu.
 Opakowanie i pojemność: plastikowy, czerwono-biały pojemnik o zawartości 200 gr.
  Wydajność: zapowiada się genialna! Odżywkę używam od ponad miesiąca, a żadnego zużycia nie widać w butli.
 Działanie: cudowne! Zdecydowanie tak samo dobrze sprawowała się - wspomniana wcześniej - jej cytrynowa ziomalka: Klik! Ta makowa odżywka również idealnie nawilża włosy i fajnie je wygładza. Ponadto ułatwia rozczesywanie kołtunów, nadając im blask i witalność. I kolejna bardzo ważna zaleta - nie podrażnia mi łepetyny z ŁZS. Odżywkę mogę spokojnie nałożyć zarówno na włosy jak i na skalp, nie martwiąc się  konsekwencjami nieprzyjemnymi. No i zapach! Piękny, słodko-cytrusowy. Cóż Wam będę więcej mówić - dla mnie seria Naturia odżywek z Joanny jest po prostu genialna i każdemu ją polecam!
Ocena: 5/5

A jaka odżywka jest dla Was najlepsza?

Kathy Leonia

PS. Od jutra, tj. od 1 lipca, ma zostać zlikwidowany Google Reader, a co za tym idzie - możliwość obserwowania blogów. Ci, co chcą zostać ze mną dalej i być na bieżąco z moimi wielce wspaniałymi postami, zapraszam do śledzenia bloga mego za pomocą bloglovina: Klik!

piątek, 28 czerwca 2013

172. O mój jaśminie, rozwijaj się!

Witajcie!

Dziś piątek.
O dziwo dzień wolny dla mnie.

Jednak jeśli myśleliście, że oto będę miała trzydniowy weekend, to żeście w błędzie.
Nie ma tak dobrze...
Piątek wolny, ale za to w sobotę idę na 8 do pracusi po to, aby pilnować delikwentów na egzaminie językowym z niemieckiego.

Brzmi niezbyt uroczo, ale no cóż.
Nie wypada przecie narzekać osobie, która - mimo przepracowanych dwóch tygodni - jeszcze w sumie za wiele nie wie, a jej głównym zadaniem jest mówienie "dzień dobry" i odbieranie telefonów...

Na poprawę mojego i - być może - Waszego nastroju zatem, zapodam niniejszym zdjęcie pewnego uroczego krzaka, znanego pod nazwą jaśmin:



Uwielbiam ten zapach, mogę wdychać ową woń od rana do wieczora.
Marzą mi się perfumy - co tam, że mam ich jakieś 17 flakonów - o intensywnym, jaśminowym zapachu.

Może mi jakieś polecicie?

Kathy Leonia

czwartek, 27 czerwca 2013

171. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!

Stwierdziłam, że środa będzie takim dniem tygodnia, kiedy odpocznę od pisania moich wielce wybitnie twórczych postów.
Zatem, aby wynagrodzić Wam wczorajszy brak notki, zaprezentuję łupy moje z sobotniej wyprawy do lumpeksu.
Niestety - z racji pracy i dziwnych godzin zmianowych - nie mogę udawać się na szmateksowe łowy w dniu dostawy, tj. we wtorek.

Nie mniej jednak i tak coś fajnego wpadło w ręce moje.

Oto owe fikuśne rzeczy:

koszulka Top Shop, rozmiar 6 - 3 zł

sweterek siateczkowy, Next, rozmiar 8 - 2 zł
A Wy coś ciekawego ucapiliście ostatnio?

Kathy Leonia

PS. 8 godzin siedzenia przy komputerze i gapienia się jak mysz do sera w mądre rzeczy dotyczące kursów językowych, potrafi nieźle mózgownicę zmęczyć...

wtorek, 25 czerwca 2013

170. Zdobienia paznokciowe: elegancki koślawiec

Witajcie!

Dziś zdobienie z przymrużeniem zmęczonego komputerem oka.

Nie wyszło bowiem idealnie i jest daleko idące od symetrii na obu paznokciach, ale przecie nie będę łaziła z gołymi pazurami do wielce poważanej pracy konsultantki.

Lepsze takie zdobienie niż żadne.

Zresztą oceńcie owe bazgroły sami:

z bliska


z daleka

 Użyte specyfiki:



Szczegóły:

- Lakier główny: WIBO ekspress growth nr 413: Klik!
- złoty top coat: SENSIQUE Strong &Trendy Nails, nr 257 Amber Beach: Klik!

I co bardzo krzywo wyszło?

Kathy Leonia

PS. "Deszcze niespokojne, potargały włosy me,
Więc wyglądałam wczoraj jak szczotka,
itepe itede".

poniedziałek, 24 czerwca 2013

169. Poniedziałkową, słodką porą...

Witajcie!

Jak ten weekend się szybko skończył!
Nawet nie zdążyłam obejrzeć się przez prawe ramię by następnie splunąć z półobrotu na lewą stronę, a tu już poniedziałek.
A co robiłam w sobotę i niedzielę?

Odpoczywałam po pierwszym tygodniu pracy, łaziłam sobie po bazarku, po centrum handlowym i jednocześnie niecierpliwie odliczałam dni i godziny, kiedy to pójdę sobie z wypłatą w kieszeni na wielkie zakupiska.
Póki co niestety, pozostaje mi cierpliwie czekanie do tej jakże podniosłej chwili.

Żeby więc jakoś przetrwać do kolejnego weekendu i naładować akumulatory na dzisiejszy dzień, poczyniłam wczoraj pewne ciasto słodkie.

Tak oto wygląda:

ciasto jogurtowo-truskawkowe z galaretkę.

Niestety przepis gdzieś mi wsiąkł.
Istnieją pewne obawy, że został wyrzucony.

Ale jak się tylko znajdzie, to Wam ów przepis zapodam na bloga.

