.

.

Oświadczenie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie moich słów ani zdjęć. Jeśli chcesz jakieś z nich wstawić u siebie na blogu - zapytaj. Uszanuj czyjąś pracę - czytaj, komentuj, zadawaj pytania, ale nie kradnij!
Obrazek użyty w nagłówku pochodzi stąd: Klik!


Mój stary blog - Karia18

drugi blog: http://karia18.blog.onet.pl


INFORMACJA:

Od jakiegoś czasu mam pewien denerwujący problem z aktualizacją nowych wpisów na liście czytelniczej, natomiast - bez obaw - nowe posty pojawiają się zawsze, codziennie rano, między 7-9. Dlatego śmiało możecie wbijać do Leona pomiędzy jednym łykiem porannej kawy, a drugim!
Aby jednakowoż nie ominąć żadnej notki zapraszam do śledzenia mnie na FB:

Pragnę dodać ponadto, że z racji na zmianę szablonu, niektóre posty - zwłaszcza recenzje - pozostały jeszcze w tle kodu i koloru HTML ze starego szablonu.
Pracuję nad ujednoliceniem całości.
TRANSLATE
Select language

TRANSLATE - SELECT LANGUAGE

Szukaj na tym blogu

czwartek, 28 lutego 2013

55. Szampon z odżywką Pantene Pro-V Intensywna regeneracja 2 w 1, do włosów normalnych - ZŁO dla włosów z ŁZS

Witajcie!

Dziś czas na osąd produktu, który rok temu wywołał u mnie podrażnienie głowiny, przyczyniając się najprawdopodobniej do ekspansji ŁZS...

Producent wszelako obiecuje: "Szampon z odżywką Intensywna Regeneracja to idealne rozwiązanie dla kobiet ceniących piękno i zdrowie włosów pozyskiwane w szybki i prosty sposób. Szampon wraz z odżywką jednocześnie myje i regeneruje włosy chroniąc je przed zniszczeniem, łamliwością i rozdwojonymi koncówkami. Do składników odżywczych i regenerujących zawartych w szamponie 2w1 Intensywna Regeneracja został dodany kompleks Amino Pro-V. Tak wzbogacona formuła odżywia włosy uzupełniając składniki, które są ich podstawowym budulcem. Włosy stają się mocne, lśniące i przyjemne w układaniu."

Oto winowajca:


Na dłoni:

jak niewinnie, kremowo wygląda!


Szczegóły:

Cena i dostępność: ok. 17 zł. w każdej drogerii
 Zapach: kupiłam go ze względu na zapach. Świeży, słodki jak wata cukrowa... Dziś gdy tylko poczuję ową woń mam odruch wymiotny.
Konsystencja: uroczo kremowa.
Opakowanie i pojemność: butelka szamponowa, 400 ml pojemności.
Wydajność:  z tego co pamiętam nawet dobra była, kupowałam jedną butlę i na 3 miesiące mi starczała
Działania: No niestety ZŁO... Zacznę od tego, że owemu mazidłowi byłam wierna bardzo długo. Lubiłam jego kremowość, lubiłam jego zapach, lubiłam jego pienistość. Z początku był dla moich włosów naprawdę przyjemnym ziomkiem i dobrze się nam współpracowało ze sobą. Natomiast, ni stąd, ni zowąd, coś się zepsuło w tej relacji. Włosy me zaczęły bowiem prezentować się coraz gorzej... Zamiast obiecanej regeneracji kudełki wyglądały jak słoma, łamały się na końcach i rozdwajały. W dotyku miast zachwycać gładkością - przerażały szorstkością. Jednak i to nie jest najgorsze... najgorsze jest to, co mi to COŚ zrobiło na łepetynie. Łupież padający z głowy jak płatki śniegu w rosyjską zimę, swędzenie skalpu normalnie jak po ugryzieniu stada wściekłych komarów, ohydne krosty na łowie i straszne zaczerwienienie skóry...  ZŁO! Gdybym w porę nie zorientowała się, że to Pantene jest winowajcą, teraz bym pewnie została w fryzurą a'la Gollum. Nikomu nie polecam szamponów z tej firmy, no chyba, że do prania brudnych, męskich skarpet, bo tu spisują się - o dziwo - zacnie.
Ocena: 1/5

Ostrzegam Was.
Od tego szamponu Wasze włosy na pewno nie będą przypominać tych z reklamy niejakiej panny Żmudy-Trzebiatowskiej.Mam ochotę wysłać tej niewieście łuskę z moich kłaków i dopisać "dziękuję za wiarygodną reklamę ty pi***"

Kathy Leonia

środa, 27 lutego 2013

54. ZaTAGowana

 Witajcie!
Kolejny TAG zaległy.
Pytania od Ani Szczepanik: Klik!

1. Co zazwyczaj jesz na śniadanie?
 Konsumuję chleb ze smalcem i zagryzam ogórem korniszonym.

2. Ile czasu poświęcasz na dodanie posta na blogu?
Post tworzy mi się w oka mgnieniu. Rachu ciachu - i już jest.

3. Od kiedy blogujesz?
 W sumie to od zawsze. Jak nie na blogu to na karteluszkach. Niestety owe karteluszki lubiła poczytywać moja matula i nie widziała w tym nic złego.

4. Twoje ulubiona część garderoby?
Stanik z pusz-upem!

5. Wymarzone miejsce zamieszkania?
Nowa Zelandia.

6. Co zrobiłabyś gdyby nagle straciła swojego bloga?
Bym się upiła z rozpaczy i napisała zaraz maila ze skargą do administratora. Skarga by brzmiała mniej więcej tak: "Gdzie jest k*** mój blog?"

7. Jak wpadłaś na pomysł aby założyć bloga?(co Cię skusiło)
 Niebiosa mnie skusiły

8. Jaki masz styl?
 Nienormalny

9. Jakiej cechy w sobie nie lubisz?
Roztrzepania

 10. Twój ideał chłopaka?
Chłop polski

11. Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
Prezydentem

Te pytania natomiast dupę mogą już urwać.
To lubię!

Kathy Leonia

PS. Post opublikowany automatycznie, z racji tego, że dziś na blogu się już nie pojawię. Na komentarze pewnie odpowiem w czwartek.
Tworzę bowiem w amoku mgr.
 Do czwartku muszę wydusić jak najwięcej.
AAAAAAAAAAAAAAA!

Kathy Leonia

wtorek, 26 lutego 2013

53. Recenzja: Loreal z serii Color Juice sticks, błyszczyk w formie pomadki

Witajcie!

Dziś będzie recenzja mojego słodkiego (dosłownie i w przenośni) błyszczyku w formie pomadki Loreal z serii Color Juice sticks.

Według opinii producenta: "To pierwszy błyszczyk w formie nawilżającej pomadki. Nadaje intensywny, długotrwały kolor i połysk, jednocześnie optycznie powiększając usta.  Jego wyjątkowa formuła oparta jest na wysokiej jakości olejkach nawilżających i polimerach, które odbijają światło i zwiększają intensywność połysku jak i koloru".

Zakochałam się od pierwszego maźnięcia.

Oto bohaterka dnia:

Mój kolor

Delikatna acz urocza

Efekt na ustach:



Szczegóły:

Cena i dostępność: ja kupiłam na Allegro za 10 zł. I tam polecam Wam szukać.
Zapach: cudowny! Słodki, naturalny, niczym guma Mamba i landrynki owocowe.
Konsystencja: dobra i twarda. Nie rozciapuje się ani nie łamie.
Opakowanie i pojemność: standardowe do wykręcania. 3,2 gr poezji dla ust.
Wydajność:  bardzo dobra; mam ja od dwóch miesięcy, używam często i nadal jest około 3/4 produktu
Działanie: BAJKA! Nawilża, nadaje kolor, nie podkreśla suchych skórek, utrzymuje się około 3/4 godzin na ustach, smacznie się ją zlizuje.
Ocena: 5/5

Polecam Wam szczerze. To moje odkrycie ostatniego czasu.

Kathy Leonia

poniedziałek, 25 lutego 2013

52. Pokaż cycki!

Witajcie!

Niejaka Zminimalizowana tym oto postem: Klik! zainspirowała mnie do kolejnego wyzwania.
Mianowicie, chodzi o to, by dać cycom dojść do głosu!

Amatorom pornografii i zboczuchom od razu mówię, że nie bardzo się podniecą na ten jakże wysublimowany widok.

Tak moje specjalnie dla Was, oto moje niewyrosłe cyce:


Pozdrawiam napaleńców.

Kathy Leonia

PS. Notka opublikowana automatycznie, na komentarze, wnioski, zażalenia odpowiem jutro.

PS2. Moniś pamiętam o TAGu pamiętam...

PS3. Nie martwcie się, czuję się dobrze jak zawsze, tylko mi nieco mocniej dymi pod czachą, stąd taka pomysłowa notka.

niedziela, 24 lutego 2013

51. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!
Dziś kolejna porcja zdobyczy szmateksowych z tego tygodnia. Musiałam się nieco odstresić sami rozumiecie. Mimo dnia dostawy ceny były wręcz idealne na kieszeń studencką.
Nie jest tego dużo, nie mniej jednak radość z udanych zakupów mnie nie opuszcza.

Zobaczcie sami:


1. sukienka Top Shop, rozmiar 8 - 7 zł

2. Top H and M, rozmiar 34 - 4 zł
Podobają się Wam?
Czy to nie Wasz styl?

PS. Do eksperymentu z demakijażem oczu za pomocą olejku zgłosiła się jedna osoba - Sylwia C.
No cóż zawsze w kupie raźniej!

Kathy Leonia

sobota, 23 lutego 2013

50. Capuchino i be power, czyli co tam piszczy w mgr

Witajcie!

Dziś będzie kolejny post z cyklu "Kathy Leonia i jej tworzący się mgr".

Jak do tej pory stworzyłam w bólach, mękach i siódmych potach stron około 30.
Jak dla mnie to wyczyn naprawdę ogromny, zważywszy na to, w jak krótkim czasie owe stronice powstały i w jakich okolicznościach.
 Mniej więcej wygląda to tak - pozwólcie, że zademonstruje - otwarty plik z magisterką, na przemian z Wiochą, Youtubem, Facebookiem i blogaskiem.
 Dookoła mnie dwie kubki z be powerem, wokół mnie syf kiła i mogiła rozwalonych wszędzie kartek i karteluszek.

Ale wracając do rzeczy.
 Z tej skromnej liczby napisanych 30 stron , niestety tylko połowa jest sprawdzona przez promotorkę.
Czemu?

A temu, że promotorka nie ma czasu na bieżące ślęczenie nad mymi wypocinami.
Bo sesja bo poprawki bo jakieś mądre artykuły pisze ona sama.
I jak to oznajmiła, muszę się uzbroić w cierpliwość.

Dobre sobie.
Jak mam do cholernej cholery się uzbroić w cierpliwość, skoro zostały nieco około 2 tygodnie bym pracę miała już wymuskaną i najlepiej sprawdzoną...

Tak więc nic dziwnego że cierpię na syndrom SS - sraka & stresior.

Chodzę po ścianach i sufiecie z be powerem oraz capuchino czekoladowym i kontempluję.

Aby praca magisterska była uważana za pracę magisterską filologa polskiego, musi liczyć przynajmniej stron 80...
Czyli przez te dwa tygodnie muszę jeszcze wyprodukować jakieś 50 stronic, licząc że przy dobrych wiatrach promotorka zdąży je sprawdzić.

Nie pozostaje mi nic innego jak tylko gromki okrzyk do samej siebie:

"Kaśka ty cholerny leniu, czemu do jasnej Petronelli nie wzięłaś się za to wcześniej!!!"

Kathy Leonia

piątek, 22 lutego 2013

49. Najwygodniejsza fryzura domowa

Witajcie!

Dziś zaprezentuję Wam w jakim to uczesaniu paraduję sobie po chałupie tudzież na niezobowiązującym spotkaniach towarzyskich.

Oto owe uczesanie:

Tak robię zdjęcie z lustrem do lusterka! Jaki to obciach.

 Jak ją zrobić?
Cóż to banalnie proste, nawet po ciężkiej imprezie jestem w stanie powtórzyć poniższą sekwencję kroków, potrzebnych do wykonania tegoż super ekstra uczesania.