A Wy jak weekend spędziliście?

Kathy Leonia

PS. Post automatyczny.
Autorka zakasuje w tym momencie rękawy, wypina dumnie cztery litery i dziarsko rusza do robocizny.

niedziela, 23 czerwca 2013

168. Recenzja: Ziaja, odżywka intensywna odbudowa ceramidy do włosów zniszczonych

Witajcie!

Dziś się w końcu przemogłam i recenzję stworzyłam.
Myślę, że niemały wpływ na ten fakt ma to, że po nocnej burzy się nieco powietrze ochłodziło i mogę znów spokojnie oddychać.

Tak więc poopowiadam Wam trochę o pewnym produkcie Ziaji, znanym jako odżywka intensywna odbudowa ceramidy do włosów zniszczonych.

Słowo od producenta: "Aktywny preparat bez spłukiwania o niskim pH, który zamyka łuski i regeneruje włosy aż po same końce. Dostarcza niezbędnych składników odżywczych włosom zniszczonym zabiegami fryzjerskimi.
Działanie:
- uzupełnia niedobór składników budulcowych,
- skutecznie wzmacnia wewnętrzną strukturę włosów,
- zapewnia im natychmiastową regenerację,
- zwiększa wytrzymałość włosów na uszkodzenia.
Efekt: włosy mocne, odbudowane, gładkie.
Niewielką ilość odżywki nanieść równomiernie na świeżo umyte włosy. Nie spłukiwać. Przy włosach zbyt obciążonych równie dobre efekty można osiągnąć spłukując odżywkę po 3 - 5 minutach."


Bohater postu w butli:

można powiększyć poprzez "klik" na zdjęcie
 I na ręku moim zacnym:


 Szczegóły:

Cena i dostępność: produkt ten kupiłam jakiś czas temu w hipermarkecie Real i dałam za niego jakieś 4 zł.
     Zapach: ohydny, chemiczny, trudny do zdefiniowana. Wyczuwam zarazem nutę cytrusów mocno przegniłych i obłędnie odrzucającą woń płynu do mycia toalet. Ble i fuj!
    Konsystencja:  kremowy specyfik do nakładania na włosy. Ot taki biały, lejący się glut.
 Opakowanie i pojemność: butelka plastikowa z jakimiś niebieskimi napisami. W sumie ów design ujdzie w tłoku. Pojemność - 200 ml.
      Wydajność: taka sobie. Preparat nakładany od ucha w dół i stosowany według zaleceń producenta szybko wnika we włosy, pozostawiając mylne wrażenie, że za mało go użyliśmy. Tak więc hojnie dodajemy więcej i w efekcie czego mamy "przyklapik"...
  Działanie: średnie. Tyłka mi nie urwało. Ot trochę wygładza, trochę nawilża, trochę ułatwia rozczesywanie kłaków. Spektakularnej odbudowy czy efektu lśniącej tafli kudłów nie zauważyłam. Uważać należy z dozowaniem produktu na włosy - jeśli użyjemy go za dużo, wówczas nie będziemy się cieszyć z wyglądu naszej fryzury, która się spuszy i przyliże. Oprócz potencjalności przyklapowej, odżywka ma większy stanowczo minus - zapach! Nienawidzę, jeśli jakiś produkt mi śmierdzi. Woń - na równi z działaniem - stanowi bowiem dla mnie punkt zaczepny programu użytkowania. Tak więc więcej owej odżywki nie kupię - szkoda nosa mojego.
Ocena: 3/5

A Wy mieliście powyższy specyfik?

Kathy Leonia

sobota, 22 czerwca 2013

167. Lody, lody dla ochłody!

Witajcie!

Jako że dzień wolny dziś mam, chciałam recenzyję stworzyć mądrą jakąś.
Ale niestety owa recenzyja się roztopiła z racji na wielkie i szalone upały...

Jak każdy człek lubię jak jest słoneczko i jest ciepło i można się poopalać czy popluskać w jakimś zbiorniku wodnym. Jednak gdy zaczyna brakować powietrza a żar z nieba odbiera radość myślenia, to już nie jest fajnie...
Nie wiem jak Wy, ale ja nienawidzę bowiem temperatur powyżej 25 stopni Celcjusza. Mam wtedy wrażenie, że mózg mi się topi, pot ze mnie spływa strumieniami a ja sama wyglądam jak pół tyłka zza krzaka.

Dlatego najlepszym rozwiązaniem na przetrwanie takich temperatur drastycznych są lody.
Moje ulubione to te z Biedronki - nie pamiętam niestety nazwy firmy - za około 99 groszy.

Oto delicja, którą raczyłam się przez cały tydzień po powrocie z pracy:




Ja mam smak avocado, a na zbyciu są jeszcze smaki: czekoladowy, truskawkowy i orzechowy.
Mówię Wam niebo w gębie!

Jak za tak niską cenę aż żal nie jeść!

A jak Wy radzicie sobie w te upały?
Dychacie jeszcze?

Kathy Leonia

PS. Pierwszy tydzień pracy za mną! Howgh.





piątek, 21 czerwca 2013

166. O przesyłce hen z daleka...

Witajcie!

Dziś pochwalę się Wam nowym nabytkiem biżuteryjnym, jaki otrzymałam w dalszym ciągu współpracy z pewną zacną firmą znaną jako sklep internetowy http://www.efoxcity.com/ .
Pisałam już o tym sklepie tu: Klik! i tu: Klik! a także tu: Klik!

Przesyłka szła do mnie ok. 3 tygodnie, ale już wreszcie jest i dziarsko się prezentuje na ręku mym.

Oto ów tajemniczy pakunek i jego zawartość:

 A tu na ręku:

z bliska

i nieco z daleka.

Prawda, że bransoletka wygląda gustownie i niezwykle elegancko?