Ale żeby nie było, dla zasady podam owe kroki:

1. Uczesz włosy (choć w sumie nie musisz, jak wolisz mieć kitę z kołtunami)
2. Zbierz włosy i zawiąż jedną kitę.
3. Odmierzając z precyzją w ręku mniej więcej połowę odległości od pierwszej kity zrób drugą kitę.
4. Ciesz się i raduj, że Ci fryzura wyszła!

Tak na marginesie, jak kto będzie uważnie się przyglądał na lusterko w lusterku, znajdzie tam fragment  mojej przeuroczej facjaty.

Kathy Leonia

czwartek, 21 lutego 2013

48. ZaTAGowana

Witajcie!
Dziś ponownie, TAGowany post. 
Mam niezłe zaległości w tych TAGach i owagach, że doprawdy nie wiem kiedy wyrobię.

Pytania od Blendy Klik!

1. Od jakiego czasu prowadzisz bloga ?
Starego od 7 lat, nowego od roku nowego. Tak w ogóle myślę, że skłonność do blogowania wyssałam od jakiś praciotków, co to pewnie pisywali na papirusach.

2. Wartości w życiu?
Piękna inteligencyja.


3. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu ?
Filozofowanie zostawmy filozofom, że tak to ujmę. 

4. Jak Ci idzie w szkole ?
Na szczęście ten etap chwalebnie zakończyłam i mogę się wypiąć czterema literami do tego pytania. 

5. Czym się interesujesz?
Zakupami na promocjach. 

6. Mieszanka kolorów według Ciebie?
Ło matko, co to w ogóle za porąbane zapytanie. Mieszanka wybuchowa?


7. Powiedz coś o sobie!
Poczytajta se bloga, to się dowieta. 

8. Twoje strony w sieci ? 
Ta, na którą właśnie patrzam.


9. Ulubiony film/serial/książka?
Podawałam tu: Klik! 


10. Twój prawdziwy przyjaciel to ?
Wypchany portfelik! 

11. Na którym miejscu postawiłabyś Boga?
 Jestem wierząca, jeśli o to chodzi. Ale nie noszę moherowych beretów i nie wpłacam na konto rydzykowskie ostatnich oszczędności.

Tak na marginesie te pytania raczej dupy nie urywają, no ale już, niech stracę ułamek swego czasu cennego na komponowanie jakże ambitnych odpowiedzi do nich. 

Kathy Leonia

środa, 20 lutego 2013

47. Urocze kokardki na paznokciach

Witajcie!

W ramach kolejnego zabijania stresu magisterskiego pokażę Wam słit zdobienie na paznokcie w formie uroczej, zielonej kokardki.
Proszę o wyrozumiałość, bowiem pierwszy raz coś takiego próbowałam zmalować.

Oto efekt:


Madzia doceń kokardkę, specjalnie dla Ciebie ją produkowałam
Użyłam:

od lewej: sonda z Allegro, Lakier NO NAME, Lakier WIBO art line nr 18, Lakier  EVELINE SCARLETT nr 43 

Szczegóły:

-lakier główny: Lakier  EVELINE SCARLETT nr 43 Klik!
-kokardki:   Lakier NO NAME, bazarek, 2 zł.
 (recenzja zbędna, powiem tylko jedno co o nim sądzę. ŚMIERDZIEL!)
-środek kokardki: Lakier WIBO art line nr 18, Klik!
-do zdobień użyłam tradycyjnie sondy z Allegro: Klik!

Ładne kokardki?

Kathy Leonia


wtorek, 19 lutego 2013

46. ZaTAGowana

Witajcie!

Jestem coraz bardziej podminowana sytuacją z mgr (lepiej nie pytajcie dlaczego, bo wybuchnę jak niewypał z Afganistanu) i dlatego dziś dla rozluźnienia kolejny TAG.

Tym razem pytania od szanownej Sylwii C. Klik!

1. Skąd wziął się pomysł na założenie bloga?
A którego dnia zaswędziało mnie  mocniej pod czupryną i stwierdziłam, ha, to znak od niebiosów, żeby stworzyć kosmetycznego blogaska. A tak na serio to zatęskniłam za wcześniejszym blogowaniem i poprzednim blogiem i dlatego też powróciłam w innej postaci.

2. Co byś w sobie zmieniła?
O ciężki losie takie filozoficzne pytanie z rana! Każda baba jest idealna na swój niepowtarzalny sposób i nic zmieniać w sobie nie powinna tak mi się zdaje przynajmniej.

3. Jaka jest Twoja ulubiona książka, film, serial?
Książka - "Dziecko ciemności" G. Masterton (polecam miłośnikom horrorów)
Film - "Hideaways" (coś pięknego, połączenie dramatu, horroru, love story i fantasy aaa)
Serial - 10th Kingdoom (10-cioodcinkowy serial, więcej szczegółów nie zdradzę, podam Wam linka to sobie obejrzycie Klik!. I tu od razu dla wyjaśnienia dodaję, że tak tak jaka to jestem zacofana, nie oglądam dr Housów, Chirurgów, Wampirów czy tam innych strasznie popularnych hiciorów).

4. Jak długo dbasz o włosy?
Od roku. Gdybym nie dbała, to bym wyłysiała i wyłupieżała z kretesem.

5. Czego byś nigdy nie zrobiła?
Nigdy nie zjem surowego mięsa ani jaja. Ble!

6. Gdybyś miała wyjechać na bezludną wyspę, to co lub kogo wzięłabyś ze sobą? 
Bym wzięła wszystkich swoich ziomali co by się nie nudzić samemu!

7. Jakie jest Twoje największe marzenie?
To chyba wie już większość - napisać mgr.

8. Jakie są Twoje zainteresowania?
 Główne: filozofowanie, szwendanie się po lumpeksach i czytanie recenzji kosmetycznych od rana do wieczora, dopóki ślepia nie odpadną.

9. Na co czekasz z niecierpliwością?
Tak tak jestem monotematyczna - czekam na wystukanie ostatniego zdania mgr..

10. Jaką słuchasz muzykę?
Wszystkiej jak leci.

11. Do jakiego miejsca byś się wybrała na świecie?
Nowa Zelandia!

Nikogo nie TAGuję, ani nie wymyślam pytań, sami się tam tagujta.
Przepraszam za nieobecność, mam urwanie szczęki odnośnie mgra, promotorka nie ma czasu mi sprawdzać na bieżąco pracy, dostaję więc kręćka tyłka i chodzę podminowana i mam ochotę zabijać z zimną krwią...