Kathy Leonia

PS. Post automatyczny, odwiedzę Was jutro jak ochłonę nieco po pierwszym tygodniu roboty.
A na komentarze będę chyba odpowiadała cały weekend, takie mam zaległości...


czwartek, 20 czerwca 2013

165. ZaTAGowana

Witajcie!

Dziś pora na bardzo aktualny TAG, którym to obdarzyć mnie raczyła kochana Pure Morning.
Tak na marginesie pragnę dodać, że należą mi się bęcki, bowiem co do reszty zaległych TAGów sprawa się nieco komplikuje...
Zapomniałam mianowicie, kto mnie do czego nominował...
Wiem, że to siara nad siary, no ale może mi się jeszcze przypomni.
Albo Wy mi przypomnijcie może, jeśli z jaką nominacją u Was zalegam.

Nie mniej jednak wróćmy do meritum.
Dziś odpowiem Wam na pewne pytania.
Tak więc do roboty!

1. Co dla Ciebie znaczy fakt bycia kobietą?
Hm, o matko trochę to filozoficzne ino... Ale jak dla mnie, bycie kobietą oznacza bycie seksowną uwodzicielką, która jest zawsze pewna siebie, nie boi się bronić własnego zdania.

2. Jaką wartość ma dla Ciebie Twoja kobiecość?
To logiczne - kobiecość rozumiana jako bycie dziarską babką - jest dla mnie bardzo ważna i bronię jej kłami i pazurami.

3. Co ją określa?
Kobiecość to dla mnie pewnego rodzaju przebojowość płynąca z intelektu i seksapilu zarazem. To  także jedyne w swoim rodzaju połączenie wrażliwości i mocy, dzięki której każda baba jest w stanie przetrwać tego typu rzeczy jak poród, macierzyństwo.

4. Czy wiesz jaką jesteś kobietą?
(Podaj 10 przykładów tego jaką jesteś kobietą)

Jestem... sobą
Jestem... najlepsza w tym, co robię
Jestem... jedyna taka
Jestem... inteligenta
Jestem... zakręcona
Jestem... roztrzepana
Jestem... romantyczna
Jestem... przesądna
Jestem... zabójczo piękna 
Jestem... Kathy Leonia

Nominuję:

Sandy Osman,
Mastifka,
Łojotokową Głowę,
Testereczkę,
 Seanaith

Kathy Leonia, która uczy się obsługi skanera i ma wielką ochotę zeskanować swoje cztery litery.

wtorek, 18 czerwca 2013

164. Wrażenia po pierwszym dniu robocizny...

Witajcie!

Pierwszy dzień w pracy dobiegł końca dnia wczorajszego wieczorem około godziny 21...
Dziś i cały ten tydzień będzie mój dzień kończył się podobnie.
Bo oczywiście nowego człeka trzeba wkitrać na drugą zmianę na nie wiadomo jak długo i przetrzymać go do końca pracy imprerium edukacyjnego.

No ale nic to.

Ważniejszy jest chyba fakt, czego to się nauczyłam podczas owego pierwszego dnia.
W sumie niczego.

Poznałam rozkład placówki, drogę ewakuacyjną, miejsca toaletowe i kanciapę pracowniczą.
Wiem także za sprawą kursu BHP, co robić podczas pożaru czy nagłego ataku terrorystycznego.

Z rzeczy bardziej formalnych, głównie się nudziłam.
A jak się nie nudziłam, to jadłam kanapki, dłubałam w nosie i piłam wodę ze służbowego baniaka.
Mam bowiem stopniowo poznawać tajniki sprzedaży kursów językowych, a także różne ciekawe aplikacje i zagadnienia stricte teoretyczne, włączając w to obsługę drukarki, kasy fiskalnej, ksera, skanera i tego typu podobnych.

Jak na razie moje obowiązki polegają na tym, że dzwonię do dawnych i obecnych słuchaczy owej szkoły i męczę ich kwestią, czy będą chcieli ponownie przybyć i zapisać się na zajęcia.

Czy mi się podoba?
 Ciężko powiedzieć.

Zobaczymy jak to będzie za tydzień.
Wtedy Wam może coś szerzej opowiem.

A co u Was ciekawego się dzieje?

Kathy Leonia




poniedziałek, 17 czerwca 2013

163. Hajże do roboty!

Witajcie!

Z racji na fakt, że zeszłotygodniowe badanie lekarskie przebiegły i wypadły pomyślnie, dziś oto nastanie pierwszy dzień w mojej robocie.
Jestem bardzo podniecona i niezdrowo podjarana tym faktem.
Przed oczyma mam bowiem wizję rychłej wypłaty, wielkich zakupów a także - być może - szybkiego awansu na jakieś stanowisko kierownicze.

Tak więc trzymajcie kciuki, żebym zachowywała się zgrabnie oraz powabnie i żebym tego pierwszego dnia pracującego niczym nie zepsuła.

Mam tylko nadzieję, że mimo zdobycia i rozpoczęcia owej pracy, nadal zdołam utrzymać regularność tworzenia postów, a przynajmniej postaram się o to, żeby notki pojawiały się np. co dwa dni.
Ale zobaczymy oczywiście, jak to wyjdzie w praniu.

Kathy Leonia

niedziela, 16 czerwca 2013

162. Na słodko!

Witajcie!

Dziś niedzielna pora, tak więc wypadałoby nieco połasuchować.
Postanowiłam zatem przygotować ciasto.

Ale żeby się - rzecz jasna - zbytnio nie namęczyć, stwierdziłam, iż zrobię ciasto na zimno.
Na upały powinno być idealne.

Zakasałam rękawy i wygoniwszy ciekawską rodzinkę z kuchni, przystąpiłam do wielkiego, słodkiego dzieła!
Korzystałam z przepisu tego: Klik!

Niestety, moja delicja nie wyszła aż tak idealnie jak w powyższym przepisie.
Za bardzo zmiękczyłam herbatniki, które miały służyć za spód ciasta, w wyniku czego słodka kontrukcja się nie trzyma tzw. kupy i na talerzu wygląda mniej więcej tak:

wygląd może nie powala, ale smak już tak!

Ale nic to!
Nie od razu Magda Gessler stała się kucharzem.
Powiadam Wam, że nie poddam się w kuchennych poczynaniach i następnym razem powyższe ciasto wyjdzie idealne.
A wtedy moja kulinarna sława sięgnie zenitu i dorobię się własnego programy telewizyjnego pt. "Gotuj z Leonią".

 A Wy co dobrego ostatnio ugotowaliście?

Kathy Leonia

PS. Jutro do pracy!
Koniec z bezrobociem!
Harujmy za najniższą krajową!
Yeach!


sobota, 15 czerwca 2013

161. Recenzja: Farmona Radical, serum ziołowo-witaminowe do włosów zniszczonych i wypadających

Witajcie!

Dziś przyszła pora na recenzję pewnego specyfiku na włosy, który stosowałam przez ostatni miesiąc, a którym to nabytkiem zapomniałam się pochwalić w aktualizacji czerwcowej.
Ach ta skleroza.
Nie mniej jednak dziś się wszystkiego o tym produkcie dowiecie.
Będę mówić bowiem o preparacie z  Farmony Radical Serum ziołowo-witaminowe do włosów zniszczonych i wypadających.

Obietnice producenta: "W skład Serum Radical wchodzi ekstrakt skrzypu polnego, d'pantenol oraz specjalnie dobrane składniki kondycjonujące. Serum odżywia, nawilża, wzmacnia i regeneruje włosy. Zapobiega elektryzowaniu, nadaje puszystość i połysk. Zmniejsza objawy nadmiernego wysuszania włosów. Może być stosowane do układania fryzury."

Specyfik w pełnej krasie:


 I na ręku:


Szczegóły:

Cena i dostępność: produkt ten kupiłam w Rossmanie jakiś miesiąc temu i dałam za niego bodajże 11 zł.
     Zapach: przyjemny nawet, ziołowy. Specyfik ten wonieje mi skrzypem polnym i świeżymi pędami leśnymi.
    Konsystencja:  kremowa maź do wcierania w końcówki włosów. Coś jak kremik do rąk.
Opakowanie i pojemność: tubka plastikowa do wyciskania. Zielone tło i multum różnych napisów mądrych. Pojemność: 150 ml.
      Wydajność: no niestety genialna. Nie używam go jednak na skalp, bo produkt ma w składzie alkohol, który mnie uczula. Tak więc stosuję go na partie włosów od ucha w dół. Do pokrycia powyższych rejonów  włosowych wystarczy naprawdę niewielka ilość preparatu równa połowie paznokcia. Gdybym dała więcej - bym miała przyklap gwarantowany.
  Działanie: słabe. Bardzo słabe. Produkt z Farmony - według obietnic producenta - ma nam kłaki odbudować i nabłyszczać. Jakoś niestety tego nie widzę. Końcówki jak były, tak nadal są suche oraz postrzępione i ani myślą się regenerować. Włosy w wyższych partiach są co prawda w lepszym stanie, ale to na pewno nie zasługa tego serum, tylko regularnego olejowania. Do układania fryzury powyższy produkt też się nie nadaje... Robi z włosów totalnego "ulizaska" i "przyklapka", czyli innymi słowy: bardzo obciąża moje kłaki. Jak dla mnie to produkt bubel. A tyle się naczytałam się w Internecie pochlebnych opinii na temat tego serum i jego cudownego działania odbudowującego końcówki kłaków...Jedyne co mi się w nim podoba to boski, leśny zapach. Ale dla samego zapachu nie będę wydawała 11 zł. Mogę równie dobrze iść do leśnych odmętów i nawąchać się np. ściółki leśnej. 
Ocena: 1/5

Znacie to serum?

Kathy Leonia

piątek, 14 czerwca 2013

160. Współpraca ze Skarbami Syberii

Witajcie!

Wczorajszy dzień, mimo ciągnących się w nieskończoność badań lekarskich, zakończył się całkiem sympatycznie.
Gdy bowiem wróciłam zmęczona medycznymi mądrościami do domu, czekał na mnie pewien pakunek.
Tym czymś była urocza przesyłka otrzymała od przemiłej p. Julii w ramach współpracy z internetowym sklepem z kosmetykami rosyjskimi o nazwie Skarby Syberii.

W paczce owej znalazł się szampon neutralny do wrażliwej skóry głowy, którym mam zamiar traktować mój kapryśny skalp z ŁZS na czele.

Oto jak ów bohater pakunku wygląda:

w całej krasie
 A tu zbliżenie na wieczko:

ładnie zaplombowany!

I obietnice producenta:




Jak tylko zużyję mój obecny szampon z Pharmaceris H-keratinum, zaczynam wielkie testowanie tego rosyjskiego cudeńka.

A Was oczywiście zapraszam do zapoznania się z asortymentem sklepu Skarby Syberii jak i do zamawiania produktów stamtąd!


http://skarbysyberii.pl/pl/


Znacie jakieś rosyjskie kosmetyki?

Kathy Leonia


czwartek, 13 czerwca 2013

159. Aż poleje się krew, czyli hajże do doktora!

Witajcie!

Dziś od samego rana , praktycznie rzecz biorąc od godziny 7 z minutami, czekają mnie różne krwiste przyjemności medyczne.
Udaję się bowiem na badania wstępne, bowiem jak wiadomo, przed podjęciem robocizny pracodawca wymaga, aby pracownik się skontrolował zapobiegawczo.
Nikt przecie nie będzie chciał współpracować z kimś, kto ma jakieś choroby zakaźne czy wirusy w swym krwiobiegu.