Kathy Leonia

niedziela, 17 lutego 2013

45. Zdrowe zbiory - kredki do oczu

Witajcie!

Dziś kolejna odsłona cyklu zdrowe zbiory.
Pokażę Wam moją wielką kolekcję kredek do oczu.

Oto i ona:

Od góry: Konturówka do oczu PALOMA nr 112, automatyczna konturówka do oczu RIMMEL nr 231 pine, automatyczna konturówka do oczu EVELINE black.

Swatche.
Szczegóły:

-złota konturówka do oczu PALOMA, nr. 112, ok. 4 zł., bazarek.

(mam ją 4 lata i ciągle kocham miłością wszelaką i wieczną. Idealna na imprezę, jak i na co dzień. Zalety: świetnie sunie po oku, nadaje spojrzeniu głębi, podkreśla moje sraczkowate oczy, długo się utrzymuje na powiece, jest tania i przewydajna. Minusy: brak!)
ocena: 5/5

-zielona automatyczna konturówka do oczu Rimmel exaggerate, 231 pine, ok. 15 zł, drogeria osiedlowa.

(też mam ją z jakieś 3/4 lata. Używam jej codziennie i nadal zużycie jest małe! Dobra pigmentacja, śliczny kolor, miękkość, wydajność. Wybaczam jej nawet tę niemałą cenę.)
ocena: 5/5

-czarna automatyczna konturówka do oczu Eveline, black, 10 zł, Biedronka.

(kolor idealnej czerni. Na co dzień, na wieczór, na imprezę. Uniwersalna. Miękka, wydajna, długo utrzymująca się na powiece, nie rozmazuje się. Świetna do smokey eye.)
ocena: 5/5

Miałyście może którąś z powyższych kredeczek?

Kathy Leonia

PS. Dziś mogę nie być obecna na blogu, dlatego też zajrzę do Was pewnie jutro.

sobota, 16 lutego 2013

44. Eksperyment: demakijaż oczu olejkiem

Witajcie!

Jakiś czas temu przeczytałam w pewnej gazecie mądrej, że przemywanie oczu olejkiem, wzmacnia rzęsy, powoduje ich wzrost, ponadto taki demakijaż nawilża i wygładza wrażliwą skórę wokół oczu a także zapobiega pierwszym oznakom starzenia się.

Tak więc wpadłam na pomysł przeprowadzenia kolejnego eksperymentu blogowego, który polegałby na tym, że codziennie przez miesiąc wykonuję demakijaż oka olejkiem (w moim przypadku będzie to oliwka dla dzieci Babydream).
Dzięki temu, oprócz wygładzenia i nawilżenia skóry wokół oczu, mam przede wszystim nadzieję, że rzęsy mi się wzmocnią i urosną nieco, gdyż nawet z tuszem do rzęs wyglądają łyso...

Tak się prezentują moje rzęsiska na początku eksperymentu:

Rzęsy niepomalowane.
Rzęsy pomalowane.

Długość górnej rzęsy - ok. 8 mm.


Moja oliwka do demakijażu

 Kto chce przyłączyć się do eksperymentu i sprawdzić, czy od demakijażu olejkiem rzęsiska mu się wzmocnią tudzież urosną, proszony jest o zrobienie następujących zdjęć dokumentujących stan swoich rzęs na dzień dzisiejszy - tj. zdjęcie bez makijażu i z makijażem, pomiar długości górnej rzęsy oraz zdjęcie wybranej przez siebie oliwki do demakijażu.
Oliwka czy olej mogą być dowolne (np. olejek Bambino, olej migdałowy, lniany, Alterra, Alverde itp.) -  ja wybrałam Babydream, bo jest najtańsza.

Zdjęcia te będę potrzebne do podsumowania eksperymentu, które to podsumowanie wykonam za miesiąc, tutaj na łamach bloga.

Możecie zgłaszać się tydzień pod tym postem (tj. do przyszłej soboty).
Po tym czasie listę zamykam i jedziemy z eksperymentem.
Ci co się zgłoszą, proszeni są także o wklejenie do siebie na blogu takiego oto banerka, wraz z podlinkowaniem do tego mojego postu.

Banerek prezentuje się następująco, wykonała go pewna niezwykle zdolna Madzia: Klik!



Jak Wam się podoba pomysł z eksperymentem?
 Przyłączycie się?

Kathy Leonia

piątek, 15 lutego 2013

43. Hajże na lumpeksy!

Witajcie!

Dziś miał być kolejny eksperyment blogowy, ale nie udało mi się jeszcze niestety zgrać wszystkich zdjęć potrzebnych do dokumentacji, więc ów zryw będzie miał miejsce dopiero w weekend.

Natomiast w tym poście przedstawię Wam moje wczorajsze łupy z pobliskiego Królestwa Lumpeksowego.
Pierwotnym moim zamiarem było szybkie wejście i wyjście ze sklepu, bo nie planowałam jakiś większych zakupów z racji tego, że - jak sami widzieliście -szafa mi się nie domyka.
Poza tym, dostawa była we wtorek, więc myślałam sobie, że nic fajnego nie będzie.
Wyobraźcie zatem moje zdziwienie, gdy moim oczom ukazały się poniższe cudeńka, wiszące sobie kulturalnie na wieszakach i tylko czekające aż je capnę.

Oto co upolowałam:

1. Sukienka Next, rozmiar 6 - 6 zł

2. Sukienka Next, rozmiar 6 - 15 zł

3. Sukienka z H &M, rozmiar 36  - 8 zł
Za te trzy boskie kiecki zapłaciłam w sumie niecałe złotych 30!
 Podczas gdy ich normalna cena z pewnością przewyższa moje dopuszczalne pojęcie normy wydatkowej.
Wszystkie są one w stanie wręcz doskonałym (jedynie w żółtej musiałam podszyć ekspresik, bo uciekał).
Gdyby nie fakt, że nie wiem, jak je upchnę do szafy (chyba noguma i zębuma), to bym chadzała do lumpeksów co tydzień).

Co sądzicie o moich łupach?

Kathy Leonia

czwartek, 14 lutego 2013

42. Po taniości: cienie do powiek

Witajcie!

Ja jestem - i tego nie ukrywam - strasznym dusigroszem.
Już od dziecka ciułałam pieniądze do skarboneczki i nie lubiłam ich wydawać niepotrzebnie.
Oczywiście zdarzały i zdarzają mi się się chwile słabości podczas nagłego przypływu gotówki, ale to też są zakupy jak najbardziej przemyślane i ów szał występuje głównie dwa razy do roku podczas wyprzedaży sezonowych.

Dlatego też, pod wpływem kolejnego, genialnego natchnienia, wpadłam na równie genialny pomysł.
Mianowicie mam chęć stworzenia cyklu postów, w których wychwalam pod niebiosa produkty zakupione po taniości.

Dziś przedstawię Wam moją wyjątkowo tanią paletkę cieni do powiek.

Oto ona:

Niestety nie podam Wam dokładnej nazwy, bo się zatarła... Widać tylko to, co na zdjęciu.


Dwa cienie już zużyłam, były to: cień biały i cień szary.
Swatche.
Na oczodole.
Szczegóły:

Cienie kupiłam półtora roku temu u ruskiej pani na osiedlowym bazarku za jakieś 4 zł.
Mimo upływu czasu - służą mi do tej pory.

Jak na ruski wyrób są naprawdę trwałe i bez bazy pod cienie wytrzymują około 5 godzin na powiece. Natomiast z bazą mojej własny roboty - cały dzień i całą imprezę.
Nie osypują się na powiece, nie rolują w załamaniach, nie podrażniają oczodołu.
 Cud i miód.
Jeśli tylko znajdziecie je na  jakimś bazarku, kupujcie bez zastanowienia!

Lubicie zakupy po taniości? Czy wolicie burżujskie wyroby z metkami?

Kathy Leonia



środa, 13 lutego 2013

41. Recenzja: Szampon Vichy Dercos na łupież tłusty

Witajcie!

Na prośbę Mastiffka dziś będzie recenzyja specjalnego specyfiku na łupież tłusty, który stanowi podstawową zmorę chorych na ŁZS.

Obietnice producenta: " Produkt eliminuje łupież już po pierwszym tygodniu stosowania dzięki zawartości dwusiarczku selenu. Technologia zapobiegania nawrotom: zapobiega nawrotom łupieżu nawet do 4 tygodni po zakończeniu kuracji."

Oto bohater dnia:

Butelkos
Wygląda jak kogel-mogel

Szczegóły:

Cena i dostępność: ok. 27-30 zł w aptece; taniej o kilka złotych na Allegro. Można także go kupić tu: Klik!
Zapach: nieokreślony jakiś, ni to świeży ni to stęchły. Jakoś nie przypadł mi do gustu...
Konsystencja: gęsta, żółta maź na oko podobna do kogla-mogla.
Opakowanie i pojemność: 200 ml, w plastikowej buteleczce z otworkiem do wyciskania. Standard szamponiarski.
Wydajność:  słaba... Produkt za Chiny ludowe się nie chce pienić, trzeba całą jego kupę wylać na włosy, żeby choć trochę się spienił. Dlatego ja nie używam go solo, ale łączę z innymi szamponami.
Działanie: Mimo dziwnego zapachu, cholernie wysokiej ceny i zerowej pianowości, stwierdzam, że produkt ma jakieś tam działanie lecznicze. Dodawany do szamponu, zapobiega swędzeniu skalpu, dzięki czemu nie drapię się. Oprócz tego mam wrażenie odświeżenia łepetyny; coś podobnego do żucia gumy miętowej w ustach. Myślę, że zakupię ponownie, jeśli tylko złapię jakąś promocyję cenową na niego.
Ocena: 3/5

Miałyście powyższy specyfik?

Katy Leonia

wtorek, 12 lutego 2013

40. Kropkomania: "Stokrotki"

Witajcie!

Dziś kolejna porcja zdobień na pazury.
Zatęskniło mi się za wiosną...

Oto efekt:

Można powiększyć przez "klik" na zdjęcie


Można powiększyć przez "klik" na zdjęcie
Użyte produkty:

Od góry: sonda z allegro, lakier WIBO nail art nr 8,  lakier GOLDEN ROSE with protein nr 323.

Szczegóły:

-środek kwiatka i żółte dyndzle: GOLDEN ROSE with protein nr 323, Klik!
-płatki: lakier WIBO nail art nr 8, Klik!
-zdobienia: sonda z allegro, Klik!

Powiało wiosną?

Kathy Leonia

poniedziałek, 11 lutego 2013

39. Jak myję włosy z ŁZS?

Witajcie!

Trochę już doszłam do siebie po wydarzeniach weekendowych, zatem dziś post o normalnej tematyce.

Jak większość z Was wie - mam ŁZS.
To paskudne choróbsko skórne przypałętało się do mnie jakiś rok temu i wywróciło żywot mój do góry łbem.
Po przetestowaniu dziesiątek różnych szamponów i specyfików mogę powiedzieć jedno - ŁZS to ciężki przeciwnik i nie łatwo z nim walczyć.

Normalna pielęgnacja i mycie włosów (mam na myśli bylejaki szampon, i bykejaka odżywka nakładania bezpośrednio na łepetynę ) nie wchodzi w grę, gdyż zamiast pomóc - dobije.

Wybawieniem okazała się dla mnie metoda mycia tzw. kubeczkowa.
To nic innego jak rozcieńczanie i spieniane szamponu z wodą (i innymi dodatkami wedle naszego uznania) w kubku i tak oto wymieszaną "papką" delikatne mycie głowy.
Dzięki temu skalp nam się umyje i oczyści z tłuszczu i łoju ale nie podrażni.

Ja jednak udoskonaliłam nieco ową metodą.
Nazwałam ją metodą pojemniczkową.
Dlaczego?
A dlatego, że źle mi się spieniało szampon z wodą w kubku.
Dlatego też kupiłam sobie za 4 zł zakręcany pojemniczek po żelu do włosów (firma Labell bodajże) i w tym to pojemniczku robię miksturę do mycia.

Dla ciekawych kroki przygotowawcze.