Mnie powyższe badania również nie ominą, mimo że święcie jestem przekonana, iż zdrowam jak wół czy tam tur polski.
To jednak moje widzimisię nie wystarczy, aby szefowa chciała przygarnąć mnie pod swoje skrzydła.
Najpierw więc zostanę skierowana na zabójcze pobieranie krwi z żyły, celem zbadania poziomu cholesterolu.
Tak na marginesie - jeśli ów współczynnik będzie zbyt wysoki, zostaną zakazane mi posiłki w robocie i będę musiała pracować li o suchym pysku?

Dalej, mam wizytę u okulisty - vel zmory mej ślepoty.
Czemu lekarz do oczu napawa mnie takim przerażeniem?
A temu, że jako rasowy krótkowidz z zasady nie chodzę często na badania kontrolne (no chyba że raz na 3 lata), gdyż zawsze ów medyk wykryje u mnie powiększenie się wady.
Tak więc żyję sobie w moim świecie na oślep tudzież na opak i całkiem mi z tym dobrze.
 A tu nagle czeka mnie taki szok i badanie ślepi...
Nie wiem jak to wytrzymam psychiczne, gdy dowiem się, że z minus 4 wskoczyło do minus 8 i należy mi się renta ślepaka a nie praca przy komputerze.

Kolejnego dnia, czyli jutro wieczorem, czekają mnie natomiast sprawy sercowe.
Zrobią mi EKG - mój pierwszy raz! - a także pogawędzę sobie  z lekarzem orzecznikiem. który wyda werdykt, czym zdatna do pracy czy nie.

Tak więc widzicie, grafik napięty pęka w szwach.
Ale nie bójta się, dam radę!
Trzymajcie tylko kciuki, żebym nie zwiała na widok... okulisty!

Kathy Leonia

PS. Post automatyczny, w tym właśnie momencie przekuwają mi żyły igłą wielką i wypruwają ze mnie krew.
Zregeneruję się na jutro

środa, 12 czerwca 2013

158. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!

Z racji na to, że wczoraj była dostawa w szmateksie mym zacnym, znowu uczyniłam wszystko, aby się tam wbić na samą godzinę otwarcia.
Uwielbiam normalnie tę atmosferę przepychanek i narastającego napięcia podczas walki o ciuchy.
 Ta adrenalina podczas grzebania w stosie ubrań, to wzajemne wyrywanie sobie wieszaków, deptanie podnieconych dookoła mnie stada bab.
Nic doprawdy nie może się równać z ową babską wojną w lumpeksie!

Niestety w tym tygodniu nie było dużo fajnych rzeczy.
Większość z rzeczy jakie mi się podobały była albo w złym stanie, albo w zbyt dużym rozmiarze.
Nie będę więc brała na siłę.

Do rąk mych trafiła tylko ta oto bluzka:

bluzka H i M, rozmiar 8 - 5 zł

Ciuch ten ma bardzo fajny dekolt, w którym całkiem uroczo się prezentują cyce me.
Ładnie podkreśla ramiona i łabędzią szyję.
No i ten krwisty kolor!

Ot łup idealny!

Kathy Leonia

PS. Właśnie wypełniam papiery do pracy.
Na 5 stronicach do uzupełnienia pomyliłam się 4 razy.
W wyniku czego dokument ten wygląda obecnie jak skarpeta wyciągnięta psu z pyska.

wtorek, 11 czerwca 2013

157. Kreskomania, cz. 2

Witajcie!

Zrobiło mi się wczoraj tęskno za moimi koślawymi manicurami, tak więc na szybko wyczarować postanowiłam cosik.
Nie wyszło może idealnie, ale i tak mi się podoba.

Oto efekt:

można powiększyć przez "klik" na zdjęcie

można powiększyć przez "klik" na zdjęcie

 Specyfiki użyte do powyższego zmalowania:



Szczegóły:

- lakier główny: SENSIQUE Strong &Trendy Nails, nr 257 Amber Beach: Klik!
- lakier do kresek: WIBO art liner nr 13: Klik!

Jak się Wam widzi powyższe zdobienie?

Kathy Leonia

PS. Dostałam pracę za najniższe krajowe wynagrodzenie.
Najpierw trzy miesiące próbne, a potem na 3 lata umowa o pracę.
Zaczynam od przyszłego tygodnia.
Praca nie jest zgodna z moim wyuczonym, filologicznym zawodem i nie ma nic wspólnego z polonistyką, tak więc - na razie - wolę nie rozpowiadać o tym wzdłuż i wszerz szerokości geograficznych sieci.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

156. Recenzja: Avon Treselle, woda perfumowana 50 ml

Witajcie!

Dziś pora na zapach, który towarzyszy mi od prawie trzech lat i który darzę głębokim uczuciem zadowolonego nosa.
Mowa będzie bowiem o wodzie perfumowanej Avon Treselle.

Tak o tym cudzie mówi producent: "Zmysłowy, bardzo kwiatowy zapach. Kształt buteleczki przywodzi na myśl kształt zmysłowej kobiety 'Treselle.

Nuty zapachowe: pieprz, lukrecja, tuberoza, lotos, róża, piżmo, irys, orchidea"

Bohater nosa:

elegancik w szklanej butli

a tu od spodu
 Szczegóły:

Cena i dostępność: perfum powyższy kupiłam na Allegro za ok. 30 zł. Normalna cena katalogowa z Avonu to bodajże ok. 70 zł.
    Zapach: przepiękny i przeciekawy! Najpierw - przez ok. godzinę od aplikacji produktu - wyczuwam głębokie, korzenne nuty pieprzu i piżma. Potem, po upływie dwóch/trzech godzin perfum wonieć zaczyna słodyczą tuberozy i lotosu, by w końcowych akordach - 5/6 godzin po psiknięciu - przejść w kuszącą różę i zabójczą orchideę.
    Konsystencja: jasno-kremowy płyn do psikania.
Opakowanie i pojemność: butelka szklana, zwężana u góry a rozszerzająca się u dołu. Interesująca prostota i elegancja. Pojemność 50 ml.  Tak ma marginesie -flakonik Treselle przypomina mi nieco ten z projektu perfumidła od Diora J'adore.
      Wydajność: genialna! Jeśli będziemy psikać się raz dziennie za uchem, produkt wystarczy na ok. 8 miesięcy!
  Działanie: dla mnie ten zapach to kwintesencja kobiecości. Razem z tym perfumidłem: Klik! Treselle stanowi dla mnie istny hit zapachowy wśród mojej niebagatelnej kolekcji woni. Uwielbiam, kocham i szanuję tę szklaną buteleczkę. Perfum jest bardzo, ale to bardzo trwały (na ciele do 10 godzin, na ubraniach do 3 dni) i piekielnie wydajny. Wystarczy jedno psiknięcie na początku dnia, by do późnych godzin wieczornych cieszyć się piękną nutą otulającego nas zapachu. Woń Treselle działa na mnie pobudzająco i krzepiąco - gdy tylko poczuję te mocne, pieprzno-słodkie nuty, mam ochotę podbjać świat i wodzić na pokuszenie wszystkich ludzi dookoła mnie. Uzbrojona w Treselle za uchem, wiele razy zbierałam komplementy od obcych panów i pań, że cyt.: "Bardzo zmysłowo pachnę". Jednym słowem mówiąc: perfum od Avonu jest królem każdego spotkania towarzyskiego - nosząc go, będziecie królową parkietu, złamanych, męskich serc i zawistnych babskich spojrzeń. Polecam każdej kobiecie, która pragnie zmienić się w drapieżną i uwodzicielską kokietkę.
     Ocena: 5/5

A Wy jakim zapachem lubicie uwodzić?

Kathy Leonia

niedziela, 9 czerwca 2013

155. O bombie, która w Łodzi była...

Witajcie!

Kilka dni temu - bodajże w środę wieczorem - byłam świadkiem wielce groźnego i jakże ścinającego krew w żyłach wydarzenia.
Z początku nic nie zwiastowało takiego feralnego zakończenia dnia.
Ot miły, deszczowy spokojny wieczór.

Wszystko zmieniło się ni stąd ni zowąd, gdy towarzysząca mi od trzech godzin koleżanka, zmęczona gadaniem o marności świata i plotkowaniem o sensie życia, wyraziła chęć udania na lody do Galerii Łódzkiej.
Będąc również spragniona chłodnych, słodkich wrażeń, zgodziłam się na ów niecny dla żołądka plan i z rozkopanej Piotrkowska street poszłyśmy w kierunku Centralu, ku Galerii.

Gdy tak szłyśmy i wymieniałyśmy okolicznościowe uwagi o tym, która wypatrzyła większą dziurę w przebudowanej ulicy, nagle zamarłyśmy z niepokoju.
 Oto do naszych uszu doszedł straszliwy pisk zatrzymywanych samochodów, charakterystyczne dźwięki karetek pogotowia oraz straży pożarnej.
W tej samej chwili - na wysokości pizzeria Centro - zobaczyliśmy przed sobą tłum przepychających się ludzi, którzy wyrażali protest i sprzeciw na widok rozwijanej przed ich oczami taśmy policyjnej.

Armagedon!

Niestety, mimo planów szybciej ucieczki z miejsca zgromadzenia, zostałyśmy przechwycone przez panów milicjantów i zagnane do miejsca zza taśmą.
Na moje pytanie czemu strażnicy miejscy robią ten cały zamęt, pan miły rzekł, że ktoś podłożył tajemniczo wyglądający pakunek pod Urzędem Marszałkowskim - jakieś 100 metrów od miejsca, gdzie był tłum ludzi - i dla własnego bezpieczeństwa należy trzymać się z daleka.
 I przejścia nie będzie, dopóki ładunek nie zostanie rozbrojony.
 Czekamy więc na saperów.

Po tychże słowach przedstawiciela miejskiego nagła cisza zapadła wśród tłumu.
Jakaś kobieta rozpłakała się i z boleścią w głosie wyznała, że zostawiła włączony komputer w pracy i to pewnie może podwoić siłę wybuchu.
Drugi gość rzekł, że niechybnie rzuci go żona, bowiem umówił się z nią pół godziny temu a tu nie ma przejścia.

Panika, boleść, szeptanie rachunku sumienia i żalu za grzechy.
Co robić, co robić.

Stoimy, czas mija, deszcz pada, zimno mi w cztery litery.
 Odechciało się nam lodów...

Teraz oby tylko jak najszybciej opuścić miejsce bombowe i bezpiecznie znaleźć się poza zasięgiem ładunku...

I tak oto w złowrogich nastrojach czekaliśmy na saperów około 2 godziny.
Przyjechali w wielkim, tajniackich wozie, zabrali gdzieś ów pakunek i pojechali w siną dal - otoczeni korowodem policji, karetek i strażaków, aby go gdzieś zdetonować.
Po tym zdarzeniu przejście zostało odblokowane i można było bezpiecznie iść dalej...

Następnego dnia okazało się, że w pakunku były... książki a nie bomba.

Nie mniej jednak przeżyte chwile grozy sprawiły, że poczułam się przez chwilę jak bohaterka jakiegoś filmu sensacyjnego.

Dla zainteresowanych udokumentowane wydarzenie w postaci zdjęć:





Niestety panowie saperowie nie chcieli mi zapozować do ujęcia.

Kathy Leonia, która i bombę z książek przeżyła.