1. Potrzebny arsenał:

Od tyłu od lewej: szampon DERCOS VICHY na łupież tłusty, pojemniczek, szampon GREEN PHARMACY rumianek lekarski. Od przodu: mała buteleczka: oliwka SALICYLOL, większa buteleczka: aloes zatężony 10-krotnie z ZSK




2. Mieszanie:

Wymieszane: szampon VICHY + szampon GREEN PHARMACY + 3 krople aloesu + 4 krople SALICYLOLU

3. Efekt po wymieszaniu:

Wstrząśnięte i zamieszane!

Jak widzicie po kilkukrotnym wstrząśnięciu zawartości w pojemniczku, wszystkie składniki się ładnie połączyły ze sobą.
Dzięki temu można przystąpić do mycia głowy bez obawy o podrażnienie czy niedomycie.

Mam nadzieję, że pomysł się Wam spodobał.

Kathy Leonia

niedziela, 10 lutego 2013

38. Brak słów

Witajcie!

Po wczorajszym, ciężkim i męczącym strasznie psychicznie dniu mogę powiedzieć jedno.
Mam dość pogrzebów na przynajmniej jakieś lat 20.

Tyle łez ile wczoraj wylałam i ile chusteczek zasmarkałam to się w głowie nie mieści, bo - jakżeby inaczej - przeryczałam oczywiście całą uroczystość.
Jak tylko weszłam do kościoła i zobaczyłam trumnę - łzy same napłynęły do oczu...
Zresztą na dobrą sprawę wszyscy obecni na pogrzebie żałobnicy - grubo ponad sto osób - pochlipywali, smarkali i szlochali razem z rodziną.
Nigdy jeszcze nie widziałam aż takiej liczby osób w kościele, ani przy grobie.
 Tak samo nigdy nie widziałam tak wiele kwiatów, złożonych na grobie.
Objętością swoją zajmowały prawie 3 metry wysokości i szerokości.

Białe i kremowe róże...
Śnieg...
Białe znicze...
Przepiękny widok- jeśli w ogóle tak można powiedzieć.

Co do tej bliskiej mi osoby, trwałam dzielnie obok niej, trzymałam pod ramię, za rękę, dawałam wyraz temu, że jestem z nią i ją wspieram.
Tak samo towarzyszyłam jej podczas mszy żałobnej, oraz w wędrówce na cmentarz.
Poprosiła mnie o to, żeby być przy niej.

Myślę, że moja obecność w pewien sposób dała jej jakąś otuchę...

Co do innych akcentów pogrzebowych, żaden gafy szczęśliwie nie popełniłam, nie potknęłam się na śliskich posadzkach w kościele ani na lodowisku przed cmentarzem, nie wpadłam na trumnę ani do wozu pogrzebowego.

 Na komentarze odpowiem jutro, i tak samo jutro do Was zajrzę.
Dziś muszę jeszcze ochłonąć z tych wczorajszych emocji...

Dziękuję za miłe słowa pod wczorajszym postem.

Kathy Leonia

sobota, 9 lutego 2013

37. Nie do śmiechu...

Witajcie!

Ci, którzy przyzwyczaili się do moich żartobliwych sformułowań, nie znajdą dziś zaspokojenia.
Dziś nie będzie post do śmiechu.
Dziś będzie czas na zadumę...

Kilka dni temu bliskiej mi osobie zmarła mama.
Nie pisałam o tym na bieżąco, bo to sprawy osobiste, którymi to nie muszę się dzielić z całym światem.
 Nie mniej jednak coś warto o tym wspomnieć, dlatego mówię Wam, że wybieram się dnia dzisiejszego na pogrzeb.

I nie ukrywam, że bardzo denerwuję się tym faktem.
Nie znam się na estetyce pogrzebowej, nie wiem jak mam się zachować, co mówić, gdzie patrzeć.
Nie wiem, gdzie mam stać w kościele, czy blisko tej osoby, by ją wspierać?
Z drugiej strony, nie należę do rodziny, nie mam statutu narzeczonej-prawie poślubionej.
Mam sama przycupnąć sobie w ławce gdzieś obok nich?

Biję się z tymi myślami od wczoraj.

I nie znajduję na nie odpowiedzi...

Trzymajcie kciuki, bym żadnej gafy nie popełniła i nie rozbeczała się od razu przy wejściu do kościoła.

Kathy Leonia

piątek, 8 lutego 2013

36. Recenzja: Essence Miami Roller Girl, pomadka ochronna do ust

Witajcie!

Jak już niektórzy mogli się przekonać, mój bzik to nie tylko perfumidła, ale także pomadki do ust.

Słowo od producenta: "Kolor tego wspaniałego błyszczyka zmienia się w momencie nakładania go na usta. Twoje usta staną się różowe z pomarańczowym bądź czerwonym akcentem w zależności od naturalnego koloru Twoich ust aby zapewnić im subtelny wakacyjny wygląd."
Zakupiłam ją - wbrew rozpustnym myślom co po niektórych - nie ze względu na to pobudzenie, ale ze względu na nawilżenie zimą, co by mi usta na wiórek nie wysychała.

Oto ona:

ja mam w odcieniu 02 Miami Pink

  Efekt na usteczkach:



Szczegóły:

Cena i dostępność: znalazłam ją w Rossmanie jakieś dwa miesiące temu, za ok. 5 zł.
Zapach: cukierkowy, coś jak guma Orbit dla dzieci.
Konsystencja: jak na razie twarda i dobra!
Opakowanie i pojemność: standardowe, do wyciskania. Pojemność: 12 ml.
Wydajność: nawet, nawet. Używam jej od listopada/tudzież grudnia, a jeszcze nieźle się trzyma. Choć niestety zjada się szybko i to niezbyt smacznie...
Działanie: Nawilża, nadaje kolorek ( u mnie to na blady róż wygląda), choć pobudzenia nie zauważyłam jakiegoś większego. Ma tylko jedną wadę, o której wspomniałam wyżej - mimo cudnego, cukierkowego zapachu smakuje okropnie chemicznie!
Ocena: 4/5

Miałyście?

PS. Promotorka odpisała!

Kathy Leonia

czwartek, 7 lutego 2013

35. Panika przedmagisterska - faza druga

Witajcie!

Jako, że niektórzy są ciekawi co tam w mgr piszczy, odpowiadam, że dzieje się, dzieję.
Utworzonych jest na razie coś około stron 10 plus wstęp.
Wiadomo, że to jeszcze będzie się poprawiać i doskonalić na bieżąco, ale ważne, że COŚ jest.

Na dowód wstawiam to oto zdjęcie:

Tak wygląda mój pokój.


Ale to jeszcze nic! Przygotujcie się na nowinę nie z tej ziemi. 
Napisałam do pani promotor!
Sama!
Nikt mnie nie bił kijem ani nie przymuszał.

Jak do tego doszło?
 Zebrałam się w sobie, wychyliłam duszkiem dwa be powersy i w weekend wysłałam promotorce utworzony w bólach i mękach wstęp.
Nie bijcie jednak brawa...
Wszystko byłoby ładnie i pięknie, tylko że promotorka mi nie odpisuje...

Od niedzieli, od godziny 8 rano czekam z niecierpliwością na maila od niej.
Co pół godziny wertuję skrzynkę odbiorczą i dupa.

Opcje są dwie:

Primo - mój geniusz objawiony nagle we wstępie powalił promotorkę na zawał i leży biedaczyna teraz bez tchu i ledwo dycha.
Secundo - promotorka zobaczywszy wiadomość ode mnie, zatarła rączki, wywaliła maila, zamknęła pocztę i pod nosem powiedziała "Ha! Obijała się dwa lata to teraz dam jej nauczkę!".

Jak myślicie co jest bardziej prawdopodobne?

Kathy Leonia

środa, 6 lutego 2013

34. Paznokcie na Emo-Walentyki

Witajcie!

Dziś moja propozycja zdobień pazurowych na Walentynki.
Ale żeby nie było nudno, tj, tradycyjne czerwone serduszka i buziaczki są nudne, moje zdobienie będzie w innym klimacie, roboczo zatytułowanym "emo".

Oto efekt:

Zdjęcie można powiększyć przez "klik"

Jak wyżej.
Użyte specyfiki:

Z tyłu: EVELINE SCARLETT nr 43, z przodu: WIBO art line nr 13.
-Lakier główny: EVELINE SCARLETT nr 43, ok. 5 zł, Biedronka.

(lakier biały jak lakier biały. Nakładam go, gdy chcę robić jakieś zdobienia na nim. Ten niestety nie jest moim ulubionym. Długo schnie, pachnie mało przyjemnie.. Utrzymuje się ok. 4 dni bez top coatu.)
ocena: 3/5

- Emo-serduszka: WIBO art line nr 18, ok. 7 zł, Rossman.

(przyjemny lakier do wzorków. Fajny pędzelek, dobrze sunie po paznokciach, nie rozmazuje się, szybko schnie, mało śmierdzi. Naprawdę zacny!)
ocena: 5/5

I co sądzicie?

Kathy Leonia

wtorek, 5 lutego 2013

33. Zdrowe zbiory: pędzle

Witajcie!

Z racji kolejnego przypływu weny blogowej, postanowiłam, że co jakiś czas będę wstawiała cykl postów o mojej kolekcji związanej z makijażem.
Ów cykl będzie nosił dwa tytuły.

Tam, gdzie zbiory są w granicach normy i ich ilość nie zagraża mojemu zdrowiu psychicznemu tudzież innym domownikom - zdrowe zbiory.
Tam, gdzie zbiory przekraczają niestety taką granicę - chore zbiory.

Dziś, jako pierwsze, światło dzienne ujrzą pędzle!

Oto moja skromna kolekcja:


Zacznijmy krótki opis od lewej strony:

- mały pędzelek z rudego włosia, no name

Używam go do rozcierania na kościach policzkowych pudru brązującego, lub też różu. Bardzo przyjemny gadżet, kupiony za grosze (2 zł) u ruskiej pani na osiedlowym bazarku. Zrobiony całkiem solidnie jak na wschodni wyrób, nie gubi włosia, nie farbuje podczas mycia.

- końcówka od eylinera, WIBO

Ten oto specyfik to nic innego jak końcówka z pędzelkiem od eylinera z firmy WIBO. Jak sama nazwa wskazuje używam go do robienia kresek - z cieni do powiek - na powiekach . Złego słowa o nim nie powiem. Kosztował tyle co eyeliner, czyli ok. 7 zł w Rossmanie.

-pędzelek z pomarańczową rączką, no name

Sprzęt do ust. Znaczy się do nakładania pomadek w słoiczkach, tudzież błyszczyków w puzderkach na usta. Wiecie, gdzie go dostałam? W Lidlu dawno temu. Był dołączony do farbek akrylowych. Koszt zestawu z farbkami - ok. 14 zł. Miękkie włosie, nie ucieka.

-dwustronny pędzelek z czarną rączką, For Your Beauty

A ten gość z kolei, to nabytek z Rossmana. Kosztował ok. 6 zł. Dwie strony - jedna do nakładania cieni i ich rozcierania, druga - do robienia kresek. Ideał, no co mogę więcej gadać.

-wielki pędzel ze srebrną rączką, For Your Beauty

Kolejny przyjemniaczek z Rossmana, wyceniony na bodajże 5 zł  w promocji. Niestety, jego forma pierwotna mnie wkurzała (był za kulfoniasty i rozłożysty), więc musiałam go podstrzyć. I teraz jest w porządku. Wykorzystuję go niecnie do nakładania pudru.

-krótki, gruby pędzel z burgundową rączką, no name

Ten pędzel to jeszcze pamięta czasy komuny, bowiem miała go moja mama. Ale że się kobiecina już nie maluje, oddała go mnie. Fajny, miękki, puchaty, długowieczny, można śmiało się nim miziać po twarzy. Używam go także do brązera.

-długi pędzelek z czarną rączką, For Your Beauty

I trzeci Rossmanowski nabytek, cena chyba 6 zł. Stosuję go do różu. Również miękkie włosie, miło sunie po twarzy, dobrze rozprowadza kosmetyk.

To wszystkie moje pędzelki i pędzle.
Uważam, że jest to naprawdę minimum damskie.
Nie potrzeba mi więcej pędzli, i nie marzę o jakimś "Hakuro super pędzel enty" za złotych 50.
Taniość przede wszystkim!

A Wy co sądzicie o mej kolekcji?
Duża/mała?