PS. A to mały podarunek od Pure Morning. Dziękuję kochana bardzo bardzo:


PS2. Strasznie wolno mi Internet dziś chodzi...
Od dwóch godzin próbuję Was odwiedzić i nie mogę komentować normalnie postów Waszych, bo ciągle błąd połączenia wyskakuje.
I jak tu się nie wściec?

sobota, 8 czerwca 2013

154. ZaTAGowana

Witajcie!

Kolejny TAG z serii tych, co dawno powinny być już zrobione...
Pytania od Cup Of Jasmine Tea: Klik!

1. Ulubiony dzień tygodnia?
Wtorek! Wtedy to w moim lumpeksie jest dostawa nowych ciuchów.

2. Jak długo prowadzisz bloga?
Kathy Leonia prowadzę od stycznia tego roku, natomiast Karię od czerwca 2006.

3. Trzy rzeczy, które zabrałabyś na bezludną wyspę?
Perfumy, szampan, i przenośną wannę z hydromasażem.

4. Pies czy kot?
Stado kotów!

5. Czy masz na jakimś punkcie obsesje?
Obecnie moja obsesja dotyczy znalezienia dobrej roboty. Inne manie poszły w odstawkę.

6. Ulubiony sklep?
Lumpeks!

7. Lato czy zima?
Lato.

8. Na co wydajesz najwięcej pieniędzy?
Na kosmetyki ewidentnie...

9. Jak sie relaksujesz?
Leżę z tyłkiem do góry i patrzę w chmury.

10. Wymarzone miejsce na wakacje?
Nowa Zelandia.

11. O czym marzysz?
O pracy znalezieniu. Ależ jestem monotematyczna...

Kathy Leonia

PS. Post automatyczny.
Szwendam się w poszukiwaniu sensu życia na odludziu.

piątek, 7 czerwca 2013

153. Włosowa aktualizacja: czerwiec 2013

Witajcie!

Dzisiaj wiekopomna chwila, abym Wam me włosy w czerwcu objawiła.
Co więc u nich słychać?

A co to zwykle w sumie...
Puszą się bowiem jak siano na letnim wietrze i tylko pozostawienie ich bez suszenia po umyciu niweluje tenże problemik.
Ja jednak aż tak nie będę poświęcała się dla tych upartych kłaków i nie mam zamiaru łazić z mokrą głową 3 godziny po chałupie.
Tak więc nolens volens niech się puszą na zdrowie... 
Liczę, że ta nieznośna przypadłość minie po 25 urodzinach moich - które mam dokładnie za miesiąc - jako forma prezentu od siebie samej.

Wypadanie na szczęście nieco ustało i oscyluje w granicach normy, tj. 30 kłaków na dzień.

Przejdźmy jednak do meritum.
Tak wyglądają włosika obecnie:


A tak było miesiąc temu:


Dane poglądowe:

Długość: ok. 50 cm. Podcięłam kolejne 2 cm, bo nie mogłam patrzeć na końce suche.
 Skręt: jakiś chiński
 Kolor: ciemny blond + jasny blond
Stan: walczę z ŁZS...
Grubość: ok. 7 cm...
 Częstotliwość mycia: co 2/3 dni myję sobie
  Olejowanie: co drugie mycie

Produkty używane w czerwcu, te same co w maju: Klik!

Do pielęgnacji doszły jeszcze dwa nowe nabytki, używane od jakiegoś miesiąca:

od lewej: odżywka Joanna Naturia Mak i Bawełna; szampon PHARMACERIS H-keratinum.

Nie jestem zadowolona z włosów w tym miesiącu.
W maju wyglądały na bardziej mięsiste...

No nic, walczę z nimi nadal!

A jak Wasze kłaki się mają?

Kathy Leonia

czwartek, 6 czerwca 2013

152. Recenzja: Tusz do rzęs Maybelline The Falsies Volum' Express Mascara

Witajcie!

Dziś przyszła pora na recenzję tuszu, którego używałam przez ostatni miesiąc czasu.
Mowa bowiem będzie o produkcie do rzęs z Maybelline znanego pod wdzięczną nazwą The Falsies Volum' Express Mascara.

Tak o czarnym mazidle mówi producent: " Mascara Maybelline The Falsies Volum' Express efekt sztucznych rzęs. Niesamowita objętość rzęs, widocznie 3 x więcej rzęs, dzięki formule opartej na pro-keratynie i unikalnych włóknach. Rzęsy wyjątkowo pełne. Bez grudek".

Bohater oka:

można przybliżyć przez "klik" na zdjęcie
 Oko łyse:


Oko po dwóch warstwach tuszu:


Szczegóły:

Cena i dostępność: Powyższy tusz ucapiłam na Allegro. Kosztował ok. 20 zł.
 Zapach: tusz jak tusz. Pachnie czarnym mazidłem.
 Konsystencja: na początku była trochę zbyt wodnista i glutowata, ale teraz jest lepiej.
 Opakowanie i pojemność: zacny fioletowy plastik z szarymi i białymi napisami. 9 ml pojemności.
  Wydajność: jak na razie bardzo dobra. Używam go od miesiąca, a nadal buteleczka pełna jest - a przynajmniej tak mi się zdaje.
  Działanie: jak widać na załączonym powyżej obrazku, tusz się spisuje całkiem fajnie. Ładnie wydłuża mi rzęsy, i podkreśla ich czarny kolor. Dalej, produkt szybko wysycha i nie osadza się na powiekach, trzymając się na swoim miejscu, czyli na oku. Poza tym, mazidło nie osypuje się w ciągu dnia i nie tworzy efektu tzw. pandy. Jedyne co mi się w nim bardzo nie podoba, to notoryczne sklejanie rzęs podczas malowania - wyglądam wtedy jakbym miała  na oku nogi muchy lub pająka - oraz wielka szczotka, którą trzeba umiejętnie posługiwać się. Inaczej efekt wydłubania gałki ocznej murowany... Nie mniej jednak, sklejone rzęsy dziarsko rozdzielam grzebykiem do rzęs, a na szczotę patrzę z przymrużonym okiem - wtedy wydaje się mniejsza. Myślę, że ów tusz jest naprawdę godny polecenia, jeśli nie straszne Wam te dwa małe minusy jego.
 Ocena: 4/5

Miałyście tenże specyfik?