Kathy Leonia

poniedziałek, 4 lutego 2013

32. Włosowa aktualizacja: luty 2013.

Witajcie!

Nadszedł ten dzień sądny, kiedy to wypada zrobić urocze zdjęcie włosom i pochwalić się światu co to się z nimi działo.

W sumie w lutym działo się z nimi to samo, co wcześniej.
Myte były, olejowane były, odżywkowane były, i suszone były.
Czasem wyglądały lepiej, czasem podobniejsze były szczotce do kibla, niźli ludzkiemu włosowi.

Zaraz się pewnie napatoczy jedna z drugą, co powiedzą, że włosy od suszarki wyglądają jak kiblowa szczota..
Cóż, jakbym ich nie wysuszyła, to by schły 4,5 godziny same.
 Uwierzcie mi, testowałam to jak było ciepło.

A łażenie z mokrym łbem jakoś mnie nie podnieca w taką pogodę.

Dobra, pora przejść do meritum:

styczeń


luty
Dane poglądowe:

Długość: do łopatek
Skręt: ni to skręt ni to zawijas od gumki
Kolor: ciemny blond
 Długość: załóżmy, że 46 cm (przyrost ok. 1 cm)
Stan: ŁZS
Grubość: 7,5 cm
Częstotliwość mycia: co 2/3 dni. Myję, jak poczuję, że mi głowa cyt. "jedzie nieświeżością"
Olejowanie: co drugie mycie

 Produkty używane w lutym - te same co w styczniu: Klik!

I jak, lepiej wyglądają niż styczniową porą?

Kathy Leonia


niedziela, 3 lutego 2013

31. Pierwszy miesiąc!

Witajcie!

Ale ten czas zapie* ekhm zapędza!

Dopiero co był Sylwester, szampan o 12, i śpiewane "Sto lat" - tak, tak, są osoby co w Sylwestra śpiewają tę oto pieśń - a teraz ni stąd ni zowąd już luty.
Dopiero co było 3-go stycznia, kiedy to zdecydowałam się powrócić pod innych nickiem i blogiem do blogosfery, a już jest 3-go lutego.

Tak więc, jak można prosto wydedukować, równy miesiąc istnieje wśród Was jako Kathy Leonia.
Jestem z tego powodu niezmiernie i niesłychanie i przeogromnie dumna.

Równą dumą napawa mnie fakt, że są osoby i nowe i stare, które znowu chcą mnie poczytywać ukradkiem lub pocichaczu. To jest naprawdę cudne!

Mam mnóstwo pomysłów na notki, eksperamenty i wspólne, blogowe akcje
(o jednym zrywie już w przyszłym tygodniu napiszę, bo na razie TOP SECRET).

Ale dość gadania, pora na tort.
Albo nie.. tort oklepany.

Zapodam coś lepszego, specjalnie dla Was gość honorowy mojej ściany:


Oto Pan z pieniążkiem, który razem ze mną dziękuje za czytanie i komentowanie mego "słit" blogaska!

Kathy Leonia

PS. Słowem wyjaśnienia uprzedzając nieprzyjemne domniemania: nie jestem rasistką, nie popieram prześladowań rasowych, ani nie wyznaję ideologii antyżydowskiej.
Portret Pana z pieniążkiem jest w mojej rodzinie od zawsze,  lubimy sobie na niego patrzeć, stąd wklejam jego zdjęcie, żebyście i Wy na niego rzucili okiem z bliska.

sobota, 2 lutego 2013

30. TAG: pokaż, co masz w szafie!

Witajcie!

Od wczoraj przebywam w bardzo, ale to bardzo konstruktywnym nastroju i wręcz kipię pomysłami - napisałam dwie strony dalsze mgr, więc mam prawo tryskać czymkolwiek zechcę!

 I tak oto, podczas przypływu adrenaliny i energii życiowej, zachciało mi się uporządkować szafę swoją. A żeby owe porządki nie poszły na marne i zostały uwiecznione dla potomnych, wpadłam na pomysł iście genialny!

Wymyśliłam TAG.

Miałby się on zwać : pokaż, co masz w szafie!


Ale do rzeczy.
 Sprawa jest banalnie prosta: otwieramy szafę, upychamy bałagan rękumi i noguma, cykamy zdjęcie i nominujemy 5 innych osób, co by zrobiły tak samo.

Oto wnętrze mojej szafy:

widok z daleka
widok z bliska
Tak więc dalsza kolej rzeczy.

Moje 5 nominowanych osobistości:

Aga eS. : http://kobiecylajfstajl.blogspot.com/
Madziulka: http://glammadz.blogspot.com/
Ka sia: http://chilli-choco-latte.blogspot.com
Nelinka: http://hairdryeer.blogspot.com
Narja: http://truskawkowakawa.blogspot.com/

W drodze wyjątku jeszcze dojdzie jedna persona, żeby jej się nie nudziło i nie smuciło
TESTERECZKO do dzieła! (http://moj-kosmetyczny-punkt-widzenia.blogspot.com/)

Przyłączycie się do imprezy?

Kathy Leonia

piątek, 1 lutego 2013

29. Eksperyment: Czy powiększy mi się cyc po serum Eveline?

Witajcie!

Za namową moich kochanych wariatek, tj. Narji, Mastiffka i Czerwonej Szmineczki zdecydowałam się na rzecz godną zgorszenia!
Tak, na oczach świata całego zrobię dla Was test.
Test będzie dotyczył tego, czy po codziennym wsmarowywaniu w cyce dwa razy dziennie specyfiku z Eveline cosik mi tam się powiększy.

Najpierw wstawię obietnice producenta:

Jak można zobaczyć po powiększeniu obrazka, producent obiecuje, że po 8 tyg. wcierania preparatu cyc się ma zwiększyć o 2 cm w obwodzie.
Mój stan cyców na dzień 01.02.2013:

Tak, tak z tylu jest Pan z grosikiem:D

 
Obwód: 83 cm.




Podsumowując:

Obecny obwód cyca wynosi 83 cm.
Pod biustem mam 68 cm.
Czyli summa summarum rozmiar B (chlip, chlip).

Za 8 tyg., tj. 29.03.2013 winnam mieć w cycach 85 cm.
Czy się uda, zobaczymy za 8 tyg.

Ktoś chce dołączyć do eksperamentu?

Kathy Leonia