Kathy Leonia

PS. O praco.
Szukam Ciebie tu i tam a Ty ciągle nie chcesz przyjść i zadowolić mnie.
Niedobra bestio!

środa, 5 czerwca 2013

151. Wielkie zakupiska!

Witajcie!

Chyba mnie pogięło.
Nie mam pracy, a łażę po sklepach i niucham przecen, spozierających do mnie zza witryny sklepowej.
Mało tego!
Miast przykładnie oszczędzać to wydaję odłożone na czarną godzinę zaskórniaki tudzież drobniaki wyszperane po kieszeniach kurtek i spodni.
O niedobra ja...

Dnia wczorajszego znowu to zrobiłam...
Tym razem jednak mój czyn był całkowicie zrozumiały. Musiałam bowiem jakoś złagodzić ból startej pięty, bo w końcu latanie na 3 rozmowy kwalifikacyjne w ciągu jednego dnia wymaga nie lada umiejętności survivalowych. Tak więc najlepszym lekiem na biedną moją krwiawiącą kończynę wydawał się być mały napad na sklep i bazarek.
Tym razem w moje rączki zgrabne i powabne wpadły lakierowe cudeńka.

Oto one w kupie:

niach, niach!

A to łupy podzielone na marki:

lakiery GOLDEN ROSE, seria with protein, nr 253 i 325, bazarek, 3 zł

WIBO, gel like, lakier Oleśki - wszystkim dobrze znany.  Rossman, ok. 5 zł

lakiery z H i M, w trójpaku. H i M, cena na promocji to 5 zł

Dzięki niniejszym łowom stan mojego portfela zmniejszył się o jakieś 16 zł.
Nie mniej jednak, radocha moja z owych zakupów podskoczyła o jakiejś milion pięćset stopni w skali Leona.

Idę teraz pochuchać na piętę, która Was krwawo pozdrawia.

Kathy Leonia

wtorek, 4 czerwca 2013

150. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!

Dziś ponownie łowy z lumpeksu mego w ramach tzw. odreagowania.
Upolowałam same bluzki, które rzecz oczywista przydadzą się w wakacyjne upały.

Oto co ucapiłam:

bluzka H i M, rozmiar 36 - 4 zł

bluzka H i M, rozmiar 38 - 3 zł
Szczególnie zadowolona jestem z tej pierwszej, pastelowo-żółtej bluzki.
Będzie idealnie komponowała się z lakierem własnego wymysłu i wyrobu: Klik!

A jak z Waszymi lumpeksowymi łupami?
Coś nowego przybyło?

Kathy Leonia

PS. Chcieli mnie zatrudnić w sklepie z damską bielizną.
Praca po 12 godzin dzień w dzień, umowa zlecenie bez szans na umowę o pracę, jeden dzień wolny w tygodniu.
Chyba oczywiste, że zrobię im psikusa i nie przyjdę na dzień próby.
Wystarczyła mi bowiem próbna godzina...

Quo vadis polski pracodawco?

poniedziałek, 3 czerwca 2013

149. Co jeść na śniadanie?

Witajcie!

Dziś post ze smakiem.

Pokażę Wam bowiem, co ostatnio spożywam na śniadanie.
Nie jest to nic skomplikowanego, więc i przepisu nie będę podawała, bo każdy chyba wie jak pokroić chleb czy bułkę i posmarować twarogiem a następnie posypać pietruszką czy dodać pokrojonego ogórka.

Tak więc oto moja poranna ambrozja:

kanapeczki i tabletka Skrzypowity
A tu trunek do popicia:

herbatka z pokrzywy
Takie śniadanie dodaje witamin i energii na długo.
Nie dość więc, że się najemy to jeszcze się wzmocnimy w zdrowe mikroelementy.

Mniam mniam!

A Wy co konsumujecie o poranku?

Kathy Leonia

PS. Post automatyczny, dziś też się szwendam w roznoszeniu cv.

niedziela, 2 czerwca 2013

148. Jak z dwóch lakierów zrobić trzeci?

Witajcie!

Nadal jestem w stanie poddenerwowanym i emocje mi buzują jak wściekłe hieny na sawannie.
Nie mniej jednak postanowiłam twórczo odreagować nieco piątkowe stresy poprzez zabawę z lakierami.

Tak więc zapodam Wam niniejszym, co podczas owych igraszek poczyniłam.

Otóż były sobie dwa lakiery:

Od lewej: lakier EVELINE Scarlett nr 550 : Klik!, lakier GOLDEN ROSE with protein nr 323: Klik!

Które postanowiłam wymieszać ze sobą, bo jak wiadomo razem lepiej:

tu już pozostałości po mieszaniu

I w wyniku czego powstało to:



A taki był kolor wyjściowy:




Wyszedł piękny, przecudowny pastelowo-żółty kolor.
Jestem w nim szczerze zakochana i jak na obecną chwilę jest to mój lakierowy numer jeden na lato.
Dzięki takiej zabawie nie muszę kupować nowych odcieni kolorystycznych, bowiem sama jestem sobie kreatorem barw.
Mam w planach stworzenie jeszcze jasnego błękitu i różu.
Jeśli coś takiego mi się uda to rzecz oczywista Wam pokażę.

O pierwszej próbie mieszania lakierów i tworzenia własnych, unikalnych kolorów pisałam już tu: Klik!

Szczerze Wam polecam takie igranie z lakierami.
Nie masz jak satysfakcja ze stworzenia własnego, unikatowego odcienia.

Kathy Leonia